Piątek z Martą #69: auto bez prawka, kocia miłość i co u mnie działo

Co się u mnie działo, dlaczego mam auto a nie mam prawka i czy Nitka w końcu polubiła Sznurka – o tym w najnowszym Piątku z Martą!

CO SIĘ DZIAŁO?

Albo zacznę pisać te Piątki częściej, albo naprawdę zleję sama siebie jakimś skórzanym pasem czy czymś takim. Tak lubię to robić (pisać, a nie lać siebie pasem – żeby nie było), a potem gdy co do czego dochodzi – w obliczu różnych zobowiązań MP zawsze schodzi na dalszy plan, mimo moich obietnic, które składam sobie przed lustrem. Może to też dla mnie znak, żebym przestała się tak spinać, bo wtedy nagle okazuje się, że i czasu jest więcej, i chęci się pojawiają. Jak chyba zawsze wtedy, kiedy człowiek przestaje sobie coś z góry narzucać.

W każdym razie: jak zwykle trochę się działo. Przede wszystkim – udało mi się wreszcie ruszyć dalej z moim prawem jazdy i obecnie czekam już na egzamin państwowy z praktyki. Jak mi się uda zdać, to powiem. Nie zakładam, że to będzie za pierwszym razem, ale też nie nastawiam się negatywnie. Będzie co będzie. 🙂

Motywację mam sporą, bo w międzyczasie pojawiło się nasze pierwsze auto. Patryk już ma prawo jazdy, więc odkrywam teraz korzyści pojechania gdzieś samochodem (np. do marketu, dzięki czemu potem nie muszę chodzić obładowana jak wielbłąd – po tylu latach to dla mnie odkrycie stulecia).

Ruszyliśmy też z socjalizacją kotów i od jakiegoś czasu mam dwa futra biegające wolno po domu. Trochę to trwało, ale jestem zadowolona, że zdecydowaliśmy się współpracować z behawiorystą (pracujemy z Mieszkiem) i robiliśmy wszystko powoli, bo jak czytam o tym, jakie ludzie potem mają problemy ze źle zsocjalizowanymi kotami, to aż strach się bać czasami 🙂

Wiadomo, każde zwierzę jest inne i każda sytuacja wygląda inaczej, natomiast u nas były przesłanki, że ten specjalista jest potrzebny i dobrze się stało. Na razie mam koci gang w dobrych stosunkach (chyba, że Sznurek przegina z chęcią zabawy, dostaje wtedy w papę od zniecierpliwionej Nitki).

Jestem taka szczęśliwa, że to tak wyszło, bo jak już Wam wspominałam – kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Powiem jedno: specjalisty też nie wzięliśmy bez przyczyny i borykaliśmy się na początku z problemami, nic nie szło tak, jak miało iść i w pewnym momencie już nawet myślałam, że będę żyła z kotami na dwie zmiany – raz jeden, raz drugi będzie chodził wolno. A tu jednak da się jednak bez zmian i w zgodzie 🙂

Wzięłam się też poważnie za siebie i wreszcie mogę napisać, że nie tylko cały czas piszę, że „muszę o siebie zadbać”, tylko naprawdę zaczęłam to robić.

Witajcie książki, wolne wieczory, długie kąpiele, gotowanie i próba odstresowania siebie samej! Na razie idzie to całkiem nieźle i jestem z siebie dumna. Mała rzecz, a cieszy – umiejętność zwolnienia, kiedy wszystko pędzi.

Jeszcze pracuję nad wyłączeniem tej ilości myśli i skupieniu się bardziej na konkretnych rzeczach, które aktualnie się dzieją, ale wszystko przede mną. Nie od razu Kraków zbudowano, prawda?

W grudniu mam trochę planów, zarówno zawodowych, jak i prywatnych, ale o tym postaram się napisać we wpisie z grudniowymi celami – zawsze potem do takich rzeczy wracam i sprawdzam, co mi się udało zrobić (własnie – mimo mojej listy na jesień, znowu coś mi wypadło w tym roku i kolejny raz nie byłam na festiwalu dyni – masakra! To chyba naprawdę nie jest mi przeznaczone).

NA BLOGU

DO OBEJRZENIA

Słuchajcie, tak się zajarałam filmem Rocketman, że obejrzałam go już dwa razy – i jeśli do tej pory jakoś Was ta pozycja ominęła, to warto to nadrobić! To biograficzny musical o Eltonie Johnie z obyczajowymi fragmentami, a wszystko tak skomponowane, że ogląda się jak naprawdę dobrą historię (którą, swoją drogą, życie Eltona na pewno jest). Da się na tym filmie dobrze bawić, zaśmiać, wzruszyć i nawet mieć jakąś refleksję. Bardzo dobrze się to ogląda.

DO POSŁUCHANIA

Skoro już jesteśmy w klimatach Eltona, to mogę od razu Wam polecić soundtrack z filmu – a najbardziej tę piosenkę, która chociaż jest o sobocie, to idealnie się sprawdzi w piątkowy wieczór:

MIŁEGO WEEKENDU!

Ten weekend będzie dla mnie naprawdę weekendowy – w planach mam odpoczynek, relaks, koty i Monikę, która do mnie przyjeżdża w odwiedziny. Zapowiada się idealny czas – w sam raz przed grudniem, który dla mnie będzie pracowity (na własne życzenie i – bardzo się z tego cieszę!).

A Wy jakie macie plany na weekend?