3 pytania, które słyszę codziennie od ślubu (i robi się to irytujące)

Zmiana stanu cywilnego to wielkie wydarzenie. Niezależnie od tego, czy podchodzicie do tego romantycznie, czy też czysto praktycznie – nie da się ukryć, że obok ślubu tak po prostu się nie przechodzi. Nie – ślub jest jak wystający korzeń w parku – każdy MUSI się o niego potknąć, kiedy idzie ścieżką. I tak jak po potknięciu, krzyczysz coś niecenzuralnego w powietrze, tak i tutaj widząc ślub, niektórzy po prostu muszą o coś zapytać. Nawet, jeśli to średnio ich sprawa.

Jeszcze do niedawna czytając wiadomości czy artykuły o niewygodnych pytaniach, jakie zadają ludzie, myślałam sobie: “ale ze mnie szczęściara – w moim otoczeniu nikt mnie o to nie pyta”. Ale byłam naiwna! Nie pytali, bo okazało się, że żeby aktywować funkcję “dziwne pytania zadawane przez niezbyt bliskich ludzi” musisz po prostu wziąć ślub.

I wtedy się zaczyna. TORNADO PYTAŃ, na które wcale nie chce ci się odpowiadać.

LUDZKA CIEKAWOŚĆ NIE ZNA GRANIC

Ludzka ciekawość ogólnie mi nie przeszkadza – to normalna rzecz. Nie dziwię się, że ktoś jest ciekawy – sama jestem jedną z tych osób, które spacerując po osiedlu wspinają się lekko na palce, żeby zajrzeć do oświetlonych okien i zobaczyć, jak ktoś się urządził. Niestety. To silniejsze ode mnie.

Ale są rzeczy, na które nie chce mi się już odpowiadać, które są dla mnie niewygodne, lub które słyszę już setny raz, bo mam wrażenie, że wraz ze słowami “tak” przy ołtarzu, otworzyliśmy z mężem puszkę Pandory albo aktywowaliśmy jakąś klątwę, polegającą na tym, że bliscy i mniej bliscy, a także KOMPLETNIE nie bliscy ludzie zadają ci codziennie te same pytania.

To może opiszę je tutaj, żeby już więcej do nich nie wracać.

#1 KIEDY BOBAS?

O ile pytanie “ciocia czy bedziesz w cionszy” zadane przez moją bratanicę na Whatsappie bardzo mnie rozbawiło, o tyle już pytania dorosłych ludzi o to, czy planujemy już dziecko nie są już tak urocze.

Pytania o dziecko są złe na tak wielu poziomach, że przez chwilę rozważałam nawet osobny wpis na ten temat. Ale postaram się streścić i zaprezentować Wam poradnik pt. “Dlaczego nie powinieneś nikogo pytać, czy planuje dzieci”.

  1. Istnieje naprawdę dużo par, które stara się o dziecko, ale z tych starań nie wiele wychodzi. Takie pytanie skierowane do osób, które borykają się z problemami z zajściem w ciążę, może być bardzo bolesne, sprawić przykrość, i jednocześnie pogłębić presję na to, by w końcu się “udało”. Nigdy nie wiesz, z czym boryka się dana para – dlatego lepiej ugryźć się w język.
  2. Spora ilość kobiet jest także po przejściach związanych z poronieniami. Takie pytanie może spowodować powrót do złych chwil i znowu – przykrość, smutek. Niestety, ale ilość i procent poronień nie jest wcale taki mały – tylko mało się o tym mówi.
  3. Niektóre pary po prostu nie chcą mieć dzieci – może nigdy nie zechcą mieć, a może nie chcą mieć w tym momencie – i takie pytania są strasznie niewygodne i przykre, bo zadawane wielokrotnie sprawiają wrażenie, że robisz coś źle, że przecież skoro był ślub, to teraz dziecko, jak każdy normalny człowiek. No nie. Posiadanie dziecka nie jest obowiązkiem, jest za to ogromną odpowiedzialnością i nie każdy czuje potrzebę, żeby tą odpowiedzialność na siebie wziąć.

Równie męczące jest zakładanie, że ktoś te dzieci będzie miał. “To teraz bobas”, “może się młody pojawi”, “do roboty”. Jezu. Dajcie ludziom spokój.

#2 DLACZEGO TYLKO ŚLUB CYWILNY?

Zacznijmy od “tylko”. “Tylko” cywilny, jakby ślub cywilny był gorszym rodzajem ślubu, niepełnym – a tylko ten konkordatowy jest w stu procentach odpowiedni.

Myślę, że z tym jest tak, że większość z nas wychowała się z kościołem katolickim, więc jest to dla nas “jedyna” droga, to znaczy: każdy tak robi. Chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub – nawet, jeśli od lat się do kościoła nie chodzi, to przecież trzeba w ten sposób, bo to “porządne”. Zwykłe cywilne śluby przeznaczone są dla rozwodników i innych takich “pariasów”.

Problem polega na tym, że mało to wszystko ma wspólnego z rzeczywistością. Według prawa, ślub cywilny jest tak samo ważny, jak ślub konkordatowy.

Dla nas akurat było oczywiste, że weźmiemy ślub cywilny – nie podoba nam się, jak ostatnio wygląda sytuacja w kościele katolickim i bylibyśmy hipokrytami, biorąc tego rodzaju ślub, jednocześnie nie popierając działań Kościoła.

Warto też pamiętać o tym, że zawsze ten ślub kościelny można zrobić, jeśli zmieni się światopogląd (co przecież też się zdarza – człowiek zmienia się całe życie).

#3 DLACZEGO WZIĘŁAŚ NAZWISKO MĘŻA?

Fot. Łukasz Ciesielski

A zmiana nazwiska to akurat kwestia, o którą wszyscy mnie pytali już po zaręczynach. Ponieważ w jakiś sposób moje panieńskie nazwisko to też trochę moja “marka” – wiele osób było szczerze zdziwionych słysząc, że przyjmuję nazwisko męża. Dla mnie jednak ma to wymiar symboliczny: tworzymy razem nową rodzinę, zaczynamy coś razem, stąd wspólne nazwisko.

Czy była to dla mnie łatwa decyzja? Nie łatwa, ale oczywista, to znaczy: raczej nie myślałam o innym wyborze. Czy jest mi szkoda, przykro? Tak, wypełniając podanie o nowy dowód się popłakałam 😀 Moje nazwisko panieńskie jest ważną częścią mnie (i zawsze będzie). Mam też umowę z mężem, że gdyby mi się odmieniło, to zmienię na dwuczłonowe. Jednak na razie nie chciałam się na to decydować.

Fot. Łukasz Ciesielski

W sieci natomiast funkcjonuję pod panieńskim nazwiskiem dalej (taka jest moja decyzja na razie) i to też dużo osób w oczy kole, od dwóch tygodni otrzymałam już kilkadziesiąt wiadomości prywatnych i komentarzy w stylu: “Marta, zmień nazwisko na instagramie!”, “Marta, masz złe nazwisko na blogu!”. Szeryfowie pilnują – prawie tak samo, jak mojego wieku – co roku po notce urodzinowej mam kilka komentarzy: “Marta, czas zmienić wiek w bio”. Także gdybym kiedyś zapomniała, ile mam lat, czy jak się nazywam – to zawsze znajdzie się życzliwa dusza, która mi to przypomni. Bez pytania.

Ale wracając do samego pytania: dlaczego wzięłaś nazwisko męża – no a dlaczego nie? W sensie, jak myślicie, zadając takie pytanie, jaka będzie odpowiedź? No przecież jest oczywista: ktoś zmienił nazwisko, bo widocznie chciał to zrobić. I tyle.

NIE MA GŁUPICH PYTAŃ, ALE CZASAMI SĄ NIEGRZECZNE

Nie chcę wkładać tym wpisem kija w mrowisko: głęboko wierzę, że 95 procent osób, które zadaje takie pytania, nie robi tego w żaden sposób złośliwie, ani nie ma na celu sprawienia przykrości. Tak jak pisałam na początku – ciekawość ludzka jest normalna. Mam tylko nadzieję, że może tym wpisem pokażę te kwestie pod innym kątem i komuś zmieni to trochę perspektywę 🙂

A jeśli ktoś z Was zadawał mi takie pytania – na przykład na wczorajszej sesji Q&A na moim Instagramie – to też się nie przejmujcie: ten wpis nie jest po to, żebyście poczuli się źle.

Ja się nie gniewam i naprawdę rozumiem.Wpis jest po to, żebym mogła wyjaśnić pewne kwestie i przy okazji nie musieć tłumaczyć rzeczy milion razy.

No i na koniec – ja też byłam kiedyś osobą, która zadawała pytania o dzieci – dopóki mi nie uświadomiono, że to nie jest do końca w porządku. Dlatego teraz zadając komukolwiek jakieś pytanie – staram się myśleć czy na pewno jest ono okej i czy… to jest w ogóle mój interes. 🙂