Nie zamykaj się w swojej bańce. Moje sposoby na to, by nie stać w miejscu i ciągle się rozwijać

Stanie w miejscu z reguły nie jest najlepszym pomysłem. Jeśli stoisz za długo w jednym punkcie, ktoś może pomyśleć, że jesteś podejrzany – na przykład chcesz coś ukraść, albo się komuś przyglądasz w ten taki obślizgły, niechciany sposób. Z drugiej strony: jeśli stoisz w miejscu, to dość łatwo cię dogonić. Albo porwać. Ale co więcej: jeśli stoisz w miejscu, to tak naprawdę wcale nie stoisz.
Ty się cofasz. I to dopiero jest szalone.

Bardzo mi przykro patrzeć, jak ludzie stoją.
A widzę to praktycznie codziennie. I nie, nie mówię o staniu na przystanku, staniu w kolejce do osiedlowego sklepu (pozdrawiam panie sąsiadki!), czy na czerwonym świetle. Dzisiaj o staniu życiowo chciałabym z Wami pogadać.

No więc: ciągle patrzę, jak ludzie stoją. I to jest tak okropnie smutne, bo na moich oczach osoby, które kiedyś imponowały mi wiedzą, doświadczeniem czy umiejętnościami albo znaniem się na jakimś temacie (nawet, jeśli to byłoby życie uczuciowe jeży albo rozwój pokrzywy na działkach) – zamieniają się w osoby, które w którymś momencie tak zamknęły się w swojej bańce, że zapomniały o tym, że mogą iść do przodu.

I stoją. Kwitną w bańce. I w rzeczywistości zostają w tyle, bo cały świat idzie do przodu.

PRZECIEŻ JEST WYSTARCZAJĄCO DOBRZE

Jestem typem stałego klienta. Jak już coś mi się spodoba, to będę to kupowała przez całe życie. Jeśli korzystam z twoich usług – to prawdopodobnie się mnie nie pozbędziesz.

Problem jednak polega na tym, że nawet stali klienci ciągle IDĄ. Rozwijają się, potrzebują innych usług, wchodzą na kolejny poziom. I w pewnym momencie zaczynają dostrzegać, że coś się rozjeżdża – że oni chcą tej usługi, ale trochę lepszej (bo cały świat robi to już lepiej), ale pan Jan dalej robi to tak, jak zwykle i nic nie zmienia, bo PRZECIEŻ JEST WYSTARCZAJĄCO DOBRZE.

Wystarczająco dobrze. Wygodnie. Wszyscy chwalą. Po co zmieniać? Po co się uczyć? Po co próbować?
Przecież to, co jest, wystarcza.

No i właśnie tu pan Jan pakuje się w swoją komfortową bańkę.

NIE CHODZI O TO, BY CIĄGLE GONIĆ

Nie jestem za tym, żeby rzucać na prawo i lewo hasłami typu: trzeba się ciągle rozwijać, ciągle przeć do przodu – bo też nie o to chodzi. Ale jeśli korzystam z usług pana Jana i na początku jego kariery pan Jan się starał i robił wszystko najlepiej jak umiał, a teraz lekceważy mnie i robi na odwal, bo przecież i tak jest dobrze, wszyscy chwalą, po co zmieniać – to jest mi po prostu przykro, że pan Jan swój potencjał marnuje, bo uwił sobie komfortowe gniazdko w swojej małej bańce. I nawet nie pomyśli o tym, żeby coś spróbować zrobić inaczej, lepiej – po co?

No właśnie po to, żeby nie zostać w tyle.

To mnie bardzo motywuje: żeby nie zostawać w swojej bańce. Umówmy się: mogłabym pół życia robić coś ciągle tak samo dobrze, ale nie ulepszając tego i nie patrząc na to, że wszyscy ciągle idą do przodu – zacznę odstawać.

Dlatego staram się rozwijać, ulepszać, testować i ignorować bańkę, która się wokół mnie tworzy. Udaję, że jej nie ma – żeby nie zrobiło mi się zbyt wygodnie, bo jak wszyscy wiemy, wtedy bardzo łatwo zasnąć.

I zostać tam na zawsze.

MOJE SPOSOBY NA ROZWÓJ – CO ROBIĘ, ŻEBY NIE STAĆ W MIEJSCU?

Co więc robię, żeby się rozwijać? Kilka rzeczy. Zanim zaczniemy: nie schizuję się na punkcie tego, żeby CIĄGLE się rozwijać. Nie robię tego KAŻDEGO dnia. Ale jednak robię to regularnie i staram się po prostu nie zatrzymywać, jeśli widzę miejsca do poprawy.

Pułapka kursów
Bardzo często w swojej branży obserwuję zjawisko, które nazywam pułapką kursów – ludzie chcą iść na każdy możliwy kurs, przeczytać każdą możliwą książkę, żeby wiedzieć więcej i więcej. Sama się tym zachłysnęłam na samym początku mojej drogi i gdyby nie przeszkoda w postaci pustego portfela, to pewnie obleciałabym już większość możliwych szkoleń. Teraz dziękuję światu, że nie miałam wtedy kasy!

Problem w jednym – kurs kursowi nie równy i często jest to marnowanie pieniędzy oraz czasu i energii na coś, co i tak ci się nigdy nie przyda. Z drugiej strony – często obserwuję osoby, które chodzą na każdy możliwy chyba kurs na ziemi, a i tak z tego nic nie wynoszą.

Wniosek? Nie chodzi o to, żeby przeczytać wszystkie biblioteki świata i zaliczyć każde dostępne szkolenie na ziemi.

Tylko wybrać takie, które – przydadzą ci się, zainspirują cię, zmotywują albo odświeżą wiedzę (bo to też jest w sumie istotne – nikt z nas nie jest chodzącą encyklopedią).

Więc pierwsza rzecz, którą robię:

#1 KURSY I SZKOLENIA
Zazwyczaj chodzę na kursy 2-4 razy w roku. To i tak naprawdę dużo.

Bardzo uważnie wybieram tematykę szkoleń i zazwyczaj zapisuję się na rzeczy, które mnie po prostu też interesują, ale będą także przydatne.

Dla przykładu: zapisuję się na szkolenia z redukcji masy ciała, z programowania treningowego – bo wiem, że to mi będzie potrzebne do pracy. Chciałabym iść na kurs prowadzenia zajęć ze sztangami w rytm muzyki, ale szczerze – w obecnym wymiarze mojej pracy jest to mi niestety kompletnie nie potrzebne, bo jeśli już będę prowadzić zajęcia grupowe do muzyki ze sztangami, to będzie do tego okazja np. na moim obozie. Raz w roku. Filmu takiego nagrać nie mogę. Dużych grupowych zajęć z tego nie zrobię, bo trzeba mieć sprzęt. Nie „opłaca” mi się to.

Jak znajduję szkolenia i kursy? Najczęściej śledzę sprawdzone już przeze mnie placówki na Facebooku i jestem zapisana na ich newslettery – tak się dowiaduję o nowych szkoleniach. Poza tym szukam ich przez internet, a gdy znajdę – sprawdzam wykładowców i ich profile, a także doświadczenie.

#2 LITERATURA

Tutaj jestem równie wybredna, co przy szkoleniach. Kiedyś wpadłam w pułapkę czytania wszystkiego i skończyło się to zapełnieniem półek niepotrzebnymi książkami, które napisane zostały po wyciągnięciu zbyt dalekich wniosków i nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

Teraz już jestem trochę bardziej rozsądna i staram się wybierać rzeczywiście takie książki, o których wcześniej poczytam opinię. Często też czytam fragmenty i po tym mniej więcej wiem, czy ta pozycja mi się przyda, czy też nie.

#3 PRÓBUJĘ ROBIĆ COŚ INACZEJ

Uczenie się jest super, ale może stać się suchą, niewykorzystaną i niepotrzebną wiedzą, jeśli nie wprowadzimy go w życie. Dlatego staram się testować nowości, wprowadzać do swojej pracy nowe rzeczy albo robić coś inaczej, próbować – nawet, jeśli mi to nie wyjdzie, to przynajmniej potem wiem, że się to nie sprawdza.

#4 STARAM SIĘ ŚLEDZIĆ INSPIRUJĄCE OSOBY

Lubię obserwować osoby którzy wychodzą poza swoją bańkę. Mam więc zaobserwowanych w social mediach ludzi, którzy dzielą się swoją wiedzą, pokazują coś nowego, publikują rzeczy, które mnie dokształcają lub przypominają podstawy.

Przykład to np. profile różnych fizjoterapeutów na instagramie. Nie jestem fizjoterapeutą i nie będę. Są to często informacje wychodzące poza moją wiedzę. ALE – są też na tyle stymulujące, prosto przekazane lub ciekawe, że poszerzają to, co wiem lub po prostu przypominają podstawy, a to akurat w moim zawodzie jest bardzo ważne.

#5 WRACAM DO RZECZY

Bardzo często wracam do prostych rzeczy. W pewnym momencie swojego życia złapałam blokadę – nie chciałam czytać „prostych” książek, myślałam: „przecież ja to powinnam wiedzieć”. Ale to nie była najlepsza droga – wiedza często gdzieś umyka, nie wszystko jesteśmy w stanie zapamiętać, a powtarzanie i wracanie do pewnych kwestii sprawia, że coraz lepiej je rozumiesz. I w rezultacie – wiesz więcej, robisz coś lepiej.

#6 SPRAWDZAM DWA RAZY

To akurat mnie czasami denerwuje, ale z drugiej strony – pozwala nie osiąść na laurach i nie brać wszystkiego za pewnik. Sprawdzam często nawet banalne rzeczy przy pracy – dla przykładu, nagrywając film o „zakwasach” (które są dla mnie banalnym tematem) – normalnie zrobiłam research i na nowo czytałam badania, żeby się upewnić, czy na sto procent nic się nie zmieniło. To fajny sposób na odświeżenie swojej wiedzy, ale też dzięki temu jestem pewna tego, co mówię.

BAŃKI SĄ WYGODNE

Bycie w bańce jest cholernie wygodne. To fakt. I nie ma nic złego w tym, żeby się na jakiś czas w niej zatrzymać. Ale ciągłe trwanie w niej – bo przecież jest tak komfortowo – niezależnie od tego, czy jest to praca, pasja, związek czy jakakolwiek inna dziedzina życia – to trochę jak robienie codziennie tej samej sałatki z tego samego przepisu z nadzieją, że jutro wyjdzie lepsza.

Wyjdzie tylko wtedy, kiedy coś w niej zmienisz.