Dwadzieścia sześć.

Urodzinowe podsumowanie to na tym blogu już tradycja. Starsi czytelnicy doskonale o tym wiedzą, bo pierwszą notkę urodzinową napisałam jeszcze w 2012 roku (!), a pierwsze urodzinowe podsumowanie dodałam rok później… i robię to od tamtego czasu. Urodziny to dla mnie idealny moment, żeby na chwilę się zatrzymać, obrócić za siebie i zobaczyć, co się zmieniło oprócz mojego wieku.

I zazwyczaj się okazuje, że działo się całkiem sporo.

CO SIĘ DZIAŁO W TYM ROKU?

# byłam na witrynach

To jest bardzo dziwne uczucie – zobaczyć swoje zdjęcie na witrynie sklepu i to nie na tablicy „tych klientów nie obsługujemy”. Z jednej strony bardzo się cieszyłam i nie mogłam uwierzyć, że mnie to spotkało, z drugiej – peszyłam się i Patryk musiał mocno mnie namawiać do zrobienia sobie zdjęcia. I dobrze, że to zrobił, bo dzięki temu mam pamiątkę!

# skończyliśmy wreszcie remont

Myślałam, że to się nigdy nie skończy. Nie muszę Wam też chyba mówić, jak trudne było mieszkanie przez jakiś czas w mieszkaniu, w którym w łazience nie ma drzwi ani wanny czy prysznica. Nie mówiąc już o odłączanej ubikacji. Na szczęście to już za mną i przez jakiś czas nie muszę się tym martwić.

Chociaż bardzo chodzi za nami remont całej antresoli, to na razie powiedziałam Patrykowi, że muszę jeszcze odetchnąć od tego wszystkiego. No i uzbierać pieniądze, bo nie ma co ukrywać – remonty to studnia bez dna. 😀

# opuściłam gardę

Wydaje mi się czasami, że nie jest łatwo się ze mną przyjaźnić. W tym roku zaczęłam nad tym pracować, trochę więcej opowiadać, otwierać się i dzięki temu dostrzegłam, że wyszło mi to na plus. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, ale dbanie o te relacje wymaga ode mnie pracy także nad sobą. I opuszczania gardy trochę bardziej, niż czasami bym chciała.

# zaadoptowałam drugiego kota

Co przewróciło nam świat do góry nogami. O tym jak Sznurek do nas trafił pisałam tutaj. Obecnie jesteśmy na końcowym etapie socjalizacji między Nitką i Sznurkiem i wszystko zmierza (tfu, tfu, odpukać) w doskonałym kierunku.

Decyzja o wzięciu drugiego kota była długo dyskutowana i szykowaliśmy się na wiele zmian, ale i tak oczywiście okazało się, że rzeczywistość przerasta oczekiwania i nagle trzeba było pół harmonogramu dnia dostosować do kotów 😀 Jednocześnie też wiele się nauczyliśmy i dostaliśmy tyle miłości, że nie da się tego opisać. Zwierzaki to jest super sprawa!

# wydałam drugą książkę

Kosztowało mnie to mnóstwo pracy i stresu, bo bardzo głupio rozłożyłam prace, przez co jednocześnie pisałam książkę, przygotowywałam trasę treningową, jechałam do Stanów i robiłam milion innych rzeczy, co jest po prostu bezdennie głupie. W końcu myślałam, że to odrzucę, bo nie dam rady… ale spięłam się i udało mi się doprowadzić cały projekt do końca .

Nie żałuję, bo z „Motywatora” jestem naprawdę dumna, ale kosztowało mnie to tyle, że mam ogromną nauczkę i już chyba nigdy nie będę brała kilku dużych projektów na raz.

# zaczęłam robić prawo jazdy

To dla mnie duży krok do przodu, bo długo żyłam w przekonaniu, że nie potrzebne mi ani prawo jazdy, ani auto. Życie jednak zweryfikowało te poglądy – jak zaczęliśmy więcej jeździć w związku z pracą, to nagle zaczęło być to uciążliwe. Rozpoczęliśmy kurs jednocześnie, Patryk już jest szczęśliwym posiadaczem prawka, a mi zostały ostatnie jazdy, egzamin wewnętrzny i jeśli dobrze pójdzie – to zapisanie się na praktyczny. Na razie ciągle walczę.

# oczywiście nie wszystko było usłane różami…

… ale nadal pracuję nad sobą i dbaniem o siebie, więc może rozwinę tę kwestię jak uda mi się wreszcie stworzyć jakąś lepszą rutynę i rzeczywiście uregulować wszystko, co mam w głowie.

NADCHODZĘ!

Przede mną kolejny rok… rok, w którym też będzie sporo się działo, bo na horyzoncie między innymi mój ślub jak i egzamin na prawo jazdy. Życzę sobie przede wszystkim tego, żebym nauczyła się jeszcze lepiej dbać o swoje potrzeby, a jednocześnie realizowała dalej swoje marzenia – i znalazła wreszcie ten sławny BALANS. 🙂