Dlaczego nie zazdroszczę innym (i ty też nie powinieneś!)

Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepiej.
Kto może jeść co chce i nigdy nie tyje; kto w krótkim czasie odniesie sukces w twojej dziedzinie; kto może nie spać całą noc, pić litry coli, nie dbać znacząco o swój wizerunek, a mimo to wyglądać na milion dolarów. Kiedyś, kiedy spotykałam takich ludzi, zaciskałam pięści i nie mogłam tego przeżyć. Bo dlaczego on to ma, a ja nie? Jak to się dzieje, że ja tyle zasuwam, a ktoś ma coś pod nosem?
Po prostu trafiał mnie szlag, że ktoś ma coś, o czym ja marzę.

Teoretycznie wiemy, że zazdrość jest kiepskim uczuciem, więc nawet jeśli ją czujemy, to udajemy, że wcale tak nie jest – bo przecież nie wypada. Dusimy to w sobie, kisimy się jak ogórki w słoiku i w duszy nie możemy przeżyć, że komuś coś się udało albo ma coś, o czym my śnimy po nocach i do czego wzdychamy jadąc autobusem w deszczowe poranki.

marta hennig 1

W pewnym momencie ta zazdrość nie tylko psuje nam humor, ale sprawia, że zaczynamy myśleć, że ten ktoś wcale na to nie zasłużył. Że na pewno – na sto procent! – jest oszustem, osobą, która po prostu ma szczęście, farta czy była w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

Tłumaczymy więc sobie, że my tego nie możemy mieć, bo przecież trzeba mieć kasę, odpowiednich kumpli albo złotą podkowę nad głową, która zapewni nam szczęście. Problem polega tylko na tym, że prawda jest nieco mniej szlachetna: po prostu nie lubimy tej osoby, bo jej się udało.
A nam nie.

Smutne, ale prawdziwe.

JAK ŻMIJA

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zazdrość o sukcesy kogoś innego jest niesamowicie złym uczuciem. I nie, wcale nie dlatego, że powinniśmy być mili i uczynni dla innych – nie o to chodzi. Zazdrość jest zła, bo podkopuje ciebie. To, że pogadasz trochę na osobę, o którą jesteś zazdrosny nic w jej życiu nie zmieni: natomiast w tobie ciągle odkłada się jad, który sprawia, że w pewnym momencie nic nie potrafisz zrobić, bo jedyne, o czym myślisz to to, że trzeba być kimś specjalnym, żeby coś mieć. A ty przecież nie jesteś.

Zaczynasz być jadowity, zły na cały świat i z wiecznym fochem – tak, jakbyś dwadzieścia cztery godziny na dobę był kobietą z PMSem. Wolisz syczeć i warczeć na ludzi, zamiast zrozumieć, że gdybyś odłożył tą zazdrość do kieszeni i pocieszył się z czyjegoś sukcesu, mogłoby to wyjść tobie na dobre.

ZAZDROŚĆ SIĘ NIE OPŁACA

Z czysto racjonalnego punktu widzenia, zazdrość się – najzwyczajniej w świecie – nie opłaca. Będąc zazdrosnym, małym małpiszonem, obgadującym ludzi, którym zazdrościsz/życzącym im źle/nie odzywającym się do nich/myślących o nim w zły sposób to ty przegrywasz.

Po pierwsze, dlatego, że porównujesz siebie do innych. Nikt nie startuje z tego samego poziomu, nie istnieje coś takiego, jak równy start: jeden ma łatwiej, drugi trudniej. Siedząc w domu i zastanawiając się, dlaczego ta głupia Anka ma już świetną pracę, a ty dalej nie, nie posuwasz się do przodu. Obgadując ludzi, którym zazdrościsz, też nic nie zyskujesz (może oprócz plakietki toksycznego znajomego). Porównując siebie do innych łatwo można stracić pewność siebie, ale także nieźle się zdołować, pytanie tylko: po co? W jakim celu? Dlaczego niby Basia jest lepsza od ciebie?

Po drugie, może gdybyś przełknął tą gulę zazdrości i zaczął innym życzyć dobrze, ci inni chcieliby ci pomóc. Tak to działa. Jesteś dla kogoś życzliwy – on jest życzliwy dla ciebie. Ludzie, którzy osiągają sukces chętnie pomagają innym go osiągnąć, bo wiedzą, że porównywanie się jest głupie, a twój sukces wcale nie sprawi, że ich będzie mniejszy – to proste. Plując jadem i unosząc się dumą sam sobie blokujesz drogę.

Po trzecie, zajmujesz sobie czas, zamiast działać. Zauważyłam pewną zależność: ludzie, którzy niesamowicie zazdroszczą innym sukcesów, sami nic ze sobą nie robią. Głównie dlatego, że są tak zajęci hejtowaniem wszystkiego na około, że nie przyjdzie im do głowy, że może oni też powinni się ruszyć i zacząć coś robić z własnym życiem.

JAK PRZESTAŁAM ZAZDROŚCIĆ INNYM?

Kilka lat temu sama zieleniałam z zazdrości, kiedy ktoś osiągał coś, co ja chciałam osiągać. Nie potrafiłam wydusić głupiego „gratuluję” i zadręczałam się myślami – dlaczego on, a nie ja? W pewnym momencie zaczęłam jednak dostrzegać, że takie zachowanie jest, co tu owijać w bawełnę, po prostu głupie.

Dziecinne.

Zaczęłam więc odwracać sytuację. Zamiast myśleć: rany, ten to jest szczęściarz, dlaczego on to ma, a ja nie? Dlaczego on coś może mieć, ten głupek, dureń, a ja – nie? zaczęłam myśleć: wow, ale świetnie! Nieźle mu się udało! Ja też tak chcę – muszę więc zabrać się do roboty!

Nie jest to łatwe. Na początku jeszcze przez jakiś czas czujesz to chamskie ściśnięcie w sercu, kiedy ktoś ma lepiej. Warto wtedy sobie pomyśleć: jeśli chcę to mieć, to muszę do tego dążyć. Zazdroszczenie i jad nic mi nie da. Ruszaj tyłek, no!

Zamieniłam zazdrość na motywację i to był NAJLEPSZY krok w moim życiu.

Teraz, kiedy widzę, że ktoś ma coś, co ja chciałabym osiągnąć – zazdroszczę mu w pozytywnym znaczeniu. Mówię sobie: ale super, wspaniały sukces! I podwijam rękawy do roboty, bo przecież ja też chcę go osiągnąć. Myślę, co mogę zrobić, żeby też dojść do takiego momentu – i dzięki temu rzeczywiście zaczynam spełniać swoje cele!

Kolejną rzeczą, która mi pomogła, było docenianie tego, co ja mam. Przykład: okej, ktoś już wydał książkę (o czym ja marzę), ale ja przecież mam poczytnego bloga, co też jest sukcesem. Przypominając sobie to, co ty masz i za co możesz być wdzięczny, sprawia, że nie czujesz się taki poszkodowany i orientujesz się, że tobie też ktoś może zazdrościć 🙂

Pozbyłam się jadu, więc z czystym sercem i sumieniem gratuluję ludziom i cieszę się z ich sukcesów – bezinteresownie, szczerze. Cieszę się, kiedy moim znajomym coś wychodzi, nawet, jeśli ja też bym to chciała. Nie zazdroszczę innym dziewczynom urody, ale zastanawiam się, co mogę zmienić w swojej (sposób malowania, ubierania się, włosy?) i cholera, to NAPRAWDĘ DZIAŁA.

Kiedy masz pozytywne nastawienie, nagle cały świat ma takie nastawienie do ciebie. Pewnie, zdarzają się złe i niefajne sytuacje, ale jeśli ty komuś życzysz dobrze, to ten ktoś też ci będzie życzył dobrze i kibicował w twojej pracy. Ubocznym skutkiem (ważne: nie polecam bycia nieszczerze miłym tylko po to, żeby osiągnąć korzyści, to obrzydliwe) może być to, że ktoś, widząc twoje wsparcie, będzie chciał się odwdzięczyć i ci pomóc. Sytuacja win-win: ty pozbywasz się piekącego jadu, ludzie cię bardziej lubią, ty masz więcej motywacji i wreszcie zamiast zazdrościć i siedzieć w domu, spełniasz swoje cele i postanowienia.

Bo po co kisnąć we własnym jadzie, skoro można być po prostu szczęśliwym?
No właśnie.