Piątek z Martą #39 – mózg jak gąbka i sukienki za grosze

Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak zamienić mózg w gąbkę (albo coś równie bezużytecznego) i gdzie można kupić sukienkę za grosze, to ten Piątek z Martą będzie dla was idealny.

Nie mam mózgu. To znaczy, mam, ale po tygodniu „przedsesji” na AWFie obecnie odmawia posłuszeństwa i mówi mi brzydkie słowa, których nie powtórzę, bo młodej damie nie wypada. Na szczęście pierwszy tydzień mam za sobą, zostały mi 2-3 egzaminy i jedna prezentacja: czyli z górki.

Z jednej strony to zabawne, że na Akademii Wychowania Fizycznego, która przez wielu ludzi – bardzo niesłusznie – uważana jest wyłącznie za maszynę do produkowania ludzi, którzy wiedzą jak prawidłowo zrobić fikołka, sesja jest dużo cięższa niż na dziennikarstwie, na którym praktycznie nie trzeba się uczyć. Nigdy. Nie narzekam, bo mimo tego, że ostatni tydzień był trochę wyjęty z życia, nadal mi się na tych studiach podoba i wbrew temu, co mi mówili niektórzy („tobie to obrzydnie, zobaczysz”), nie mogę się doczekać kolejnego semestru (wreszcie rozpocznę specjalizację i instruktorkę!).

Dostałam GENIALNY prezent od czytelniczki – mój rysunek 🙂 Jestem w nim zakochana, strasznie mi się podoba! Koniecznie zaobserwujcie jej profil na fejsie – robi cuda!

IMG_4105 (2)

Jakiś czas temu furorę na moim instagramie zrobiła sukienka, kupiona za niecałe 45 złotych – dużo osób pytało mnie, gdzie ją kupiłam i tak dalej.

12331815_1673016359633321_1962413435_n (1)

Od jakiegoś czasu zachwycam się chińskim allegro – czyli aliexpress. Patryk, który pół życia siedzi na wykopie, dał mi znać, że tam sporo ludzi zamawia od Chińczyków i jak zobaczyłam ceny, to sama się skusiłam. W związku z dużą ilością pytań, dajcie znać, czy napisać taki wpis jak kupować na ali? Przyszły do mnie już trzy sukienki o łącznej wartości…. 70 zł.

Kiedy się nie uczę (czyli w bardzo małym kawałku doby) – siedzę przed nowym komputerem Patryka i gram w kontynuację mojej ulubionej serii – Fallout 4. Mielibyście ubaw, gdybyście widzieli, jak przy tym przeżywam, panikuję i piszczę, kiedy coś mnie niespodziewanie zaatakuje 🙂

10597442_1002495583129364_189571359_n

W tej części przy zwiedzaniu świata po wojnie atomowej (kompletnie w runie) ma się do towarzystwa psa, który jest jedną z moich ulubionych rozrywek. Jako towarzysz dobrze się sprawdza – znajduje fanty, warczy, kiedy zbliżamy się do niebezpieczeństwa, a gdy za długo stoimy w jednym miejscu tarza się po ziemi albo rozszarpuje pluszowego misia. To taki mały drobiazg, który strasznie umila grę 🙂

12517216_810233692436981_1092651036_o

pobrane

 

Do edycji kolekcjonerskiej dołączony był pip-boy: w grze to mini-komputer, który bohater nosi na ręce. W edycji dostawało się „obudowę”, w którą można włożyć telefon, a gdy ten ma odpowiednią aplikację, sterowało się pipboyem z telefonu, a nie w grze. Wydanie 550 złotych na to wydawało mi się głupie (lub chociaż nierozsądne, to ponad połowa za kolejny kurs trenerski!), więc Patryk zrobił mi perfekcyjny, biedniejszy odpowiednik 😀

12539917_810234019103615_1287472796_n

 

Pomiędzy ostatnim Piątkiem z Martą a tą częścią, weszliśmy w nowy rok i zanim się obejrzałam, minęły już dwa tygodnie od mojego szalonego świętowania Sylwestra (o tym, dlaczego nie spinam się odnośnie imprezy sylwestrowej, można przeczytać tu). Jak na złość, zamiast z hukiem spełniać od razu swoje postanowienia, trochę mi się wszystko obsunęło w czasie, bo źle zaplanowałam sobie naukę do sesji – tak, to moja wina. Lubię jednak mieć postanowienia, bo ja je autentycznie spełniam – te z ubiegłego roku spełniłam w 80 procentach, co uważam za bardzo dobry wynik.

1171179_1689934517897219_89547059_n

Rok 2015 był dla mnie świetny: wydarzyło się tyle rzeczy, że robiąc podsumowanie byłam zszokowana, że minęło tylko 365 dni! Wiele się w tym czasie zmieniło i chociaż było sporo złych momentów (operacja taty, śmierć mojego trenera), to cieszę się, że mimo wszystko dałam radę i idę do przodu. Lubię w sobie to, że tak się napalam do projektów, bo dzięki temu je realizuję – i zazwyczaj okazuje się, że mimo trudu i ciężkich chwil było warto.

2015 rok nie był dla mnie dobrym rokiem. Był zajebistym rokiem! Finałowa trójka Bloga Roku w kat. Życie i Społeczeństwo z martapisze.pl, napisany licencjat i skończone dziennikarstwo, rozpoczęty AWF, na którym jest świetnie. Mnóstwo świetnych akcji, przygód i poznanych ludzi dzięki blogowaniu. Nagroda dla Codziennie Fit w konkursie Blog Day 2015 na blog internautów. W wakacje – rozpoczęcie nagrywania filmów z ćwiczeniami, które tuż przed końcem roku wylądowały na głównej gazeta.pl. Zaproszenie od Reeboka na Fit Forum, które było o tyle dla mnie wyjątkowe, że zostałam zaproszona jako trener, a nie tylko fit blogerka. Ten rok tylko mi udowodnił to, co zawsze sobie powtarzam – że nie ma, naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie, nad którymi trzeba się napracować. W tym roku fajnie zweryfikowało się też to, na kogo mogę liczyć i kto mi kibicuje, a komu dupę ściska (pozdrawiam i życzę powodzenia z waszym zawistnym podejściem). Dużo jednak bym nie osiągnęła bez nieustającego wsparcia @cruxers – rzeczywiście posiadanie u boku Patryka sprawiło, że odważyłam się chociażby na filmy z ćwiczeniami do których nie byłam przekonana! No i od kiedy on je montuje, dużo lepiej wyglądają 😀 A ja wiem, że 2016 będzie MÓJ i będzie równie dobry, albo nawet lepszy. <3

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@codziennie_fit)

DO POSŁUCHANIA

Obecnie kocham Taylor, więc do polecenia mam całą płytę – jeśli oczywiście ktoś jej jeszcze nie słyszał (co jest chyba nieprawdopodobne, bo podbija wszystkie listy przebojów czy czegoś tam).

 

Już dawno żadna płyta nie podobała mi się tak bardzo. <3 #girlcrush #1989

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@codziennie_fit)

A obecnie zasłuchuję się w najnowszym singlu: