Rok pracy w domu – moja historia i przemyślenia

Czasami człowiek po prostu czuje, że musi odwrócić swoje życie do góry nogami, bo inaczej wybuchnie.

Ponad rok temu podjęłam razem z moim chłopakiem (znanym wszystkim jako Patryk) decyzję, która jakby nie było, zmieniła nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni.

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Zacznijmy od tego, że plany dotyczące pracy na własną rękę i robieniu rzeczy razem mieliśmy już od dawna. Takie przebąkiwania w stylu „fajnie by było, gdyby” i „wyobraź sobie, jak kiedyś będziemy…” pojawiały się już na pierwszym roku moich studiów, ale to było takie zwykłe gadanie między sobą, które zazwyczaj nie ma żadnego pokrycia. Czas upływał, Patryk pracował jako grafik w firmie, ja dorabiałam w redakcji i pisząc zwykłe, proste teksty copywriterskie. A potem nadszedł maj. Przeprowadziliśmy się właśnie do nowego domu, zmęczeni po całym dniu rozpakowywania rzeczy walnęliśmy się na łóżko. Patrzyliśmy się w sufit, aż wreszcie Patryk powiedział:
– Marta, ja już nie chcę tam pracować. Ciągle robię to samo, w ogóle się nie rozwijam, nie tak to sobie wyobrażałem.

Zapadła cisza. A potem popisałam się niesamowitą elokwencją, odpowiadając:
– No ok.

I tak to się zaczęło.

Wyznaczyliśmy datę startu na lipiec – Patryk miał miesięczny okres wypowiedzenia w pracy. W tym czasie myśleliśmy nad nazwą (po długiej burzy mózgów padło na BrandBurger – od słów „brand”, czyli „marka” i burger – żeby nie było tak poważnie i żeby kojarzyło się z tym, że robimy dużo. Minął rok i dalej lubimy tą nazwę, na szczęście, więc chyba to była dobra decyzja).  Patryk zaprojektował wizytówki, postawiliśmy stronę, napisałam teksty. Przyszedł czas, żeby powiedzieć znajomym o naszej decyzji i wtedy się zaczęło:

– Ale jak to, Patryk będzie bez pracy?
– Z czego się utrzymacie?
–  Na pewno sobie dacie radę?
– Może lepiej, jakby Patryk jeszcze nie rzucał pracy, tylko poczekał, aż to się rozkręci?

Uwierzcie mi, to nie są pytania, które chce usłyszeć ktoś, kto właśnie robi coś ważnego w swoim życiu. Sami baliśmy się, że coś nie wypali, że nie będzie zleceń, a brak wsparcia i pytania tego typu tylko nas dołowały. Jak sobie wracam do tego momentu, to cieszę się, że byliśmy w dwójkę, bo cały czas mieliśmy siebie nawzajem i jak jedno miało wątpliwości, to drugie go pocieszało. Oczywiście, byliśmy przygotowani na taką ewentualność, że na początku zleceń nie będzie – odłożyliśmy sobie pieniądze na kolejne dwa miesiące spokojnego życia.

W końcu nadszedł 7 lipca – pierwszy poniedziałek, kiedy Patryk mógł o sobie powiedzieć, że jest bez pracy. Ogłosiłam nasze usługi (projektowanie stron internetowych, projekty graficzne, identyfikacja wizualna, teksty copywriterskie) na serwisach z ogłoszeniami, zrobiłam Patrykowi kawę, a sobie mocną herbatę. I wtedy zadzwonił telefon.
– Halo, czy dodzwoniłem się do Brandburgera?

A potem już samo poszło.

Nie mieliśmy żadnego problemu ze znalezieniem zleceń. Przez pierwszy miesiąc to ja szukałam klientów, czytając portale z ogłoszeniami i zgłaszając się sama, potem już nigdy więcej nie musiałam tego robić (odpukać). Nowi klienci pojawiali się z pięciu źródeł – przez nasze ogłoszenia na portalach, przez naszą stronę internetową, z polecenia poprzednich klientów, z ogłoszeń na moich blogach oraz z polecenia znajomych.  Kiedy jeden projekt się kończył, nadchodził zaraz kolejny. Jedynym słabym miesiącem był styczeń – musiałam sięgnąć do oszczędności, bo nie było chyba żadnego zlecenia. Rozmawiałam jednak z wieloma znajomymi freelancerami i wychodzi na to, że to po prostu jest taki miesiąc w roku. Teraz już będę na to przygotowana. 🙂

CO TRZEBA WIEDZIEĆ O PRACY W DOMU?

Praca w domu jest specyficzna. Po pierwsze, trzeba mieć w sobie dużo samodyscypliny i chęci do organizacji. Trzeba pilnować umów (wykonujemy działalność osobistą, więc pracujemy na umowy o dzieło) , motywować się do wstania rano, pilnować terminów i być rzetelnym. Jakaś firma płaci ci pieniądze za swój logotyp, broszurę, stronę internetową czy teksty, a ty powinieneś to wykonać jak najlepiej. Trzeba też ciągle starać się zdobywać klientów i dbać o nich odpowiednio.

1. Podział obowiązków. Ponieważ już wiecie, co robi Patryk, ale nie do końca wiecie, jaki jest mój zakres obowiązków, wytłumaczę. Byłoby trochę niesprawiedliwe, gdybym zajmowała się tylko pisaniem tekstów, zwłaszcza, że takich zleceń jest mało. Ponieważ lubię kontakt z ludźmi, zajmuję się zdobywaniem nowych klientów, kontaktem z aktualnymi, sprawami finansowymi, umowami, pilnowaniem terminów i planowaniem pracy. Mam wrażenie, że opracowaliśmy model idealne działającego duetu: wykorzystujemy swoje umiejętności. Jestem dobra w organizacji, więc to ja tym wszystkim zarządzam, Patryk ma zmysł artystyczny i umiejętności, więc on robi to, na czym on się zna.

2. Bez organizacji wszystko leży. Wstaję rano i rozpisuję nam listy rzeczy do zrobienia w oparciu o plan tygodniowy, czyli taki, na którym pisze, kiedy i którego dnia mamy co oddać. Już teraz wiem, ile mniej więcej zajmuje wykonanie takiej i takiej strony, takiego loga, albo wizytówek, więc potrafię dokładnie wyliczyć, ile mi czasu na to potrzeba. Po zrobieniu listy, siadam do maili i odpisuję klientom (i robię to potem jeszcze kilka razy w ciągu dnia). W dzień sporządzam umowy, wysyłam je, zajmuję się ogarnianiem finansów, dzwonieniem do klientów oraz blogami. W tym czasie Patryk robi zlecenia, które ma na liście. Dzięki temu  rzadko kiedy zdarza nam się opóźnienie, a jeśli już, to spowodowane jest ono problemami technicznymi.

3. Trzeba mądrze zarządzać pieniędzmi. To mnie na początku zgubiło. Zaczęliśmy zarabiać więcej, niż wcześniej i to wystarczyło, żeby coś nam się poprzestawiało w głowach. Bezmyślne zakupy, kupowanie pierdół, wyrzucanie kasy w błoto… tak nie może być, zwłaszcza, że nie mamy wypłaty konkretnego dnia w miesiącu, bo przecież każde zlecenie kończy się w innym momencie, więc pieniądze spływają przez cały miesiąc. Opracowaliśmy więc własny system finansowy – każdego 10 dnia miesiąca mamy wypłatę, opłacam wtedy rachunki i przelewam nam na konto określoną sumę (taką samą), przeznaczoną na nasze wydatki. Całą resztę odkładam na konto oszczędnościowe.

4. Nie każdy może pracować bez działalności. W naszym przypadku zlecenia są różne, dochody nie mają stałej wysokości, poza tym wykonujemy obydwoje działania, które zaliczają się do działalności osobistej, więc możemy na razie pracować na umowę o dzieło. Nie potrwa to długo, bo mamy kilka pomysłów na rozwój, które wymagają założenia firmy.  Ale to dopiero za kilka miesięcy, albo i więcej 🙂

5. Ludzie uważają, że się obijasz. To mnie strasznie boli, jeśli mam być szczera. Często spotykamy się ze strony ludzi z lekceważeniem naszej pracy, mówieniem, że my sobie tylko siedzimy w domu i klikamy na komputerkach, że nic nie robimy. Niektórzy nawet nie nazywają tego pracą. To strasznie irytujące, bo pracujemy tyle samo, co człowiek na etacie (a czasami i więcej) i uważam, że każdą robotę powinno się szanować. Kiedyś napisałam nawet tekst: przepraszam, że mam fajną pracę. Dalej jest cholernie aktualny. Niektórym się wydaje, że każdy może robić to, co my robimy – w takim razie zapraszam do spróbowania, czy rzeczywiście takie proste jest zaprojektowanie ładnego, funkcjonalnego logotypu czy strony, która po pierwsze, będzie wizualnie przyjemna,  po drugie, funkcjonalna, a po trzecie, nie wyjdzie z mody po dwóch miesiącach. Do tej pory moja dalsza rodzina pyta, kiedy pójdę do pracy. DZIĘKI.

6. Trzeba uważać na oszustów. Są ludzie, którzy chcą zobaczyć projekty jeszcze przed podpisaniem umowy – nie ma w ogóle mowy o czymś takim. Był też raz pan, który nie chciał mi zapłacić drugiej połowy za zlecenie. Ludzie są różni, teraz już nauczyłam się wyczuwać, czy ktoś chce mnie oszukać, czy nie, ale i tak nigdy nie przewidzisz wszystkiego. Są na przykład klienci, którzy wydają się w porządku, w umowie wszystko jest ustalone, a w połowie prac nagle zmieniają cały pomysł, za co powinni dopłacić (bo np. strona z malutkiej stronki robi się portalem) i nie chcą tego zrobić. Ale myślę, że takie przypadki spotykają każdego, kto pracuje z ludźmi i trzeba się z tym liczyć.

7. Trzeba to lubić. Podobnie jest z blogowaniem. Wykonując coś przez cały czas, zwłaszcza artystycznego, musisz to lubić, po prostu musisz. Inaczej w pewnym momencie wszystkiego ci się odechciewa, kreatywności już nie ma, a projekty są do dupy.

8. Ciągle musisz się uczyć. Patryk musi cały czas nadążać za trendami, ja z kolei czytam i o obsłudze klienta, i o marketingu i cały czas próbuję ulepszać to, co robię. Nie ucząc się, zostajesz w tyle i szybko wygryzie cię konkurencja. 🙂

9. Trzeba pamiętać o oszczędnościach. Zawsze może zdarzyć się wypadek, choroba – trzeba mieć odłożone pieniądze na czarną godzinę. Niestety, z tego co wiem, nie wszyscy o tym pamiętają.

CZY TY TEŻ MOŻESZ PRACOWAĆ W DOMU?

Tak naprawdę, teraz może to robić prawie każdy.
Pytanie powinno być tylko inne: czy ja chcę i nadaję się do pracy w domu? 

I jeszcze tylko powiem: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.