3 sprawdzone sposoby na zły dzień (a także zły tydzień albo zły rok)

Każdy z nas miewa złe dni. Dni, w które wszystko wypada z rąk, herbata ma jakiś dziwny smak, kot wchodzi pod nogi, a spodnie, które zawsze dobrze leżały, nagle leżą źle, jak na złość. Wtedy każdy ma ochotę zawinąć się w koc i udawać nieszczęśliwy naleśnik i słuchając dołującej muzyki.
Ale zamiast tego wszystkiego, można szybko się z koca odwinąć i poprawić sobie humor bardzo prostym sposobem.

Jedną z najważniejszych rzeczy, która się sprawdza podczas złego dnia, jest zadanie sobie pytania:

dlaczego to jest zły dzień?

Bo widzisz, najczęściej zły dzień wcale nie jest zły dlatego, że ta herbata źle smakuje, albo pada deszcz, a chciałeś iść popływać. Złe dni są jak wiadomości od ludzi, z którymi nie gadałeś kilka lat: zawsze mają drugie dno.

Czyli, na przykład, zły dzień nie jest zły dlatego, że wszystko leci ci z rąk. Bo jak wreszcie na chwilę usiądziesz i się nad sobą zastanowisz, to dojdzie do ciebie, że rzeczy lecą ci z rąk, bo dalej jesteś zły na tą kłótnię z wczoraj. Albo dlatego, że ostatni urlop miałeś sto lat temu i po prostu masz już wszystkiego dosyć. Lub z powodu operacji taty, którą się martwisz, chociaż udajesz, że nie, i wszystkim gadasz o innych głupotach. Prawie zawsze jest powód złego dnia, bo one po prostu nie biorą się z kosmosu. Czasami wystarczy siebie zapytać. I to jest pierwsza rzecz, którą w ogóle należy zrobić.

Drugą jest herbata.

SPOSOBY NA ZŁY DZIEŃ (EWENTUALNIE ZŁY TYDZIEŃ, MIESIĄC ALBO ROK)

1. Spróbuj zrobić coś nowego lub zajmij się swoim hobby. Ja wiem jak to brzmi – strasznie banalne. Ale prawda jest taka, że jedną z najlepszych recept na złe dni (a już zwłaszcza na złe tygodnie i miesiące) jest zajęcie głowy czymś, co odciągnie nas od złych myśli.  Zacznij ćwiczyć, robić własne rzeczy (diy), pisać pamiętnik, załóż bloga, zacznij coś wycinać z kolorowego papieru, idź na jakieś warsztaty – zrób coś, co po pierwsze, cię zaciekawi, po drugie – wciągnie. Oczywiście, że tak nie rozwiążesz problemów, ale nowa pasja świetnie się sprawdza np. w trakcie łatania złamanego serca czy straty kogoś bliskiego.  Jeśli już masz hobby – rozwiń je 🙂 Ja na przykład czytam książki dot. treningów, przeglądam w sieci strony znanych trenerek, uczę się nowych ćwiczeń. Sprawia mi to przyjemność i poprawia humor, albo przynajmniej odciąga myśli od złych rzeczy.

2. Książka „Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)”.

1212

Zdziwię was, bo to wcale nie jest kolejny poradnik ani elementarz, który ma wam powiedzieć, co robić, żeby mieć wiecznie banana na twarzy i cieszyć się z wszystkiego, nawet, kiedy wcale nie chcecie. Głównie dlatego, że to w ogóle nie jest książka – tylko zestaw ćwiczeń. Tak, serio. Taki jak w podstawówce czy coś.

O co chodzi z tą książką? W środku nie znajdziecie motywujących cytatów i typowych tekstów typu „jutro też będzie dzień”, „uśmiechnij się”, „życie jest nowelą”.  Bo widzicie, w środku znajdziecie mnóstwo zadań dla osób, które są najzwyczajniej w świecie smutne. Jeden dzień, tydzień, miesiąc – nieważne, ile. Ważne, że to naprawdę pomaga.

1414

Ten zeszyt ćwiczeń to coś, co pomaga człowiekowi odpowiedzieć na pytanie: dlaczego ten dzień jest zły? i dlaczego w ogóle się smucę? Jest niezwykła, bo wreszcie pozwala w tym samym zamieszaniu skupić się wyłącznie na sobie. I ja wiem: przecież wszyscy się skupiamy na sobie, nie? Tyle się mówi o zdrowym egoizmie, kąpielach przy świecach i maseczkach. Tyle, że tu nie chodzi o tego typu skupianie się na sobie, a o  zamknięcie się na chwilę i posłuchanie, o co tak naprawdę, do cholery,  nam chodzi. Bo czasami sami tego po prostu nie wiemy.

I ten zeszyt w tym idealnie pomaga.

2525

Myślę, że to jest fajna apteczka dla każdego. Taka pozycja awaryjna, którą wyciągacie w nagłych przypadkach: w momentach, kiedy pada deszcz, ktoś się z nami kłóci, mamy prawdziwe problemy albo po prostu trzęsie nam się broda bez powodu. Wtedy wystarczy sięgnąć ręką na półkę, wyciągnąć tą niebieską książeczkę, wziąć kredki i długopis i zacząć uzupełniać zadania. Brzmi strasznie dziecinnie, ale w życiu bym nie pomyślała, że tak pomoże.

Przestałam myśleć na chwilę o operacji taty. Czyli działa. 🙂 I to jest chyba najlepsza możliwa rekomendacja, jaką mogę wystawić.

3. Wieczór pod tytułem „mam cały świat głęboko gdzieś”.

Raz na jakiś czas robię sobie coś takiego, bo inaczej bym po prostu zwariowała. Też mam złe dni. A kiedy ma się dużo obowiązków, czasami te złe dni się kumulują, tworząc WIELKI, MEGA ZŁY DZIEŃ. Taki, przy którym wstaję i już chce mi się płakać. A potem robię herbatę, i dalej chce mi się płakać.  Wtedy wbrew wszystkim poradnikom, wcale nie chce mi się spotykać ze znajomymi, bo wiem, że ja po prostu potrzebuję paru godzin totalnego niemyślenia o niczym.

2626
I wtedy albo włączam jeden z moich ulubionych filmów, albo odpalam Simsy i robię jakąś patologiczną rodzinkę.  W tle leci mi też ta piosenka, w kubku mam wielką herbatę z dużą ilością cukru (bardzo Codziennie Fit, naprawdę), a na biurku coś dobrego do jedzenia. Oczywiście, każdy z nas jest inny – może dla ciebie lepszym sposobem będzie spotkanie się ze znajomymi, u mnie jednak najczęściej złe dni wynikają z przepracowania, więc jedynym rozwiązaniem jest wypięcie się na wszystkie obowiązki chociaż na parę godzin.

BONUSOWA RADA: wyślij do siebie list. Taki, który przeczytasz w przyszłości 🙂 Możesz to zrobić przez tą stronę KLIK. To bardzo proste: piszesz maila, ustawiasz datę, w której ma do Ciebie dotrzeć i żyjesz dalej. A po roku, dwóch albo dziesięciu list przychodzi 🙂

 

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Otwarte.