Czysta karta. O moim blogowaniu.

Podobno początki są najtrudniejsze. Nigdy nie wiadomo, od czego tak naprawdę zacząć i jak się za wszystko zabrać.  Zwłaszcza, kiedy nie wierzysz, że to w ogóle się uda.

Kiedy zakładałam tego bloga prawie trzy lata temu, nie sądziłam, że ktoś oprócz mojego chłopaka i kilku znajomych będzie go czytał. Nie dziwcie się – miałam mnóstwo blogów. Tysiące. Miliony zakładanych miejsc w sieci, o których zapominałam po dwóch tygodniach albo traciłam do nich zapał. Pozostawiałam je jak wyrodna matka gdzieś w otchłani internetu i szybko zakładałam kolejne.

Mój pierwszy nagłówek bloga
Mój pierwszy nagłówek bloga

Bez pisania mi się nudziło. Ktoś mógłby powiedzieć, że mogłabym przecież pisać do szuflady i nie zajmować miejsca w sieci swoimi kolejnymi blogami – ale nikt by wtedy tego nie czytał. A tak istniała szansa, że chociaż koleżanka zerknie na to, co wyprodukowałam. Zawsze więcej, niż nikt.

Przerabiałam słodkie blogi z podstawówki, z pastelowymi nagłówkami i wklejoną na chama Hillary Duff w otoczeniu labradorów. Byłam posiadaczką ciemnego, buntowniczego bloga z gimnazjum. Miałam do czynienia z wymiankami na komentarze, jaskrawymi kolorami i TaKiM pIsMeM.

10734148_312739578927795_8636149351316320626_n
Mój drugi nagłówek. Jesień 2012.

Pisałam na blogach opowiadania, prowadziłam pamiętniki, emocjonowałam się Harrym Potterem albo wrzucałam obrazki, bo to się najlepiej sprzedawało. Jak się ma 12 lat to się wie, jak rozkręcić biznes. Komentarzowo-blogowy, rzecz jasna.

A piszę to wszystko dlatego, że ostatnio znalazłam kilka starych blogów. Przed wami jedyna szansa, by zobaczyć refleksyjną trzynastoletnią Martę myślącą, że jest jakimś Coelho czy kimś. Można iść po popcorn.

Drukowane słowo. Szeleszczące kartki. To wszystko zawarte w twardej oprawie. Często przyozdobione rysunkiem. Książki.
Uwielbiam czytać. Wtedy otwiera mi się takie okienko do innego świata. Do tego świata, który jest opisany. Razem z bohaterami przeżywam chwile grozy, szcześcia, czasami się śmieję, czasami płaczę, z minuty na minutę coraz bardziej przywiązuje sie do głównych postaci, a gdy już skończę czytac, czuję się tak, jakby ktoś bliski odszedł.
Ale przecież nie. Przecież mogę wrócić, przeczytać jeszcze raz. Książki mają magię, nie sądzicie?
Gdy otwierasz ją i czytasz pierwszą stronę, z kartek wychodzi ręka. Pomocna ręka. Podajesz jej dłoń, a ona już cię ciągnie do swojego świata. Oprowadza cię po nim, opisuje. A ty przeżywasz najlepsze chwile w swoim życiu.
To, co najbardziej w życiu kocham.

Czekajcie, muszę otrzeć łzę, bo się wzruszyłam. Jeśli jesteście w stanie wyobrazić sobie największe możliwe poczucie zażenowania – ja właśnie je posiadam. W tym momencie. Pseudofilozoficzne teksty z gimnazjum to niekoniecznie coś, czym warto się chwalić, ale nie mogłam się oprzeć, żeby tego nie pokazać.

1524589_194817917386629_1963385353_n
Początek 2013

To może przypomnimy sobie jeden z pierwszych tekstów z tego bloga:

Podobno teraz żeby podbić świat, trzeba założyć bloga.

Zgadza się, osiemnastoletnia Marto. Masz całkowitą rację. Kominek byłby dumny.

Wracając do tematu, blogów jest dużo.  Są blogi o newsach, i blogi o paznokciach, są blogi o zespołach i blogi o blogach. Są nawet blogi o blogach, które są o blogach i blogi z obrazkami małych kotków i piesków, choć w dobie kwejka i innych bebzoli chyba się już od tego odchodzi. Mój blog jest…  o wszystkim. O wszystkim i o niczym, czyli tak konkretnie mówiąc, to nikt nie wie, o czym to jest. Ktoś słyszał, że o czymś, ale dokładnie rzecz ujmując to wszystko może być czymś lub coś może być niczym.

To się do tej pory nie zmieniło. Tego bloga nie da się wcisnąć w żadną kategorię, jest jak zawodnik sumo, który próbuje się wcisnąć w spodnie XXS. Nie da rady. Co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Blog znów reaktywowany, bo za trzy dni matura. To znaczy, że im bliżej, tym mniej ochoty o nauki, więc trzeba się zająć czymś, co *ironiczne odchrząknięcie* będzie pożyteczne. Jakkolwiek ja oraz reszta wszystkich istot, które mają chociaż procent rozumu w sobie wątpię, żeby pisanie bloga chociaż  trochę pożyteczne być mogło, realizuję swą misję podbijania świata (żebym tylko zdążyła to zrobić do trzydziestki) oraz samoedukowania się poprzez tworzenie tekstu ciągłego pisanego. Do matury ma się to jak kij do oka, ale zawsze jakaś wymówka.

Błagam, niech ktoś mnie uświadomi, że można tworzyć krótsze zdania.

OBIECUJĘ, że naprawdęnaprawdęnaprawdęnaprawdę TEGO bloga już nie porzucę. Ręczę za to swoim słowem honoru, a jak złamię obietnicę, to oddam Maćka*.

* wątpię, żeby ktoś chciał przygarnąć kota, który je więcej niż zmutowana krowa z Czarnobyla mająca nie trzy żołądki, ale osiem, ale przynajmniej obietnica brzmi bardziej wiarygodnie.

I nie musiałam go oddawać. Alleluja! Ten wpis został opublikowany 30 kwietnia 2012 roku. Kolejny, a zarazem pierwszy oficjalny wpis na blogu to 12 maja 2012 roku.  I tego dnia narodził się mój blog.

1
Rok 2014.

Nie wiem, czy są tutaj osoby, które czytają mnie trochę dłużej i pamiętają, że blog na początku wcale nie nazywał się Marta Pisze. O nie. Nie wiem, czy wiecie, ale ten blog do listopada 2013 roku nazywał się blogiem zwykłej blondynki i miał adres wlosykolorublond. Serio.

Ale ja zbaczam z tematu. Całkowicie.

W każdym razie, nie pomyślałam, że tyle osób może czytać mojego bloga. Każdego dnia się dziwię i każdego dnia dziękuję za pojedynczego, nowego czytelnika. To dla kogoś, kto pisze, przeogromne szczęście – mieć ludzi, którzy chcą to czytać!

960278_194818094053278_776437859_n
2014

I chyba głównie z powodu tego, że zrobiło Was się tak dużo, zdecydowałam się po trzech latach przenieść blog na własny serwer. Wcześniej mój blog funkcjonował na blogspocie, ale wielu rzeczy nie dało się tam zrobić: ciągle narzekaliście, że nie ma wyszukiwarki, niektóre zdjęcia magicznie znikały, tekst się rozlewał, wiele rzeczy trzeba było robić ręcznie i ogólnie rzecz biorąc, jak zaczęłam mieć więcej czytelników – zaczął mnie ograniczać.

Więcej mojej blogowej historii (w formie graficznej) znajdziecie w albumie na facebooku: KLIK.

Mam niezwykłą przyjemność powitać Was na nowej odsłonie Marta Pisze.

Co się zmieniło? Oczywiście wygląd. Poza tym, pierwszy raz w historii bloga udostępniam dostęp do archiwum – znajdziecie je po prawej stronie. Jest też wyszukiwarka, przez którą możecie znaleźć posty – albo w kolumnie z prawej, albo na samej górze – ikona lupy. Uporządkowałam kategorie na górze.  Napisałam całkowicie nowe o mnie. Dodałam też widgety pozwalające na przeglądanie losowych postów (z boku i w stopce).

Nad stopką możecie zapisać się do newslettera – przez długi czas zawiesiłam jego działanie, w tym tygodniu startuje od nowa. Prawdopodobnie osoby, które się zapiszą, jak i obecni subskrybenci dostaną ode mnie mały prezent.

Na samej górze w sliderze (można przesuwać przez klikanie kropek) znajdują się posty, które sama wybrałam. Będą się zmieniać co ok. 3 dni. Kolejny fajny sposób na poznanie starych postów.

W trakcie mojego blogowania tutaj napisałam już ponad 500 postów. Niesamowita ilość!

Mam nadzieję, że się tutaj Wam podoba. Czujcie się swobodnie, pooglądajcie sobie rzeczy.

I jeszcze jedno – w starych wpisach mogą być nieładnie ułożone obrazki lub zdjęcia tytułowe mogą się dublować. Jeśli Wam się chce, możecie mi to zgłaszać tutaj, bo to niestety muszę poprawić ręcznie.

Wszystkiego dobrego i dajcie znać, co myślicie.

Miłego dnia!