• Szukaj

6 lat bloga i cała prawda: skąd wzięłam czytelników, co mówią znajomi i jak się zarabia na blogowaniu?

Dzisiaj do mnie dotarło – i to przez całkowity przypadek – że ten blog ma już 6 lat. W związku z tym czas podzielić się pewnymi tajemnicami i odpowiedzieć na pytania, które kiedyś mi zadaliście. Więc dzisiaj: cała prawda! Skąd wzięłam czytelników, co mówią znajomi i jak się zarabia na blogowaniu?

 

Założyłam to miejsce przed samą maturą, żeby trochę odciągnąć się od nauki, zacząć pisać regularnie, poprawić warsztat przed studiami dziennikarskimi oraz by uciszyć mojego Patryka, który ciągle namawiał mnie do „poważnego blogowania”, czyli takiego, w którym nie rzucasz bloga co 3 dni.

6 LAT WCZEŚNIEJ

Miałam w swoim – nastoletnim wtedy – życiu wiele blogów i tak naprawdę żaden z nich nie pożył zbyt długo. Było na nich wszystko: od powieści fantasy, pamiętniki, opisy ras kotów i to, co aktualnie mam w głowie. Za każdym razem nowy adres, nowy nick (pamiętacie, że kiedyś w internecie używało głównie się nicków, a nie imion i nazwisk?), bo przecież zaczynam od nowa i teraz będzie już na pewno inaczej.

Nic z tego nie przetrwało i pewnie sytuacja by się nie zmieniła, gdyby nie Patryk, któremu obiecałam regularność w blogowaniu i wzięcie się w garść.

No i co? No i od tego wszystko się zaczęło.

6 LAT PÓŹNIEJ

6 lat później wylądowałam z dwoma blogami na koncie, a w podaniu o kredyt przy wymianie stanowiska pracy, napisałam: blogerka. To jest autentyk 🙂 Praca w sieci jest jednym z moich źródeł dochodów i jeśli chciałam dostać dobre warunki kredytowe, musiałam to uwzględnić, a to oznaczało, że musiałam też określić mój zawód. No więc oprócz bycia trenerem – jestem po prostu blogerką.

Do tej pory unikałam pisania o blogowaniu, bo ciągle mam wrażenie, że dużo jeszcze przede mną i wiele muszę się nauczyć. Co prawda jakiś czas temu napisałam pierwszy tekst o tym, jak zacząć blogować (możecie go zobaczyć tutaj), ale cały czas gdzieś w głowie mam takie myśli, że nie jestem dobrą osobą do tego, by się na ten temat jakoś wypowiadać.

Tyle, że… szósta rocznica nie zdarza się codziennie, stąd dziś złamię trochę moją zasadę i opowiem trochę więcej o kulisach blogowania. W ciągu tych kilku lat prowadzenia bloga dostałam dużo wiadomości z pytaniami na ten temat – nie pozostaje mi więc nic innego, jak podwinąć rękawy i na nie odpowiedzieć.

 

JAK LUDZIE REAGUJĄ NA TWOJE BLOGI?

To jedno z najczęstszych pytań, jakie dostaję. Wiele osób boi się założyć swojego bloga, instagrama czy po prostu udzielać się w sieci z obawy przed tym, co sobie pomyślą znajomi czy rodzina.

Ja przeżyłam chyba wszystkie możliwe etapy i poznałam wszystkie reakcje. Są znajomi, którzy bardzo się interesują tym, co robię, śledzą mnie w sieci na bieżąco i starają się wspierać, zostawiając komentarze czy lajkując. Sporą część osób nie obchodzi to, co robię, więc wisi im i powiewa temat blogowania, często nawet nigdy nie byli na mojej stronie. Miałam też znajomych, którzy zostawiali mi anonimowo niemiłe komentarze, co się potem wydało. Spotykałam się też z niezrozumieniem, ze śmianiem się za plecami czy lekceważeniem.

Szczerze mówiąc, sama nie lubię mówić o swoich blogach i nie mówię o nich, chyba, że zmusi mnie do tego sytuacja. Nie chodzi o to, że się wstydzę, wcale nie, zresztą – można mnie banalnie łatwo znaleźć w internecie; chodzi raczej o to, że prawie zawsze muszę tłumaczyć, na czym to wszystko polega, nigdy nie trwa to krótko i na koniec często i tak ludzie nie kumają o co chodzi i powstaje niezręczna sytuacja. Wytłumaczenie osobie, która nigdy nie interesowała się tematyką blogów i nie do końca wie, czym one są, jak działa cała blogosfera nie jest takie łatwe, zwłaszcza, że najczęściej jeśli ktoś w ogóle nie w temacie słyszał kiedyś o blogerach, to często było to przedstawione w złym świetle.

Niestety, Patryk za to bardzo rwie się do opowiadania o blogach i muszę go zawsze deptać po stopie albo szczypać w rękę, żeby się przymknął.

Wracając do reakcji – doświadczenie pokazuje mi, że nie ma co patrzeć na to, co inni powiedzą. Każdy i tak będzie miał swoje zdanie i nie masz na to żadnego wpływu. Warto robić swoje, bo i tak w głównej mierze twoi odbiorcy nie będą twoimi znajomymi czy rodziną, ale ludźmi z neta.

SKĄD WZIĘŁAŚ CZYTELNIKÓW?

Prawie nigdy nie jest tak, że zakładasz swoje miejsce w sieci i na drugi dzień masz grono czytelników. Wręcz przeciwne: zazwyczaj miesiącami nie czyta cię nikt oprócz twojej mamy i chłopaka. U mnie nawet mama mnie nie czytała. 🙂

Dotarcie do ludzi ze swoją twórczością to długi proces i trwa tak naprawdę cały czas. Nigdy się nie kończy. Ja przez kilka pierwszych lat blogowania pisałam regularnie co drugi dzień i nie opuściłam chyba żadnego dnia “wpisowego” oprócz jednego pobytu w szpitalu i jednej awarii internetu. Mam wrażenie, że u mnie właśnie regularność pomogła w zdobyciu czytelników. Teraz nie zawsze piszę co drugi dzień, zwłaszcza na Marta Pisze, ale za to poświęcam więcej czasu na dopracowanie tekstów.

Warto się też zastanowić po co chcesz docierać do ludzi. W przypadku Marta Pisze zakładając tego bloga miałam osiemnaście lat i chciałam po prostu podzielić się z kimś moimi myślami. Z kolei Codziennie Fit powstało po to, żeby ludziom pomóc i żeby obalić mity związane z byciem fit.

Oczywiście, możesz też mieć bloga tylko po to, żeby zostać „fejmem”. Osobiście nie uważam tego za dobrą motywację do działania, niemniej jednak są ludzie, którzy się tym kierują i całkiem dobrze im idzie.

JAKA JEST NAJWIĘKSZA WADA BLOGOWANIA?

Rzecz, z którą musi liczyć się każda osoba robiąca cokolwiek w internecie – to hejt. Niezależnie od tego, czy piszesz o kwiatkach, nagrywasz wideobloga o kotach czy wrzucasz na instagram zdjęcia swoich stylizacji – prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto napisze ci, że jestem głupi, beznadziejny i powinieneś się wstydzić, że chodzisz po tej ziemi.

Niemiłych komentarzy nie da się uniknąć, natomiast da się je ograniczyć. Ja staram się na blogu nie hejtować, nie krytykować bezpodstawnie i nie mówić źle o innych – przez co przyciągam głównie czytelników, którzy kierują się tymi samymi zasadami. Dodatkowo, warto pamiętać, że jeśli pozwalasz komuś cię wyzywać, to znajdzie się kolejna osoba, która stwierdzi, że skoro można, to dołoży coś od siebie.


Komentarze, które atakują personalnie mnie lub moich bliskich, są obraźliwe i wulgarne – usuwam. Nawet na nie nie patrzę.  Blog jest moim miejscem – nie zapraszam do domu osób, które mnie wyzywają. Muszę jednak przyznać, że takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko.

CZY WSZYSCY BLOGERZY SIĘ PRZYJAŹNIĄ?

Czasami obserwując relacje z blogerskich wydarzeń można mieć wrażenie, że wszyscy blogerzy to wielka rodzina. Mam wrażenie, że lepszym określeniem będzie – klasa.

Blogosfera to jedna wielka klasa, gdzie są zarówno przyjaźnie, jak i mniejsze kłótnie, gdzie są popularne dzieciaki i trochę mniej towarzyskie osoby; są też sceny zazdrości o oceny (a w tym wypadku – statystyki i współprace), ale też dużo pomocnych osób.

Tak jak w klasie – nie trzymasz się ze wszystkimi tak samo, z niektórymi bardziej, z innymi mniej. Są przyjaźnie, które powstają przez blogowanie i potem przenoszą się do prywatnego życia – i to jest mega fajne.

CZY DA SIĘ ZARABIAĆ NA BLOGU I JAK TO WYGLĄDA?

Wiele osób myśli, że zarabianie na blogu to łatwy i szybki pieniądz; i chociaż zgodzę się, że praca blogera jest bardzo przyjemna (chociaż też ma swoje minusy), to nie powiedziałabym, że jest to szybkie i banalnie łatwe. Żeby w ogóle zacząć, dobrze jest mieć swoją społeczność, pisać regularnie, mieć wartościowego bloga i pomysł na niego. To nie jest tak, że tydzień po rozpoczęciu pisania na wasze konto spłyną setki tysięcy. Jeśli chcemy włożyć w bloga serce i robić to na poważnie, często trzeba też włożyć w niego oprócz wolnego czasu, także trochę kasy.

Na czym polega zarabianie na blogu? Obecnie macie kilka opcji:

  • Reklamy w postaci banerów na blogu, czyli sprzedawanie miejsca reklamowego;
  • Współpraca z markami poprzez wspólny post na blogu, zdjęcie w social mediach czy innego rodzaju kampanię reklamową;
  • Współpraca afiliacyjna;
  • Sprzedawanie własnych produktów.

Reklamy banerowe najczęściej rozlicza się albo od wyświetlenia albo od kliknięcia. Można to włączyć na blogu praktycznie od początku jego istnienia… problem polega na tym, że sensowne zarobki są jedynie wtedy, kiedy twój blog ma już jakąś oglądalność. Mimo wszystko nie są to jakieś wielkie kokosy.

Podobnie działają reklamy na kanałach Youtube: włączasz taką możliwość na kanale i masz płatność za ilość wyświetleń. Ja przy 300 tys. wyświetleń miesięcznie nie miałam jeszcze kwoty powyżej 1000 złotych za miesiąc.

Współprace z markami to coś, co interesuje największą ilość osób. Tu jednak jeszcze bardziej liczy się to, czy masz już jakąś społeczność wokół bloga lub dobre statystyki. Liczy się także jakość – blog starannie prowadzony, z fajnymi tekstami i ładnymi zdjęciami na pewno otrzyma większą ilość propozycji.

Jak to działa? Najczęściej jeśli twój blog jest już większy i dobrze prowadzony, to na maila zaczynają przychodzić propozycje współpracy od agencji reklamowych lub bezpośrednio od marek.

Bardzo często proponowany jest barter- czyli produkt w zamian za tekst czy recenzję; duże blogi jednak najczęściej nie wchodzą w tego typu współprace i całość odbywa się po prostu za wynagrodzenie. Wycenia się nie sam fakt napisania tekstu, ale też pozycję blogera, jego statystyki, i dotarcie do osób. Ceny za tekst mogą się wahać od kilkuset złotych do kilku tysięcy (najczęściej, są także odchylenia w dół i w górę od tych widełek).

Propozycja od agencji nie oznacza jeszcze współpracy. Najczęściej wysyłają oni maila do kilkunastu blogerów i po otrzymaniu wyceny podejmują decyzję o współpracy. Następnie określany jest zakres współpracy, wytyczne od marki no i na końcu powstaje materiał.

Współpraca z markami nie jest wcale taka łatwa – należy się postarać, żeby materiał był ciekawy dla odbiorcy i nie był chamską reklamą. Poza tym – zaufanie czytelników to podstawa, w związku z tym nie muszę chyba mówić, że reklamowanie nietestowanych produktów przez blogera nie jest według mnie zbyt moralne…

Ja współpracuję z markami i wybieram takie oferty współpracy, w których i tak bym poleciła ten produkt – bo mi się podoba, bo go używam i lubię daną markę. W takich wypadkach często nawiązana współpraca pozwala przygotować lepszy czy fajniejszy materiał niż normalnie. Ja dzięki współpracom mogłam kupić dodatkowe obiektywy do aparatu, statyw, mikrofon do treningów na żywo czy inne rzeczy, które potem sprawiają, że materiały są lepsze – zwłaszcza na kanale youtube i Codziennie Fit, bo Marta Pisze opiera się głównie o moje pisanie.

Warto pamiętać, że zarabianie na blogu to nie jest coś, co dzieje się od razu. Większość blogerów prowadzi bloga regularnie 2-3 lata, zanim zaczyna dostawać propozycje współprac. Jeśli więc ktoś zakłada bloga tylko po to, żeby zarobić, musi nastawić się na kilka lub kilkanaście miesięcy pracy bez korzyści.

CZY ZDARZYŁY MI SIĘ NIETRAFIONE WSPÓŁPRACE?

Tak! Kiedyś miałam reklamować sprzęt domowy, napisałam już odpowiednie artykuły i nagrałam filmy, po czym dzień przed publikacją sprzęt się zepsuł. Mimo tego, że dopóki działał, był świetny, nie mogłam polecić produktu, który ma awarię po trzech tygodniach użytkowania.

Jakiś czas temu miałam też rozpocząć współpracę z marką, z którą mieliśmy tworzyć edukacyjne artykuły. Po rozpoczęciu zlecenia okazało się, że wcale nie chcą być partnerem wpisu, który rzeczywiście przekazuje wiedzę, a raczej chcą artykułu, który w co drugim zdaniu wychwala produkt. Nie tak się umawialiśmy, więc zakończyliśmy współpracę.

Czasami trudno się doprosić wynagrodzenia, albo marka chciałaby zamiast normalnego tekstu peany na swoją cześć. Na szczęście, coraz mniej jest takich sytuacji i coraz lepiej to wszystko działa.

CZY ZARABIANIE NA BLOGU TO OSZUKIWANIE CZYTELNIKÓW?

Czasami czytam na blogach innych, że się „sprzedali”, albo że „znów coś reklamują”. Prawda jest taka, że granica jest dość cienka i trzeba ciągle pamiętać o tym, co jest dla nas najważniejsze i że reklamowanie każdej rzeczy (nawet jeśli do nas nie pasuje) tylko dlatego, że dostaniemy za to wysoką stawkę nie jest najlepszym pomysłem.

Każdy szanujący się bloger wpis powstały we współpracy oznaczy – tak, żeby czytelnik zdawał sobie z tego sprawę. Jeśli też wiecie, że bloger jest porządną osobą, to raczej możecie spokojnie wierzyć jego poleceniom, bo poleci wam naprawdę coś godnego uwagi.

Czasami mam wrażenie, że niektórzy odbierają wpisy sponsorowane jako „gorsze” niż te normalne. Myślę, że to zależy od blogera, ale najczęściej dużo dłużej siedzimy nad takimi artykułami, żeby były jeszcze bardziej wartościowe. I może też trochę dlatego, że boimy się właśnie takiej opinii – to tak już szczerze, między nami.

Wydaje mi się, że jeśli ktoś tworzy wiele dobrych rzeczy dla innych, pomaga im w jakiś sposób i poświęca na to swój czas i pasję, to nie ma nic złego w tym, że podejmie się współpracy, zwłaszcza, jeśli jakaś marka szczególnie mu pasuje. Ja w ten sposób mogłam zorganizować moją trasę treningową – bez wsparcia marek to by się nie udało, bo koszty organizacji każdego takiego treningu by mnie po prostu przerosły.

Polecam tutaj tekst Ani – świetnie podsumowuje całą sytuację związaną z blogosferą i zarabianiem: kliknij tu – bo te blogerki to takie słupy reklamowe.

CO TRZEBA ROBIĆ, MAJĄC BLOGA?

A jak wygląda lista zadań na blogu?

  • Planowanie materiałów – ustalanie tematów, w moim przypadku układanie treningów, pisanie „ściągi” do filmów (żeby nie zgubić wątku);
  • Tworzenie treści: artykułów, filmów, zdjęć – to jest największa część; jeden wpis czasami zajmuje kilka godzin – zależy od tematu;
  • Prowadzenie profili na mediach społecznościowych;
  • Odpisywanie na wiadomości czytelników i komentarze;
  • Promowanie napisanych już wpisów w sieci – np. przez poprawienie SEO, promocję w mediach społecznościowych;
  • Odpisywanie na maile związane ze współpracami;
  • Tworzenie prezentacji z podsumowaniem współprac;
  • Tworzenie materiałów do współprac;

To są takie „typowe” zadania, z którymi mam styczność każdego dnia. Czasami jest ich więcej, innym razem mniej. Czasami dochodzą jakieś wyjazdy, większe materiały, spotkania – ale jeśli komuś się wydaje, że na co dzień bycie blogerem jest arcyciekawe, to wydaje mi się, że niekoniecznie. Praca biurowa.  Natomiast czasami mózg wybucha od ilości pracy kreatywnej i są dni, kiedy nie przychodzi mi żaden pomysł do głowy, bo jestem po prostu wypruta. 🙂

6 LAT MINĘŁO, PRZED NAMI KOLEJNE 6

Mam nadzieję, że chociaż niektórym z was spodobała się taka forma świętowania urodzin bloga i że zaspokoiłam waszą ciekawość. Tak naprawdę, na wszystkie pytania odpowiedziałam trochę pobieżnie, ale już mi wyszło milion stron w wordzie, więc mam wątpliwości, czy w ogóle ktoś to przeczyta – jak dotrwaliście dotąd, to w komentarzu napiszcie hasło: pupeczka.

A oprócz tego dajcie znać, jeśli macie jakieś pytania lub jakiś temat związany z blogowaniem – moim czy ogólnie – was interesuje – postaram się na wszystko odpowiedzieć.

No i ostatnie, ale nie najmniej ważne: DZIĘKUJĘ za to że jesteście ze mną tyle czasu! Nie ma nic lepszego dla twórcy niż świadomość, że kogokolwiek ta jego twórczość interesuje. Ściskam was bardzo, bardzo, bardzo, BARDZO mocno i jeszcze raz – jedno wielkie dziękuję, że jesteście ze mną i z Marta Pisze już taki szmat czasu! <3

Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 24 lata i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig