Starość jest niewygodna.
Zwłaszcza w dzisiejszym świecie: sukcesu, dążenia do doskonałości i  kremów na zmarszczki dla dwudziestolatek.  O starości – i tym, co czasami niesie w pakiecie – się raczej nie mówi, chyba, że w kontekście zdziwienia: „zobacz szaloną babcię, która robi szpagat”; „zobacz  80-letnią aktorkę, która wygląda na 20 lat!”.
Zobacz tą starszą panią, która robi coś, co według społeczeństwa, powinny robić tylko młode osoby. To śmieszne! Pocieszne. Urocze. Niepoważne.
Bo przecież starsi ludzie są niepoważni, nie? Zupełnie inny gatunek.

Połowa tego tekstu leżała w szkicach od stycznia. Zaczęłam go pisać, kiedy mojej babci się pogorszyło. Mojej babci już jakiś czas z nami nie ma, więc nie wracałam do tego tekstu, aż odkryłam go ostatnio w szkicach i stwierdziłam, że czas go opublikować.
Już nie pamiętam, co było zapalnikiem do pisania, ale wydaje mi się, że wizyta w szpitalu. Na oddziale pełnym starszych ludzi, którzy nikogo nie interesowali, bo już tylko się czekało, aż ich rodzina odbierze, albo kiedy umrą i wreszcie dadzą święty spokój. Ostro? Ale tak po prostu było.

BABCIE ROBIĄCE SZPAGAT – TAK, DZIADKOWIE UCIEKAJĄCY Z DOMU – NIE

Kiedy czytaliście kiedykolwiek cokolwiek o starości? Ja chyba nigdy – przynajmniej nie pamiętam. Owszem, czytałam sobie śmieszne i urocze artykuły o tym, jak to w Stanach jest drużyna babć-koszykarek, jak starszy dziadzio prowadzi modowego instagrama, albo jak to jakaś aktorka ma osiemdziesiątkę, a można byłoby jej dać najwyżej pięć dyszek.

Ale o tym, że demencja wcale nie jest taka rzadka i że zdarza się bardzo często? O tym, że nagle przestajesz być sobą, a zaczynasz być kimś zupełnie innym? O tym, że w pewnym momencie ktoś po prostu zapomina, kim jesteś i wygląda to tak, jakby wymazał cię ze swojego życia? To jest bardzo przykre. I o tym się nie mówi.

Jeśli gdzieś tam kiedyś słyszałam o babciach czy dziadkach, którzy wychodzą nago z mieszkania, gubią się na mieście, chowają dziwne rzeczy po szafkach albo wymyślają niestworzone historie, to myślałam tak o tym, jak o wypadkach – wiem, że to się zdarza, ale na pewno nie zdarzy się mi.

Dopóki moja babcia nie zapomniała kim jestem.

STAROŚĆ – DEMENCJA, PIELUCHY I WIELKA SAMOTNOŚĆ

Problemy zdrowotne to jedna rzecz, ale pojawienie się demencji – to kolejna. I to całkiem spora. Zaczęło się od wymyślania niestworzonych historii, które czasami były zapalnikiem do kłótni, ale potem wszystko rozchodziło się jakoś po bokach. Potem doszły dziwne zachowania, często bardzo irracjonalne. Na końcowym etapie babcia nie poznawała własnego domu, nie wiedziała, kim jestem ani jaki jest dzień czy rok.

O demencji się nie mówi. A szkoda, bo kiedy pierwszy raz masz z nią styczność, trudno ci to zrozumieć. Do tego dochodzą problemy ze zdrowiem – które nagle pojawiają się jak domino, jeden za drugim. W naszym przypadku – dwa udary. Kłopoty z chodzeniem, konieczność karmienia, przewijania.

Problemem jest to, że gdzieś w środku to nadal jest ta sama osoba. Nawet, jeśli zakłada 10 raz kapcie (a potem je ściąga), próbuje gotować pierogi w pustym garnku albo nie pamięta, jak ma na imię jej córka.

Przy mojej babci najsmutniejsze były chyba momenty, kiedy odzyskiwała świadomość siebie na parę minut. Pamiętała, z kim rozmawiała, gdzie jest, co się dzieje, ale przede wszystkim – zdawała sobie sprawę, że gada od rzeczy albo robi coś dziwnego. Zmartwiona patrzyła na mnie i mówiła bezradnie: „ja nie wiem, dlaczego ja to robię”.
A potem po raz dziesiąty w ciągu kwadransa ściągała koc z kanapy albo wyrzucała rzeczy z szafek.

STAROŚĆ? TO WCALE NIE KONIEC

O starości się w ogóle nie mówi. Nie mówi się o tym, z czym może się wiązać, jakie są zagrożenia, co możesz zrobić, żeby pomóc, ulżyć. Jak można zapobiegać, co zrobić, kiedy już cię coś takiego spotka. Ale przede wszystkim: nie mówi się o starszych ludziach w ogóle. I mało co się dla takich ludzi robi.

A przecież mimo swoich wad, starość nie musi oznaczać końca. Zwłaszcza takiego smutnego i samotnego. Nie mamy do końca wpływu na choroby czy schorzenia, które mogą nas dotknąć, ale profilaktyka jest w stanie nas ustrzec przed wieloma pułapkami starości. I pozwolić na cieszenie się życiem, bo to, że masz kilkadziesiąt lat na karku, nie świadczy o tym, że już nie możesz czytać książek, zwiedzać, działać.

CZASAMI TYLKO POTRZEBNA JEST ROZMOWA

Ale starość nie jest zła tylko z powodu możliwej demencji czy chorób. Tak samo mocno boli samotność. A starsi ludzie są bardzo samotni i sobie z tą samotnością nie radzą.

Mało jest miejsca w naszym społeczeństwie dla starszych. Ludzie się dziwią, że babcie jeżdżą tramwajami o 9 i zabierają wszystkie wolne miejsca. No i to zastanawianie się: a gdzie one jeżdżą?
Może po prostu jeżdżą? Bo nie mają co ze sobą zrobić? Bo chcą wyjść do ludzi, zamiast siedzieć samotnie w pustym domu, który rodzina odwiedza na święta i tyle?

Patryk mówi, że przyciągam staruszków. Zawsze mnie zagadują. Coś w tym jest – może mam taką buzię, co się podoba starszym albo po prostu jakoś wiedzą, że pociągnę rozmowę. Często rozmawiam z obcymi, starszymi ludźmi i za każdym prawie razem widzę, jak oni strasznie łakną tej rozmowy. Zagadują czasami o głupoty tylko po to, żeby pogadać. Bo czasami te dziesięć minut gadania o niczym to jedyny kontakt z drugim człowiekiem.

BĘDZIESZ STARY I CO? I NIKOGO TO NIE BĘDZIE OBCHODZIĆ

Prawda jest taka, że starsi ludzie mają w naszym społeczeństwie przesrane. I jeśli nie zmienimy nastawienia, to my też będziemy mieć – bo to kwestia czasu, kiedy my zrobimy się starzy, schorowani, samotni…

…i nikogo to nie będzie ani trochę obchodzić.

 

Total
132
Shares