Jak wreszcie uwierzyć w siebie i zacząć robić to, co chce się robić?

Fajnie byłoby robić świetne rzeczy.
Pójść na naprawdę niszowy kierunek studiów, który cię kręci. Wziąć udział w talent show. Pojechać stopem do innego kraju. Założyć własną działalność. Spróbować swoich sił jako twórca. Napisać książkę. Założyć zespół. Słowem: zrobić coś fajnego.
Fajnie by było, ale coś cię blokuje – bo przecież się nie uda. Albo – bo nie wypada. Bo kiedyś będzie na to lepszy moment. Bo teraz czujesz, że jeszcze się do tego nie nadajesz i wydaje ci się, że takie rzeczy, to tylko w Erze, ale na pewno nie w życiu.
Więc jak wreszcie uwierzyć w siebie i zacząć robić te wszystkie fajne rzeczy, które cię omijają?

Bardzo dużo osób pod tekstami dotyczącymi realizowania celów i spełniania marzeń prosiło mnie, żebym napisała o tym, jak wreszcie uwierzyć w siebie i w to, że się uda zrobić coś, o czym sobie marzymy. Smutno mi się to czytało, bo rzeczywistość i komentarze pokazują, że więcej osób nie wierzy w siebie, niż wierzy… czyli większość z nas uważa, że jest niewystarczająco jakaś tam (mądra/zaradna/bogata/piękna/inteligentna/wygadana) , żeby osiągnąć to, co by chciało osiągnąć. Z tego powodu nawet nie próbuje i odkłada swoje cele na bliżej nieokreślone „kiedyś” – bo przecież teraz to nie wyjdzie.

Bez nazwy-1

Mam wrażenie, że w większości przypadków problem z tym, że nie próbujemy spełniać własnych marzeń nie polega na tym, że nie mamy pieniędzy, czasu albo chęci, tylko na tym, że nie wierzymy, że może nam się udać.

No i w sumie dlaczego by miało, skoro nikt was nie wierzy – nawet my sami?

JAK UWIERZYĆ W SIEBIE?

… i wreszcie mieć odwagę, by zacząć działać?

Zanim zacznę, słowem wyjaśnienia – to nie są takie hasełka, które ja sobie optymistycznie rzucam na odwal, bo mi jest łatwo – przecież jestem taka pewna siebie i zawsze działam. Nie; bardzo często wątpiłam w siebie i w to, że mi się coś uda, zwłaszcza, że przez całe życie wszyscy mi powtarzali, że moje plany są głupie i nierealne. Cały czas słyszałam, że to marzenia, bzdury, wymysły. Nikt mi nie kibicował. Czasami nawet Patryk wątpił (na przykład w to, by zakładać Codziennie Fit i to, by zostać trenerem).

I tylko dlatego dalej parłam do przodu, bo po pierwsze, starałam się stosować punkty, które podrzucam wam niżej, a po drugie – powtarzałam sobie zawsze, że nawet, kiedy nikt we mnie nie wierzy, to ja powinnam. No kurczę, chyba wiem, na co mnie stać, nie?

A ci, którzy podcinają ci skrzydła? Jeszcze im kopary opadną.

#1 POMYŚL, CO CI SIĘ UDAŁO

Nie wiem jak Wy, ale ja często mam tak, że nie widzę swoich osiągnięć, ale doskonale orientuję się w czyichś. Na przykład: jeżeli ja coś zrobię, to jest takie „eee, to było łatwe!„, ale jeśli zrobi to ktoś inny, uruchamia się we mnie podziw – „wow, jak ty to zrobiłeś! Gratulacje, świetnie!„.

Dobrze jest w takich przypadkach (i w sumie w każdym innym), przypomnieć sobie, że nam też się coś udało. Tak… po ludzku, usiąść na tyłku, wziąć kartkę papieru, włączyć folder ze zdjęciami albo przestudiować oś facebooka i zastanowić się, co nam w życiu wyszło. Jest to niesamowicie krzepiące, człowiek od razu jakiś taki większy i ważniejszy, a odbicie w lustrze pewniejsze siebie 🙂

Istnieje opcja, że możesz uważać, że nic ci się nie udało. Zdarza się. Warto wtedy wypisać chociaż to, w czym jesteśmy dobrzy, na czym się znamy. Jeżeli nie potrafimy zrobić żadnego z tych zadań – musimy zapytać najbliższych. Nie ma człowieka, który nic nie potrafi – jest tylko taki, który nie widzi, że robi coś piekielnie dobrze!

#2 WYMYŚL NAJGORSZY MOŻLIWY SCENARIUSZ

Ok, niewiara w siebie to jedno – wiem jak to jest, sama naprawdę często myślę, że nie podołam i że się nie nadaję do czegoś. Myślę jednak pozytywnie, więc zamiast załamywać ręce i chlipać nad swoją beznadziejnością z kubełkiem lodów, odwracam myślenie. Oczywiście, że nie przekonam w takim momencie siebie, że jestem najlepsza, ale zaczynam się zastanawiać – a co się stanie, jeśli to zrobię i mi nie wyjdzie?

Co najgorszego może się stać?
Czy kogoś będzie obchodzić moja porażka, serio? Czy wyemitują ją w telewizji? Czy świat się zawali, a niebo rozstąpi? Czy nagle ktoś usunie z internetu wszystkie zdjęcia śmiesznych kotów?

No nie. Nie stanie się tak.

Więc po co się tak spinać? W 99,9 % przypadków nawet jeśli się nie uda, zrobisz z siebie głupka albo coś nie wypali, to… nic się tak naprawdę nie stanie, więc nawet, jeśli uważasz, że jesteś beznadziejny, warto spróbować. To jak z grą w totka: albo wygrasz albo nie, ale jeśli znów kupiłeś los bez szczęścia, to w sumie oprócz złotówki nie straciłeś nic.

#3 ZADAJ SOBIE WAŻNE PYTANIE

Czasami trudno dać z siebie wszystko, jeśli kompletnie nie czujemy tego, co robimy. A bywa tak, jeśli na przykład, spełniamy marzenia czyjeś, a nie swoje. Ambitnych rodziców, którzy KONIECZNIE chcieli syna inżyniera. Chłopaka, który bardzo chciał wybitnie szczupłej i umięśnionej dziewczyny. Społeczeństwa, które przecież wymaga, żeby człowiek miał studia, i tyle.

Przykładów jest mnóstwo, sedno jest jedno: trudno się do czegoś przykładać, jeśli to nie jest twoje. A jeśli się do czegoś nie przykładasz, to raczej nie jesteś w to dobry. Nie jesteś w to dobry – przestajesz wierzyć w siebie, bo to dostrzegasz.

I tak w kółko.

#4 POMYŚL REALNIE

Wiadomo, że jeśli masz głos jak koza, a marzy ci się kariera Madonny, to może być trochę wygórowane marzenie. Jestem za tym, żeby sięgać daleko i nie bać się marzyć, bo tak naprawdę wszystko da się zrobić (w sumie w dzisiejszym przemyśle muzycznym dałbyś radę z tym głosem jak koza), ale warto też stać mocno na ziemi.

A co, jeśli twoje marzenie jest NAPRAWDĘ nierealne? Znajdź alternatywę albo przybliż się w jakiś sposób do tego marzenia. Nie możesz być modelką, bo masz 150 cm wzrostu? Spróbuj fotomodelingu. Nie możesz być gimnastyczką, bo jesteś już dorosła, a one zaczynają w dzieciństwie? Dlaczego nie spróbować pole dance?

Opcji jest mnóstwo, czasami tylko jesteśmy zbyt zaślepieni, żeby je zobaczyć.

Realny cel = więcej wiary w to, że się uda.

#5 POMYŚL, ŻE PRZECIEŻ NIE JESTEŚ…

… najgorszy. Wiem, że może to nie do końca „grzeczne” i „etyczne” myślenie, ale bardzo prawdziwe. Na przykład – kiedy zdajesz na egzamin i myślisz, że nie dasz sobie rady, pomyśl o tych wszystkich ludziach, o których słyszałeś (bądź może niektórych znasz) i którzy nie potrafią zawiązać sobie dobrze sznurówek, a zdali na prawko. Takich przykładów jest mnóstwo. Niektórzy naprawdę zachowują się, jakby zamiast mózgu mieli kalafior, a mimo to im w życiu idzie – więc dlaczego niby tobie ma nie pójść? Daj spokój, dasz radę!

NIECH LUDZIE W CIEBIE NIE WIERZĄ, ALE TY W SIEBIE ZAWSZE WIERZ.

– i na koniec motto, które właśnie powinieneś zapamiętać. Wszyscy mogą ci mówić, że jesteś do dupy. Ludzie mogą ci podstawiać nogi i wbijać noże w plecy. Mogą ci mówić, że nie uda ci się, że jesteś beznadziejny, że nic z tego nie będzie.

Mogą w ciebie nie wierzyć, ale ty w siebie zawsze wierz.

Ja w Ciebie wierzę 🙂 Piątka!