Internet – wiadomo, zbawienie ludzkości. Świat się staje globalną wioską, związki na odległość mają większe szanse przetrwania, a zamówienie bluzki z Chin zajmuje jakieś pięć minut. To właśnie dzięki internetowi nikt już nie musi czekać na powtórki seriali, każdy może zostać ekspertem na jakimś forum i bez konsekwencji można wreszcie podglądać, co robią nasi byli partnerzy. No i wreszcie: internet pozwolił naszej koleżance z podstawówki bombardować nas zdjęciami swoich dzieci, samotnej cioci Krysi znaleźć pana Przemka, który na nowo spowodował u niej motylki w brzuchu, a naszemu irytującemu znajomemu wrzucać co chwila zrzuty ekranu z Endomondo, bo każdy kilometr zasługuje przecież na lajka, koniecznie z hasztagiem #fit, bo inaczej trening się nie liczy.
Tyle, że internet ma też wady. Na przykład taką, że przewraca życie do góry nogami.
Nie zrozumcie mnie źle, kocham internet. Gdyby nie sieć, nie pracowałabym tam gdzie pracuję, nie blogowałabym i prawdopodobnie nie rozkręciłabym kilku moich hobby. Poza tym, nie poznałabym wielu świetnych znajomych i nie spędziłabym kilku wieczorów rycząc ze śmiechu przy memach z kotami (zawsze NIEWYOBRAŻALNIE mnie bawią).
Ale bycie online prawie cały czas ma też swoje wady. Całkiem spore. Coś za coś, prawda? Za darmo, jak mówi moja mama, to można dostać tylko po ryju.
W każdym razie – co takiego złego zrobił mi internet (oczywiście, poza tymi wszystkimi razami, kiedy widziałam coś, co bardzo chciałabym odwidzieć i zapomnieć, a nie mogę) ?

NIE POTRAFIĘ SIĘ SKUPIĆ
W sieci dzieje się dużo. Na raz. Standardem jest dla mnie dziesięć otwartych zakładek, muzyka lecąca ze Spotify, trzy czaty ze znajomymi i jednoczesne pisanie maili oraz czytanie jakiegoś artykułu. Z jednej stroni multizadaniowość wydaje się być czymś wspaniałym, z drugiej jednak problem zaczyna się, kiedy wylogowuję się z sieci i, na przykład, chcę obejrzeć film.
Nie potrafię usiedzieć na tyłku. Robię jednocześnie herbatę (mam aneks kuchenny), przygotowuję sałatkę, piszę z kimś na facebooku, zaczepiam kota, próbuję zrobić szpagat (z tragicznym skutkiem, dobrze, że się nie zabiłam),a w kryzysowych momentach zastanawiam się, czy czasami nie wisieć głową w dół na żyrandolu, bo samo oglądanie filmu jest dla mnie czymś za mało absorbującym.

Jak strasznie to brzmi? Rozumiecie, jak duży to problem? Nie potrafię się skupić na głupim filmie! Oczywiście, jeśli jest to Harry Potter albo Hobbit, to rzeczywiście mnie to wciągnie na tyle, że nie robię nic innego, ale przy każdej innej produkcji, której nie jestem psychofanką, jest mi naprawdę ciężko. Tak samo ciężko jest mi się skupić na czytaniu (robię przy tym pięćdziesiąt innych rzeczy, a kiedyś potrafiłam zamknąć się z książką w pokoju i nie było mnie przez kilka godzin), graniu (jak czekam na ekran ładowania, to automatycznie szukam dla siebie zajęcia). Mój mózg tak się przyzwyczaił do tego, że robię kilka rzeczy na raz, że trudno mi się skupić na jednej, jedynej rzeczy. Nawet pisząc ten wpis jednocześnie smsuję. Nie potrafię już oddać się cała jakiejś czynności i w spokoju coś zrobić nie odrywając się od pracy.
I to jest problem, nad którym chcę popracować. Zresztą, nad kolejnymi punktami też i w sumie właśnie dlatego piszę ten post.
MNIEJ CZYTAM
To jest coś, do czego nie chciałam się przyznać przez długi czas, nawet sama przed sobą. Zawsze byłam typem mola książkowego i 10-12 książek miesięcznie było dla mnie standardem. Książki też rozwijały moje pisanie: dzięki nim miałam niesamowity zasób słów i bardzo łatwo mi przychodziło tworzenie tekstów na każdy możliwy temat.
Teraz jak przeczytam dwie książki na miesiąc, to mam święto. To strasznie smutne i dołujące. Jedną z przyczyn jest brak czasu, ale nie czarujmy się – gdybym chciała, to miałabym go więcej. Często chcę coś czytać, a potem internet wciąga mnie na tyle, że robi się noc i czas już się położyć spać. Poza tym, dręczy mnie punkt pierwszy: nie potrafię się skupić i strasznie ciężko mi się wciągnąć w jakąś powieść.
Chcę z tym walczyć i planuję na blogu wyzwanie czytelnicze, ale nie wiem, co Wy na to? Dajcie znać.
JESTEM ZAWSZE ONLINE

Świątek, piątek, niedziela – zawsze jestem w sieci. Trochę wynika to ze specyfiki mojej pracy (pracuję online i bez internetu trudno byłoby mi to robić), ale nikt nie wymaga ode mnie ślęczenia nad pracą także w weekendy, a właśnie to robię. Non stop siedzę z odblokowanym telefonem i od razu zaglądam na maila, gdy dostanę powiadomienie o nowej wiadomości. Po pierwsze, to jest na pewno denerwujące dla moich znajomych, po drugie, sprawia, że nie mogę odpocząć, bo nie mam momentu odcięcia się od pracy – wręcz przeciwnie, zabieram ją wszędzie ze sobą. Cały czas jestem ja i zasięg, a co gorsza, denerwuję się, kiedy ktoś mi zwraca uwagę, ba, ja się obrażam! “To przecież tylko sekunda, odpiszę klientce na maila”. Straszne.
WALKA
Może większość z was mnie nie zrozumie, bo nie musi pracować online, jednak tu nie do końca chodzi o uzależnienie od sieci. Kiedy jedziemy gdzieś i nie mam na głowie pracy – dobrze mi się żyje bez internetu i nie mam parcia, żeby wejść w telefon i jak najszybciej połączyć ze światem. Robię to, bo czuję potrzebę, że muszę pracować, odpisać, coś zrobić – i to sprawia, że internet oddziałuje na mnie w negatywny sposób. Oczywiście, sieć ma też dużo plusów i myślę, że napiszę wpis na ten temat, żeby trochę to zrównoważyć, ale z drugiej strony – ten artykuł powstał po coś. Po to, by uświadomić sobie, że coś jest nie tak i z tym walczyć. Chcę się normalnie skupiać, a nie mieć ADHD, chcę więcej czytać i lepiej pisać. Nie chcę też spędzać całej doby w pracy, bo to sprawia, że potem mam doła tak wielkiego, jak wybryki Miley Cyrus. Nie o to mi chodziło, kiedy zdecydowałam się na pracę w domu. Dlatego staję twarzą w twarz z problemem i mówię mu: “lepiej się zwijaj, bo skopię ci tyłek”.
A Wy odczuwacie jakieś wady korzystania z sieci?

Wszystko taka smutna prawda… mnie najbardziej dotyka utrata możliwości skupienia się na jednej rzeczy. Oglądam film, ale telefon musi być obok, żeby w razie czego spojrzeć na fb czy maila. Bo faktycznie, przez te 2 godziny może runac świat :/
Pamiętam jak wiele lat temu, kiedy właściwie dopiero na dobre wchodziły komórki, zawsze mnie draznilo jak ludzie używali ich na spotkaniach, na zasadzie my tu sobie gadamy, ale przy okazji napisze z kims inny kilka smsow. Oburzalam sie wtedy i mowilam ze “telefony psuja kontakty międzyludzkie” . Teraz jest jeszcze gorzej. Bo przychodza nie tylko smsy, ale tez, dzieki Internetowi, maile i powiadomienia na fb. “Poczekaj tylko zerkne/tylko odpisze”. Nienawidze tego. Sama zawsze staram sie miec telefon gdzies daleko, zeby nie kusilo.
Mnie też najbardziej boli to skupianie się. Przez to nigdy do konća nie odpoczywam
I te najgorsze reklamy pomiedzy filem… reklama potrafi sie przedluzyc o instagram, fb czy nawet jakis artykul …
Podpisuję się rękami i nogami! Szczególnie dostrzegłam ten problem gdy zauważyłam, że jak jestem w domu u mnie non stop chodzi komputer, obecnie laptop. Co chwila coś sprawdzam i tak z godziny 11 robi się 16. A ja miałam się uczyć, czytać książkę, posprzątać. A właśnie. Nauka. W tym roku wiem, że powinnam spiąć pośladki i wziąć się porządnie za naukę a cały dzień mi mija nie wiem kiedy i dalej nic nie zrobiłam. Tłumaczę sobie, że komputer mam włączony, bo muszę puścić sobie muzykę/sprawdzić informacje do zadania w internecie/sprawdzić, czy przypadkiem wielki meteoryt nie trafił w ziemię i nie pozabijał mamutów. Rozumiem jeszcze, gdybym jeszcze coś konkretnego, ważnego miała do zrobienia, ale ja tracę czas na jakichś pierdołach. A potem takie zderzenie z rzeczywistością, że nie mam nic zrobionego i jak strasznie zmarnotrawiłam czas.
Nie, tak nie może dalej być. Spinamy pośladki i ograniczamy ten niebezpieczny związek do granic rozsądku 😉
Dziękuję za kubeł zimnej wody! Tego mi było trzeba ;*
Go girl!
Mam tak samo… Marty chyba tak mają! xD
Ach, te Marty…
Mam tak samo z czytaniem. Kiedyś czytałam ekspresowym tempem i cały czas, a teraz książka, która ma więcej niż dwieście – ba!, sto stron mnie przeraża.
O, to samo. Piąteczka!
mnie chyba zgubi w końcu ciekawość, bo wyłączam wifi, staram się nie włączać komputera, ale mnie ciągnie i ciągnie. jakby ten internetowy świat beze mnie się miał zawalić a wiadomo, że to się nie stanie 🙂
Coś w tym jest 🙂
Przyznam szczerze, że jestem w szoku, bo ja potrafię się obejść bez internetu. W tym roku byłam na Woodstocku (calutki tydzień) to na fb zajrzałam parę razy po 5 minut, ewentualnie raz kolega czegoś chciał, więc chwilę pogadaliśmy. Ale w sumie internetu używam do kontaktu z ludźmi. Mój chłopak mieszka w innym mieście, więc można powiedzieć, że jestem cały czas pod telefonem. Ale w ciągu dnia głównie piszemy smsy jeśli nie ma mnie w domu. Nie wyobrażam sobie mieć non stop włączonego internetu i co chwilę przeglądać portale społecznościowe. Ze skupieniem się na filmie nie mam problemu. Pamiętam kiedy oglądałam film z kolegą, przyszedł sms, a ja nie zareagowałam. To kolega zatrzymał film i kazał mi sprawdzić. Myślałam, że sobie żartuje :)). Podobnie z czytaniem książek, a właśnie mam zamiar się zaraz zabrać za jedną. 🙂 Marto, życzę powodzenia i trzymam mocno kciuki!
Gdyby nie praca, która jest online i blogi, też bym mogła obejść się bez internetu, tak jak pisałam w ostatnim akapicie 🙁 Niestety. Dziękuję za kciuki! <3
Z tym czytaniem to moim zdaniem jest dyskusyjna kwestia. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam coś dłuższego, jakąś prawdziwą papierową książkę. Ale z drugiej strony, codziennie przeglądam kilkanaście portali, blogów, artykułów. Co prawda to wszystko jest w internecie, ale to też jakaś forma czytelnictwa, dlatego gdy słyszę, że Polacy nie czytają, to mam trochę mieszane uczucia, bo bierze się pod uwagę tylko książki papierowe, ewentualnie e-booki. Gdybym miała zliczyć, ile miesięcznie czytam, to wyszłoby kilkanaście sporych książek. Nie wiem, czy tylko ja tak uważam, ale warto sobie uświadomić, że każda zbitka zdań to też czytanie. Nawet komentarze pod postami. Tak czy inaczej, nie łam się, Marta – nie jesteś jedyna 🙂
To znaczy, pod tym względem ja też sporo czytam i zaliczam te arty i blogi do czytania, ale czuję że czytanie powieści bardziej rozwija moje pisanie i chociażby dlatego mam potrzebę to zmienić 🙂
Mi też zrobił ogromną krzywdę …
Internet jest ogromnym zjadaczem czasu. Taka smutna prawda, że teraz jak się przychodzi z zajęć itp, to nie ma się ochoty nigdzie wyjść, nic robić, tylko usiąść tyłkiem na kanapie przy jakimś filmiku na yt, blogu, demotach i pudelkach. Takie czasy po prostu.
Chociaż z drugiej strony strasznie denerwują mnie znajomi, którzy nie potrafią oderwać się od telefonu/komputera. Siedzę z koleżanką, pijemy, gadamy, a ona co chwila musi sprawdzić insta, czat na fb.. Jak przychodzi dźwięk wiadomości oczywiscie zaraz bierze się za odpisywanie (a nie pracuje). No smutne to jednak, bo mam wtedy wrażenie, że mnie po prostu olewa. Nie chcę patrzeć jak pisze sobie z kimś innym skoro umawia się ze mną.
Ja też tak robię i mam już w momencie podpisywania mega wyrzuty sumienia. Najczęściej jest to klient, a ją nie potrafię nie podpisać, bo wtedy z kolei ciągle siedzi mi to na głowie i o tym myślę. Dlatego po tym poście wpadła na pomysł służbowego telefonu, żeby się odciąć
Tylko Ty pracujesz, a ona jest po prostu uzależniona od neta 😛 Zresztą nie wiem, uważam, że i od pracy i od innych spraw można się odciąć na te 2h, czy jeden wieczór.
Tu akurat Martę rozumiem. Co innego znajomy, a co innego jak z pracy. Też tak mam, że jeśli muszę coś załatwić, to wolę nie czekać, więc nawet jeśli jestem na spotkaniu towarzyskim, to zwyczajnie przepraszam i załatwiam to coś.
Mi także internet skrócił czytanie. Kiedyś potrafiłam godzinami siedzieći czytać, a teraz nie potrafię nawet 30 minut usiedzieć, bo co chwilę zerkam na komputer, lub telefon, czy może jakieś powiadomienie nie przyszło, lub czy nikt nie zadzwonił do mnie i nie usłyszałam. Niestety to co piszesz to smutna prawda. Ostatnio widzę, że ludzie spotykają się w McDonaldzie, w kawiarrni i zamiast porozmawiać, mają oczy w telefonie lub laptopie.
Musimy, bronić się przed tym, bo wkrótce, będą spotkania tylko online.
To co czasami wydaje się być dobre dla świata, jest zupełnie inne w rzeczywistości.
Ja już na spotkaniach wyciszam tel i wsadzam głęboko do torby, często działa 🙂
Mam dokładnie tak samo… :(((
To jest jakaś masakra…. mam teraz dużo wolnego czasu i zamiast iść do biblioteki po książki to siedzę na internecie, przeglądam milion stron, słucham muzyki, szukam fajnych stron, czytam opinie na temat książek a do tego gram, oglądam zwiastuny filmów a pod ręką mam jeszcze telefon i maila otwartego i fb. To jest jakiś koszmar…. Nawet jak prasuję to w tym samym czasie oglądam tv, w tle słychać radio, pod ręką telefon a gdzieś tam włączony internet…
Czy to jest nowa choroba XXI wieku???
Błagam zrób to wyzwanie książkowe żeby więcej takich osób odciągnąć od “internetowego pochłaniacza czasu” 🙂
Ja przy sprzątaniu odpalam perfekcyjną panią domu, bo wtedy czuję, że nie jestem w tym sama xd
Dlatego ja nie korzystam z opcji w wi-fi w moim czytniku. Czytnik jest od czytania, a nie chodzenia po sieci 😀 Wi-fi mam permanentnie wyłączone.
Ja na kindlu też nie używan, ale telefon zawsze gdzieś jest i wtedy przychodzi mail 😀
Następne wady jakie zauważyłam u siebie to brak cierpliwości i szybkie nudzenie się a na pierwszy miejscu właśnie brak skupienia.
O, właśnie! Brak cierpliwości!
Mam identycznie, kiedy nie mam kilku bodźców na raz to zaczynam się nudzić:P zauważyłam u siebie też to, że jak siedzę i oglądam film to muszę coś robić jednocześnie i często pada na podjadanie słodyczy:P
Marta czy można się wyleczyć z takiej słabej koncentracji na jednej czynności:P?
Wiem co czujesz. Mi pomogły twarde zasady, które wprowadziłam w swoje życie. Np żeby oduczyć się sprawdzać pocztę co 5 minut postanowiłam, że będę to robić na początek co 2 godziny a po tygodniu już tylko o 3 godziny. Żeby się udało ustawiłam przypomnienia w telefonie i nie pozwalałam sobie na otwieranie aplikacji dopóki alarm nie zadzwonił. Trochę pomogło, ale tacy internetowi nałogowcy jak my już zawsze będą się musieli bardziej pilnować 🙂
Akurat z tą pocztą lipa, bo większość zmian ustalamy mailowo i muszę sprawdzać częściej, niż co 2 godziny 🙁 Ale właśnie instaluję sobie apkę do mierzenia czasu, postaram się coś z tym zrobić i za 2-3 tygodnie wrzucę post jak tam efekty, jesli mi się uda, rzecz jasna 😀
Wyzwaniu czytelniczemu mówię zdecydowane tak 🙂
Cieszę się, jeszcze myślę nad formą
Wyzwanie czytelnicze na plus! Z tym czytaniem sama to odczuwam. Najgorsze jest to, że jeśli mam wolny wieczór i czas, żeby wreszcie zabrać się za książkę, ja siadam do komputera, sprawdzę to, a potem jeszcze tamto… Po 3 godzinach łapię się na przeglądaniu durnych stron typu kwejk albo oglądaniu równie durnych filmów na yt. Walczę z tym od jakiegoś czasu, jak już czuję, że nie mam nic konkretnego do zrobienia w internecie, po prostu (walcząc ze sobą :D) wyłączam komputer.
Jednak dla mnie największą wadą internetu jest wszechobecna nienawiść, najczęściej w kwestiach religijnych i politycznych. Nie zaczynając dyskusji na żaden z tych tematów, to straszne, jak bardzo ludzie, którzy nawet nie wiedzą, do kogo piszą, potrafią mieszać się nawzajem z błotem. Przed wyborami prezydenckimi wolałam unikać facebooka 😉
A co do spędzania czasu ze znajomymi to też mnie irytuje, jak nie mogą się oderwać od telefonu. Mam bardzo dobrego kolegę, który non stop pisze ze swoją dziewczyną, jak się spotykamy. Rozumiem, że dziewczyna, no ale czuję się co najmniej głupio, jak w połowie mojego zdania on wyciąga telefon i zaczyna pisać :/ Na swoje szczęście ja nie mam w telefonie dostępu do internetu, więc facebook, insta czy mail odpadają 😀
Marta, powodzenia w walce, łączę się z Tobą 😉
Z tymi książkami u mnie jest po prostu identycznie. A co do nienawiści – mam w planach o tym tekst, chyba czytamy sobie w myślach 😀
Bardzo fajny pomysł! Trzymam kciuki!
U mnie może nie jest to aż tak “zaawansowane”, ale też nie mogę się już skupić na czytaniu książki tak jak kiedyś, co jakiś czas zaglądam w telefon. Najgorzej było kiedyś przy nauce, szczególnie jeśli notatki były na komputerze (ale z tym chyba większość ma problem:)). W moim przypadku pogorszenie sprawiła zmiana telefonu ze “zwykłego” na smartfona, aplikacje zjadają mój czas i ciągle mnie rozpraszają. Laptop ostatnio trochę poszedł w odstawkę, bo padła mu całkowicie bateria a ja nie lubię gdy obok plącze się kabel. To nawet dobrze, bo pamiętam takie dni, które potrafiłam spędzić całe przy komputerze i kłaść się spać zła, że nie zrobiłam nic pożytecznego. Tryb offline daje zdecydowanie więcej radości i pożytku, ale niestety tryb online ma ostatnimi czasy większą siłę przebicia.
Natchnęłaś mnie! Ty i wszystkie powyższe komentarze. Widzę, że każdy ma ten sam problem i każdy w pewnym sensie żałuje, czegoś mu brakuje. XXI wiek zbiera swoje żniwo 😉 Proponuje ruch offline! Wyzwania zawsze są dobre, zawsze motywują do większej skuteczności. Tak mnie zainspirowałaś, ze ostatni kilka godzin spędziłam, tworząc wyzwanie offline. Może to w nas obudzi trochę dawnej pasji czytania, kreatywności, umiejętności bezstresowego odpoczywania! Zapraszam do wspólnej walki z tym czasopochłaniaczem 😉 http://stworkowoo.blogspot.com/2015/09/wyzwanie-miesiac-offline.html
Bardzo prawdziwe 🙁 Też mam wszystkie objawy uzależnienia od Internetu, które tu opisałaś.
Znalazłam tylko jeden sposób na to, jak choć trochę się odciąć – skasowałam facebooka z telefonu. Oczywiście mam do niego dostęp przez przeglądarkę, ale nie przychodzą mi powiadomienia o polubieniu, skomentowaniu czy wysłaniu do mnie wiadomości. Wszyscy moi bliscy znajomi to wiedzą – jeśli sprawa jest ważna, dzwonią lub wysyłają smsa. Nie czuję się natomiast winna, jak nie odpowiem jakiejś znajomej ze studiów w przeciągu dwóch minut 😉
Kiedyś pracowałam online i musiałam być w sieci prawie cały czas i pewne rzeczy mi zostały, oglądając film roluje fejsa czy instagram, robię obiad zerkam na komórkę czy oglądam youtube, kiedyś zupełnie tak nie miałam i czasem łapię się na tym, że zanim wyjdę z łóżka odbiorę maila, sprawdzę fb, pogodę i kilka innych portali 🙁 przykre
Znam ten ból co do joty. I książki… muszę do tego wrócić. I boli, i nie dziwi, że tyle młodszych już nie czyta książek.
CanBe.pl
Mam wszystko to samo!! dopisałabym jeszcze pogorszenie się wzroku odkąd korzystam z neta..
Dla mnie najstraszniejszy jest Facebook. Nie lubię go używać jednak, ale czasem coś chcę sprawdzić, przewijam aktualności i przewijam i w końcu już nie pamiętam po co tu weszłam ;P A blogów naraz potrafię mieć pootwierane ponad 10, gdzie jeszcze znajduje jakieś inspirujące linki, włączę muzykę na YT, w kolejnym oknie jakaś rozmowa ze znajomym.. i tylko potem się dziwić jak się wszystko zawiesi ;D
Słyszałam kiedyś o jakimś dodatku do przeglądarki z taką sową co pilnuje czy nie spędzasz za dużo czasu na danych stronach i nie pozwala gdzieś wejść. Nie wypróbowywałam, bo nie potrzebuję ;p Często robię sobie listę co mam sprawdzić na internecie i się jej trzymam 😉
Ja podpisuje sie calkowicie pod tym co napisalas. U mnie to samo dzis mialam tyle zakladek pootwieranych na raz ze przestalam sie lapac ktora jest do czego, dodatkowo pisalam pytania na mature z zeszlego roku, i pisalam z 3 osobami na fejsie. Teraz na cale szczescie juz sa 2 zakladki tylko. Twoj blog i yt. Wielozadaniowosc ma swoje plusy i minusy tak samo jak internet. W sumie jakby nie patrzec to od cholery rzeczy na tym swiecie ma i jedno i drugie! Trzeba znalezc zloty srodek i nie dac sie zwariowac. Pozdrawiam Cie serdecznie !
Mam dokładnie to samo. Na przeglądaniu fb schodzi mi bardzo dużo czasu, mimo że tak na prawdę nic na nim nie robię.. Najgorzej zawsze miałam w sesję, bo niesamowicie mnie to odciągało od nauki.. Ale znalazłam sposób 😉 Żyję w związku na odległość, więc kiedy mój facet przyjechał na weekend przed jakimś egzaminem, przed wyjazdem założył mi hasło na laptopa, innym razem na fb. Hasło dostałam jak się nauczyłam, albo tuż przed egzaminem, dzięki temu dałam radę się nauczyć 😉
A jeśli chodzi o książki…niestety to samo 🙁 Wieczorem wolę coś obejrzeć, bo przy książce po 15 min usypiam… 🙁
Wyzwanie było by super 🙂
Jezu. Jak dobrze wiedzieć. że nie tylko ja tak mam.
Do czasów nieposiadania internetu, również byłam molem książkowym. Uwielbiałam czytać (podkreślam, drukowane książki!) i robiłam to właściwie codziennie.
Jednak mamy ten cholerny internet, dodatkowo ja też bloguję (co prawda dość długo, bo jeden blog 3 lata, a drugi z wierszami rok – swoją drogą, można Ci podesłać linki?), poza tym jestem uzależniona od czytania blogów 😉 więc chcąc nie chcąc spędzam dużo czasu na Internecie – a jak sama trafnie to napisałaś, ten czas się zazwyczaj baardzo wydłuża od tego planowanego na spędzenie przy kompie.
I wychodzi na to, że niestety, ale czytam nie więcej niż 5 zwykłych, drukowanych książek na rok, co mnie po prostu dobija. Już wiele razy chwytałam jakieś czytadło do ręki, ale albo 1) nie mogłam się skupić 2) doczytywałam tylko do jakiejś części/połowy 3)całkowicie odpuszczałam, bo przecież ciągle coś (nie tyle na internecie, co w ogóle, do zrobienia w domu.
No nie potrafię sobie wygospodarować czasu na zwykły relaks z książką i cholernie mnie to irytuje.
W sumie, tak pomyślałam sobie: a może zrobić sobie taki jeden dzień bez Internetu? Tak po prostu, zakopać gdzieś daleko, daleko laptopa, wyłączyć wifi w komórce, w ogóle najlepiej wyłączyć sobie router i voila? Dosłownie, jeden dzień, jakaś niedziela przykładowo. Może warto spróbować?
*W sensie, jeden dzień w tygodniu
Jakbym czytała o sobie sprzed roku 🙂 Powiem Ci, że nie ma tak ważnego klienta, tak strasznego hejtu na blogu, na który musiałabyś reagować natychmiast. Sporo czasu zajęło mi pogodzenie się z tym myśleniem, nauka niezaglądania, nierozpraszania, ale było warto 🙂 Polecam książkę Tima Ferrisa “4 godzinny tydzień pracy”, po której postanowiłam spróbować odłączenia od bycia cały czas online i robienia kilku rzeczy jednocześnie. Nie jest tak, że się nie rozpraszam wchodząc na fejsa bez powodu. O nie! Ale ilość czasu i spokój, które zyskałam wyłączając chociażby powiadomienia w telefonie jest nieoceniona.
Chyba mam ten sam problem. A najgorzej właśnie cierpię z powodu nieczytania książek. Nie byłam nigdy aż takim molem książkowym jak ty, ale czytałam dużo i wszędzie: w autobusie, szkole, domu. Teraz, po pierwsze, bardzo ciężko mi się skupić, a po drugie – oczywiście wolę pooglądać jakiś serial czy głupie filmiki na YT. Próbuję coś z tym zrobić, ale na razie kiepsko idzie… Dlatego na wyzwanie czytelnicze odpowiadam: TAK! Z chęcią się przyłączę, razem będzie raźniej.
P.S. Niedawno trafiłam na Twojego bloga (dzięki nissiax83, która wspomniała o Tobie na swoim) i jestem zachwycona 🙂 Piszesz o wszystkim o czym chcę czytać: zdrowe odżywianie, ćwiczenia, organizacja czasu itd. Naprawdę jesteś teraz moim wzorem do naśladowania! Dzięki :*
Mam tak samo, samo oglądanie filmu lub serialu to za mało. Dlatego zaczęłam robić na drutach – ręce zajęte, trzeba trochę myśleć co się robi, a i da się skupić na filmie. Aktualnie dziergam sobie chustę na zimę, polecam 😀
Koniecznie zrób wyzwanie czytelnicze, może w końcu się ogarnę i odhaczę wszystkie punkty na liście 100 książek, które każdy powinien przeczytać 🙂 W końcu zawsze można wziąć książkę na nudny wykład!
Głównie na ten pierwszy problem jest rozwiązanie konkretne i skuteczne. Medytacje, nauka uważności, koncentracji. Po kilku tygodniach człowiek uczy się skupienia na jednej rzeczy, jego umysł się uspokaja i pozwala normalnie funkcjonować. Czytam właśnie o tym książkę i wprowadzam porady w życie. Nie wiem jak z innymi, ale ta, którą ja mam (Siła medytacji. 28 dni do szczęścia. Salzberg Sharon) opisuje dokładnie takie objawy jak Ty masz. Mam to samo i mam wielką nadzieję, że mi pomoże 🙂
Ja mam to szczęście, że moja praca ma rzadko coś wspólnego z Internetem. Główną wadą tej pracy jest to, że nie mam czasu na nic poza nią :). Pozdrawiam. (http://godzina-zero.blogspot.com/)
‘Internet jest miejscem, gdzie wydajność umiera’. Połowa ludzi między 18 a 29 rokiem życia i dwie trzecie starszych choć raz dziennie siedzi w necie, by zabić czas.
Ćwierć wieku temu, kiedy miałem pierwszy komputer, to chodziłem spać o 2, 3 nad ranem. Powiedziałem sobie dość. Internet (komputer) nie jest tylko do konsumpcji. Trzeba też dać coś od siebie. To pisanie bloga, zamieszczenie pożytecznego wpisu.