Założę się, że gdzieś tam w przerwie od malowania jajek, noszenia koszyczków do święcenia i podjadaniu przysmaków z nadzieją, że jeśli nikt nie widzi, to kalorie się nie liczą, macie czas na chwilę odpoczynku. Czas zrobić sobie herbatę, usiąść przed monitorem i przeczytać piątek… pardon, sobotę z Martą. 

Specjalnie przełożyłam dzień publikacji #Piątku w tym tygodniu – nie miałam wczoraj na niego weny. Jednak mimo mylącego tytułu, #Piątek będzie w piątek. Zawsze.No, pomijając te wyjątki, w czasie których jest w sobotę. Och, wiecie, o co mi chodzi.

CO U MNIE?

W sumie to korzystając z okazji, chciałam się wytłumaczyć.
Przez jakiś miesiąc miałam kryzys – nie związany z blogiem, a z życiem. Można to było wyczuć przez wpisy i niektóre osoby to zrobiły. W końcu artykuły typu kryzys wieku młodego, nie znam cię, magister z Power Pointa czy brak odwagi mówią same za siebie. To jest dobra cecha pisania – czasami to, co masz gdzieś tam w sobie samo przemyka się między słowami.

Pozostaje pytanie, które sama sobie zadawałam milion razy: skąd ten kryzys? Wszystko mi się w życiu układa, dawno nie czułam się taka szczęśliwa, a mimo to czasami kładąc się wieczorem coś nie chciało mi wyjść z głowy.

Jestem w takim wieku, w którym tak naprawdę dopiero zaczynasz myśleć, kim jesteś. Co dokładnie cię definiuje. I chyba to mnie przytłoczyło. Nagle znalazłam się w miejscu, w którym nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Moje wyobrażenia o życiu w wieku dwudziestu lat przestały już dawno się pokrywać z rzeczywistością. Tyle się ostatnio działo, że najzwyczajniej w świecie czułam się przytłoczona tym wszystkim i najchętniej pokazałabym całemu światu środkowego palca i schowała się pod kołdrę, ale przecież nie mogłam, bo jestem miła. 

Brzmi jak problemy pierwszego świata, co? Zdaję sobie z tego sprawę.

Nie pomagał fakt, że gdzieś tam nagle znów zaczęłam się czuć nie na miejscu, chociaż myślałam, że ten etap już od dawna mam za sobą. Z jednej strony jedną nogą jestem w dorosłym świecie, z drugiej strony czasami mam problemy z przeszłością. Widzicie? Wszystkie moje wpisy pasują.

Do dupy jest w pewnym momencie obudzić się i nie potrafić siebie zdefiniować. A jeszcze gorzej jest zacząć mieć różnego rodzaju wątpliwości – czy dobrze robię, czy się nie wygłupiam, czy na pewno? Chociaż przecież dobrze wiem, że w życiu nie ma żadnego „na pewno”.

W każdym razie, to był dla mnie ciężki okres, jakkolwiek dziwnie, irracjonalnie albo głupio może to dla Was brzmieć. Każdy ma takie problemy, jakie ma i niezależnie od tego, jakiego są kalibru, każdy przeżywa je tak samo mocno. Dla mnie problemem była nagła utrata gruntu pod nogami (Kim jestem? Co ja tak naprawdę chcę? Dlaczego nie znam odpowiedzi na takie proste pytania?) , dla mojego sześcioletniego siostrzeńca problemem jest to, że chce zaprosić koleżankę z przedszkola na randkę (autentyk), a dla kogoś innego problemem będzie brak pracy, czy nie daj Boże, choroba. Wszystkie te problemy mają różną ważność, ale dla danej osoby ten problem jest aktualnie największy…. nie wiem, czy nadążacie za tym, co próbuję wam wytłumaczyć.

Chyba po prostu próbuję powiedzieć, że chociaż teraz mój kryzys wydaje się być błahy, kompletnie z kosmosu i z kategorii „nie masz większych problemów?” to dla mnie był on dość poważny.

A teraz? Teraz już jest dobrze. Powoli staję na nogi, odzyskuję grunt i zbieram się do kupy. Zaczęłam od porządkowania bloga i aktualizowania podstron. Poprosiłam też Patryka o nowe logo, bardziej „ponadczasowe”. Jestem z niego bardzo zadowolona. 🙂 Możecie już oczekiwać na blogu „odwilży” – bardziej radosnych tekstów i chyba więcej mojej radości. Chociaż dalej utrzymuję, że moje ostatnie teksty nie są smutne, tylko refleksyjne. Duża różnica!

W międzyczasie wrzucam sporo – jak na mnie – filmów na mój kanał na youtube i wreszcie podjęłam męską decyzję, która dotyczy rozłączenia bloga i kanału. Większość oglądających nie pokrywa się z czytelnikami, a jak mam widzieć komentarze „wolę cię czytać, niż oglądać”, to… daruję to sobie. 🙂 Na początku brałam to za negatywną wypowiedź, ale sama po sobie widzę, że ja też wolę czytać, niż oglądać. Nie ma w tym nic złego.

Jeżeli już pojawią się jakieś filmy tu na blogu, to będą związane z jego tematyką lub z rozwojem czy motywacją. Vlogi i inne rzeczy sobie daruję i jeśli będziecie mieli ochotę je oglądać, to tylko i wyłącznie na kanale. Tak będzie lepiej. Wczoraj wrzuciłam na kanał kolejny vlog, tym razem o moim pokoju w domu rodziców i Wielkanocy. Można go obejrzeć tu: KLIK. 
Możecie zasubskrybować kanał tu.

Jeśli chodzi o plany związane z blogiem… to myślę nad nimi cały czas. Chciałabym bardziej zadbać o jakość tekstów, a do tego muszę się jeszcze bardziej zorganizować. Chodzą mi też po głowie różne projekty, ale muszę po prostu jeszcze kilka razy pobiegać, żeby je doszlifować (kiedy biegam, sporo myślę o blogowaniu).

A jeśli chodzi o bardziej pozytywne rzeczy, ponieważ klienci z Brandburgera i tak mi nie odpisują, bo są święta, skorzystałam z okazji i kupiłam dodatek do Simsów. 🙂

Chciałabym Wam z miejsca życzyć wesołych świąt i wszystkiego dobrego!

CIEKAWE LINKI

Jeśli uważasz, że Twój wpis powinien się znaleźć w #PiątkuzMarta, albo po prostu chcesz mi pokazać swojego bloga – napisz na kontakt@martapisze.pl w tytule dodając: #PiątekzMartą
 

Czy jesteś w porządku? – mój tekst. Ale jest, według mnie, ważny. Czasami za bardzo zapominamy o oczywistych rzeczach.
100 lat fitnessu w 100 sekund [FILM] Muzyczna podróż w czasie – to jest świetne! [FILM] Urocza tapeta na kwiecień
Pani Swojego Czasu – świetny blog Oli, który lubię podczytywać 🙂

Nie mam więcej linków. Chętnie poznam Wasze blogi i dzisiaj macie wolną rękę do zostawiania swojego adresu w komentarzach – ale miło by było, gdybyście też się wypowiedzieli, bo samo
O, to zostawiam link! To moj blog: martapisze.pl Wpadnij do mnie!
jest trochę słabe 🙂

DO POSŁUCHANIA

Tego się nie da nie śpiewać. I ten teledysk oraz choreografia…. sami przyznacie, że miód.

DO OBEJRZENIA

Jestem właśnie po obejrzeniu Gwiazd naszych wina i… ludzie, Wy musicie obejrzeć ten film! Bardzo lubię tego typu produkcje – wzruszające, romantyczne i prawdziwe, niż jakieś tam komedie romantyczne. Piękna historia o miłości – i uwierzcie mi, moje polecenie nie jest bezpodstawne: