W życiu można się obejść bez wielu rzeczy. Nie mamy problemu z tym, żeby żyć bez samochodu. Albo bez nadmiernego szczęścia. Dajemy sobie radę bez wielkich pieniędzy i domów z basenem. Ba, da się nawet przeżyć bez rozumu – i z tego co wiem, ludzie wcale nie narzekają. Może dlatego, że nie myślą. Ale jest o wiele gorzej, kiedy przychodzi ci żyć bez odwagi.

Zdziwieni? Ja też.

Odwaga jest potrzebna do jednej, konkretnej rzeczy: do bycia sobą. Z palcem w nosie można dostosować się do norm i żyć tak, jak każdy „powinien” – to łatwizna. Ale trzeba odwagi albo kopa w dupę od kogoś innego, żeby wyskoczyć przed szereg i spróbować układać sobie to wszystko tak jak tobie pasuje, a nie jak ci zagrają.

ODWAGA DO BYCIA SOBĄ

Trzeba odwagi, żeby samemu odkryć kim, do cholery, tak naprawdę jest twoje odbicie i nie bać się taką osobą być. Te wszystkie hasła w stylu „pamiętaj, żeby być sobą” rzeczywiście są prawdziwe, ale też niesamowicie optymistyczne, bo to wcale, wbrew pozorom, nie jest takie proste. Łatwo jest powiedzieć „bądź sobą„, a trudno to wprowadzić w życie, zderzając się z rzeczywistością i z tym, że ludzie lubią, jak ktoś jest sobą, ale tylko do pewnego momentu. Wiesz, bez przesady.

Być sobą trudno nawet we własnym towarzystwie – a co dopiero wtedy, kiedy jesteś otoczony przez ludzi. Zwłaszcza, gdy tworzą sobie twój obraz w swojej głowie, a ty jak jakiś głupek, próbujesz mu dorównać, zamiast robić swoje.

I GDZIE TA PEWNOŚĆ SIEBIE?

Kiedy patrzę na siebie, wcale tej odwagi nie widzę. Nie widzę butnej dziewczyny, która idzie jak burza, pokonując wszystkie przeszkody jakby była olbrzymem przechadzającym się po lesie. Widzę dziewczynę, która musi sama przed sobą czasami udawać, że jest odważna, żeby nie stracić rezonu. Żeby gdzieś się, podczas tej drogi, nie zagubić, bo nie dość, że nie ma czegoś takiego jak życiowy gps, to na dodatek jak już stracisz szlak, to trudno wrócić. Bo chociaż życie to nie bajka i zza rogu nie wyskoczy nagle wilk, który szuka Czerwonego Kapturka, to możesz w ciemności poza drogą trafić gdzieś, gdzie trafić nie chcesz.
Na przykład na inną ścieżkę, która z pewnością nie jest twoim życiem.

Zadziwiające, że to blog nauczył mnie bycia sobą. Nic nie uczy tak dobrze tego, kim jesteś, jak uczucie presji. Żeby tekst był wystarczająco dobry. Żeby nie daj Boże nie był smutny, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że się skończyłam i ciągle się żalę. Żeby nie był zbyt prosty albo wybitnie trudny, bo albo nikt nie przeczyta, albo będzie mówił, że wszystko to brzmi jak spowiedź gimnazjalistki.

TRUDNE ZADANIE

Jeżeli ktoś ciągle krzyczy, że bycie sobą jest proste, to albo jest niewiarygodnym szczęściarzem, albo nie wie, o czym tak dokładnie mówi. Ja zrozumiałam jedno: że to wymaga nieograniczonych zasobów odwagi. Zwłaszcza, jeśli ciągle czujesz, że nie pasujesz, że wylądowałeś gdzieś, gdzie wszyscy inni zdają się mieć inne cele i priorytety, gdzie czujesz się jak brzydkie kaczątko w stadzie łabędzi albo kot wrzucony pomiędzy tygrysy. Niby podobni do ciebie, ale inni.

Trzeba mieć odwagę, żeby mimo wszystko stanąć przed ten cholerny szereg i co chwila przypominać, że jesteś jaka jesteś – chociaż to akurat kojarzy się ze starym show Michała Wiśniewskiego – i nie masz zamiaru tego zmieniać.

A jeżeli ktoś uważa, że moje wpisy ostatnio są smutne, to odsyłam do tekstu: Czy szczęśliwi ludzie płaczą? i przypominam, że pisanie o czymś poważnie to nie oznacza od razu, że jest to pisanie smutne. Tak jak ten wpis. Nie jest smutny. 

Fotografie: Patrycja Kastelik
UWAGA!
Dzisiaj (sobota) wieczorem opublikuję wyniki obu konkursów. Miałam to zrobić wczoraj, ale nie sądziłam, że będzie aż tyle zgłoszeń!

Przeczytaj także: