Wreszcie udało mi się zamknąć dwa największe i najważniejsze projekty w moim życiu: pisanie książki oraz wydanie własnego, blogowego produktu. Książka jest już w rękach redakcji i teraz przyjdzie czas na korektę; natomiast moje plany treningowe można już zakupić w sklepie Codziennie Fit.

W międzyczasie musiałam się też uczyć na jakieś kolokwia, chodzić na wszystkie zajęcia (bo nie możemy zbytnio pozwolić sobie na nieobecności), pracować normalnie i żyć. I gdybym się nie pochorowała, to prawdopodobnie nie byłoby dobrze. „Na szczęście” złapało mnie dwutygodniowe zapalenie krtani i oskrzeli, więc musiałam siedzieć w domu. Mogłam dokończyć projekty i na dodatek uchroniło mnie to przed zwariowaniem.

Bo ja, niestety, mam problem. Z pracą. Mam tak silne poczucie obowiązku, że nie potrafię przestać, dopóki nie skończę. Bagatelizowałam bardzo ten problem (i zawsze, jak pamiętacie, na blogu uprzedzałam Was, że równie ważny z zapieprzaniem jest i odpoczynek) i o ile innym potrafiłam doradzić, to sobie niestety nie. Nie potrafię. Tak się boję konsekwencji, klientów, terminów, że zrobię wszystko, żeby coś było na czas i zamiast tego siedzę od rana do pierwszej w nocy nad wszystkim. Jedynym moim odpoczynkiem było poranne bieganie.

15337290_1816279458647592_8458485846595600384_n

Jestem teraz maksymalnie szczera, więc mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane negatywnie.

Nie odpoczywałam. W pewnym momencie miałam na sobie tak dużo obowiązków, że przez parę dni cały czas płakałam. Robiłam coś – i płacz. Dostawałam maila z pytaniem o termin – płacz. Spóźniałam się (bo nie dawałam rady się wyrobić) – płacz.
Płacz, bo nie dawałam sobie rady z wszystkim, czego się ode mnie wymaga, ale sama dopuściłam do sytuacji, w której tak się stało, bo brałam na siebie więcej i więcej, zapominając o sobie. Dodatkowo postawiliśmy sobie za cel honoru wydać plany przed nowym rokiem, z książką też nie mogłam się spóźnić, doszły problemy rodzinne i czułam się tak przytłoczona, jak nigdy. No i jeszcze trzeba było się uśmiechać wszędzie, bo przecież jest dobrze. Moje życie nigdy nie było lepsze. Wszystko się układa, a ja płaczę. Nienormalna. Nie powinnam. Więc doszły wyrzuty sumienia, że tu wydaję książkę, zarabiam, wszystko cacy, a ja płaczę i modlę się, żeby wszyscy mnie zostawili w spokoju, bo mam dosyć.

Nie potrafiłam tutaj pisać, bo skala przytłoczenia sprawiła, że przestałam mieć jakiekolwiek refleksje. A głównie z moich refleksji biorą się na tym blogu tematy na wpisy. Jak więc pisać, kiedy nie wiem o czym, bo jedyne, co mam w mózgu, to kolejny termin?

Okropne uczucie, kiedy masz tak dużo na głowie, że cię to paraliżuje i nie możesz się ruszyć.

6695380a0d28daf8d1cf037c66962643

Ten rok był dla mnie zabójczy. Wiele udało mi się zrobić, naprawdę mnóstwo, ale wszystkie takie działania mają swoje konsekwencje.

Nie chcę już nigdy dopuścić do takiej sytuacji. Z tego powodu (i setki innych) postanowiliśmy z Patrykiem ograniczyć zlecenia z Brandburgera (praktycznie do zera).  Nie mamy zamiaru zrezygnować z pracy w ten sposób, ale na razie zwalniamy tempo. Skupiam się na pracy magisterskiej, książce i blogach.

Postanowiłam też od świąt do Sylwestra zrobić wolne. Całkowicie. Jedyne, co chcę robić, to pisać blogi. Będę czytać książki, oglądać filmy i ćwiczyć.

Nie wiem, czy ten post nie jest za szczery jak na internetowe standardy, bo przecież powinnam mieć idealne życie w domu pełnych białych mebli i mówić, że spełnianie marzeń robi się samo.

No nie robi się.

Nauczka dla mnie, że nikt z nas nie jest rakietą z niekończącym się paliwem.

 

Total
167
Shares
  • Jesteś najlepsza. Czas odpocząć, należy Ci się. Nie przejmuj się głupimi komentarzami. W tym roku dałaś czadu 🙂 a czas świąteczny jest po to by odpocząć, pobyć z bliskimi i przygotować się do nowego roku. Trzymam kciuki.

  • foka

    Takie wpisy jak ten są MEGA potrzebne i MEGA wartościowe. Myślę, że żaden rozsądnie myślący człowiek nie ośmieli się stwierdzić, że osiągasz sukcesy, bo „masz szczęście”, „masz farta”, „bogatych rodziców”, czy cokolwiek innego. To co robisz jest niezwykle inspirujące, w ogóle jesteś inspirująca jako osoba w każdym aspekcie. Pamiętaj, że szacunek do siebie i bycie dla siebie dobrym czasami oznacza, że trzeba dać sobie odpocząć, popłakać, posmucić się 🙂 Trudno to czasami zrozumieć, ale tak jest. Bądź dla siebie dobra!

  • bialaherbatazjasminem

    trzymam za Ciebie kciuki 🙂 Odpoczynku przez święta! i naładowania baterii, niekoniecznie na kolejne, nowe projekty 🙂
    Polecam książeczkę: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/132632/uwaznosc-trening-pokonywania-codziennych-trudności napisaną przez psychoterapeutę, z rzetelnymi wynikami badań, fajnie uczy zatrzymywania się. Może nie pozycja obowiązkowa, ale myślę, że warto przeczytać.

  • Paulina Żmuda

    Też tak mam – wszystko jest super a ja ciągle ze zmęczenia ryczę w poduszkę. Na szczęście robie sobie między świętami a Sylwestrem wolne od życia i juz samo myślenie o tym mi pomaga. Polecam mocno!
    Marta – rób to co kochasz ale szanuj przede wszystkim siebie. Jesteś zbyt super!
    (dużo się od Ciebie uczę, wiec proszę nie poddawaj się!)

  • Dobrze, że o tym piszesz. Nie znoszę ludzi, którzy podtrzymują, że mają idealne życie, bo to tylko doprowadza do takich sytuacji, jak Twoja. Zaczyna się nam wydawać, że powinniśmy coraz więcej i coraz bardziej, skoro inni tak mogą, to ja też. A to nic bardziej mylnego. Dobrze Cię rozumiem, bo też mam silne poczucie obowiązku i czasami też zapędzam się w kozi róg, ale staram się uczyć odpoczywać, bo warto. 🙂

    • Mnie Patryk trochę hamuje. Każe odpocząć, zamyka laptopa. Nie chcę też robić z siebie męczennicy: ja te wszystkie rzeczy biorę na siebie, bo ja lubię działać i lubię te rzeczy! angażuję się w projekty, które sprawiają mi przyjemność. Problemem jest to, że kiedy jest ich mnóstwo, to tej przyjemności już nie ma. Bo po prostu człowiek się nie wyrabia.

      Dziękuję Nikola za komentarz i pozdrawiam! 🙂

  • Cześć Marta, takie posty są bardzo potrzebne. To właśnie ta Twoja szczerość sprawia, że bardzo lubię Cię czytać. Jesteś bardzo inspirującą osobą!

    P.S.
    Życzę Ci wesołych, spokojnych i NIEPRACOWITYCH świąt Bożego Narodzenia. Spędź je w gronie rodziny na rozmowach i śmiechu.
    Pzdr,
    Dawid

  • Susie

    Wiesz, też tak miałam. Do matury zapieprzałam jak głupia – w tygodniu spałam od 2 do 5 godzin, zrobiłam prawo jazdy, skończyłam najlepsze liceum w dużym wojewódzkim mieście z najwyższą średnią. Na studiach, dzięki podejściu mojego chłopaka, trochę odpuściłam. Zaczęłam wyłącznie zaliczać zajęcia, paru kolokwiów nie zdałam. Miałam ogromne wyrzuty sumienia – no bo jak to, moje wymarzone studia, a ja się nie staram? Bo ważniejszy stał się chłopak, sen, życie towarzyskie? Ale jak to tak? W tym roku studia stały się trochę łatwiejsze, a my postanowiliśmy trochę poszukać równowagi. I w zasadzie zaczęliśmy znajdować czas na siebie i na naukę. Ale coś trzeba było odpuścić. Padło na „pierdołowate” zajęcia – i wiesz co? Okazało się, że mając dobrych znajomych można opuścić parę zajęć za dużo, bo to cię wpiszą na listę, to odrobisz sobie z kimś innym… Poznałam zasadę MWABCD – miej w….e, a będzie ci dane. Kiedyś bałam się opuścić jednej lekcji za dużo. Teraz zauważyłam, że w 80-90% (mało ważnych) przypadków, które kiedyś mnie przerażały i gdy miałam poczucie, że muszę to ogarnąć – nic się nie dzieje jeżeli się spóźnię, odpuszczę, nie przyjdę… Psy szczekają, karawana jedzie dalej – i jakoś się ogarnie.

  • Kochana, napisałaś książkę? 🙂 Pamiętam, jak kilka lat temu przeczytałam, że masz taki zamiar – i dziś jest już w redakcji! Juhuuuuuu! Bardzo, bardzo, bardzo Ci gratuluję 🙂

    Maksymalnego wyciszenia w święta 🙂

  • Ptarycja

    Marta post jest szczery, ale to jest najważniejsze. To uwielbiam w blogach. Kompletna szczerość, a nie sztuczne zasady. Każdy ma w swoim życiu lepsze i gorsze momenty ale to nie jest niczym czym można by się wstydzić czy tego bać, bo jest rzecz ludzka. Dlatego Martuś głowa do góry i ogarniamy to tak by siebie i czas wony dla siebie też w życiu znaleźć, bo życie prywatne i spędzanie czasu ze sobą jest trochę lekko ponad pracą i studiami. Uważam, że nigdy nie powinno się tego bagatelizować i mimo ogromu pracy dać sobie tę przerwę i odejść od codzienności. 🙂
    Pozdrawiam cię serdecznie i życzę ci wesołych, spokojnych świąt Spędzie w cudownym gronie odpręż się i odpocznij na 100%. A z nowym rokiem wróć jak nowo narodzona z doskonałym planem uwzględniającym wolny czas i relax 🙂

  • Madlin

    „w domu pełnych białych maili” hęę chyba faktycznie za dużo pracujesz, że masz dom pełen białych maili:D <3 super wpis, miłego odpoczynku.

  • Kultidia

    Odpocznij i nabierz sił na nowo! Pamiętaj, że każdy z nas jest tylko człowiekiem, a szczerość to bardzo dobra cecha. 😉

  • An B

    Dzięki Marta! Dla mnie jesteś guru pozytywnego myślenia, a wiedza o tym, że i Ty masz złe dni jest nie jako pocieszająca. Nie zrozum mnie źle, życzę Ci samych dobrych rzeczy! Chodzi mi o to, że wiem, iż nie zawsze muszę uśmiechać się mimo,woli, bo każdy może być czasem smutny! Miłego odpoczynku! Należy Ci się 😉

  • Hej Marta, znam to! Staram się nad tym pracować, ale cóż – bywa to trudne. Trzymaj się Marta!

  • Julia

    Głowa do góry Marta, ze wszystkim sobie poradzisz 😉 najważniejsze żebyś teraz odpoczęła i nabrała sił, a później postarała się ogarnąć to wszystko tak, żeby znajdować też czas dla siebie, bo tak jak piszesz, jest to naprawdę ważne 🙂
    Przy okazji życzę Ci wesołych, spokojnych świąt spędzonych w gronie rodziny oraz szczęścia i radości w nowym roku 🙂

  • Róża Mądrawska

    Witaj, odpoczywaj i nabieraj sił. Mój rok też pracowity, nadganiam ze wszystkim i kolejne nowe wyzwania …chwilami mnie przerosło. Sukcesy małe i duże, a ja… płacz. Dziadek się pyta w trakcie rodzinnego zjazdu..” czemu się nie cieszę a płaczę.. udało się to i to, mam to i to…” Zwyczajnie organizm pada, chcę być ciągle naładowanym telefonem a zapomina się podłączyć telefon do ładowarki .
    Marta jesteś świetna, jesteś szaloną pracoholiczką, pełną pasji i jesteś sobą…To jest piękne. Wyciągasz wnioski i znów się zbierasz do kupy i idziesz dalej realizować pasje. Dobrych spokojnych rodzinnych i kocich świąt i szczęśliwego nowego roku.
    Pozdrawiam Róża M.

  • Szczerze powiem, że końcówka roku sieje refleksje tak czy siak. I tak płynąc z ich nurtem śmiem twierdzić, że dokonania mamy podobne, ale wykonania różne. Nie o książce czy o zleceniach mówię, a o masochizmie właśnie. To takie balansowanie na linie własnego upadku, bo się zawsze udawało to i teraz się uda, a dupę trzeba mieć twardą i tak dalej.. Dobrze, że zauważyłaś problem, mówią, że to pierwszy krok do jego rozwiązania, więc pewnie przerwa świąteczna posłuży Ci bardziej niż całej reszcie ludzi. Bardzo bardzo dobrze.

  • Doskonale Ciebie rozumiem, ja również często nie potrafię powiedzieć dość, biorę kolejne projekty na siebie, wymyślam nowe rysunki, w tygodniu praca, treningi, w weekendy studia i po prostu nie mam czasu, żeby za przeproszeniem usiąść na dupie i pooglądać serial. Muszę dię mocno pilnować, żeby chociaż raz na 2 tygodnie nic nie robić. Życzę Ci, abbyś umiała wszystko wypośrodkować, żeby i działać i odpoczywać. Spokojnych i relaksujących Świąt :3

  • Było ze mną dokładnie tak samo pod koniec studiów. Prowadzenie koła, organizacja konferencji, praca, uczestnictwo w zajęciach, siłownia, jakieś tam życie osobiste.
    Ciągle było mi mało. Efekt? Frustracja, stres. Dobrze, że mój K. ma cierpliwość. Przysięgłam sobie, że nigdy więcej do tego nie dopuszczę i póki co się tego trzymam.
    Wesołych!

  • Aga

    Pracy nigdy za wiele. Fajnie że piszesz tak szczerze bo życie to nie bajka i raczej trudno uwierzyć że ktoś ma je super poukładane, idealne. Miłego odpoczynku 🙂

  • iw

    Przyznam Ci się, że takie okresy w życiu miewam od czasu do czasu i ja. Ostatnio również czuję się przytłoczona. Mam nadzieję, że dacie radę dokończyć jeszcze ze mną moją stronę, bo też z nadmiaru wrażeń i to odkładam z dnia na dzień.
    Dobrze, że jesteś człowiekiem i potrafisz się przyznać do błędu wobec siebie też. Bez szczerości w relacjach z samym sobą nie da się pójść dalej.
    Uściski i zdrowia! Odezwę się niebawem. 🙂

    • Jak najbardziej, po prostu nie przyjmujemy nowych zleceń – reszta zostaje! 🙂 Pozdrowienia Iwonka!

  • Pati

    U mnie na miesiąc przed świętami zaczął się maraton kolokwi. Co tydzień nowe, plus co tydzień wejściówka z wymagającego przedmiotu, a tydzień przed przerwą dwa kolokwia i wejściówka, a do tego obowiązek nauki na ćwiczenia. Na dodatek przed całym maratonem złapałam silne przeziębienie. Jako ambitna osoba postanowiłam sobie, że wszystkiego nauczę się perfekcyjnie – i to był błąd, ponieważ przez brak wolnych weekendów cały tydzień przesiadywałam w bibliotece, od rada do późnego wieczora, zaliczałam, w weekend nie odpoczywałam i jechałam z koksem dalej. W końcu pękłam. Doszło do tego że zamiast się uczyć, ja ryczałam. Wtedy powiedziałam dosyć – następny cały weekend zarezerwowałam dla siebie, a do kolejnych kolokwi podchodziłam z dystansem „jak się nie uda, to trudno. Przynajmniej nie wyląduję w psychiatryku na święta”

  • krzyzowka.wordpress.com

    Szczerze mówiąc, rozumiem to. Sama mam ostatnio podobnie. Wiek też podobny. A rzeczy na głowie tyle, że szok. Czasem człowiek sobie myśli, żeby mu wszyscy dali święty spokój. Ale nie da się odgrodzić od ludzi. Trzeba czasem zwolnić.
    Wielki plus za szczerość

  • Cieszę się, że o tym piszesz, bo w taki sposób jesteś jakby prawdziwsza i tym bardziej chcę Cię czytać i cenię Twoje rady i pomysły – bo znając drugą stronę wiem, że jesteś bez ściemy że tak to ujmę 🙂
    Życzę Ci więc by w nowym roku udało się zachować równowagę bardziej niż w tym 🙂

  • Dziś weszłam na Twojego bloga pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Ktoś tu w komentarzu wspomniał, że pamięta jak pisałaś o zamiarze wydania książki, a teraz jest ona już w trakcie finalizacji. Także to pamiętam i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jak to wszystko w Twoim przypadku popędziło na przód, gratuluję 🙂 Twój problem ze sobą, który opisałaś, jest dla mnie bardzo odległym zagadnieniem z prostego względu – u mnie było zupełnie na odwrót 🙁 Jakiś czas temu miałam spore ambicje, jednak im więcej pomysłów mi przybywało, tym mniej miałam zapału. Skończyło się tak, że rzuciłam pisanie blogów akurat w momencie rosnącego zainteresowania nimi (a nie powiem, pisanie opowiadań szło mi całkiem dobrze…), a także studia (na szczęście od rozpoczęcia ich minął niespełna rok, więc aż tak sobie w brodę nie pluję), pracę, znajomych, kurs angielskiego, czytanie książek (wcześniej chłonęłam ich mnóstwo), wszelką aktywność fizyczną dzięki której zbudowałam już całkiem fajne ciało i ruszyłam do Anglii. W ciemno. A co mi tam było. Teraz zaczynam od zera. Jestem tu od marca i jakiś czas temu obudziłam się z poczuciem bezsensowności. Okej, mam cudownego faceta, mam też fajną, lekką pracę i mimo 45h tygodniowo nie czuję się zmęczona, ale… Jestem cholernie niespełniona. Każdy mój dzień w Anglii do tej pory wyglądał tak samo: jedzenie, praca, gubienie się w Internecie, youtube, sen. Przez 9 miesięcy tutaj – zero przeznaczonego czasu na czytanie, ćwiczenia, naukę języka czy pisanie bloga. Postanowiłam się wziąć w garść, bo czuję, że mogę popaść w obłęd, jeśli nic ze sobą nie zrobię. Zaczęłam od nowa pisać (bo tego mi najbardziej brakowało) bloga o tematyce wszelakiej (www.swobodnarefleksja.blogspot.com -> do tej pory leję z tej nazwy jak ją wpisuję, nie mam pojęcia czemu ;)…), chcę również spróbować napisać jakąś powieść i w częściach udostępniać ją na blogu, jednak potrzebuję do niej odpowiedniej weny. Mam nadzieję, że nadejdzie to niebawem. Zakupiłam już matę do ćwiczeń i jak tylko przeniesiemy się z chłopakiem na większy pokój (nie bez powodu się na niego zdecydowałam), a będzie to po Nowym Roku, z automatu zaczynam ćwiczyć. Czuję się okropnie zaniedbana. Pierwsze miesiące tutaj były oparte na śmieciowym jedzeniu, więc nie muszę opisywać, jak wygląda teraz moja sylwetka… Jest mi żal, że włożyłam w nią kiedyś tyle godzin pracy – ćwiczeń, siłowni, basenu, żeby w dwukrotnie krótszym czasie to wszystko zniszczyć. No i język. Cofnęłam się z nim i nie czuję się już tak pewnie. Doskwiera mi znana większości „bariera językowa”. Biorę się z tym w garść i staram się jak najwięcej czytać, mówić, oglądać, a nawet MYŚLEĆ w tym języku. Przecież muszę się tu jakoś dogadać 🙂 No i książki. Mam już zakupione kilka pozycji, które zaczynam po kolei czytać.
    Także mi, w przeciwieństwie do Ciebie, niestety nie udało się przez ten rok zrobić wiele, a praktycznie nic. Zamiast zyskać, straciłam. Zwyczajnie marnowałam miesiące, podczas których mogłam zrobić wiele. Dopiero teraz zaczynam się mobilizować. Jednak Twój post jest też dla mnie przestrogą, aby nie brać na siebie za dużo i mimo wszystko mieć czas na odpoczynek. A znając mnie, łatwo popadłabym ze skrajności w skrajność i katowałabym się do nocy aby wszystko co miałam zrobić, koniecznie dokończyć. Dziękuję Ci Marta za ten wpis 🙂

  • Paweł

    Ale jesteś piękna :* 🙂

  • Ania

    Życzę Ci Marta, żebyś nigdy nie zapominała o sobie! Niech rok 2017 będzie pełen spokojnych dni, czasu wyłącznie dla siebie i zadowolenia z każdego wypełnionego zadania. Pozdrawiam 🙂

  • Marta dzięki za ten wpis! Tak niewiele osób tworzących w Internecie jest w stanie przyznać się do chwili słabości z powodu lęku o swój perfekcyjny wizerunek. Nakręcając się wzajemnie, nie pozwala się sobie na chwilę oddechu. Relaksuj się, odpoczywaj, wracaj do siebie w swoim tempie. 😉 Pozdrawiam ciepło!

  • Najważniejsze, że zauważyłaś swój problem 🙂 Gorzej gdybyś była przekonana o tym, że nadal jest wszystko OK. Okropnie cenię cię za twoją szczerość i uwielbiam twój każdy z osobna post (nie wiem jak to możliwe, ale tak na prawdę jest!). Mam nadzieję, że w te święta i Sylwester choć odrobinę odpoczęłaś!
    Pozdrawiam!

  • Dostałaś pełno komentarzy tego typu, ale się powtórzę. Dobrze wiedzieć, że nie ma idealnego życia. Często w sieci pokazujemy tylko te dobre strony przez co czytelnicy/odbiorcy mogą się trochę zdołować. Chyba każdy Twój wpis, nawet gdy piszesz o tym, że musisz zwolnić, motywuje do pracy. Bardzo mi się podoba: spełnianie marzeń nie robi się samo.

  • Marta! To normalne, niczym się nie przejmuj! My tu będziemy mimo wszystko! 🙂

  • Gdzie Sens

    Masz już dość zwykłych artykułów o życiu? To zapraszam na http://www.gdziesens.pl

    Codzienna dawka zmyślonych wiadomości ze świata.

    A możesz sam wymyślasz zabawne historie? Wyślij do nas zgłoszenie i zgarnij nagrodę w co miesięcznym konkursie.

    http://www.gdziesens.pl/wiadomosc-z-marsa/

    Nasz FP: https://www.facebook.com/gdziesens/

  • Czasami warto odpuścić 🙂 I dobrze ,że to zrobiłaś ,że zwolniłaś .

  • Ojej, Marta jesteś niesamowita. Gratuluję! Ja gdzieś od listopada czuję na swobie ciężar, wciąż cos jest nie tak… Znam to poczucie obowiązku związane z praca, ojj znam