Ludzie zadają sobie każdego dnia mnóstwo pytań. Co dzisiaj na śniadanie, czy iść po pracy na siłownię, kiedy jest nowy odcinek serialu i dlaczego te spodnie są nagle za ciasne (pewnie skurczyły się w praniu, bo przecież odpada opcja, że przytyłaś). W gąszczu pytajników i wątpliwości, nie zadajemy sobie jednak pytań, które naprawdę są ważne.
Na przykład takich, które są odpowiedzią na wątpliwość: jakim człowiekiem, tak w sumie, jestem?

Wyobraź sobie, że wszystko jest możliwe. Wiesz, że przychodzi jakaś wróżka, taka trochę z nadwagą, wciśnięta w za małą, niebieską sukienkę z wielkim dekoltem (naprawdę nie wiem, co mają te wróżki po czterdziestce, że zawsze mają tą samą stylówę) i małym kijkiem, symulującym różdżkę. W każdym razie, przychodzi do ciebie taka wróżka i mówi:

Mogę za pomocą jednego machnięcia czarodziejskiej różdżki sprawić, że wszystkim wokoło – w tym twoim bliskim – zacznie wszystko wychodzić. Staną się majętni, będą spełniać marzenia, będą piękni, lubiani i co najważniejsze – szczęśliwi. To od ciebie zależy, czy tak się stanie. Jest tylko jeden szkopuł: mogę rzucić taki czar, ale nie dotyczy on ciebie. Czyli w skrócie: wszystkim zaczyna się powodzić, a twoje życie się nie zmienia – ani się nie pogarsza, ani nie polepsza. Czy mam rzucić czar?

Co wybierasz? Zanim przejdziesz do dalszej części wpisu, wybierz.
Ankieta jest anonimowa i nikt w żaden sposób nie może się dowiedzieć, co wybrałeś. Szczerze, nie strugaj bohatera. Dopiero po wybraniu odpowiedzi przejdź do dalszej części tekstu.

[socialpoll id=”2341559″]

CO CI PRZESZKADZA CZYJEŚ SZCZĘŚCIE?

A więc wybrałeś – teraz do rzeczy.
Pisałam kiedyś o tym, że ludziom, którzy wiedzą, czego chcą, jakie mają marzenia i dążącym do celu nie przeszkadza sukces innych. Dlaczego? Bo doskonale zdają sobie sprawę, że to, że komuś się coś udaje, nie znaczy, że tobie się nie uda i że od razu jesteś na gorszej pozycji. To, że ktoś ma lepiej, nie oznacza, że ty będziesz miał gorzej, niż masz teraz. Za pomocą wróżki możesz poprawić sytuację innych, ale nie pogarszasz swojej.

W dzisiejszym świecie, zwłaszcza w sieci, jest pełno hejtu i zazdrości. O wszystko. Nie do końca rozumiem, z czego to wynika – to, że jakaś dziewczyna jest chuda, nie znaczy, że ty nie możesz być; to, że Lewandowski zarabia dużo pieniędzy nie oznacza, że ty nie dostaniesz podwyżki: przecież nie zabrał tej kasy z twojego portfela! To, że ktoś odniósł sukces, nie blokuje twojego sukcesu w żaden sposób.

Dlaczego więc często życzymy innym źle? Dlaczego nie potrafimy się cieszyć z czyichś sukcesów?

Wolę otaczać się ludźmi szczęśliwymi, niż nieszczęśliwymi. Nie robię z siebie bohatera: oczywiście, że w takiej sytuacji pewnie często zazdrościłabym, że ktoś nie musi w ogóle pracować, a ja użeram się z wrednym klientem. Nie zmienia to jednak faktu, że nieszczęście drugiej osoby nic mi nie daje. Kompletnie nic. Nie poprawia mojej sytuacji. W skrajnych sytuacjach ktoś sobie pomyśleć: ale przynajmniej mi lepiej, że jedziemy na jednym wózku. Serio? To jak tobie utną nogę, to powinni uciąć też innym, żebyście wszyscy byli tacy sami? Był kiedyś taki system i się nie sprawdził. Nikt nic nie miał.

Nie ma nic złego w tym, że czasami czujemy uczucie zazdrości z powodu czyjejś sytuacji. Ale jest coś złego w tym, że nie potrafimy się cieszyć z czyjegoś szczęścia, czujemy zawiść, gniew i najchętniej podstawilibyśmy komuś nogę, żeby tak nie suszył zębów z radości. Bo dlaczego on, a nie ja?

Taką ankietę zrobiono na kilku portalach internetowych. Wiecie, co wyszło? Że większość osób nie machnęłaby różdżką. Nie zmieniłaby życia innych na lepsze.

Jestem ciekawa, jak Wy na to patrzycie. Zmienilibyście wszystkich życie na lepsze, a swoje zostawili jak jest – z problemami, kredytami, 10 złotymi na koncie? Czy może nie zrobilibyście nic, bo uznajecie, że takie czary są niesprawiedliwe?