5 niezbitych dowodów na to, że jestem dzikusem

Na pewnym etapie naszego życia każdy z nas chce być uważany za kogoś fajnego. Za tą osobę, która zawsze dostaje wszędzie zaproszenia, każdego dnia może liczyć na miliony lajków pod każdym zdjęciem (nawet, jeśli to selfie z kotem) i dobrze wygląda nawet w golfie. Spinamy się więc,  puszymy jak pawie, prezentujemy z każdej strony… a potem wszystko i tak szlag trafia, bo w pewnym momencie, czy tego chcemy, czy nie, wychodzi z nas zwykły, wewnętrzny dzikus.
I czar pryska tak, że nawet stylowa ramoneska nie pomoże.

Dobra, bądźmy szczerzy. Choćby skały… no wiecie, co robiły, to czy staniemy na rzęsach, czy nie – każdy z nas ma w sobie jakiegoś wewnętrznego dziwoląga z którym walczy (albo i nie). Każdy ma swoje dziwne przyzwyczajenia, jeszcze gorsze zwyczaje i naprawdę niepokojące cechy.
I wiecie co? To jest właśnie w ludziach fajne – bo dzięki temu nie jesteśmy nudni i płascy jak deska do prasowania.

Ja z moim wewnętrznym dzikusem nawet nie walczę – co więcej, po prostu go lubię. Zobaczcie pięć niezbitych dowodów na to, że ze mną czasami jest naprawdę coś nie tak.

#1 NAJCHĘTNIEJ LUBIĘ SIEDZIEĆ SAMA

Nie wiem, z czego to wynika, ale mimo tego, że prawie wszyscy uważają mnie za osobę towarzyską, to na przekór temu ja najlepiej się czuję, siedząc sama. No, sama lub z Patrykiem – to chyba jedyna osoba na świecie, która mnie nie męczy (o tym w punkcie trzecim).

12797694_348918181898514_1698356016_n

Są osoby, które nie potrafią same iść na zakupy ubraniowe, nie lubią długich wycieczek samotnie, idą na trening grupowy, na wieczór umawiają się z innymi. Ja najbardziej lubię swoją osobę. Albo inaczej: ja po prostu najbardziej komfortowo czuję się sama. Lubię sama spędzać czas, nie przeszkadza mi, gdy nikogo nie ma w domu. Sama jeżdżę na spotkanie z klientem na drugi koniec Wrocławia, najbardziej lubię zakupy w pojedynkę i oprócz treningów lekkoatletycznych albo biegania, wolę ćwiczyć samotnie. Zawsze sobie potrafię zorganizować ciekawie czas i się nie nudzę z samą sobą, o dziwo.

#2 TABELKI, PLANY I KOLEJNE TABELKI

Wszyscy się ze mnie śmieją, bo jestem człowiekiem – tabelką. Robię plany do wszystkiego. Mam spisany plan lekcji, plan treningowy, plan jedzenia na tydzień, plan wpisów na blogu, plan pracy w pracy, plan tego, jak będę odrabiać nieobecności na uczelni, plan planu i tak dalej. Wszystko rozpisuję, spisuję, organizuję, drukuję i koloruję. Nie potrafię inaczej. Bardzo to lubię. Poza tym, to sprawia, że nie muszę mieć problemów i zmartwień na swojej głowie – przelewam je na papier.

Problem polega tylko na tym, że ja nie potrafię prawie NICZEGO zrobić bez konkretnego planowania. Nawet spontaniczne pomysły (HEJ, ZAŁÓŻMY BLOGA!), są spisane na kartce. Niektórzy uważają to za moją wadę, mi to nie przeszkadza. Oczywiście, nie planuję NAPRAWDĘ spontanicznych decyzji, typu „jedźmy teraz do X!„, czy coś w tym stylu.

#3 PO SPOTKANIU MUSZĘ ODPOCZĄĆ

To jest punkt, który może brzmieć źle, ale nie o to w tym chodzi. Każde spotkanie w większym lub mniejszym gronie jest dla mnie niesamowicie męczące – to znaczy, nie męczę się w trakcie, zawsze dobrze się bawię i lubię spędzać czas z moimi przyjaciółmi, ale po spotkaniu muszę odpocząć. Po prostu. Czuję się tak zmęczona, jakbym zrobiła trzy treningi pod rząd. Potrzebuję wtedy czasu dla siebie, żeby się zregenerować. Brzmi śmiesznie i dziwnie, ale taka już pokręcona jestem.

Tak samo mam, kiedy spotkania są bardzo długie. Moja przyjaciółka od dzieciństwa zawsze się śmieje, kiedy po kilku godzinach nagle wysiadają mi baterie i pyta: „co, już musisz ode mnie odpocząć?”. Nie wiem, dlaczego tak mam – bardzo kocham wszystkich moich znajomych i spędzanie czasu z nimi jest dla mnie przyjemnością, ale nie mogę nic na to poradzić. Próbowałam z tym walczyć, ale zmuszanie się jest jeszcze gorsze.

Jedyną osobą, która mnie nie męczy, jest mój chłopak. Przy nim czuję się tak swobodnie, jakbym była sama.

#4 NIE POTRAFIĘ ZACZĄĆ DNIA BEZ HERBATY

Zasada numer jeden: jeśli Marta nie wypije rano herbaty, to jest złą Martą. Domyślam się, że jest to tylko nawyk, ale nic nie mogę na to poradzić. Każdy poranek zaczynam od herbaty (lub biegania i później herbaty). Jeśli nie wypiję jej rano – wszystko mi wypada, leci, jestem naprawdę niemiła (a rzadko bywam) i mam muchy w nosie. A wystarczy kubek herby i wszystko wraca do normy…

#5 NIE GADAM O SOBIE

Jestem bardzo ostrożna w tym, co mówię i dokładnie filtruję informacje, które przekazuję innym. Nie lubię rozmawiać o swoich blogach, cierpię, kiedy znajomi mi mówią, że widzieli nowy zestaw ćwiczeń na moim kanale na youtube i szybko zmieniam temat. W jakiś sposób mnie to peszy, chociaż blogi to jedno z moich głównych zajęć i moje największe – poza sportem – hobby.

Przeczytałam przed chwilą ten wpis jeszcze raz i tak – zdecydowanie jestem jakimś dzikusem! Mam jednak przekonanie, że każdy z nas ma jakiegoś wewnętrznego dzikusa w sobie, więc teraz czekam na Waszą kolej – słucham! Co czyni z Was dzikusów? 🙂