Oszczędzasz? A może tylko tak Ci się wydaje?

Wszyscy wiemy, że z oszczędzaniem jest tak samo jak z ćwiczeniami, zdrową dietą, odpoczynkiem i regularnym snem: warto to robić, bo jest dla nas dobre.
Łatwiej jednak powiedzieć, trudniej zrobić – zwłaszcza, kiedy wydaje nam się, że pilnujemy swojego budżetu, ale jakoś rosnącej góry oszczędności wcale nie widać. Dlaczego? Czas wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy: bo może zamiast oszczędzać, tylko udajemy, że to robimy.


OSZCZĘDZANIE WIDMO – NIBY JEST, ALE W SUMIE GO NIE MA

Mam wrażenie, że bardzo wiele osób zderza się z oszczędzaniem w formie widmo. Niby oszczędzają, niby liczą każdy grosz, starają się wszystko robić tak, jak się powinno – ale efektów w ogóle nie widać. Na koncie ciągle nie ma większej kwoty, a wydaje się, że już nie ma ani jednego miejsca, z którego można byłoby coś „uciąć”.

Jest kilka rzeczy, które mogą za to odpowiadać.
Być może, mimo wszystko, warto zamiast oszczędzania pomyśleć o dodatkowym źródle dochodu – bo to, które masz, jest niewystarczające, żeby jednocześnie żyć na bieżąco i coś tam odkładać na kupkę.

To nic złego: czasami się tak zdarza i szukanie dodatkowego „czegoś”, co dorzuci nam jakiś grosz do domowego budżetu, jest naprawdę dobrym pomysłem. Ja długi czas chwytałam się różnych dodatkowych zleceń, żeby dorobić i dzięki temu móc odłożyć większą sumę. Czasami to był dla mnie jedyny sposób, żeby móc coś tam zaoszczędzić.

Może jednak być tak, że twoja pensja jest niczego sobie, a mimo to nie potrafisz odłożyć większej kasy, mimo tego, że podobno oszczędzasz. I nie ma w tym nic dziwnego – możesz oszczędzać i nic nie mieć, bo… to też trzeba umieć.

KILKA RZECZY, PRZEZ KTÓRE NIE MOŻESZ NIC ZAOSZCZĘDZIĆ

Przez te lata, które żyję na własną rękę, zauważyłam zarówno u siebie, jak i u znajomych masę błędów, które popełnia się kompletnie nieświadomie, próbując oszczędzać. Jedne są mniejsze, drugie większe, ale efekt zazwyczaj taki sam – niby ciągle odkładamy grosze, ale kumulacji nie widać.

To co robimy źle?

Oszczędzamy na rzeczach, na których nie powinniśmy oszczędzać – klasyk. I coś, z czym osobiście bardzo długo walczyłam, bo jakoś zawsze głowa mi podpowiadała, że warto kupić taniej, że przecież to będzie to samo. Nieprawda. Są rzeczy, na których czasami nie warto oszczędzać, bo odbije nam się to czkawką. Nie warto oszczędzać na zdrowiu. Na bezpieczeństwie. Na niektórych sprzętach czy produktach, zwłaszcza tych o większej cenie. Dlaczego?

Bo bardzo, bardzo często okazuje się, że te tańsze odpowiedniki psują się w najgorszym możliwym momencie czy nie działają tak dobrze, jak miały – i w rezultacie kupujemy za chwilę jeszcze raz tą samą rzecz albo jednak chowamy dumę oraz oszczędność do kieszeni i kupujemy droższy odpowiednik.

Mieliśmy taką wpadkę z mikrofonem – kupiłam jeden z tańszych, bo przecież “nie jest mi potrzebny mega profesjonalny”. Ten lepszy kosztował 300 czy 400 złotych więcej – z perspektywy cen sprzętów tego typu wcale nie tak dużo. Niedługo potem tej swojej oszczędności gorzko pożałowałam – skończyło się tak, że dwa razy zepsuł się w krytycznym momencie, nie tylko zmuszając do zakupu nowego mikrofonu, ale przede wszystkim niszcząc kilkunastogodzinne efekty naszej pracy – bo nagrania musiały pójść do kosza. I tak wydałam kasę na droższy model, a jednocześnie byłam już do tyłu z pieniędzmi za ten tańszy.

Oczywiście nigdy nie da się przewidzieć takiej sytuacji i są sprzęty, które mają niższą cenę i są równie dobre, co to z wyższą ceną, ale… wszystko zależy od kontekstu i danego produktu. W tym przypadku doskonale wiedzieliśmy, że kupujemy coś gorszego (w tym droższym modelu nie było opcji, żeby coś się nie nagrało, bo miał zabezpieczenie), ale żałowaliśmy tej kasy i wyszliśmy na minus.

Takich przykładów, polegających na oszczędzaniu na sprzęcie, mam mnóstwo – jako osoba pracująca i używająca tych rzeczy, po prostu miałam już kilka takich sytuacji, w których moja oszczędność wyszła mi bokiem. Dlatego od jakiegoś czasu mocno z tym walczę i jeśli wiem, że coś jest warte swojej ceny – nie oszczędzam.

Oszczędzamy na pierdołach, które nie mają znaczenia – czasami próbujemy być oszczędni tam, gdzie nic nam to nie daje i gdzie nasza oszczędność nie przynosi zysków – np. kupujemy zwykłe żarówki zamiast ledów, które przecież są bardziej wydajne i dłużej pracują – na początku owszem, płacimy więcej, ale w rezultacie przecież jest to oszczędność, chociaż wydaje nam się, że nie. Czasami próbujemy zbyt oszczędnie podchodzić do wody, prądu czy innego dobra, chcąc obniżyć rachunki, a później okazuje się, że cały czas, który na to poświęcamy, wcale nie jest tego warty, bo oszczędności prawie nie ma.

Oszczędzamy, nie kontrolując budżetu – czyli teoretycznie wydaje nam się, że żyjemy oszczędnie i że wszystko jest w najlepszym porządku, ale tak naprawdę – nie mamy żadnego wglądu w nasz budżet. Co za tym idzie – często mamy duże koszty stałe (niepotrzebny pakiet programów w kablówce, konta premium na serwisach streamujących, z których nawet nie korzystamy, abonamenty, które nie są nam potrzebne), a z których często nie zdajemy sobie sprawy, bo o tym zapominamy. 19 zł za coś miesięcznie to niedużo, ale jeśli dojdzie do tego 29 zł za usługę X, 30 zł za usługę Y i 5 zł za usługę Z – to już robi nam się niezła sumka. Dodaj do tego karnet na siłkę, na którą chodzisz dwa razy w miesiącu (a miałeś cztery razy w tygodniu). I gotowe.

Dajemy się nabrać na “pseudo oszczędzanie” –  ach, te wszystkie super wyprzedaże, promocje i “kup 3, a 4 produkt gratis”. Pojawiają się bardzo często wtedy, kiedy wcale nie potrzebujemy tych rzeczy… i skutecznie sprawiają ,że kupujemy coś, czego tak naprawdę nie chcemy. Sama często w marketach daję się nabrać na te wszystkie promocje “kup kilka, a…”, bo wydaje mi się ,że oszczędzam – ale bardzo często nie jestem w stanie zjeść tych produktów i jedzenie się po prostu marnuje.

OSZCZĘDZANIE – TO NIE „OD DZISIAJ NIE KUPUJĘ…” TYLKO KONKRETNA STRATEGIA

Już jakiś czas temu nauczyłam się (no dobra, nie ja się nauczyłam, tylko życie i rzeczywistość mnie nauczyło), że oszczędzanie to nie tylko obiecanie sobie, że „od dzisiaj nie kupuję tylu X”, albo „od dzisiaj kończę z spontanicznymi zakupami” czy „od dzisiaj oszczędzam na coś tam”. Żeby rzeczywiście coś oszczędzić, a nie tylko odłożyć na kupkę 5 złotych, potrzebne jest coś więcej – jakiś plan działania.

Zanim jednak zaczniemy rozpisywać na kartce skomplikowane harmonogramy i wyrysowywać zawiłe diagramy, warto najpierw, zupełnie zwyczajnie, otworzyć podgląd swojego konta i zastanowić się, czy czasami nie robimy jakichś głupich błędów, które sprawiają, że kasa nam umyka, zamiast się gromadzić.

Jak to jest u Was? Czy oszczędzacie w ogóle – i jeśli tak, to kontrolujecie, w jaki sposób to robicie, czy po prostu mówicie sobie, że żyjecie oszczędnie, ale tego nie weryfikujecie? Jestem bardzo ciekawa.