Moja mama zawsze mi mówiła, że po osiemnastce czas szybciej leci. Puszczałam to gdzieś koło ucha, jako jedną z tych wszystkich rodzicielskich mądrości, która nie ma przełożenia w prawdziwym życiu.

Grubo się myliłam. Bo widzicie, mama miała rację.

Nie wiem na jakich zasadach to działa, nie wiem, co się dzieje takiego magicznego po osiemnastce, ale przyrzekam, że jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, że mam dwudziestkę na karku, mrugnęłam okiem, a tu już nagle, nie wiadomo do końca, skąd, pojawiły się kolejne cztery lata. Magia większa niż w Hogwarcie.

Co roku w okolicach moich urodzin piszę wpis podsumowujący ostatni rok. To dla mnie nie tylko moment do zastanowienia się nad tym, co się zdarzyło w ostatnich dwunastu miesiącach, ale przede wszystkim potem świetna pamiątka – strasznie lubię wracać do tych wpisów i obserwować, jak się zmieniałam. 😊

W porządku, więc co się działo przez ostatnie 365 dni?

MAM 24 LATA – I CO DALEJ?

Chciałam napisać, że ten rok był pracowity i dużo się działo, ale tak naprawdę zawsze u mnie się dużo dzieje… i w końcu powinnam do tego przywyknąć, zamiast każdy Piątek z Martą rozpoczynać od „u mnie dużo roboty…”. 

Nie będę ukrywać, że lubię, kiedy się dzieje, lubię robić swoje rzeczy, ba, lubię pracować, czasami aż za bardzo, ale w tym roku po raz pierwszy udało mi się rzeczywiście trochę do tego zdystansować. No ale do rzeczy – co się konkretnie zmieniło w tym roku? Kolejność przypadkowa.

#WYDAŁAM KSIĄŻKĘ

Zawsze marzyłam o  wydaniu książki i kiedy ponad rok temu podpisałam umowę z wydawnictwem, czułam się, jakbym złapała pana Boga za nogi. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu moim marzeniem nie było wydanie „jakiejś książki”, ale konkretnej pozycji – poradnika, która pomoże ludziom wprowadzić zdrowy tryb życia.

Wiem, jak się patrzy na książki osób z internetu i jakie są o nich opinie, więc tym bardziej chciałam udowodnić, że naprawdę będzie w niej treść, a nie kolorowe stronki do uzupełniania, które nic nie wnoszą do czyjegoś życia.

Samo wypuszczenie książki na świat jest bardzo przyjemną rzeczą, ale działania wokół tego są bardzo stresogenne. Odmienne zdanie przy tworzeniu oprawy graficznej, czekanie na pierwsze opinie, przeczytanie pierwszych niepochlebnych zdań, klikanie z bijącym sercem na blogach, na których pojawiły się recenzje, aż w końcu – zastanawianie się, czy ktoś przyjdzie na spotkanie autorskie i jeśli tak, to czy z przypadku, czy celowo. 😊 Dodajcie do tego moje stresowanie się każdą pierdołą na świecie i macie obraz mojego życia przez pierwsze dwa kwartały 2017 roku. Normalka!

Były dobre chwile i te gorsze, ale mimo wszystko spełnienie czegoś, co wydawało mi się trochę poza zasięgiem, jest naprawdę bezcenne.

#POWIEDZIAŁAM „TAK”

Mimo, że jesteśmy z Patrykiem sześć lat i rozmowy o przyszłości były czymś normalnym, nigdy nie zapomnę emocji, które towarzyszyły mi (i towarzyszą) przy zaręczynach. Niby nic się nie zmienia, ale jednocześnie zmienia się wszystko.

Czy po zaręczynach coś się zmienia
fot. Marta Gutsche

To była bardzo piękna chwila i bardzo się cieszę, że mogę mieć u boku swojego najlepszego przyjaciela. Nie mogę się doczekać zostania żoną. Odkryłam też w sobie gorączkę ślubną i namiętnie zapisuję suknie ślubne, inspiracje z Pinteresta i inne weselne obrazki w zakładkach, chociaż W ŻYCIU bym nie pomyślała, że mnie to dopadnie!

# NAUCZYŁAM SIĘ OLEWAĆ PEWNE RZECZY

Nie będę udawać głupa i ukrywać, że miałam problem z bilansowaniem pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Ponieważ praca sprawia mi przyjemność i dodatkowo jestem osobą, która jak zaczyna zadanie, to uwielbia je kończyć, potrafiłam siedzieć nad projektami od rana do wieczora z przerwą na ugotowanie posiłków. Nie można tak działać na dłuższą metę, o czym przekonałam się na własnej skórze. 

Fot. Fotografia dla biznesu

Nigdynie potrafiłam po prostu wyluzować, bo mam za duże poczucie obowiązku. Udało mi się jednak jakoś zagryźć zęby i uregulować pracę. Może dalej nie jest idealnie, ale potrafię wreszcie odpocząć, zrobić sobie wolne i nie mieć wyrzutów sumienia. Ach, no i poza tym – nie jestem już Zosią Samosią…

# MAM POMOC

Doszło do mnie, że nie jestem samowystarczalna, czego wynikiem było nawiązanie współpracy z dwoma wspaniałymi dziewczynami. Na razie testujemy siebie na okresie próbnym, ale na pewno znalezienie prawej ręki (albo nawet dwóch) bardzo poprawiło mój komfort życia. 

Ciężko jest mi oddać swoje obowiązki komuś innemu, i do tej pory łapię się na tym (a właściwie Patryk mi to pokazuje), że jest mnóstwo rzeczy, które mogłabym „oddać dalej”, a tego nie robię. Ale wszystko przyjdzie z czasem, zobaczycie!

# SKOŃCZYŁAM STUDIA

I mimo konkretnego planu na życie, poczułam dziwny strach i nawet przez chwilę pomyślałam o kolejnym kierunku. NAPRAWDĘ. Z jakiegoś powodu zakończenie tego etapu było dla mnie trochę trudniejsze, niż myślałam i po obronie pracy przez jakiś czas nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. 

Naglewypadłam z kategorii studentki i bardzo trudno było mi przestawić się na tryb dorosłość, mimo tego, że już od kilku lat pracuję i jestem samodzielna. Dziwne uczucie. I cieszę się ,że przeszło.

# STRACIŁAM PRZYJACIÓŁ

Nie wszystkie znajomości przetrwały próbę czasu. Zdobyłam wielu nowych znajomych, ale straciłam też kilka ważnych osób. Brak czasu, inne priorytety, odmienność charakterów, która wcześniej nie była taka widoczna – niby wiem, że to naturalna kolej rzeczy, ale było mi przykro.  W pewnym momencie czułam się też bardzo samotna.

# SPEŁNIENIE KOLEJNEJ POZYCJI Z MOJEJ BUCKET LIST – WIZYTA W USA

 

Czekałam z tym wpisem do dzisiaj, ponieważ… przyleciałam do Los Angeles. Wiedziałam, że wpis bez wyprawy do Stanów będzie niepełny, a jednocześnie nie chciałam zdradzać żadnych szczegółów ani w ogóle tego, że jadę, bo bałam się, że coś nie wypali. Zawsze chciałam zobaczyć Stany, więc tym bardziej zależało mi na tym, żeby cała podróż się udała. Abstrakcją był dla mnie lot samolotem (pierwszy w moim życiu, nie licząc krótkiego lotu z Warszawy do Wrocławia w październiku, kupionego tylko po to, by nabrać „wprawy”).  Ale… jestem!!!!! Jestem w LA! Więcej o mojej podróży będę jeszcze pisać na blogu, bo zostajemy tutaj na ponad dwa tygodnie. 😊 😊 Sama w to nie mogę uwierzyć.

DWADZIEŚCIA CZTERY… I DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM!

Ten rok po raz kolejny potwierdził, że zasady, którymi się kieruję, naprawdę działają. Po pierwsze – nie bać się spontanicznych decyzji. Czasami najgorsze, co nas może spotkać, to krzywe spojrzenie i odmowna odpowiedź – każdy to przeżyje! Po drugie – ciężka praca i regularne działania działają i się opłacają, o ile nie stoimy w miejscu i dostosowujemy się do zmian. A po trzecie – da się być ciągle tak samo mocno (albo i bardziej) zakochanym w tym samym człowieku. I to jest chyba najważniejsze.

 

Total
218
Shares
  • Wszystkiego najlepszego Marta ze szczerego serducha! Ja mając 24 lata dopiero zaczynałam rozumieć, co chcę w życiu robić, dlatego niezmiennie Cię podziwiam za odwagę i siłę w spełnianiu marzeń! :*

  • Wszystkiego najlepszego <3
    Odwiedź koniecznie Dolinę Śmierci :))

  • Kinga

    Marta czytam ten wpis i moje serce się raduje. Jestem pełna podziwu, że w ciągu 12 miesięcy można tyle dokonać. Gratulacje z całego serducha i życzę dalszych sukcesów 🙂

  • Wasze zdjęcie jak siedzicie niczym jak z La La Land <3

    • stacy

      to samo pomyślałam! cudne *.*

  • Wszystkiego najpiękniejszego z okazji urodzin, Marta! Wyglada na to, że to był wspaniały rok, więc życzę Ci, żeby kolejny był równie pozytywny i wypełniony ciekawymi doświadczeniami! Tymczasem korzystaj z pobytu w LA! Serdeczności!

  • Sylwia Cieslar

    Ale super! Pamiętam, że ostatnio miałaś jakąś tajemnicę i nie napisałaś, o co chodziło 😉 Aż strach pomyśleć, co napiszesz jak będziesz miała 34 albo 64 😀

  • Świat zaczyna bardzo poważnie przyspieszać jak człowiek ma już dziecko. Moja córka ma juz 8 lat, a jeszcze tydzień temu tylko machała rączkami, obracała ślipiami i poza mlekiem nie potrzebowała niczego więcej do szczęścia. Nawet nie wiem kiedy wyrosła z pieluch, serek homogenizowany zaczął lądowac w buzi, a nie wszędzie dookoła, a chodzenie nie groziło utratą życia, zdrowia lub kończyny. To dopiero jazda bez trzymanki. po 20 świat przyspiesza, bo zaczyna się dziać… w sumie mniej. Nie zmieniasz chłopaków z Adama na Piotrka, a z Piotrka na Witka średni co tydzień, nie imprezujesz jak pedofil na children-party, a Święty Mikołaj to nie koleś co przynosi prezenty i rózgi, tylko przebrany sąsiad z piętra wyżej. Dni zaczynają sie pokrywać, przestają się od siebie różnić. Chodzisz do pracy, żyjesz z poniedziałku na piątek i z soboty na niedzielę. Rzeczy, które pamiętasz i wydłużają czas, to te wyjątkowe, niepowtarzalne, zaskakujące. Jak jest ich dużo to ma się wrażenie, że rok był długi. Jak jest ich 5-10 w ciągu to masz wrażenie, że rok szybko minął. A po dwudziestce takich rzeczy jest coraz mniej i mniej i mniej. Zaczyna się stagnacja, równowaga i… w sumie nuda. Skoro nic sie nie dzieje, to nic nie pamiętasz, a jak nie pamiętasz to tego czasu dla Ciebie nie było.
    Po narodzinach dziecka zaczyna się jeszcze większe spowolnienie, bo zaczynasz dostosowywać wszystko pod dziecko. Całe Twoje życie kręci się wokół tego co ni daje Ci spać po nocach, drze ryja po nocach i nie pozwoli Ci iść do koleżanki na wino. Życie przenosi się do domu. A w domu jak to w domu – co się może dziać wyjątkowego i niepowtarzalnego? w sumie nic. I zaczynamy działać jak w zegareczku – posiłek 6 razy dziennie o konkretnych godzinach, o 19:00 mycie malucha i szybki prysznic, a jak mały w końcu zaśnie jesteś tak padnięta, że poza kolejnym durnowatym programem w TV nie masz na nic ochoty. I tak z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc. Aż w takim marazmie mija cały rok. A Ty jedyne co wspominasz to jak dziecko spadło Ci z przewijaka, potem jak sie uśmiechnęło i jak zaczęło chodzić i ściągać wszystko ze wszystkiego. To masz już 3-5 rzeczy które wspominasz.
    Natomiast wydarzenia typu śmierć bliskiej osoby są zapamiętane jako migawki, a nie jako wydarzenie trwające cały dzień, czy tydzień. Mówisz „w tym roku zmarł znajomy”, a nie „po śmierci znajomego była stypa na której działo się to i to, a potem podczas żałoby żona znajomego skarżyła się że jest sama i wypłakiwała mi się z tego i tamtego”. Życie przybiera formę migawek, a migawka to tylko zapamiętany ułamek sekundy. Owszem, pamiętasz całe wydarzenie, ale pierwsza myśl, to tylko migawka. I oceniając ją w skali roku jest to dla nas migawka. W ciągu 3-5 wydarzeń w ciągu roku cały rok skraca się do może 20 minut życia…

    • Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, odkąd zostałam mamą życie pędzi jak szalone. I tak już od 8 lat. Pozdrawiam

  • Wszystkiego najlepszego Marta! Mimo, że nie znam Cię osobiście, to jestem z Ciebie dumna, chociaż może to dziwnie brzmi 🙂 Ale to niesamowicie inspirujące patrzeć na osobę w moim wieku, która leci jak burza do celu a przy tym jest wciąż pozytywna, i życzliwa. Oby więcej było takich Mart na świecie! Sto lat! 🙂

  • Marta W.

    Sto lat!

  • Wiesz Martuś, jestem z Tobą od dawna i tak obserwując Cię przez ten rok nie mogłam wyjść z podziwu jak Ty to wszystko ogarniasz. I to taka młoda dziewczyna, a tak poukładane w głowie! 🙂 Ten rok wygląda na przełomowy i życzę Ci, żeby każdy inny był tylko lepszy!
    P.S. Mamy urodziny tego samego dnia! 😀

  • stacy

    tak sobie myślę, że jestem tylko rok młodsza, a zdecydowanie bardziej nie wiem, czego chcę od życia.. W zasadzie wcale, moja najczęstsza odpowiedź na wszystko to „nie wiem”.. Za to też spełniłam marzenie o podróży do Stanów w tym roku <3 i to też był mój pierwszy lot samolotem ever 😀 a nawet od razu 7 lotów za jedną wyprawą, że tak powiem;p Have fun there! Ja mam mocno depresję po powrocie 🙁 😀

  • Szalony rok! Gratulacje wszystkich sukcesów Marta. :))))) I wszystkiego najlepszego! 🙂

  • Marta Koralewska

    Hej!
    Życzę Ci dużo wytrwałości, ogólnie, w życiu! Żebyś spełniała swoje marzenia, realizowała cele, robiła dalej rzeczy, które dają radość i Tobie, i innym 🙂
    Żebys czerpała z życia garściami, ale umiała też znaleźć chwilę na nicnierobienie i reset! Żebys spotykała na swojej drodze wartościowych ludzi, którzy nie będą kopać pod Tobą dołków i rzucać kłód pod nogi! No i przede wszystkim życzę Ci dużo zdrowia! Żeby nic nie stanęło Ci na przeszkodzie, by po prostu pięknie , pełną piersią żyć! 🙂

  • Katarzyna Kotówna

    Czas płynie za szybko. Im jesteśmy starsi , tym szybciej. To dlatego tak się nam zdaje, ponieważ np. u jednorocznego dziecka 1 rok stanowi cała życie, u dwulatka połowę życia, a u dwudziestolatka tylko 1/20. Czym mniejszą część życia zajmuje rok, tym krótszym się zdaje. Ponadto małe dzieci poznają świat: każdy dzień dostarcza nowych wrażeń, więc zdaje się dłuższy. U starszych ludzi dni wyglądają podobnie, więc wszystkie takie same dni są zapamiętywane jako jeden dzień.
    Żeby zapobiec temu, trzeba dobrze wykorzystywać czas i delektować się każdą chwilą, która przemija.
    Marto, jesteś wzorem do naśladowania jeśli chodzi o racjonalne spędzanie czasu. Wiele w tym roku osiągnęłaś. Ja także zamierzam tak dobrze dysponować danym mi czasem!

  • Droga Marto! Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 24 urodziny. Twój post uzmysłowił mi, że to już rok minął od kiedy czytam Twojego bloga bo właśnie pierwszym przeczytanym postem był ten o 23 urodzinach. Wszystkiego dobrego na najbliższy rok. Dużo sukcesów!

  • Enthia0

    Och, Ty człowieku inspiracjo! Jesteś tylko rok starsza ode mnie, ale inspirujesz mnie niezmiernie do życia na własnych zasadach. 🙂 Dziękuję za to i powodzenia w kolejnych latach przygody zwanej życiem! <3

  • Ale macie piękne zdjęcie z Patrykiem! <3 Zachwycam się! 🙂 Gratuluje jeszcze raz zaręczyn, wydania świetnej książki i obrony! 🙂 Mnie to ostatnie czeka już nie długo – coraz bardziej się stresuję! Super, że miałaś możliwość wyjazdu do USA Sporo przez ten rok osiągnęłaś, jesteś niesamowita! A i mi tez czas po 18 zdecydowanie przyśpieszył. Czasami mam wrażenie, ze wciąż mam 21 lat, a tu już o 4 więcej…