Jak mieć lepsze życie? 3 proste zasady, które zmienią twoją codzienność na lepsze

Można mieć dużo.
Dużo pieniędzy, dużo przyjaciół, dużo spotkań w kalendarzu, działań i jeszcze więcej do roboty. Można mieć ciągle coś do zrobienia i być bardziej zajętym niż prezydent i papież jednocześnie. Można robić pięć rzeczy na raz, bo przecież wielozadaniowość i korzystanie z pięćdziesięciu różnych programów to taki wspaniały przykład organizacji. Nie wiem kiedy, daliśmy sobie wmówić, że jak robisz dużo i nie masz czasu na zrobienie sobie dobrej kawy, to właśnie to jest udane życie.
No cóż. Nie jest.

Naprawdę długi czas dochodziłam do takich wniosków. Zawsze wydawało mi się, że im więcej robię, tym przecież lepiej: realizuję się na trzydziestu różnych polach, pracuję na siebie, mam zaplanowaną każdą minutę i milion rzeczy na głowie. Jeszcze dwa lata temu uważałam to za coś wspaniałego – od jakiegoś czasu jednak wiem, że to nieprawda, że po prostu dałam sobie wmówić, że zajętość = sukces i udane życie.

A tak nie jest.

Kiedy realizuję tak wiele projektów, to często czuję się tak:

6695380a0d28daf8d1cf037c66962643
Autorka obrazka: Saskia Keultjes

Anglojęzyczni mają na to świetne słowo: overwhelmed. My mówimy na to przytłoczony, ale to overwhelmed jakoś bardziej mi pasuje. To “over” jest takie duże, pochłaniające i doskonale oddaje to, jak się czujesz, kiedy masz dużo na głowie i wydaje ci się, że zaraz to wszystko cię przygniecie.

No więc, sukcesem nie jest to, żeby mieć wiecznie dużo na głowie i nie mieć czasu na to, żeby zjeść fajną kanapkę, którą sam sobie zrobisz. Sukcesem dla mnie teraz jest to, żeby robić dużo, realizować się i jednocześnie mieć czas na to, żeby czasami legnąć na kanapie i pół dnia nic nie robić. I tego ciągle się uczę. Uczę się tak organizować czas, żeby mieć najważniejsze rzeczy zrobione, mając jednocześnie chwilę dla siebie. 

13525471_623395351160534_2051866939_n

Prawda jest taka, że możesz mieć wszystkie skarby tego świata, możesz mieć sukcesy, karierę, partnera, pieniądze, wszystko, co zamarzysz, ale jeśli nie masz takiego wewnętrznego spokoju, to nigdy nie będziesz do końca szczęśliwy. I odkryłam, że ten  spokój wewnątrz często zależy od tego, czy znajdujemy czas na oddech.

Bo w życiu chodzi też o to, żeby się zatrzymać, a nie tylko głupio gonić za króliczkiem.

Wprowadziłam więc do swojego życia już dobre kilka miesięcy temu plan naprawczy, który ma 3 punkty. Punkty, które sprawiają, że moje życie jest lepsze. Dzielę się, może poprawię życie chociaż jednej osoby. 🙂

CO ZROBIĆ, ŻEBY NASZE ŻYCIE  BYŁO LEPSZE?

Zacznij odcinać
Powoli zacznij wycinać ze swojego czasu to, co ci się nie opłaca, co sprawia ci przykrość i co po prostu nie jest dla ciebie dobre. Ja kiedyś miałam takiego klienta, który był dla mnie strasznie chamski i niesamowicie mnie stresował. Zamiast jednak z niego zrezygnować, brnęłam w to zlecenie, znosiłam telefony o każdej porze i jego wieczne poczucie wyższości nade mną (i wszystkimi innymi). W imię czego? Pieniędzy? Odżałowałam wreszcie tą kasę i zakończyłam współpracę. Zyskałam czas, ale przede wszystkim brak stresu i lepsze samopoczucie.

W ten sam sposób odcinam wszystko, co mnie smuci albo marnuje mój czas, nie dając efektów. To nie sztuka być zajętym, ale sztuka robić coś, co ma sens. Jeżeli widzę, że jakiś klient jest dla mnie niemiły, albo czuję, że to zlecenie będzie się ciągnęło wieki, bo jest z serii “mam milion poprawek i jeszcze pięć następnych”, to też rezygnuję. Nie ma najmniejszego sensu tracić czasu na takich ludzi, bo nic to nam nie daje.

Tym sposobem na studiach nie chodziłam też na zajęcia, na które mogłam sobie pozwolić nie chodzić, a na których nic się nie robiło. Czytanie prezentacji przez prowadzącego czy oglądanie filmów – dajcie spokój. Wolałam w tym czasie zrobić coś innego 🙂 Odpocząć albo posunąć dalej swój projekt.

Odcinam także ludzi, z którymi źle się czuję, którzy sprawiają, że czuję się gorsza, którzy źle mi życzą. Nie potrzebuję takich trucicieli w życiu. Po co tracić czas na kogoś, kto tylko udaje przyjaciela? Lepiej poświęcić go na osoby, dla których ty też jesteś ważny i nie jest to transakcja jednostronna.

Uciekaj regularnie

Ponieważ ja mam naprawdę milion projektów i każdy z nich chcę realizować – a to blogi, a to książka, a to praca, a to studia, a to zostanie kosmonautą i tak dalej – to zazwyczaj naprawdę nie mam zbyt dużo czasu na siebie. Lubię to, że wiecznie coś się wokół mnie dzieje. Nie marudzę. Biorę na siebie obowiązki świadomie. Wiem na co się piszę i wiem,  jakimi poświęceniami się to wiąże.

14368991_1100048373405006_6871916277389066240_n
Ale kiedy czuję, że już jestem na granicy i już nie mogę – rzucam wszystko i mnie jeden dzień nie ma. Po prostu. Wyciszam telefon, na mailu odpalam autoresponder, robię sobie wolne i cieszę się tym dniem. Ładuję baterie 🙂 Czasami taki dzień jest raz na dwa tygodnie, a czasami co drugi dzień, bo np. pracy jest tak dużo i czas jest tak intensywny, że nie daję sobie z tym rady.

Docelowo jednak dążę nie tylko do takiego uciekania, ale do takiego modelu pracy, w którym mam spokojne życie i dużo czasu dla siebie codziennie. Wiem tylko, że muszę jeszcze kilka miesięcy popracować mocniej, skończyć studia, napisać pracę, by potem móc sobie przystopować i zacząć żyć wolniej. I tak właśnie zamierzam zrobić.

img_20161016_172833
Jeśli masz dużo rzeczy do roboty – uciekaj czasami. Świat się nie zawali, jak nie odpowiesz na maila, raz się z czymś spóźnisz albo nie pójdziesz na jakieś zajęcia. Z ludźmi zawsze można się dogadać, a z mojego doświadczenia wynika, że czasami wydaje nam się, że jak sobie odpuścimy to stanie się apokalipsa, podczas gdy kompletnie nic się nie zmieni i nikt nawet się tym naszym wolnym nie przejmie. Czasami nawet nikt nie zauważy, że nas ten jeden dzień nie ma.

Czytaj odpowiednie rzeczy

Staram się regularnie czytać – jak nie mam czasu, to robię to w autobusie, w pociągu, w chwili, kiedy mam 5 minut. Staram się mieć zawsze książkę w torebce, bo nie wiadomo, kiedy się przyda.

Staram się wybierać dwa rodzaje książek – albo takie, które mnie w jakiś sposób rozwijają (na przykład rozwijają moją wiedzę, albo w jakiś sposób mnie motywują), albo które dostarczają mi rozrywki (romanse zawsze w cenie).
Do tego wpisu zainspirowała mnie nowa książka Agnieszki Maciąg –
Pełnia życia.

img_4876
Nie wiem do końca o co chodzi, ale Nitka nie chce się odczepić od tej książki

Agnieszka pisze o tym, jak się ogarnąć. Ale nie tak, żeby mieć każdy dzień w kalendarzu zajęty i trzeba było się do ciebie umawiać z rocznym wyprzedzeniem. Tak, żeby wreszcie się zatrzymać i pomyśleć sobie: hej, ale czego ja tak właściwie chcę?

Bo odpowiedź może być zaskakująca.

To nie jest książka o tym, jak mieć zajęty dzień. To jest książka o tym, żeby się zatrzymać na chwilę i znaleźć siebie. Żeby odpocząć – i jak to zrobić, zastanowić się nad sobą i nad tym, czego tak naprawdę chcemy. Bo często jest tak, że wszystko nam się udaje, wszystko wychodzi, ale ciągle coś jest nie tak i my to po prostu czujemy.

Dużo tam jest o myśleniu życzeniowym. O tym, że to od naszego podejścia zależy, jacy jesteśmy i co nam wychodzi. O tym, że mamy rzeczywiście duży wpływ na to, jak wygląda nasze życie i że musimy po prostu zacząć działać, zamiast ciągle narzekać, jęczeć i się smucić. I ja się z tym totalnie zgadzam. 

img_4878

Agnieszka podaje swoje sposoby na lepsze życie – zbilansowane. Takie, w którym jest miejsce i na sukces i na leżenie na kanapie i odpoczywanie. Myślę, że to dobra lektura dla wszystkich pracusiów, którzy muszą trochę przystopować… ale też dla tych, którzy ciągle szukają i nie do końca nawet wiedzą, czego. 

Książkę znajdziecie tradycyjnie w Empiku:

img_4883

I chociaż miały być 3 punkty, to mam jeszcze dla was punkt czwarty – wspólny z Agnieszką:

doceniaj to, co masz.

Większość z nas wszystko przyjmuje wszystko, co ma jako coś oczywistego. Swoje samopoczucie, zdrowie członków rodziny, miłość, pracę, mniejszy lub większy sukces. Ostatnie wydarzenia w moim życiu prywatnym przypomniały mi, że nie wszystko w życiu zawsze jest kolorowe i często to, co uważasz za pewnik wcale pewnikiem nie jest. Wiadomo, wszystkie nowotwory, choroby, wypadki – wydaje nam się, że to dotyka innych, nie nas. Często możemy się przeliczyć. 🙂 Warto więc doceniać to, że w rodzinie wszyscy zdrowi, że dogadujesz się z partnerem, że coś ci się udało.

I życie jest jakieś lepsze, kiedy wiesz, że masz z czego się cieszyć.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Otwarte.