Tak, ustawiłam flagę Francji na fejsie. I dobrze mi z tym.

Wstaję rano i od razu dostaję wiadomością po twarzy. Sto pięćdziesiąt osób zabitych. Sto osób w stanie krytycznym. Francja zamyka granice. Panika w sieci. Straszenie kolejnymi zamachami.  Czytam kolejne artykuły, przeglądam zdjęcia, widzę film, na którym jakiś chłopak ciągnie po ziemi jakieś ciało.

Widzę też ludzi, zmieniających swoje profilowe na flagę Francji. I wiecie co?
W przeciwieństwie do wszystkich mądrych głów z internetu, szczekających na prawo i lewo o głupocie tego gestu, ja uważam, że nie ma w tym kompletnie nic złego.

Powiem nawet więcej: jeżeli komuś przeszkadza fakt, że ktoś inny zmienił sobie zdjęcie profilowe na kolory Francji, to przepraszam bardzo, ale jest ograniczony.
Nie da się tego inaczej określić. Sorry.

MOJE KONDOLENCJE

Gdzieś wśród tej całej dyskusji o atakach, ofiarach, terrorystach i uchodźcach, ludzie zgłupieli.
Zgłupieli i zapomnieli o takich podstawowych pojęciach jak współczucie, współodczuwanie, solidarność, kondolencje, wyrazy współczucia, żal.

Bo właśnie to oznacza zmiana kolorów – czuję się źle z tym atakiem, jest mi naprawdę przykro, że tyle ludzi zginęło, NIE ZGADZAM SIĘ z takim postępowaniem w stosunku do drugiego człowieka i wyrażam KONDOLENCJE. Tak, kondolencje. Tak, zdjęciem profilowym. Tak, do cholery, ogarnijcie się – nie ma w tym nic złego.

Czy zmiana koloru mojego zdjęcia profilowego coś zmieni? Nie. Czy pomoże? Nie. Czy pozwoli czuć się lepiej ofiarom ataku czy osobom, które w jego wyniku straciły bliskich? Nie.

Czy twoje pójście na pogrzeb pomoże osobie, która straciła właśnie kogoś bliskiego? W żadnym wypadku. Czy twoje kondolencje, twoje uściśnięcie ręki, twoje przytulenie zmieni coś w żałobie? NIE.

Pamiętam, jak umarła moja babcia – te wszystkie kondolencje, wyrazy współczucia, uściski, płacz innych wcale nie poprawiały sytuacji. Nic w takim momencie by jej nie poprawiło, oprócz powrotu babci do żywych. Ale może tym ludziom coś te gesty dawały? Chcieli czuć się ze mną solidarni – i ja to rozumiałam. Nie wrzeszczałam na nich „a czy ty serio jesteś smutny?”, „a czy myślisz, że ubranie się na czarno coś zmieni?”.

Nie zmieni, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Ale to symbol i naprawdę trzeba być ograniczonym, żeby krytykować kogoś, kto go używa. Ma prawo. Jeden płacze, drugi milczy w czasie żałoby, jeszcze inny rzuca się w wir pracy.

Bo gesty, nawet drobne i nieważne, to nasz sposób, żeby coś swojego pokazać. Nie muszę pisać elaboratu, jak współczuję. Mogę zmienić małą rzecz w swoim głupim profilu na portalu społecznościowym. Mogę zapalić znicz. Mogę się pomodlić, jeśli jestem wierząca. Mogę iść w jakimś marszu na cześć kogoś tam. Mogę machnąć ręką, podnieść kciuka w górę, pokazać znak victorii, zwiesić głowę, zapłakać, ukłonić się, wywiesić flagę. Całe nasze życie to gesty, a to jest po prostu jeden z nich. Moje gesty nic nie zmienią, ale dzięki nim właśnie się solidaryzuję.

Nie mogę pokonać terrorystów, nie mogę przywrócić ludzi do żywych – ale mogę pokazać światu, że ja się z tym nie zgadzam i nie akceptuję tego, co się stało, bo to nie jest w porządku.

Ludzie mówią, że takie gesty są gówno warte. Błąd. Gówno warte to są te wszystkie głosy krytyki od ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć, że niektórzy tych gestów po prostu potrzebują.

Dokładnie tak, jak czarnej odzieży na pogrzebie czy uścisku dłoni przy składaniu kondolencji.