#1 Pytający Poniedziałek

 Marta, czy nie boisz się dorosłości?

Czy nie boisz się dorosłości?

Jeśli mam być szczera, dwadzieścia jeden lat to naprawdę durny wiek.

Człowiek stoi w rozkroku tak, że sam nie wie, czy jeszcze chwila i nagle zrobi szpagat (jednocześnie rozrywając się w pięciu miejscach) czy może jednak w końcu uda mu się podjąć prawdziwie męską decyzję i wreszcie zdecydować, w jakim obozie – młodzieży czy dorosłych – właśnie urzęduje.

Z jednej strony jest już dawno po osiemnastce, kupowanie alkoholu przestaje być przeżyciem wywołującym nagły wystrzał adrenaliny, a ciąża koleżanki nie jest już sensacją na połowę miasta.  Co więcej, świat zaczyna powoli podkreślać, że jesteś dorosły: musisz wypełniać pity, płacić rachunki, zacząć myśleć nad pracą i podejmować decyzje, nawet, jeśli polegają one tylko na zastanowieniu się, czy wolisz kupić pierogi w markecie, czy może spróbujesz, bardzo dorośle i odpowiedzialnie, sam sobie coś ugotować.

Z drugiej strony, ten sam świat dalej ma cię za gówniarza.

Jeżeli próbujesz robić „dorosłe” rzeczy  – tworzyć biznes, pracować, zarabiać na siebie, zakładać rodzinę, robić coś poważniejszego niż nauka, studia albo praca dorywcza, wszyscy na każdym kroku podkreślają, że jesteś małym szczylem. Że, ładnie parafrazując, w tyłku byłeś i guzik widziałeś. Z każdej strony parskają na ciebie z tekstami: „a co ty wiesz o życiu?”, „pożyjesz, to sam zobaczysz”, „tylko poczekaj, aż dorośniesz”, „kiedyś sam się przekonasz”.

Ale mimo tego dorosłość sama pcha się do twojego życia. Nagle dostajesz zaproszenie na ślub swojego chłopaka z podstawówki. Pewnego dnia dowiadujesz się, że twoja koleżanka będzie mamą. Innego razu orientujesz się, że twój dobry znajomy zamiast rzucić nałóg, wziął się za kolejny i powoli obserwujesz, jak marnieje w oczach.  Zaczynasz się zastanawiać, czy twój partner to osoba, z którą chciałbyś spędzić życie. Przyjaciele zaczynają się zmieniać, znajomi odchodzą, a zamiast nich przychodzą inni, problemy mają kompletnie odmienną rangę, a ty raz na jakiś czas dostajesz od życia konkretnego kopniaka, bo przecież dorośli nie mają taryfy ulgowej.

Ale najbardziej charakterystycznym momentem, w którym orientujesz się, że jesteś już dorosły jest chwila, w której orientujesz się, że nie zwrócisz się już ze swoim problemem do rodziców, bo najzwyczajniej w świecie nie chcesz ich martwić.

Więc odpowiadając na pytanie: nie, nie boję się dorosłości, a to dlatego, że nie wiedzieć kiedy nagle sama w nią wskoczyłam z impetem, a właściwie życie mnie do niej wepchnęło i nawet nie zapytało o zdanie. Może gdybym nad tym rozmyślała, to bym poczuła strach. Ale nie miałam czasu, bo zanim mrugnęłam okiem, już nagle przekroczyłam granicę i znalazłam się po drugiej stronie, stronie pitów, rachunków, „prawdziwych problemów”, oświadczających się kumpli, koleżanek z niemowlakami i ludzi, z którymi kiedyś lepiłam babki w piaskownicy, a którzy teraz mają rodziny, wpadają w szpony własnych nałogów albo robią zawrotną karierę.

Którzy po prostu dorośli. I szczerze, żadne z nas nie wie, kiedy to się, do cholery, stało.

Pytający Poniedziałek to nowa seria na blogu – Wy zadajecie pytania, a ja staram się jak najlepiej na nie odpowiedzieć. Pytania do kolejnej serii można zadawać w komentarzu pod tym postem.