Stało się. Powoli wybija godzina, w której staniesz do walki, a twoją jedyną bronią będą dwie rzeczy: długopis i wiedza w głowie. No, i ewentualnie, dowód osobisty, którym możesz zrobić komuś krzywdę.
Niezależnie od tego, co ludzie mówią – matura to jest cholernie ważne wydarzenie w życiu każdego licealisty. Pierwszy duży egzamin – i to w dodatku przesądzający o tym, czy dostaniesz się na swoje wymarzone studia czy nie. Można się zestresować. Ba – masz prawo to zrobić i nikt cię nie będzie osądzał. Obiecuję.
Ja przed swoją maturą byłam kłębkiem nerwów. Dodajcie do tego fakt, że zamiast się uczyć, ostatnie dni spędziłam na stadionach – akurat matura zawsze koliduje z otwarciem sezonu lekkoatletycznego. Plus, dodatkowo, mój spokój zakłócał ciągle fakt, że zamiast się uczyć w ostatnich tygodniach, wszystkie wolne chwile spędzałam w wpatrywaniu się jak cielę w malowane wrota w mojego chłopaka. Miłość nie wybiera. Albo inaczej: miłość jest chamska i najczęściej cię uderza dokładnie przed maturą.
Dokładnie wiem jak to jest – niby się nie stresować, ale po raz trzeci sprawdzać, czy na pewno schowałeś długopis na zapas. Niby się nie denerwować, ale jednak piąty raz obczajać, czy na pewno twoja biała koszula jest wyprasowana.
Z perspektywy czasu matura to bzdura, ale dla trzecioklasisty jest to jedna z najważniejszych rzeczy na świecie. I ja to kompletnie rozumiem.
I właśnie dlatego mam dla was kilka rad.
1. WSTAŃ WCZEŚNIEJ
Przez całą maturę wstawałam skoro świt – i to wcale nie po to, żeby się uczyć! Wiem, że to wielkie wydarzenie w życiu licealisty, lepiej więc nastawić budzik trochę wcześniej i spokojnie się do tego przygotować. Ja zaczynałam dzień od założenia odpowiedniego stroju, pomalowania się, po czym robiłam sobie pożywne śniadanie (tu, tu i tu macie przepisy na zdrowe śniadanie) i spędzałam resztę czasu słuchając muzyki lub, ewentualnie, powtarzając sobie najważniejsze rzeczy. Dzięki temu, kiedy nadchodziła godzina wyjścia z domu nie biegałam w popłochu, nie szukałam długopisu ani dowodu, nie panikowałam – wszystko już miałam od dawna wyszykowane, więc zakładałam buty i po prostu wychodziłam. Pełen luz.
2. NIEZAWODNY SPOSÓB NA STRES
Tak jak mówiłam, strasznie przeżywałam maturę. Denerwowałam się, stresowałam, trzęsły mi się ręce i bolał mnie brzuch. Jeśli też tak samo przeżywasz egzamin dojrzałości – mam dla ciebie radę, która mi pomogła. Jak tylko będziesz mógł, leć do apteki po syrop z melisy – uspokaja, zrelaksuje cię i jednocześnie nie sprawi, że będziesz śpiący. Jeśli stresujesz się, a nie masz pod ręką apteki – w zwykłym sklepie poszukaj herbaty z melisy. Oba te preparaty możesz spokojnie pić przed maturą (około godziny) – nie powinny cię zamulić, a jednocześnie sprawią, że trochę wyluzujesz.
3. SKUP SIĘ NA NAJWAŻNIEJSZYM
Zależnie od tego, z czego masz konkretny egzamin, powtarzaj tylko najważniejsze rzeczy. Na przykład mając dzień przed maturę z matematyki – powtórz najważniejsze wzory. Dzień przed polskim – przeczytaj jeszcze raz streszczenia lektur, które znasz najmniej. Wiem, że większość poradników radzi całkowicie wyluzować ostatniego dnia, mi jednak bardziej pomagało powtarzanie tego, co najważniejsze.
Jeżeli masz jeszcze 2-3 dni przed egzaminem, przejrzyj arkusze maturalne z ostatnich 2-3 lat i zobacz, jakie pytania powtarzały się najczęściej. Spróbuj je rozwiązać lub zastanowić się, co mogą dać w tym roku. Np. jeśli z matematyki rok w rok powtarza się zadanie z konkretnego działu – powtórz je. Dla własnego świętego spokoju.
POLSKI – przypomnienie sobie lektur, które najmniej znasz
MATEMATYKA, FIZYKA – powtórzenie najważniejszych wzorów i przypomnienie sobie, jaki jest schemat rozwiązywania ostatnich zadań (one zawsze mają konkretny schemat!)
HISTORIA – powtórzenie najważniejszych, najczęściej powtarzających się dat
WOS – przejrzenie arkusza i rozwiązanie jednego z nich
BIOLOGIA, GEOGRAFIA, CHEMIA- przejrzenie arkuszy, zorientowanie się, o co pytają najczęściej
ANGIELSKI, NIEMIECKI, INNY JĘZYK – powtórzenie typowych ćwiczeń, powtórzenie czasów i czasowników

4. NIC NIE WIESZ? TAK CI SIĘ TYLKO WYDAJE
Mimo tego, że uczyłam się regularnie, przeglądając arkusze maturalne kilka dni przed maturą, miałam w głowie tylko jedno zdanie: jestem w dupie. Wydawało mi się, że nic nie umiem i że kompletnie tracę grunt pod nogami, bo zaczynam panikować. To naturalne. Cały materiał wydaje się być ogromny i nie do ogarnięcia.
Jeżeli tak myślisz – mylisz się.
Przecież się uczyłeś. A nawet, jeśli nie – przecież chodziłeś na lekcje. Pamiętaj, że nie jesteś głupkiem, a mózg nie jest tylko tępym narzędziem. Możesz pamiętać rzeczy, o których nawet nie wiesz 🙂 Kilka godzin przed snem zrezygnuj z nauki (chyba, że cię to uspokaja i relaksuje) i zajmij się czymś innym. Pograj ze mną w Simsy, zrób sobie herbatę, poczytaj książkę. Jeżeli nie możesz się uspokoić – wypij herbatę z melisy, idź na spacer. Martwienie się nic nie da, wkuwanie nowego materiału dzień przed – też nie. Jeśli już koniecznie chcesz się uczyć, powtarzaj to, co już umiesz.
5. NIE KAŻDY MUSI MIEĆ STUDIA
Najważniejsza rzecz. Niezdanie na studia, to wbrew pozorom, nie koniec świata. Jeśli mi nie wierzysz, przeczytaj te wpisy i komentarze pod nimi:
Mam 20 lat i nie lubię swoich studiów
STUDIA: oczekiwania vs. rzeczywistość
Dlaczego Twoje studia są bez sensu
Magister z Power Pointa, czyli dlaczego nie lubię swoich studiów
To, że za pierwszym razem nie dostaniesz się na wymarzone studia (lub nie chcesz iść na studia) to naprawdę nic wielkiego. Nie daj sobie wmówić, że nie zdanie matury to wielka tragedia życiowa, bo to nieprawda. Zdarza się. Co więcej – zdarza się nielicznym! Pamiętaj o terminach w sierpniu. Pamiętaj o tym, że prawdopodobieństwo, że nie zdasz z więcej niż jednego przedmiotu jest znikome.
6. PAMIĘTAJ, ŻE TO NIE KONIEC ŚWIATA
Uwaga, najważniejsze zdanie w tej notce: maturę da się poprawić.
Znam mnóstwo osób, które poprawiały swój egzamin dojrzałości. Bo brakowało im jednego punktu do dostania się na studia, bo zmieniły zdanie, bo coś poszło nie tak. To się zdarza i to nie jest żaden wstyd! Lepiej poprawić maturę i dostać się na swój kierunek, niż wybrać się na coś, na co nie chcesz iść.
7. KIEDY JUŻ SIEDZISZ W ŁAWCE
Kiedy już siedzisz w ławce i masz przed sobą egzamin maturalny, nie daj się stłamsić. Nie pozwól też, by stres tobą zawładnął. Wyobraź sobie, że jesteś w domu i rozwiązujesz próbny test. Przeczytaj każde zadanie dwa razy i zorientuj się, czy na pewno dobrze je rozumiesz. Czy wszystko jest jasne? Czy wszystko rozumiesz? Jeżeli liczysz coś na maturze z przedmiotu ścisłego – gdy uzupełnisz cały arkusz, przelicz to jeszcze raz, bo czasami ze stresu można się walnąć na głupim mnożeniu czy nawet dodawaniu.
8. TO SPAKUJ DO TORBY
Jeśli nie chcesz, żeby cokolwiek na maturze cię zaskoczyło, spakuj do torby:
- dodatkowy, nowy długopis
- paczkę chusteczek
- tabletki przeciwbólowe
- węgiel w tabletkach (Różni ludzie różnie reagują na stres. Lepiej być przygotowanym.)
- jeśli jesteś dziewczyną – koniecznie spakuj podpaskę
Upewnij się, że wziąłeś dowód osobisty. Najlepiej, jeśli spakujesz się dzień wcześniej.
9. KAŻDY Z NAS TO PRZEŻYŁ
Wiem, że wydaje Ci się, że jesteś niezwykły, bo właśnie zdajesz maturę i to niesamowicie trudne, ale pomyśl, ile pokoleń przed Tobą już to robiło i żyje. A nawet więcej – zdało! I co, czujesz się lepiej?
Jeżeli jesteś moim czytelnikiem i zdałeś maturę wcześniej – miej serce i napisz jakąś radę lub coś krzepiącego w komentarzu. Dobrze przecież wiemy, jak wygląda maturalny stres 🙂

Ja przyznam szczerze… nie pamiętam swojej matury, a jestem w Twoim wieku:D Chyba taki stres był… Tylko z niemieckiego ustnego pamiętam. Wyszłam i wiedziałam, że nie zdałam. A czekając na wyniki powiedziałam o tym mojej wychowawczyni i Panu z Wosu, który przygotowywał mnie do owej matury z Wosu (swoją drogą genialny nauczyciel)… Na szczęście oni we mnie wierzyli. A na wynikach okazało się, że zdałam:D Aczkolwiek… rzutem na taśmę. 😀 Ale się udało:D
Dziś kończę studia i… nie ma nic gorszego niż sesja i zmuszenie się do pisania licencjata. Dlatego… MATURZYSTO, DASZ RADĘ! 🙂
Jak ja zdałam ustny niemiecki, to naprawdę się da. A na maturze z matematyki używajcie wzorów, które macie pod ręką!
Podpisuję się pod punktem szóstym. Za parę dni podwyższam wyniki w matury żeby dostać się na wymarzony kierunek studiów i uważam, że nie ma w tym nic wstydliwego. Przeciwnie, ambitnie dążę do wyznaczonego sobie celu! 🙂 (Ale stres wcale nie jest mniejszy niż ten sprzed roku).
Dziękuję! Dodałaś mi otuchy tym postem. Ogólnie jakoś jestem dziwnie spokojna, na próbne jak miałam byłam bardziej zdenerwowana 😀 Moi rodzice od miesiąca wpajają mi punkt 6 dlatego też może nie czuję jakieś presji w stylu “nie zdam, rodzice mnie zabiją” 🙂
“Maturę da się poprawić” to najważniejsze zdanie w tekście! Znam mnóstwo osób, które poprawiły lub chcę poprawić maturę (zazwyczaj ze względu na to, że nie spodobał im się kierunek studiów i chcą obrać zupełnie inną ścieżkę). A jeśli Ci się wydaje, że nic nie wiesz to faktycznie się mylisz. Strasznie panikowałam przed maturą, bo olałam sobie przygotowania przed i nie uczyłam się systematycznie (przez trzy lata z liceum nie rozwiązałam ŻADNEGO arkusza maturalnego z matmy, oprócz matur próbnych). Przed otworzeniem karty zawsze miałam jedną wielką pustkę w głowie (szczególnie przed matematyką, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć nawet najprostszej rzeczy), ale kiedy już najgorszy stres opadł i otworzyłam swój arkusz, nagle doznałam olśnienia. Spokojnie rozwiązywałam zadanie po zadaniu, tylko w jednym zastanawiałam się nieco dłużej. I wiecie co? Po wyjściu z sali rozpłakałam się, że… nie zdam, bo wszystko szło zbyt łatwo, za prosto, na pewno to było podchwytliwe i wszystko mam źle. Zdałam i to całkiem nieźle.
Matura naprawdę nie jest taka straszna na jaką wygląda 🙂
“Maturę da się poprawić” dokładnie wiem to nawet z własnego doświadczenia. Pomimo poprawki i roku przerwy dostałam sie na studia nawet mialam przez wszystkie lata stypendium także matura niczego nie przekreśla. Maturzyści powodzenia i spokoju.:)
ja pamiętam jak przed maturą i w trakcie piłam melisę, ale to po 3-4 szklanki dziennie iiii… było okej, tylko potem po miesiącu czułam taki luz, że już chyba nawet oblanie matury by mnie nie wzruszyło 😀
trzeba pamiętać, że mamy wiedzę w głowie !
trzymam kciuki za wszystkich maturzystów 🙂
Jak dla mnie to porównanie sesji do matury jest trochę nadmuchanym. W sesji, jak się nie zda to zaraz ma się kolejne poprawki. Nawet w letniej sesji, bo większości wykładowców nie chce się czekać do września. Po za tym są jeszcze zwolnienia za ocenę z ćwiczeń, lub inna forma zaliczenia zamiast egzaminu (np. napisanie eseju). Owszem w sesji pierwszej miałam apokaliptyczne myśli, ale przed maturą z polskiego dostałam rozstroju żołądka. Bardziej stersujące jest prawko i tu się zgodzę. To wiele wyjaśnia, czemu jeszcze go nie posiadam.
O, tak, najgorszy egzamin to ten na prawko. 🙁 Znienawidziłam jazdę samochodem i miasto, gdzie zdawałam. Matura to pikuś przy prawku, nie ma porównania! Nie mówiąc o tym, że na egzaminie na prawo jazdy zdajesz tylko wtedy, gdy umiesz na 100 procent, a maturę, gdy umiesz na 30. Więc…
Z maturą jest tak, że po prostu trzeba pójść i napisać. Szanse na to, że nie zdasz są minimalne. Trzeba dać z siebie po prostu maksimum. Zawsze jest 5 lat na to, żeby pojedyncze egzaminy poprawić. 🙂
Ja każdego dnia przed maturą wypijałam shota energetyzującego. Niezdrowe dziadostwo, ale mi pomogło się obudzić na egzamin. Generalnie matura jest prosta. Np. podstawową z języka obcego można zdać niemal bez znajomości tego języka (znam wiele osób, które z niemieckiego ledwo wyrabiały dwóję na semestr, a maturę bez problemów zdały na całkiem przyzwoitym poziomie – da się!).
Ja też poprawiałam maturę, z niemieckiego rozszerzonego. Miałam niezły wynik (82%), studiowałam już germanistykę, ale kiedyś zapowiedziałam, że zdam tę maturę lepiej niż chłopak mojej koleżanki (on zdał kiedyś na 92%) i przy poprawce pobiłam go o ten jeden święty procent :D. Ot, dla zasady.
Wczoraj zdałam sobie sprawę, że właśnie w tym roku mam 10-lecie swojej matury… 😉
Misiaczki dacie radę 😉 Pamiętajcie ile macie wsparcia w przyjaciołach i rodzinie. Dla mnie najlepszym od stresującym zajęciem była rozmowa z bliskimi i gotowanie (oddajcie się swojej pasji lub temu co dodaje wam szczęścia- to na was najlepiej zadziała ). Dzień przed nie myślałam w ogóle o maturze a w sam dzień nastawiłam się, że to tylko większy sprawdzian z polaka, matmy czy angielskiego. I to podziałało. Nie stresowałam się. Usiadłam, napisałam “kartkóweczkę :P” i wyszłam. Wszyscy dziwili się czemu się nie stresuję, a dla mnie to było łatwe, miłe i przyjemne. Ale mimo wszystko 3majcie się ;*
Ja swój maturalny maj wspominam jako jeden z najprzyjemniejszych okresów w życiu. Jestem freakiem!? “Matura to bzdura”, jak mówi popularny cykl na YT. Stresować się trzeba, bo stres motywuje i napędza, mobilizuje organizm do działania. Ponadto matura to ważny etap w naszym życiu, ale na szczęście nie taki, który (po zaliczeniu niepowodzenia) przekreśla nasz dalszy samorozwój czy karierę. Zapewniam, że gorszy od matury jest test na prawo jazdy!
Zdawałam maturę rok temu 🙂 Wiedziałam że sumiennie się uczyłam przez te 3 lata, mimo to tydzień przed miałam zrobić sobie mega powtórkę.
Nie wyszło. Przeimprezowałam cały tydzień. To było najlepsze co mogłam zrobić! Czułam się wyluzowana, o wiele lepiej mi się pisało. W ramach przygotowań, zabrałam ze sobą 10 długopisów, a na matematykę 2 cyrkle i 4 kalkulatory (serio).
Oprócz tego, wracałam, jadłam moje ówcześnie ulubione jedzenie, o 16 szłam poćwiczyć i tyle 🙂 Ćwiczenia bardzo, bardzo polecam, robią mega różnicę.
Myślę sobie, że tym co najbardziej mnie stresowało w całym przedsięwzięciu pod hasłem “Matura” były nie tyle same egzaminy, co paraliżująca, ukryta z tyłu głowy myśl, że jeśli nie zdobędę z wybranych przedmiotów dostatecznej ilości punktów, to nie dostanę się na wymarzoną psychologię. Świadomość rekrutacyjnej presji, jaką cały czas na sobie czułam, paraliżowała przez większą część trzeciej klasy. Dlaczego nie do samej matury? Bo na kilka dni przed majowymi igrzyskami pomyślałam sobie tak: “no dobrze (to znaczy nie dobrze, w zasadzie 🙂 ) – nie dostaję się na psychologię i co dalej? Czy mam jakiś sensowny plan “B”? Nie miałam. Ale dlatego zaczęłam kombinować. Poza psychologią, moją pasją od zawsze były podróże. I dlatego wymyśliłam sobie taki plan: jeżeli nie dostanę się na psychologię, to pójdę na AWF na turystykę i rekreację. Zrobię licencjat, zacznę pracować w biurze podróży, być może zostanę pilotem wycieczek. A potem, mając już jeden zawód w kieszeni znowu spróbuję dostać się na psychologię. Co ciekawe, w którymś momencie pomysł ten zaczął mi się podobać nawet bardziej niż studiowanie wyłącznie psychologii, bo plan “B” zakładał realizację nie jednej, a dwóch moich pasji 😀 Ale co najważniejsze, świadomość posiadania alternatywy bardzo mnie uspokoiła i na maturę poszłam względnie opanowana (czułam w środku jedynie ogromną chęć, by mieć już to wszystko za sobą). Dlatego maturalna rada ode mnie to: zawczasu przygotuj sobie plan awaryjny (a nawet kilka planów) – to bardzo koi nerwy! 🙂
PS. Plan B “nie wypalił” – dostałam się na psychologię za pierwszym podejściem :))
Marta, spadłaś mi z nieba z tym wpisem. Przez całą majówkę nie powtarzałam za wiele, jedynie wałkowałam matematykę (z której jestem kiepska w ogóle, nie tylko ze względu na przedmaturalny stres) i niemiecki – tu jednak, by wynik był zadowalający. Stres, bo nie powtarzałam całego weekendu – wyrzuty sumienia, bo jak to tak nie siedzieć z nosem w książkach. Ale szczerze? Myślę, że to zgubne. Całe 3 lata dokładałam wszelkich starań, umiem wystarczająco, by wykorzystać to – tylko muszę opanować stres. Nawet pani na korkach (rozszerzony niemiecki) powiedziała mi, że jestem (cytuję) “przeuczona” – wiem bardzo dużo, ale stres powoduje, że wyglądam na wykończoną i lepiej, żebym już nie dręczyła się zadaniami, bo jak wyluzuję, będzie okej. No i tak sobie myślę, że ma rację. Tyle osób już przez to przechodziło, to ja nie dam rady?
Ja maturę wspominam przyjemnie, raczej nie miałam aż takiego duże stresu, wiadomo głowa o niczym innym przez ostatnie tyg nie myślała jak o maturze ale jak już przyszły te dni, to wszystko udało się na spokojnie. Nam w liceum powtarzali jeśli chodzi o studia, że nasz rocznik, czyli ten co zdawał rok temu, pod względem ludności jest mały i dostaniemy się wszędzie 😛 Ja stwierdziłam, że jak nie ta uczelnia to inna któraś mnie przyjmie na wybrany kierunek. Uczyłam się w miarę systematycznie już przed maturą, dziennie do czegoś przysiadłam. Pamiętam dzisiaj jak nic, jak gdzieś rok temu przyjaciółka podesłała mi ten blog, w tedy jeszcze go nie znałam, był jakiś wpis o maturze chyba o organizacji czasu przed właśnie, i tak sb zorganizowałam dni, że w pn matematyka wtorek polski i coś w ten sposób. W sumie aż tak dokładnie się tego nie trzymałam, bo przy powtarzaniu widziałam, czego mi jeszcze brakuje wiec trochę modyfikowałam plan w trakcie. Jeśli ktoś się uczył lub nawet nie uczył to już w te ostatni dni za dużo się nie nauczy 😛 Zostało jakieś drobne powtarzanie. Ja osobiście nienawidziłam matematyki, to była moja zmora od zawsze, dlatego najbardziej bałam się właśnie tej matury. Ale jednak gdy przyszedł ten dzień czułam większe poddenerwowanie,ale co ma być to będzie. Pocieszał fakt, że były tablice z wzorami pod ręką. Jako, że byłam pierwszym rocznikiem z nową maturą z polskiego już tą bez prezentacji, też był może bardziej lekki niepokój jak to będzie. Ale cieszyłam się na tą zmianę, przynajmniej nie musiałam siedzieć nad książkami i pisać. Uczyłam się do 3 matur (polski podstawa i rozszerzenia oraz ustna) za jednym zamachem 😛
Wylosowałam obraz i zaczęłam płynąć, i jakoś wyszło, że na kartce zobaczyłam 100 %. Mimo, że mieszałam się gdy mówiłam. Teraz każdy pomyśli, je ale kujonka z polskiego, hahaha wcale nie, na świadectwie mam z polskiego całą ocenę dostateczną. 😀 Matura to bzdura i ja się z tym zgadzam 😛
To trzeba zdać, na spokojnie, a jak ktoś olewał i nic nie robił to później nie ma co się dziwić, że poszło coś nie tak. I wiadomo zawsze można poprawić!
Także tegoroczni maturzyści, na spokojnie, bez nerwów wszystko będzie tak jak ma być 🙂
A i ja miałam zasadę z polskiego, jak czegoś nie byłam pewna to nie pisałam, taka podpowiedź co do treści lektur, jak ktoś się boi kardynała !
Powodzenia!
Uwielbiam Cię!
Od razu mi lepiej 🙂
Dziękuję 🙂
Gdy byłam przed maturą to pamiętam że stres mnie bardzo blokował i nie robiłam zadowalających postępów. Jedynie gdy wchodziłam na zajęcia zumby to mogłam zapomnieć o wszystkich stresach i problemach. Po każdych zajęciach jestem totalnie odstresowana i wesoła dlatego z koleżankami ze szkoły nadal chodzimy na zajęcia w Saturn Fitness.
Dobry, wzmacniający artykuł! Warto, żeby maturzyści pamiętali, tak jak piszesz, że matura to nie koniec świata, a przekonanie, że “nic nie umiem” towarzyszy większości z nas przed ważnymi egzaminami. W rzeczywistości – umiemy i zdajemy 🙂 Pozwolę sobie dorzucić jeszcze kilka porad ode mnie: http://easymatura.pl/13-sposobow-na-zwyciezenie-stresu/ 🙂 A w zasadzie od przyszłej maturzystki, która dzieli się swoimi sposobami 🙂