Nie ma osoby idealnej – wiadomo. Każdy z nas ma zestaw cech i nawyków, które sprawiają, że nawet, jeśli nie wkurzamy innych… to często denerwujemy samych siebie. Dzisiaj więc chwila prawdy: oto 5 moich złych nawyków, których za cholerę nie potrafię się pozbyć.

1. Brak przycisku „wyłącz”.

Śmieję się, że nie potrafię wyłączyć zakładek w mojej głowie – ale czasami to trochę śmiech przez łzy 🙂 Myślę o pracy także w wolne i wakacje. Czasami nie mogę zasnąć, jeśli najpierw nie odpiszę na coś, co mnie męczy.  Gdyby nie rozsądek, to na pewno czekałby mnie pracoholizm.

Lubię działać i lubię robić rzeczy, ale brak przycisku „wyłącz” czasami mnie gubi. Na przykład wtedy, kiedy po gorącym okresie mam DWA dni wolnego i już sobie myślę „hm, jak mam wolne, to muszę zacząć robić  X lub Y!”… i pakuję się od razu w kolejny projekt.

Z drugiej strony… taka jestem. Nie będę ukrywać: lubię to, co robię, lubię też robić rzeczy, robić nowe projekty i się angażować. Im starsza jestem, tym lepiej też mi wychodzi odpowiednie równoważenie tych sfer (odpoczynku i pracy) i już nie zajeżdżam się tak, jak wcześniej, chociaż i tak są momenty, w których jestem na granicy (jak w okresie przed oddaniem magisterki, kiedy jeszcze trzeba było ogarnąć książkę, konkurs, pracę i własne życie).

2. Zosia Samosia

Sama, sama, Marta wszystko zrobi sama! Nieważne, ile mam na głowie – bardzo, bardzo ciężko jest mi oddelegować komuś jakiekolwiek zadanie.  A jak już oddam – to muszę je sprawdzić, przejrzeć, upewnić się, że jest w porządku. To bardzo zła cecha i doskonale zdaję sobie z tego sprawę – przez to mam dużo na głowie i nie do końca potrafię komuś zaufać w sprawach zawodowych (chyba, że Patrykowi). Niestety, często też ludzie jeszcze utwierdzają mnie w moim samosiowaniu – np. wykonując zlecone rzeczy źle, niedokładnie, na odwal.

Bardzo mocno walczę z tym „ja sama”, ale ciężko mi to idzie. Dowodem może być fakt, że pisałam już o tej mojej wadzie kilka razy i mało co się zmieniło. Nawet w szkole, kiedy pracowaliśmy w grupie, zawsze obierałam rolę szefa grupy i.. połowę zadań robiłam sama – beznadzieja.

3.  Miękka Pupa

Jestem Miękką Pupą w kilku sprawach. Po pierwsze – zawsze staram się nikogo nie urazić. I o ile bycie dyplomatycznym jest bardzo dobre i w wielu sytuacjach mi pomogło, to czasami przysporzyło także problemów: bo jak dobrze wiecie, są momenty, w których dyplomacja jest ostatnią rzeczą, w którą powinniśmy się bawić. Czasami trzeba powiedzieć głośno, co nam nie pasuje i że coś nas zabolało, wkurzyło – a ja… no cóż, nie zawsze mi to wychodzi.

Czasami jestem też Miękką Pupą w biznesie – zgadzam się na więcej, czasami nie wspomnę, że coś jest poza umową… i cieszę się, że Patryk stoi nade mną z batem i każe mi czasami powiedzieć coś bardziej stanowczo, bo inaczej byłabym naprawdę łatwym celem. Tutaj to on jest Twardym Tyłkiem – na szczęście!

Jestem też Miękką Pupą w relacjach z ludźmi, bo nie potrafię się gniewać i bardzo przeżywam wszystkie konflikty i spięcia – najchętniej z każdym bym się nigdy nie kłóciła i zawsze miała podobne zdanie, ale zachcianki to jedno, a życie – wiadomo – to zupełnie inna rzecz.

4. Piwniczak

Teraz doceńcie moją sympatię, ponieważ piwniczak to moje i Patryka określenie, które strasznie lubimy i właśnie wam je zdradzam. Piwniczaki to ludzie, którzy lubią siedzieć w domu i nie chcą wychodzić, wyjeżdżać i się spotykać. Ja też czasami jestem takim piwniczakiem i nie potrafię nic na to poradzić. Nie jestem w stanie się zmusić – czasami nie chcę nigdzie iść ani z nikim gadać i tyle. I o ile ja już zaczęłam to akceptować i nawet głośno pisać tu na blogu o moim charakterze, to nie wszyscy znajomi to rozumieją i pojawiają się konflikty.

Czasami jednak mnie to denerwuje – coś mnie omija, bo nie chce mi się jechać do Warszawy na jakieś spotkanie albo nie mam ochoty się spotkać towarzysko. Czasami chciałabym mieć w sobie więcej takiej chęci do wyjazdów, podróży i spotkań, ale najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie nic poradzić na to, że po prostu lubię samotność, spokojne wieczory i zanurzenie się w serialach, blogach albo książkach. Nie dla mnie podróże autostopem, spanie pod namiotem czy spontaniczne wypady na drugi koniec świata-  czułabym się bardzo nieszczęśliwa!

5. Niezła ze mnie królewna

Tak jak mówiłam – podróże autostopem i życie pod namiotem – to nie dla mnie. Ja muszę mieć zaplanowany wyjazd, wszystko uzgodnione, wcześniej zabukowane bilety i gwarancję siedzenia w pociągu. Wiem, że może być to różnie odebrane, ale trochę ze mnie królewna – w hotelu w pokoju musi być łazienka, więc hostele odpadają, tak samo jak spanie u kogoś po kątach. Lubię prywatność, ale też wygodę – i to nie jest kwestia zadufania w sobie, tylko czucia się swojo bądź nieswojo. Czy przeżyję pod namiotem? Pewnie tak, ale byłaby to najgorsza noc w moim życiu – zwłaszcza z moim strachem dotyczącym owadów (kiedyś o tym pisałam).

Co dziwne, to nie znaczy, że całe życie tak było – uwierzcie mi, na obozach sportowych nie można było oczekiwać luksusów (przynajmniej w moich czasach) i takie atrakcje jak grzyb w łazience, robaki pod łóżkami czy wylatujące z kranu razem z wodą to była norma, tak samo jak wątpliwej jakości jedzenie w stołówce. W podstawówce spędziłam także 2 tygodnie pod namiotami na obozie harcerskim i do tej pory jestem w szoku, bo nie mam pojęcia, jak to przeżyłam 😀

Zawsze też wygrywał rozsądek – kiedyś ceny hoteli w Warszawie konkretnego dnia były tak drogie, że zdecydowałam się na hostel. Potem bardzo żałowałam – w nocy nie mogłam spać, bo ktoś się dobijał do głównych drzwi, a moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach (co się ze mną stanie i jak spektakularnie umrę). To całkiem zabawne, ale w rzeczywistości wtedy wcale mi nie było do śmiechu.

To pewnie nie wszystkie moje cechy i nawyki ogólnie, ale wszystkie, którymi chciałam się z wami podzielić.

Zastanawiam się, jakie wy macie cechy/nawyki, za którymi nie przepadacie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach 🙂

Total
108
Shares
  • Ania M

    Ja też jestem królewną :D!

  • mna.

    Napisałaś posta o mnie 😉 wszystkie cztery cechy oprócz nr 3 pasują do mnie idealnie…
    Pozdrawiam, Twoja imienniczka 😉

  • Ja nie lubię spać z kimś w jednym pokoju o ile to nie jest Bartek albo moja siostra 😀 i generalnie u kogoś w mieszkaniu też nie za bardzo.
    A piwniczakiem (jakie cudowne określenie) to się w ogóle nie powinnaś przejmować, bo według mnie prawdziwi przyjaciele, dalsi czy bliżsi powinni bez problemu to zrozumieć 😉

  • Marta Gorczowska

    Praktycznie mogłabym o sobie napisać taki sam tekst – mam praktycznie takie same nawyki 😀 Owadów też się boję, wolę siedzieć w domu, niż wychodzić (za co nie cierpią mnie znajomi), też trudno mi wyrazić coś dosadnie, jestem zbyt miła i dyplomatyczna. No i te hotele… Czy te cechy dostaje się wraz z imieniem? 😀 Pozdrawiam!

  • No jakbym o sobie czytała 😀 Mogłabym podpisać się praktycznie pod każdym słowem. Też nie zniosłabym obrzydliwego hostelu z łazienką wspólną dla całego piętra. Pod namiotem niby mogłabym spać, ale te robaki, brrr. Podziwiam, jak niektórzy decydują się na takie spontaniczne wypady, totaleta w lesie, kąpiel w rzece… 😀

  • Ze mnie to taki mix królewny i piwniczaka – lekko nie jest 😀 Ale tak jak piszesz – grunt, że najbliżsi to rozumieją i akceptują 😉 Pozdrawiam!

  • julia

    Też jestem takim piwniczakiem na codzien, jednak lubię takie spontaniczne wyjazdy, i ogólnie zawsze uwielbiałam jeździć w dłuugie trasy, czy to samochodem, czy autobusem 😉 Lubię spędzać czas samotnie, jednak co jakiś czas barddzo potrzebuję obecności innych ludzi( nie mowie tu tylko o chlopaku, z którym oczywiscie spedzam wiekszą ilosc czasu). Kiedys nie mowilam o tym glosno tak jak i ty, jednak teraz nie zamierzam tego ukrywac 🙂

  • Aldona Miecz

    Hejka!Z pod jakiego znaku zodiaku jest Marta?

  • a.nessy

    Często zdarza mi się być takim piwniczakiem (swoją drogą pokochałam to określenie <3) ale mówię sobie że nie ma w tym nic złego i uczę się akceptować siebie taką jaka jestem. Co do innych złych nawyków to lenistwo jest chyba najgorszym. Nawet jak mam masę wolnego czasu to wybieram oglądanie filmów czy seriali (bo naprawdę kocham to robić) zamiast czegoś co pomoże mi się rozwinąć w jakiś sposób. Tak jak ty miałaś problemy ze znalezieniem równowagi pomiędzy pracą a odpoczynkiem i wybierałaś pracę, tak ja nie potrafię znaleźć równowagi, bo wybieram zawsze odpoczynek.

  • samecase1

    Jakbym czytała o sobie haha

  • Dagmara

    Ja nie lubię tego, że tak strasznie boję się gdziekolwiek ruszyć po zmroku sama. Od razu łapią mnie lęki, mam tysiące czarnych myśli.. A od października mam mieszkać sama i nie wiem jak ja dam radę. Ale z drugiej strony kocham być piwniczakiem! Pełna skrajności – to ja 🙂

  • Pomi

    Zgadzam sie co do punktu piatego, zwą mnie księżniczką w rodzinie :s i nie rozumieją że musze miec ciemno, cicho i spokojnie zeby sie wyspac ;_; i nie lubie jezdzic busami. Niestety nie mam samochodu, mimo że pracuje bo uważam, że jest za drogi w utrzymaniu. Nie podoba mi sie osobiście określenie piwniczak >.>. Mnie z kolei brakuje przycisku włącz 😀 jak juz zaczne to dzialam ale zanim zaczne….

  • Agifra

    Jestem piwniczakiem ale jak naładuję baterie to lubię wyjść do ludzi. Przeszkadza mi jednak moja nieśmiałość i brak pewności siebie i często kończę w przysłowiowym kącie podczas takich wyjść. Przeszkadza to mojemu narzeczonemu i za jego namową zapisałam się w końcu na terapię. Bardzo boję się też porażek i z tego powodu rzadko walczę o to co chcę. Już na początku sabotuję swoje działania bo boję się, że nie osiągnę celu. To akurat wynika z tego, że rodzina nigdy nie doceniała moich małych i dużych sukcesów a mama oczekiwała, że będę mieć w szkole same 5 i 6 i zabijała wszystkie moje hobby. Czy któraś z was miała podobne problemy i sobie z nimi poradziła?

  • Kochana, chyba jesteśmy bliźniaczkami. Wszystkie te cechy, poza nr 5 (bo niezły ze mnie survivalowiec), to wypis-wymaluj ja. Myślę, że mogłybyśmy się w wielu kwestiach dogadać i bardzo żałuję, że nie było okazji się spotkać, bo kilka dni temu byłaś bardzo blisko mojego domu :). Mam nadzieję, że będzie dane nam spotkać się w realu i po prostu pogadać, bo wiem, że bardzo dobrze by nam to wyszło. Buźka!

  • Meg

    Marta jesteśmy bratnimi duszami! Zgadzam się z Tobą we wszystkich punktach. Choć może w tym piątym mniej ze względu na to, że w dobrym towarzystwie mogę spokojnie 2 tygodnie wytrzymać pod namiotem bez ciągłego dostępu do łazienki. Ale już spanie po kątach u znajomych to koszmar. Przeżyłam to w zełszłym roku na wyjeździe sylwestrowym. Pięć osób w jednym studenckim pokoju w akademiku, z czego 3 chrapiące! Ostatniego dnia wyjazdu nie wytrzymałam już nerwowo (mam płytki sen) i się popłakałam ze zmęczenia i niewyspania, po czym zwinęłam manatki i poszłam spać do suszarni. Przytuliłam się plecami do rury grzewczej i jakoś do rana wytrwałam. Never again!

  • Ewelina

    Marto, od dawna czytam Twój blog i muszę Ci się przyznać, że w Twoich opisach odnajduję zawsze sporą część siebie. Nie wiem jak to inaczej określić. Wszystkie punkty się zgadzają. Od dawna motywujesz mnie do spełniania marzeń – dzięki Tobie bardziej w siebie uwierzyłam i w tym roku zaczynam studiować mój wymarzony lekarski. Aktualnie mam wakacje, ale czuje, że już bym chciała coś robić, jakoś się rozwijać w tym kierunku. Nie wiem, czy kiedyś robiłaś test osobowości MBTI. Mam dziwne przeczucie, że mamy podobne osobowości. Mi wychodzi INFJ – może tylko wydaje mi się, że jesteśmy tak podobne, ale powyższy opis bardzo pasuje mi i do mnie i do opisu tej właśnie osobowości. Życzę Ci samych sukcesów.

  • Poza punktami 1 i 3, pozostałe pasują do mnie jak ulał. Wprawdzie zdarza mi się spać w hostelach, ale szukam takich, które mają pokoje z łazienkami (w takim hostelu spałam np. w Poznaniu). Lubie wygody i choć zdarzyło mi się spać pod namiotem, to nie była to najlepsza noc w moim życiu. Zdarzało mi się też spać na żaglówce, i to dwukrotnie, ale wtedy wygrała chęć przeżycia czegoś wspaniałego nad koniecznością przetrwania w niewygodzie i bieganiu do toalety 50 metrów na marinę. Lubię podczas wakacji mieć pokój z wygodnym łóżkiem i łazienką, śniadania, których nie muszę sobie sama robić.
    Również jestem zosia-samosia, wszystkiego muszę dopilnować, wszystko mieć pod kontrolą i nie lubię gdy coś zależy od innych. Wolę zrobić sama, niż po kimś poprawiać 😉
    Piwniczak to świetne określenie 🙂 Podobnie jak Ty lubię siedzieć w domu, oglądać seriale czy czytać książki. Owszem, lubię też spotkania ze znajomymi, jeśli nie są za często 😉
    Także doskonale Cie rozumiem 🙂

  • Ja mam to samo i też na za dużo się zgadzam! Niby ćwiczymy tą pupę żeby była jędrna ale mimo wszystko to nie wychodzi 😀

  • Ten piwniczak to bardzo fajne określenie. Tak bardzo do mnie pasuje. Aż się dziwię, że odważyłam się wybrać na SeeBloggers. 🙂

  • Też mam straszny problem z przestawieniem się na odpoczynek. Po maturach (przygotowuję maturzystów z biologii) nagle znacząco skurczyła mi się ilość zajęć, zwłaszcza w porównaniu z kwietniowym przedmaturalnym maratonem – przez miesiąc (sic!) chodziłam podenerwowana i niespokojna, bo ciągle miałam wrażenie, że skoro tak „mało” pracuję, to na pewno o czymś zapomniałam. Nauczyłam się już na szczęście, że mogę czytać książkę niezwiązaną z pracą i nie muszę myśleć, że mogłabym w tym czasie robić coś bardziej produktywnego, pod kątem pracy czy bloga. Mimo wszystko czasem bywa różnie i staram się pilnować 😉

  • kaśka

    Im więcej czytam Twoich tekstów, tym bardziej się z Tobą identyfikuje. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja jestem czasem takim piwniczakiem (powoli odkrywam, że nie zawsze trzeba mieć ochotę na spotkania ze znajomymi)
    PS w sprawach związanych z wyjazdami, też jestem „księżniczką” 🙂

  • pani Mondro

    Piwniczak 😀 podoba mi się to określenie 🙂 też takim piwniczakiem trochę jestem, też nieraz wolę posiedzieć w domu, z dala od ludzi- introwertycy tak mają 😉 I również wszystko robię sama, nie że wolę, tylko że oddelegowane zadania są zwykle zrobione byle jak, czy to w domu czy w pracy :/

  • Wszystkie punkty oprócz pierwszego – to ja! Jedynie ta jedynka, jakoś nie potrafię się zebrać w sobie i skończyć swoje projekty. Leżą odłogiem i czekają aż mi się „zachce”. Ale jakoś muszę się zmusić bo kto to skończy jak nie ja 😛

  • Ola 73

    Dziwnie się czułam, czytając ten post…bo to tak, jakby o mnie 😉 Teraz czytam komentarze i fajnie tak przekonać się, że inne mają podobnie 🙂 Ale takie „nazwanie” naszych cech (nawet jako złych nawyków) to fajna sprawa – to jesteśmy MY 🙂 Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego!

  • Stokrotka

    Jakbym czytała o sobie. Moje wady to:
    1. Zosia Samosia-mam wrażenie, że jak komuś zlecę wykonanie zadania to spiepszy więc wolę sama
    2. Miękka Pupa- i to jeszcze jak. Jak już ktoś spiepszy to nie umiem zwrócić uwagi
    3. Piwniczak- fajne określenie. Ja i wyjście z domu to pomyłka.
    4. Nie umiem i boję się mówić o swoich problemach.
    5. Duże ambicje, mało chęci.

  • Nika

    Też jestem takim Piwniczakiem, domownikiem. Dzisiaj wróciłam z 6-dniowego wyjazdu nad jezioro z rodzicami, spaliśmy w kempingu. I jestem niesamowicie szczęśliwa, że jestem już w domu. Ten ostatni tydzień był niefajny, bardzo tęskniłam za moją miejscowością, moim domem, moim pokojem, moim łóżkiem i moją rutyną (18 – trening, potem kolacja, mycie i siedzenie przy kompie). Z pierwszym punktem też mogę się utożsamić, bo jestem niesamowicie ambitna i nawet jeśli padam z sił to i tak cisnę dalej, a jak jest możliwość dołożenia jeszcze czegoś, to najczęściej biorę to na siebie. Samosią także jestem – nie znoszę, gdy ktoś odwala za mnie robotę i w dodatku robi to nie tak jak ja bym chciała, więc zazwyczaj wszystko robię sama. Wiąże się to też w pewnym sensie z tym pierwszym punktem – szkoła, konkursy, projekty, prace w grupie itp.

  • Ida

    Mam jedną jedyną wadę , która z wiekiem coraz bardziej mnie uwiera. Za dużo myślę i podchodzę teoretycznie, za mało robię. Gdybam co by się stało,gdybym robiła to czy tamto… Myslę,że gdyby nie moje filozofowanie, połowa rzeczy ,które od zawsze chciałam zrobić, byłaby gotowa 😉

  • Niestety, podzielam zbyt dużą samodzielność – po prostu ludzie nigdy nie zrobią tak, jak ja bym zrobiła, a jestem apodyktyczna. Moja mama ma tak samo, przez co całe dzieciństwo zabraniała mi pomagać sobie w domowych pracach, bo przecież ja nawet naczyń bym nie pozmywała tak, jak ona to robi. I teraz łapię się na tym, że boję się komuś pomagać albo coś robić dla kogoś, bo jestem pewna że będzie tak wymagający jak mama i będzie tylko mnie krytykować. Więc walczę z tą wadą, pół biedy że mnie męczy, ale nie chcę, żeby męczyła innych ludzi.
    I też jestem za miła! Ale jak kogoś mało znam. Jeżeli kogoś bardzo lubię, jestem ekstremalnie wredna i ironiczna, tak wyrażam uczucia. Człowiek o wielu twarzach 😛
    Robaki i namioty to zło.

  • Ania

    U mnie zdecydowanie dominuje Piwniczak i bycie królewną 😀 a niestety niektórzy tego nie rozumieją, co sprawia, że jeszcze bardziej mnie to wkurza 😉

  • PierwszyKomentarz

    Mam wrażenie, że jesteśmy podobne. Myśle, że jakbyśmy się spotkały (nie ma 100% pewności, bo punkt 4 jest u mnie również bardzo aktualny) to sądzę, ze byśmy się na pewno zrozumiały. Czasami potrzebuje spokoju, samotności, a później zaczyna mi ona przeszkadzać. Staram się nauczyć z tym żyć.
    A tak poza tym to uwielbiam czytać Towjego bloga. Rob to co robisz, bo jesteś w tym świetna!

  • Nicole

    Ja tez taka jestem, mam wszystkie wymienione cechy. Ciesze sie ze ktos mnie rozumie, ale nie uwazam tego za zle nawyki! Kazdy jest inny! Dlaczego zlym nawykiem jest to ze wolisz zostac w domu zamiast wyjsc? Czy kazdy musi miec ochote imprezowac co drugi dzien. Nie! To nie jest zly nawyk ani nic zlego.

  • Marta

    Czytając te pięć punktów odnoszę wrażenie, że to kwestia imienia a nie indywidualnych nawyków 😉