Każdy z nas chciałby być lepszy – a czasami nawet najlepszy. Problem polega na tym, że zanim staniesz na podium i zaczniesz wymachiwać pucharem na prawo i lewo, często musisz najpierw potknąć się, wpaść po uszy w błoto, a potem powtórzyć to jakieś pięć razy.
Po co? Już tłumaczę: po to, by być tak dobrym, że nawet jeszcze sobie tego nie wyobrażasz.

Wszyscy chcemy robić rzeczy dobrze – prawda? Zwłaszcza, jeśli są to rzeczy, na których nam zależy. Chcemy, żeby nasze działania albo nasze produkty były ładne, efektywne, dobrze wykonane i jakościowe. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie: uważam, że jeśli starasz się coś robić i chcesz to robić jak najlepiej, bo ci na tym zależy, to po prostu dobrze o tobie świadczy. Jesteś ambitny.

Często jednak próbujemy coś robić albo w jakiś sposób działać i wychodzi nam… no, nic szałowego, łagodnie mówiąc. A wręcz coś, co najchętniej byśmy przesunęli stopą za siebie, i potem po cichu szurnęli pod dywan. Znacie to? Wasza pierwsza praca i pierwsze zadania? Pierwszy napisany artykuł, wykonane zdjęcie, założony blog? Pierwszy produkt, pierwsza misja w pracy?

Ja to znam doskonale. Wszystkie moje pierwsze rzeczy były beznadziejne.

ZACZYNASZ ZAWSZE OD BŁĘDU

Tylko, że… tak właśnie ma być. Czekając na idealny moment oraz chwilę, w której wszystko będziemy robić genialnie i bajecznie – możemy czekać do usranej śmierci. Wiem, brzydkie wyrażenie, ale tak właśnie jest. Nie znam nikogo, kto zacząłby coś robić i od razu robił to idealnie – głównie dlatego, że żeby zacząć robić coś dobrze, musisz najpierw… w ogóle zacząć.

Na swoim przykładzie – ciągle się uczę. Mój pierwszy post był tak bardzo z czapy, że w sumie nie wiadomo, o czym konkretnie (możesz przeczytać go tutaj). Jak go czytam, to aż mnie coś boli. Wtedy uważałam go za dobry, ale ciągle próbowałam w swoich artykułach coś ulepszać. Czy uważam, że piszę fantastycznie? Nie. Jest wiele rzeczy, które jeszcze mogłabym poprawić. Często dopiero po publikacji wpisu widzę, że mogłam napisać coś inaczej, śmieszniej, trafniej – ale właśnie o to chodzi.

Kolejna rzecz – zdjęcia. Moje pierwsze zdjęcie posiłku na instagramie wyglądało tak:

Mmm, pyszotka. Aż chce się jeść. Dla porównania:

 

Cześć Instagram! Gotowi na kolejny tydzień? Po porannym bieganiu lubię sobie załadować owsiankę Węglowodany nie są złe – tak jak nie są złe zdrowe tłuszcze, czy – uwaga, groźne słowo – kalorie Co robię, żeby owsianka nie była nudna i nijaka? – dodaję sezonowe owoce tych jest obecnie pod dostatkiem – dodaję cynamon – poprawia smak, ale tez cynamon jest jedną z przypraw, którym przypisuje się podkręcenie metabolizmu, – dodaję mleko kokosowe (gęste) – nadaje całej owsiance kremowego charakteru. Ale – jak po bieganiu, to brakuje w tym daniu białka. Dlatego czasami jem osobno jajko, albo robię jakiegoś szejka ( białko jako dodatek do diety raz na jakiś czas nie jest złe. Jako codzienne zastępowanie innych źródeł białka – nie polecam). Zależy, na co mam ochotę Można też dodać białko prosto do owsianki. Aaa! I owsiankę robię na wodzie. Pyyyyyszka Miłego dnia! #healthyeating #healthy #clean #cleaneating #healthybreakfast #happy

Post udostępniony przez Marta (@codziennie_fit)

Czy robię teraz super zdjęcia? Nie! Ciągle się uczę i dużo mi brakuje, ale na pewno już niektóre wywołują apetyt, a nie zaciekawienie tym, co to za niezidentyfikowana rzecz na talerzu.

I coś co lubię najbardziej – filmy! Zobaczcie:

Zwróćcie uwagę na ten krzywy kadr, wystający kikut od parasolki no i wygląd całego filmu. Swoją drogą, zgubiłam gdzieś ten t-shirt, a był najlepszy. 🙁

I mój film teraz:

 

Można na pewno powiedzieć, że teraz mam inny aparat, parę obiektywów, ale… szczerze? Jeśli nie nauczysz się obsługiwać aparatu, to nic ci to nie da. Jestem tego najlepszym przykładem.

To Patryk nagrywa filmy i dlatego tak ładnie wyglądają. Ciągle uczy się nowych rzeczy i podpytuje jak coś zrobić znajomych fotografów. Kiedy ja próbuję nagrać film, wychodzi mi taki efekt jak w pierwszym – bo niczego się tutaj nie nauczyłam.

I naprawdę, nie ma różnicy, czy kręcisz w tym momencie telefonem czy wypasionym aparatem – jak nie masz do tego oka i się nie nauczysz pewnych podstaw, to i tak zawsze ustawisz krzywy kadr i zaczniesz nagrywać jak jest ciemno, zamiast wykorzystać naturalne światło.

JAK BYĆ LEPSZYM?

Recepta jest moim zdaniem bardzo prosta – rób. Rób, obserwuj to, co wychodzi i wyciągaj wnioski. Nie zapętlaj się, nie rób w koło Macieju i nie próbuj 10 razy tego samego, jeśli coś nie działa. Tak, wiadomo – upór też jest ważny, ale ślepota już nie. Co mam na myśli? Jeśli coś nie działa, to spróbuj pomyśleć, DLACZEGO nie działa. Czy coś można poprawić? Czy coś wymaga doszlifowania? Zawsze się coś znajdzie, uwierzcie mi.

Do czego zmierzam: nikt na początku nie robi rzeczy dobrze. Ba – najczęściej robimy je beznadziejnie. Ale jeśli chcemy zacząć robić je lepiej, po pierwsze – należy w ogóle zacząć, a po drugie – trzeba je dogłębnie przeanalizować i zobaczyć, co można poprawić. Nigdy nie będzie lepiej, jeśli z góry zakładamy, że się nie da inaczej.

Zawsze się da. Trzeba tylko chcieć.