Wzdychasz do zdjęć z egzotycznych wakacji, które wrzucają znajomi, żal ci ściska pośladki, kiedy widzisz dawną koleżankę ze szkoły w pracy TWOICH marzeń, ze smutkiem spoglądasz w portfel, który jest bardziej pusty, niż większość pop teledysków. Cały czas sobie powtarzasz, że fajnie byłoby to, tamto i siamto, ale koniec końców i tak wybierasz mieszkanie u mamy, wożenie słoików na studiach, kiepską pracę, żeby tylko była, studia, które i tak cię nie interesują oraz partnera, którego nawet nie kochasz, ale wpadliście, więc niech tak zostanie.
I wiesz co? Sam jesteś sobie winien. Bo siedzisz w durnym pudełku.

Nieważne, ile masz lat i jak za bardzo nowoczesnego się uważasz – istnieje jakieś 90 % szans, że siedzisz w ciasnym pudełku, jak cała reszta. W pudełku, którego ściany zrobione są z ludzkich przekonań i tych całych zdań w stylu: „przecież wszyscy”, „przecież wypada”, „przecież powinno się” i tak dalej.

No tak, bo przecież nasza babcia tak robiła rosół, nasza mama tak robiła rosół, nasza starsza siostra tak robiła rosół, to my też powinniśmy dokładnie w ten sam sposób robić rosół, chociaż wcale nam nie smakuje.
No nie.

PUDEŁKO O CZTERECH ŚCIANACH

Wydawało mi się zawsze, że każdy ma swój sposób na siebie i swój pomysł, który realizuje. Ale wcale tak nie jest. Im dłużej siedzę z ludźmi, tym bardziej widzę, że mimo tego, że mówimy na prawo i lewo czego byśmy to nie zrobili, zachowujemy się jak dzieci z podstawówki: gadamy przy innych, że nie zrobimy tego zadania z matmy, bo jest głupie i tego jeszcze nie było, a potem wracamy do domu i ze zwieszoną głową, posłusznie je wykonujemy, chociaż połowę wykonuje za nas tata. Dlaczego? BO TAK TRZEBA.

BO TAK TRZEBA. BO WSZYSCY TAK ROBIĄ. Ile razy tak myślałeś? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak zwykłe, ludzkie schematy przesiąknęły twoją świadomość i kierują twoim życiem. A szkoda, bo kierując się tym, co robią wszyscy i co powinno się robić, trudno realizować SWOJE marzenia.

Pierwszy raz z pudełkiem spotkałam się, a właściwie spotkaliśmy się na pierwszym roku. Mój chłopak zrezygnował po paru miesiącach ze studiów i zatrudnił się w swoim fachu w jednej z wielu wrocławskich firm. Żaden znajomy nie potrafił zrozumieć tego, że Patryk już nie wróci na studia: wszyscy pytali, na jaki kierunek teraz pójdzie, na co idzie od października i w ogóle, co teraz będzie z jego życiem, bo oczywiście brak studiów to koniec świata. Powinniście widzieć ich miny, kiedy odpowiadał: ale ja już nie idę na studia.
Jak to nie? Przecież to trzeba.

Drugi raz spotkałam się z pudełkiem, a właściwie faktem, że wszyscy w nim siedzą, jakiś rok temu. Od roku prowadziliśmy już Brandburgera – nasz duet, który jest naszą pracą i z którego – ku zdziwieniu dużej ilości osób, chociaż nie wiem, czemu tu się dziwić – się utrzymujemy. Pewnego dnia siedziałam z koleżanką, rozmawiałam o jakichś pierdołach, sprawa zeszła na pracę i BB, w końcu koleżanka powiedziała:
Ale to w sumie super, że sobie to robicie. Będziecie mogli to wpisać do CV.

Na początku myślałam, że żartuje, ale kiedy zobaczyłam jej minę, widziałam, że mówi całkowicie serio. Zresztą, jak większość ludzi: dużo osób uważało Brandburgera za zabawę, coś jak zbieranie truskawek latem, nie zdając sobie sprawy, że my naprawdę po pierwsze, się z tego utrzymujemy, po drugie, robimy projekty dla mniejszych i większych firm, a po trzecie, mamy zamiar to rozwinąć, a nie zwinąć i iść na etat.

Ale przecież tak nie powinno być. Wszystko w naszym życiu było złe!

Przecież po szkole średniej powinniśmy iść na studia. Na studiach powinniśmy pić dużo alkoholu i pracować dorywczo w jakiejś restauracji albo czymś podobnym. Dopiero po studiach mieliśmy mieć jakąś pracę – ale wiecie, nie za dobrą, taką bardzo przeciętną – i powoli ciułać na wkład własny do raty kredytu, bo oczywiście należy wziąć kredyt. Na mieszkanie. Jednocześnie należy także wyprawić wesele, ale takie z pompą, dyskotekowymi hitami i wujkiem z wąsem tańczącym lepiej niż ostatni mistrz w Jakiej to melodii. A potem to wiadomo: dziecko (jak nie ma, to zaczynają się ploty), narzekanie na szefa, spłacanie kredytu i życie jak każdy inny obywatel. Schematycznie. Podręcznikowo.

A my? Beznadzieja. Wszystko robiliśmy nie tak.

INNA ŚCIEŻKA? TO NIENORMALNE

Kolejne pudełko czekało niebawem. Opowiadałam swoim przyjaciołom o moich najbliższych planach: o rozwoju Codziennie Fit, własnym programie treningowym…
Super! Każda siłownia cię przyjmie z takim CV – usłyszałam w odpowiedzi.

I znów to samo. Do ludzi czasami nie dociera, że kogoś celem wcale nie musi być etat, tylko że chce ten etat sam samemu stworzyć. I robić swoje rzeczy. Nie mieści się im w głowach, że jest coś, co może – oczywiście nie musi – być lepsze niż ścieżka, którą idą wszyscy. To jest nienormalne. Tymczasowe. To nie może się udać na dłuższą metę.

Na dłuższą metę, to przecież czeka nas jakaś przeciętna praca, której nie powinniśmy lubić. Na dłuższą metę to trzeba wybrać studia, nawet, jeśli żadne nas nie interesują. Na dłuższą metę, to nawet jak nam wpadnie do głowy jakiś pomysł na siebie, to i tak pewnie jest głupi i szalony, to nawet nie warto próbować.

Nie brzmi to smutno? Cholernie.

NIE JESTEŚ NIEWOLNIKIEM

Wszyscy siedzimy w durnych pudłach i będziemy w nich siedzieć, dopóki nie dojdzie do nas, że wcale nie ma takiej potrzeby. Że… nie trzeba. Że można z pudła wyjść – bo w końcu jest tam niewygodnie – i robić co się żywnie podoba, nie patrząc na to, co robią inni.

Tak się dochodzi do własnego szczęścia.

Nie ma nic złego w podążaniu utartym schematem, jeśli CHCEMY to robić. Nie ma kompletnie nic złego w etacie, w studiach, w kolejnych kursach – jeśli to jest NASZA decyzja. Podjęta dlatego, że chcemy to robić, a nie podszyta strachem, bo co powie babcia albo sąsiadka z trzeciego piętra. Wcale nie mówię, że etat jest zły, że studia są złe, że jakaś zwykła praca jest zła – jeśli sprawia ci to przyjemność, to mogę ci tylko powiedzieć, że to ŚWIETNIE!

Ale…

Nie każdy potrzebuje studiów i uwierzcie mi, znam masę ludzi, którzy bez papierka dostaną lepszą pracę niż absolwent najbardziej wypasionej uczelni. Dlaczego? Bo inwestują w umiejętności. Nie trzeba naprawdę ograniczać się do zwykłego stanowiska, jeśli marzy nam się kierownicze. Nie trzeba ciągle myśleć „ale fajnie by było” i „może kiedyś”. Kiedyś z reguły nigdy nie nadchodzi, a my i tak zostajemy tam gdzie już jesteśmy, bo przecież w sumie jest w porządku, bez szału, ale stabilnie, więc po co ryzykować i coś zmieniać.

Do cholery, wyjdź z tego pudła, bo zachowujesz się jak osiemdziesięcioletnia babcia. I zrozum, że jest milion sposobów na życie.

I każdy, nawet najgłupszy i najbardziej irracjonalny, jest dobry, jeśli jest TWÓJ.

Przeczytaj także:

  • MF

    Jesteś niesamowicie inspirującą osobą! Dziękuję za ten wpis (i za wszystkie inne). 🙂

  • Ostatnio dominuje we mnie przekonanie, że świat (bo nawet nie kraj) jakoś tak usilnie lepiej „wie” co jest dobre dla każdego człowieka bez rozeznania kim ten człowiek jest.
    Pracujesz nie 8-16.. boge co to za praca takie robienie obrazków? To w ogóle może być męczące?
    Pomijajac już usilną potrzebe wdrażania każdego w ten sam kształt pudełka bez patrzenia czy ktoś ma 1,5 czy 2,10 dochodzi jeszcze ta opcja „No ale to twoja praca freelancera to przecież jest taka lekka, łatwa i prawdziwe zycie to już na etacie tylko poznasz”.
    Obie postawy dramatycznie ograniczające rozwój ale również blokujące tych, którzy mają jaja z pudełka wyjść.
    Oba gorsze.

  • Bardzo ciekawy i prawdziwy wpis 😉 Wszystko co inne przeraża ludzi, a szkoda, bo wielu z nas ma potencjał do wyjścia bo za schemat. Tylko strach zatrzymuje, bo „co ludzie powiedzą”.

  • Kadi Pe

    Świetny post! Jestem teraz w liceum i często słyszę od ludzi, po tym jak mówię, że nie wiem czy będę studiować, że po tym nie znajdę pracy. Co innego po technikum, bo mam już jakiś zawód, ale po liceum nie. A ja także myśę, że jak się chce, to się uda. Jako przykład mogę podać chociażby Vlogerkę Olę, która na razie skończyła tylko luceum, a ma pracę i ciekawy, dosyć znany kanał na YT.
    Co do studiów, to nie wiem czy w ogóle pójdę na jakieś. A jeśli pójdę, to jeszcze zostaje kwestia wybrania miejsca. W każdym razie nie chcę się jakoś bardzo ograniczać w swoich planach i jeśli nię będzie mi się za te dwa lata chciało studiować, to raczej nie będę się zmuszać do tego, tylko po prostu spróbuję sobie znaleźć jakieś ciekawe zajęcie.

    Pozdrawiam, Klaudia.

  • Świetny tekst. Nic tylko zacząć działać! 🙂

  • milena

    Zawsze myślałam, że łatwiej będzie mi sugerować się ścieżkami innych, bo w końcu jest to coś prawie pewnego, i zawsze można się o wszystko dopytać. Od kiedy zaczęłam sama wybierać w swoich pomysłach na przyszłość, jest mi znacznie lżej, pomimo faktu, że jednocześnie pojawiają się nowe trudności. Kiedy dzielę się swoimi myślami ze znajomymi, zazwyczaj się pozytywnie nastawieni i aż ma się bardziej ochotę spełniać w ten sposób. Jest tylko jedna przeszkoda, mianowicie rodzina – wszystko na nie, lub „za”. Za daleko, za drogo, za dziwnie, za prosto, same za i nie. W każdym razie, udowadniasz, że warto być sobą i podążać za tym co się kocha, nie przestawaj! Post jest genialny, życzę jak najwięcej radości z pisania! 🙂

    • Mnie też część rodziny stopuje, ale ich nie słucham. Mam ogromne wsparcie w mężu i przyjacielu i to jest dla mnie najważniejsze. No i sama w siebie mocno wierzę, to też bardzo pomaga 🙂

  • Sylwia

    Naprawdę wspaniały wpis. Dający do myślenia. I po krótkim zastanowieniu i przeanalizowaniu dostrzegam że tez jestem zamknięta w pudełku..jak większość z nas zapewne. Podążamy ścieżkami wydeptanymi zamiast tworzyć nowe, które NAPRAWDĘ nas uszczęśliwiają. Sama wybierając szkołę kierowałam się zdaniem znajomych,rodziny tylko nie sowim. Dziękuję Ci za ten tekst! 🙂

  • Karolcia

    mhm.. Marto, czytam od nie dawna twój blog (jakoś pół roku) i na prawdę podziwiam Ciebie i co robisz. Pokazujesz ludziom, że warto żyć życiem i po swojemu tak by być szczęśliwym. W kwestii tego posta to zgadzam się W 100%. I masz rację. Wszyscy mi mówią, nie próbuj ściągać z Biologii *jeszcze nigdy nie ściągałam* po co Ci to? UCZ SIĘ. Ale w sumie po co mi to skoro tego nienawidzę i wiesz co? masz rację. Może i moja plany na przyszłość nie są zbyt ambitne, ale są moje.. I co z tego, że ktoś powie,że nie nie wolno Ci.. Ja mam zamiar zdać studia z Chemi albo Fizyki i to robić w życiu. Uwielbiam to.. A JAK SIĘ UDA TO WYDAM KSIĄŻKĘ.. CO Z TEGO,ŻE NIE UMIEM PISAĆ ? * WEDŁUG MNIE CHOĆ INNI MÓWIĄ,ŻE MAM TALENT* ważne,że to kocham i chce być szczęśliwa.. Jeszcze raz dziękuje za ten post ! I za motywacje. JESTEŚ CUDOWNA!

  • Marta, dzięki za takie wpisy! Czasem mam dość, kiedy czuję, że nie pasuję do świata wokół, bo mam inną wizję na spędzanie wolnego czasu, na to, co jest dla mnie ważne. A później czytam Twój wpis i widzę, że gdzieś w pobliżu, w malowniczym Wrocławiu, na innej uczelni jest Marta, która rozumie, że takie problemy są i do tego pomaga się zmotywować, by z nimi sobie radzić 🙂

  • December

    Ja powoli wychodzę z pudełka, ale od początku. Moje studia były dość specyficzne – ogrom nauki, siedzenie w laboratorium, no po prostu biotechnologia, to trzeba lubić. Ja lubiłam i naprawdę się na tych studiach starałam, przykładałam się do teorii, byłam aktywna na ćwiczeniach, znalazłam wolontariat (bardzo dobra opcja na tych studiach – pracując w labie pod kierunkiem kogoś z wyższą rangą możesz się dużo nauczyć), wyjechałam na Erasmusa, cierpliwie wkuwałam angielski, czytałam publikacje naukowe…Jednym słowem, chciałam być bardzo dobra i pragnęłam, żeby to zaprocentowało w przyszłości, a konkretnie zaprocentowało zagranicznym doktoratem. Dlaczego zagranicznym? Bo wydawało mi się, że za granicą wszyscy tacy profesjonalni, mądrzy, no i będę miała przyzwoite finansowanie, a w Polsce na pewno się nie wybiję. Po skończeniu studiów szukałam właśnie takiego doktoratu (z mojej ulubionej tematyki – badań nowotworowych). Znalazłam lab w Irlandii, który zgodził się mnie przyjąć na staż, a potem, jak bym się sprawdziła, to na doktorat. Sprawdziłam się, dostałam ofertę doktoratu i co? Za 3 dni, po 5 miesiącach, wracam do Polski, by doktorat zacząć właśnie tam.
    Dlaczego?
    Po pierwsze dotarło do mnie, że się sfrajerowałam. Nie doceniałam swojej pracy i osiągnięć i nie wierzyłam, że mam szanse wybić się w Polsce, przy marnym finansowaniu nauki, że musiałabym być wybitna, żeby robić to, co kocham i fajnie na tym zarabiać. W końcu (i to też za sprawą Twoich tekstów, Marta) dotarło do mnie, że do tej pory robiłam wszystko, żeby być najlepsza, mam osiągnięcia w swojej dziedzinie, więc dlaczego miałoby mi się nie udać, skoro działam z pasją?
    Po drugie zorientowałam się, że po moich studiach wyjechać wręcz WYPADA. Jak nie wyjeżdżasz, to znaczy, że Cię pewnie partner blokuje, który w Polsce zostać musi. I jak zostajesz w Polsce na doktoracie, to nie licz na zbyt wiele. A to guzik prawda – jak jesteś dobrym naukowcem, to zawsze znajdziesz sposób, by się rozwijać.
    Po trzecie – polscy studenci prezentują znacznie wyższy poziom wiedzy i doświadczenia, niż ich zagraniczni koledzy. I okej, może ci drudzy częściej publikują w Nature, ale właśnie przez to, że mają zbyt wiele podane na tacy, nie mają takiego parcia na własny rozwój (i potrafią przechowywać na półce przez rok książkę, która jest biblią dla osoby pracującej z nowotworami, nawet do niej nie zajrzawszy).
    Podsumowując – dzięki za takie teksty, dzięki za wkład w przywrócenie mi wiary we własne umiejętności i motywujące teksty i PROSZĘ O WIĘCEJ i o trzymanie kciuków za moje przyszłe badania w Polsce 🙂

    • kardamon16

      Dziękuje serdecznie z ten wpis <3 naprawdę daje takiego kopa i skłania do myślenia i zastanowienia się nad swoim życiem 🙂 do autorki komentarza-niedługo kończę szkołę i marzę o studiowaniu właśnie biotechnologii na SGGW 🙂 ale co z tego jeśli ktoś pyta mnie o przyszłość,mówi"aaa,to modny kierunek ale nie rozwija się w Polsce,pracy ze świecą szukać, więc pewnie chcesz za granicę wyjechać." no właśnie nie;) chciałambym oczywiście pojechać zobaczyć,przeżyć to(marzy mi się Paryż i Praga:)ale nie na stałe i chciałabym szukac możliwość rozwoju tu w Polsce. dziękuje ci za pokazanie że nie trzeba od razu wyjeżdżać-BO tak trzeba ale szukać własnych rozwiązań :)dałaś mi motywację i nadzijeę ,lecę uczyć się biologii i angielskiego <3

      • December

        Piękne przemyślenia już w tak młodym wieku, gratuluję! Do mnie dotarło to dopiero w wieku lat 24 😀 Okej, może w Polsce jeszcze nie jest tak, jak byśmy chcieli, ale ta tematyka właśnie się ROZWIJA, a kto ma ją rozwijać, jak nie my, młodzi, zdolni i ambitni? Zanim wyjechałam (jeszcze z zamiarem pozostania za granicą) dostałam od cioci album o Polsce z kartką mówiącą: „wyjedź, rozwijaj się, ale wróć do Polski, bo potrzeba nam właśnie takich ludzi jak Ty”.
        Życzę Ci powodzenia na studiach i jestem pewna, że z takim nastawieniem odniesiesz wiele sukcesów i uda Ci się pomieszkać w Paryżu i Pradze 🙂

        • kardamon16

          Dziękuje bardzo za odpowiedz 🙂 masz rację-jeśli wszyscy wyjadą to biotechnologia nigdy nie będzie się rozwijać(no bo jak ,jeśli nie będzie kto miał pracować?) Dziękuje za motywację i siłę aby spełniać swoje marzenia <3 życze ci również sukcesów i tego abyś nigdy się nie poddała i robiła to czego pragniesz a nie to co wypada 🙂 pozdrawiam serdecznie 😀

  • Marto, chcę Cię pocieszyć, bo też zrobiłam w życiu kilka rzeczy źle.
    Najpierw nie poszłam do żadnego prestiżowego liceum, chociaż wynik punktowy po gimnazjum, a wraz z nim wszyscy znajomi stanowczo to doradzali.
    Później wyszłam za mąż na studiach. Czyli w ogóle zła kolejność. I jeszcze mój mąż nie jest bogaty. A na dodatek dzieci nie mamy.
    Porażka ogólnie.

    A tak na serio – nadal trochę w pudełku siedzę, ale teksty takie jak ten motywują do wyjścia z niego. Dzięki! 🙂

  • Aleksandra Kowalczuk

    No tak i najgorsze jest to ze ludzie nie potrafia zrozumiec lub zaakceptowac tych niestandardowych i tych nieoczekiwanych przez spoleczenstwo dezcyji. I to tak IRYTUJE. Dla przykladu, calkiem nie dawno wyszlam za maz. Odrazu po tym zostalam zalana fala pytan kiedy dziecko? No a jak odpowiedzialam, ze moze wcale nie bedziemy miec dziec, ewentualnie jak sie zdecydujemy to nie wczesniej niz za 3 czy 5 lat no to normalnie moi rodzice szok przezyli. Ze no jak to tak, ze jak ja w ogole moge tak myslec, ze za pare lat to ja juz bede za stara, ze przeciez nie chce byc babcia jak moje dziecko bedzie mialo 20 lat.. no prosze was?! naprawde? Nie moglam w to uwierzyc. Najlepsze jest, to ze moj tata za kazdy razem jak z nim rozmawiam to zawsze pyta sie o dziecko i nasze plany?!! nie no rece opadaja…

  • Miałam to samo. Gdy na piątym semestrze powiedziałam – idę na urlop dziekański – wszyscy mi mówili, że zwariowałam, bo stypendium mi przepadnie, płatny staż też (kierunek zamawiany, rok niżej już był normalny). Mówiłam, że jestem przemęczona, że muszę na chwilę odpuścić bo nie dam rady – patrzyli na mnie jak na idiotkę. Wróciłam na studia w październiku, a w grudniu z nich zrezygnowałam, bo to już nie było dla mnie, wypaliłam się. Gdy ludzie, z którymi zaczynałam studia, zdawali inżyniera – ja zakładałam bloga. Też się dziwnie gapili. Laska która studiowała na polibudzie chce się zająć pisaniem? Teraz coś tam sobie produkuję, dorabiam sobie i wreszcie czuję że żyję. Jestem bardzo szczęśliwa, oddycham pełną piersią i cieszę się, że nie dałam się zamknąć w pudełku 🙂

  • Mam podobnie ze znajomymi – oni dalej myślą, że traktuję bloga jak zabawę, próby pracy na swoim za przejściowe, itp. 😉

  • Natalia Tw

    Ja powoli staram się przełamać i iść własną drogą, ale przez długi czas myślałam, że powinnam po studiach pracować u kogoś, ale od jakiegoś czasu chciałam zrobić coś innego – swojego. Jednak ostatnio postanowiłam zmienić kilka rzeczy co nie spotkało się z miłym przyjęciem mojego otoczenia, bo to właśnie wyszło poza schematy i to co powinno się robić. Twój tekst przypomniał mi, że nie jestem jakaś dziwna ;).

  • Paulina Z.

    Marta jak zwykle dajesz ogromnego motywacyjnego kopa do wiary w siebie, zastanowienia się i spojrzenia na swoje życie z trochę innej perspektywy 🙂 Tak uwielbiam czytać Twoje wpisy <3

  • Zgadzam się w 100 % !!! Sama rzuciłam studia, bo kierunek przy bliższym rozpoznaniu mi nie spasował. Skończyłam potem inne, ale tylko licencjat, bo stwierdziłam, że dalsza edukacja nie zapewnia mi tak naprawdę niczego. Postawiłam na pracę i własną firmę i też to wszystkich razi w oczy, że mój facet pracuje tylko w naszej firmie zamiast odbijać codziennie kartę o 7 rano na fabryce i w ogóle jak tak można. I czemu nie bierzemy ślubu skoro 8 lat mieszkamy razem i kiedy w końcu dziecko bo to przecie już prawie trzydziestka. I w ogóle wkurzają mnie jakiekolwiek pudełka i walczę z nimi non stop. Bo ludzie gotują wykwintny obiad w niedzielę to ja też powinnam? A może ja mam ochotę na wykwintny obiad w czwartek, a w niedzielę akurat mnie najdzie na szybki makaron. Czemu nie? Bo wszyscy mają rosół i mięcho? A smacznego! I tak samo jak mam ochotę i możliwość to biorę urlop w środę, wyłączam telefon i leniuchuję pomimo, że wszyscy są na wysokich obrotach, a w sobotę mam ochotę wstać o 4 rano i jechać z moim Dziubkiem fotografować wschód słońca, no ale jak to tak, po co gadają ludzie, przecież w sobotę trzeba się wyspać, bo wszyscy tak robią. Śmieję się tylko, a śmieję się dlatego, bo stoję OBOK tego pudełka! 😀 Marta jesteś świetna! Kocham Twoje posty 😉
    Zapraszam też do mnie, w ostatnim wpisie pisałam właśnie o moich spontanicznych decyzjach i nie podążaniu za tłumem 😉
    http://www.kredkapisane.blogspot.com

  • Justinee

    Jaki dobry, mądry wpis! Cóż, ja również nie poszłam schematycznie-po licencjacie na kierunku administracja na uczelni w niewielkim mieście-Legnica o poziomie dużo niższym( a większość kolegów i koleżanek uderzało na Wrocław), postanowiłam spróbować na kierunku turystyka i rekreacja, który właściwie od 1 roku mi się podobał z relacji znajomych. Reakcją kolegów i koleżanek było niedowierzanie, kpiny, czasami śmiech „bo jak to nie kontynuować administracji, nie iść równolegle na ekonomię”? A ja po prostu miałam dość poznawania czegoś, co mnie nie pasjonowało, nudziło i zniechęcało a za późno to zrozumiałam, praca w urzędzie 8h dziennie to nie dla mnie, co bardzo dobrze zrozumiałam na praktykach. I czuję, że jestem tam gdzie powinnam być, choć czasami jest ciężko, muszę zaliczać różnice programowe, ale mam motywację, chcę to poznawać i to mnie pasjonuje, dorabiam sobie, praca jest związana z wybraną przeze mnie specjalnością i to jest fajne :). Nie warto iść schematycznie, nie warto robić coś wbrew sobie, ale poznawać, próbować i walczyć o swoje 🙂 Przepraszam za przydługi komentarz, ale tak mnie natchnęło przy tym wpisie 🙂

  • Weronika

    Potrafisz zmotywować do zastanowienia – nawet, jeśli od tego jeszcze długa droga do działania i „wyjścia z pudełka”, to Twój post jest jak dobrze nagłośniony głos sumienia – „hej, ty, stój i pomyśl, co tobisz ze swoim życiem?!”. Dziękuję za ten post i masę innych! Stała czytelniczka obu Twoich świetnych blogów:)

  • Magdalena Kośla

    Wreszcie ktoś kto zauważa to samo co ja. Smutne, że ludzie podążają za tłumem zamiast myśleć sami. Wszędzie tylko szablony i etykietki. Osobiście staram się z tym walczyć, ale w pojedynkę czasem ciężko ;p
    Szczególnie często widzę te ‚pudełka’ kiedy chodzi o moje podróże stopem. Zadziwiające, że ludzie widzą w innych tylko złodziei, morderców i gwałcicieli, a we mnie jakąś szaloną, że im ufam.
    Powodzenia w rozkręcaniu biznesów ;)!
    http://www.idacpodwiatr.blox.pl

    • myszka

      hahaha ciagle sie spotykam z tym samym jesli chodzi autostop… 🙂 troche zaufania…

  • kurde, Marta, czemu ja o Brandburgerze nie wiedziałam wcześniej?! Powinnaś mieć to wypisane na czole! 😉

  • Gorzej, jeśli mając poad 30-stkę na karku nadal nie wiemy co chcemy zrobić ze swoim życiem. wtedy wychodzenie z pudełka nie jest już takie proste. Bo mając rodzinę i zobowiązania (choćby kredyt, o którym wspomniałaś) trudno tak to wszystko porzucić dla poszukiwania… czegoś, bo nawet samemu nie wiadomo czego.
    Mądry i dający do myślenia tekst i pewnie zaraz przeczytam, że chcieć to móc. Ale co, jeśli ja nie wiem czego chcę?

    • moniqa

      Jestem trochę młodsza, ale mam podobnie. Niedługo kończę studia, które nie do końca są moją bajką ale kończę je bo szkoda mi tych kilku lat. Po studiach „chciałabym” pracować w zawodzie bo tak pasuje… bo szkoda tego trudu, który się włożyło w naukę, szkoda pieniędzy które rodzice z wyrzeczeniami inwestowali we mnie. A tak na prawdę nie będzie to praca moich marzeń i chciałabym wyjść z tego pudełka… ale nie wiem jak. Nie mam pasji, hobby jakieś mam ale nie da się z niego zrobić sposobu na życie, no chyba, że założyłabym bloga i o tym pisała – niestety w pisaniu jestem kiepska. Czasu na poszukiwania też nie mam za wiele, bo niedługo kończę studia, potem ślub a z czegoś jednak trzeba żyć… Też niestety nie wiem czego chcę, a bardzo chciałabym się dowiedzieć …

  • Szkoda, że tak ciężko rozstać się z pudełkami, zwłaszcza jeśli wydają się takie ładne, praktyczne i potrzebne.
    Bardzo kopiący w dupę wpis 🙂

  • Zgadzam się w 100% z Twoja teorią pudełka. Kiedyś porównywałam swoje osiągnięcia z osiągnięciami innych, wiesz na tym i tym etapie powinnam zrobić/mieć to i to i jeśli było inaczej to oznaczało, że jestem gorsza. Na szczęście w porę się obudziłam i zauwazyłam, że podążanie „słuszną” ścieżką nie do końca zgadza się z moim planem na życie 🙂

  • ogólnie temat postu jest super, bardzo się z nim utożsamiam…

    ale sama trochę wrzuciłaś ludzi, którzy nie żyją jak Ty do drugiego pudełka i to dość niemiłego 😉

  • Kasia

    Hej Marta!:) Świetny post i przede wszystkim blog:) To niesamowite jak potrafisz motywować ludzi:)

    Na twojego bloga trafiłam przez czysty przypadek , kiedy rozmyślałam czy nie odejść ze swojego kierunku na studiach już dwa miesiące temu:) Dziękuje za ten wpis ,,Chce wyjść ze swojego pudełka,, W 2015 roku ukończyłam technikum fotograficzne , które przynosiło mi dużo radości i energii w życiu. Cztery lata w technikum sprawiły że niesamowicie się otworzyłam na świat.Poznałam fantastycznych ludzi. Ukończyłam dwa kursy :pilota wycieczek i kurs angielskiego. Byłam naprawdę szczęśliwą osobą , nauka przychodziła mi dosyć łatwo technikum ukończyłam z wyróżnieniem 🙂 Z tego rozpędu porwałam się na Politechnikę na kierunek ;Chemia , który okazał się totalna porażka i złym wyborem już w pierwszych tygodniach pazdziernika.Studia zaczeły mnie mocno męczyć, stałam się mocno ospała z dnia na dzień zadawałam sobie pytanie co ja tam robię? Dzisiaj napisałam ostatnie kolokwium ,które utwierdziło mnie że to nie moja bajka…Miesiąc temu podpisałam deklaracje maturalną chcę iść na Uniwersytet .Chcę wyjść z tego pudełka!:)Chcę zacząść żyć jak kiedyś!:)

  • kajax99

    Inspirujesz mnie za każdym razem takimi postami. Nie wiem jak to możliwe, ale za każdym razem gdy mam problem, na twoim blogu magicznie pojawia się jego rozwiązanie 😉 Staram się wychodzić z pudełka, ale nie rzadko uginam się pod ‚presją tłumu’. Małymi kroczkami jest coraz lepiej 😀

  • Do mnie przez bardzo długi czas, takim pudełkiem było, „trzeba się w szkole uczyć na samych piątkach. To da Ci wymarzoną pracę, pensję i w ogóle”. O dziwo w szkole nie uczą, jak radzić sobie ze stresem, przygotować dobra prezentację, autoprezentację do rozmowy kwalifikacyjną oraz jak zaplanować sobie dzień, by nie spędzić go w całości w biurze realizując marzenia innych ludzi.
    Właśnie te umiejętności najbardziej przydają się w życiu, mimo, że nikt nie ocenia nas za nie w standardowy sposób. Egzaminem jest życie.
    Dawid

  • Każda życiowa decyzja, którą podejmujemy zawsze będzie ocenienia przez nasze środowisko. Każdy będzie próbował ,,pomóc” przez pryzmat swoich doświadczeń i zatrzymać nas w jego pudełku. Niestety, pudełka większości ludzi są do siebie bardzo podobne i gdy my postanowimy wyłamać się z przeciętnych schematów (liceum, studia, praca, kredyt hipoteczny) to zacznie się walka o przywrócenie nas do normalności. Wiem, że nasza rodzina i przyjaciele nie chcą dla nas źle, ale powodują, że w siebie wątpimy i zostajemy w tym samym pudełku, w którym byliśmy. Wyjście z takiego pudełka wymaga nie lada odwagi.

  • Pięknie napisane! Też znam masę takich przykładów!

  • ulka

    wspanialy wpis!!!!
    Bede tu zagladac czesciej 🙂

  • myszka

    szkoda, że nie trafiłam na Twojego bloga wcześniej, bo już na pierwszym semestrze wiedziałam, że kierunek nie jest dla mnie. niestety rodzice strasznie naciskali, no i zostalam… strasznie zaluje. teraz jestem na dziekance po 2gim roku i w wakacje zamierzam zlozyc papiery na drugi kierunek. ten dokoncze, bo szkoda straconych 3 lat, ale licze ze drugi to jednak bedzie to 🙂 trzymaj kciuki!

  • Joasia Kamińska

    Hmm akurat na podstawie mojego życia to nie do końca jestem w stanie się zgodzić z tekstem 😛 oczywiście proszę tego nie traktować jako atak
    moje studia wymagają trochę pracy. może bardziej niż pracy to poświęcenia, a studiuję medycynę. tutaj niestety trudno wychodzić z pudełka, no bo sorka ale pewnych rzeczy trzeba się przez te kilka lat nauczyć, a nie zgrywać takiego „myślącego na logikę”. nie wyczaisz o co chodzi w chorobie po samej nazwie 😛 pewnie, że potem w pracy samemu można decydować, jak się podchodzi do zawodu, ale to bardziej przypomina decydowanie o tym jakim jest się człowiekiem. swoją drogą to otwarcie własnej praktyki lekarskiej przez świeżo upieczonego specjalistę też nie jest do końca odpowiedzialne, bo w takim gabinecie (swoim) nikt Cię nie nadzoruje jak w szpitalu więc uważam że w tym zawodzie potrzebna jest pokora. czasem strasznie wkurza mnie to, że moje studia ograniczają mi inne możliwości rozwoju, bo po prostu cholernie lubię coś robić, a tutaj niestety jest szansa skupienia się wyłącznie na tej dziedzinie i trudno myśleć o założeniu czegoś „swojego” lub podązaniu własną ścieżką. homeopatia i autyzm od szczepionek niekoniecznie są dobrą drogą 😉
    mimo mojego super zorganizowania to i tak brakuje mi często czasu na wiele rzeczy i chyba po prostu z wiekiem będę potrafiła coraz lepiej włączać na stałe inne elementy do mojego życia
    tak o chciałam przedstawić inny punkt widzenia, bo nie zawsze da się iść „własną drogą” i to raczej też jest ok 🙂

    • Lieliana

      Moim zdaniem da się pogodzić medycynę z filozofią wyjścia z pudełka.

      Po pierwsze: sam fakt, że samemu się wybrało ten kierunek, a nie rodzice kazali.
      Po drugie: to na jakiej uczelni się studiuje. Sama studiuję medycynę. Zmieniłam uczelnię po roku, bo medycyna to coś co mi się strasznie podoba, ale uczelnia niekoniecznie mi przypadła do gustu. W rodzinie oczywiście wielkie poruszenie, wszyscy znajomi w szoku. Powinnam się cieszyć, że się w ogóle dostałam, a ja wydziwiam. Koniec końców wyszło mi to na dobre.

      Po trzecie: Jest mnóstwo czasu na rozwijanie swoich zainteresowań. Wprawdzie jestem dopiero na drugim roku, więc w porównaniu z wyższymi latami to mam luzy. Jednak dopiero teraz mam czas i chęci, żeby zająć się czymś poza nauką od zaliczenia do zaliczenia. Jasne, że sporo zależy od tego jakie to są zainteresowania. W zasadzie to im bardziej rozwijam poza studiami, tym mam lepsze wyniki na studiach. Bo mi się bardziej chce uczyć 🙂

      Po czwarte: Po medycynie jest wiele dróg, które można obrać, a które nie wpisują się w schemat. Wcale nie trzeba leczyć ludzi. Można się zająć pracą naukową przykładowo.

      Po piąte: W trakcie studiów można być szarym studentem zakuwającym śmieszne nazwy i nic więcej, albo zadbać o swój rozwój. Wyjazdy zagranicę, praktyki, wolontariat. Koła przy uczelni albo stowarzyszenia. A to rzadko spotykane zjawisko mimo wszystko.

      Owszem, w wielu kwestiach trzeba się przygiąć i dostosować. Ale to jak wszędzie. Lekarze muszą się dostosować i wykuć materiał, bo zabiją człowieka, ale taki architekt przykładowo też się musi dostosować, bo jak zacznie wprowadzać własną wizję, mając w głębokim poważaniu zdanie klienta, to tego klienta straci. Jednak moim zdaniem da się być wolnym duchem nawet będąc na medycynie. 🙂

  • www.mili-vanili2.blog.pl

    Podoba mi się to co piszesz, wyjście z pudełka jest dobre.

  • eva mendes

    hej! A jeśli moge sie zapytać i nie będzie to zbyt bezpośrednie.. bo również myslę nad tym, aby pracować na własna rękę, ale nie ogarniam i bardzo sie denerwuję, aporpo tego, że będę musiała zakładać własną działaność, stosy formalności, bieganie po urzędach, składki . I tu się chciałam zapytać, czy Wy działacie jako firma, czy pracujecie na umowę o dzieło? (nawet nie wiem, czy dobrą nazwę w sumie podałam..).. Skoro nie pracujecie na etat, a Twoj chłopak się nie uczy, to jak jest ubezpieczony zdrowotnie? Strasznie mnie stresują takie ‚poważne’ sprawy i nie ukrywam, że głownie to mnie stopuje przed zajeciem się moim pomysłem na poważnie i dalej kontynuuje studia, a hobby mam na boku..

  • Marta, wróciłam tu już po raz 3 ci czytać ten wpis. Pewnie jeszcze kilka razy go przeczytam… JAKI ON JEST CHOLERA JASNA PRAWDZIWY!!! 🙂
    jak mowie komuś, że pracowałam już w wystarczajacej ilosci miejsc – aby po mgr otworzyc swoj gabinet i zatrudnic ludzi, patrzyli na mnie jak na szoguna. Jak wspomnialam, że chcialabym zalozyc bloga – patrzyli na mnie jak na szoguna (jestem pewna, że zreszta to, że go założyłam odbiło się nasmiewaniem, plotkami, pomowieniami i innymi-tylko nikt mi tego w twarz nie powie:D)
    Jak wspomniałam, że zostawiłam prace w której zapierdzielam jak głupia (czasem po 14h na dobre a za nadgodziny nikt mi nigdy nie zapłacił) – patrzyli jak na szoguna. Od tamtej pory mam nawet sasiadke ktora za kazdym razem gdy ja spotykam pyta ‚dlaczego Ty nie pracujesz’. Dodam, że wczesniej jak pracowałam i studiowałam – pytała czy nie wystarczy mi tylko studiowac? 😀 Jak odpowiedziałam jej, że z uwagi na wymagające studia (dietetyka) nie będę już za marny tysiac złotych pracować po prawie 2dniówki a potem martwic sie zaleglosciami na studiach i płakac w sesji, i że to że mieszkam w małym miasteczku w którym 3/4 to bezrobotni to nie znaczy, że pozwole sie wykorzystywac, i że znajdę sobie pracę która nie wymaga wiele roboty i pozwoli mi normalnie zyc, troche sie poopierdzielac i nawet pouczyc czy w niej poczytac. Popatrzyła na mnie – jak na szoguna. I z pretesjami, że przecież w pracy MA być ciężko bo to jest praca. Na odpowiedz ‚jaka płaca taka praca’ popatrzyła na mnie – jak na szoguna 😀 i owszem, znalazłam prace w małym sklepiku z ziołami (poniekąd związana z moim zawodem, jest serio spoko, lubie moje szefostwo – sympatyczne, nie toksyczne i jest fajnie) do końca studiów zamierzam, tak pracować, odkładac na kursy i wykorzystac ten czas mega rozwojowo, a po studiach otworzyc cos wlasnego. Tak, nikt nie wierzy, że to sie uda. ALE JA WIEM, że sie UDA. Wszystko zgodnie z planem a ludzie niech sie smieja i mowia ze zwariowałam, może i tak – ale jestem mega szczesliwa i sie realizuje 😉

  • Darek

    Może teraz ja coś dodam od siebie. Od nie pamiętnych czasów miałem marzenie, żeby pracować na własny rachunek, a że interesuje się budownictwem to padło na ten kierunek. Gdy kończyłem szkołę średnią wszyscy planowali że pójdę na studia, albo wyjadę za granicę, bo tu nie da rady zarobić normalnych pieniędzy. Myślałem trochę jak reszta, pojadę za granice trochę zarobie i potem się zobaczy co dalej, ale załapałem się do lokalnej firmy budowlanej. Wytrzymałem z wielkim trudem rok. Bardzo nie lubię jak mówi mi się co i jak mam robić. Mój pracodawca docenił moje starania i w czasie pracy u niego awansowałem od stanowiska „obsługa betoniarki i tym podobne”, do może nie majstra, ale miałem pod sobą 3 ludzi. Był to wtedy dla mnie wielki sukces. Ale cały czas czułem że to nie to, i wtedy podziękowałem szefowi i odessałem z pracy. Gdy powiedziałem wszystkim że od teraz będę swoim szefem, każdy, ale każdy mówił mi że oszalałem, skąd weżniesz zlecenia, kto ci zaufa że potrafisz to zrobić, a ja odpowiadałem zawszę tak samo, nie mam pojęcia jak to zrobię, ale wiem że mi się uda. Postanowiłem się zgłosić do Urzędu Pracy o przyznanie dotacji na otwarcie firmy. Gdy wszedłem do pokoju złożyć wniosek po raz pierwszy, jedna z pań powiedziała: „o 21 lat i chcę założyć firmę?, chyba będzie musiał Pan poczekać jeszcze z 10 lat!!!”. Rok czasu zajęło mi chodzenie na prezentacje, zbieranie dokumentów i próby udowadniania że mi się uda, dopiero za czwartym razem otrzymałem upragnioną dotacje i w taki sposób w wieku 22 lat otworzyłem firmę, Powiem tyle powoli kończąc w kwietniu będę obchodził drugą rocznice tego wydarzenia, zatrudniam obecnie 12 ludzi i była to moja najlepsza decyzja jaką w życiu dokonałem, bo spełniając moje marzenie otworzyło mi się mnóstwo drzwi, które były wcześniej zamknięte. Niczego bym nie zmienił. Podążajcie za marzeniami, nawet gdy się wydają nierealne, bo tylko od WAS zależy czy są realne czy nie.

  • Ja przez długi czas nie pozwalałam sobie na myślenie – ja i studia zaoczne? i praca równoczesnie? no way! Wyszłam z pudełka i to było najbardziej efektowne i efektywne wyjście w moim wykonaniu 🙂 Świetny tekst. I jaki odzew i reakcja w komentarzach 🙂

  • madebysoyal.blogspot.com.tr

    Skąd ja to znam. Przeprowadzka do Turcji ale że co, że jak. Lepiej dać się zaszufladkować w utarty stereotyp – mąż, dzieci, praca od 8 do 16 (ciekawe gdzie?), potem rozwód, alimenty, szara rzeczywistość itd. No tak to normalne. Tylko dla kogo? Dopiero tutaj nauczyłam się kreatywności, zajmować tym, co sprawia mi radość a nie dlatego że muszę. Pozdrawiam!

  • Na razie sama nie wiem za specjalnie, czego chcę. Chciałam być fizjologiem sportowym, ale na studiach się okazało, że fizjologia nie jest dla mnie, więc zastanawiam się nad inżynierią sportową (cyferki, to jedna z tych rzeczy, która mi przychodzi w lot) albo rzuceniem tego w cholerę i wyjazdem na gap year w jakieś Alpy na kurs instruktora snowboardu. Pracuję też nad własnym interesem. Pożyjemy-zobaczymy.

  • Ag

    Ja pracuję w domu – dla działu marketingowego pewnej firmy. Jestem redaktorem/copywriterem, piszę teksty na ich serwisy internetowe. Zarabiam więcej niż w biurze, mój zarobek zależy od liczby tekstów, nie przepracowanych godzin, więc nie siedzę bezczynnie od 8 do 16, gapiąc się w ekran, tylko działam szybko i efektywnie. Nie wydaję kasy na przejazdy ani na ciuchy do biura (nie oszukujmy się, jakoś wyglądać trzeba :D), nie kupuję gotowych dań w pracy „na szybko”. Mogę sobie robić co chcę i kiedy chcę. Sprzątać, piec chleb, chodzić na zakupy wtedy, kiedy są tam tylko emeryci, ćwiczyć rano, zrobić przerwę w każdym momencie, ugotować dobry obiad dla siebie i męża, czytać książki jeszcze przy dziennym świetle czy iść spać o 12, bo akurat jestem zmęczona albo włączyć dowolną muzykę przy pracy, bez konieczności zakładania słuchawek. A czasami po prostu olać wszystko i zrobić sobie wolny dzień od tak! Mam ogarnięte mieszkanie, zawsze mogę przyjść na spotkanie/urodziny/spędzić czas z rodziną (w końcu pracę wykonam w dowolnym momencie). Dla mnie to układ idealny – mieć pieniądze przy stosunkowo małym nakładzie czasu. I ten czas wykorzystać na to, co lubię. Praca jest dla mnie, nie ja dla pracy. Tylko denerwuje mnie ciągłe słuchanie dobrych rad „kiedy będziesz mieć normalną pracę…”.