Wzdychasz do zdjęć z egzotycznych wakacji, które wrzucają znajomi, żal ci ściska pośladki, kiedy widzisz dawną koleżankę ze szkoły w pracy TWOICH marzeń, ze smutkiem spoglądasz w portfel, który jest bardziej pusty, niż większość pop teledysków. Cały czas sobie powtarzasz, że fajnie byłoby to, tamto i siamto, ale koniec końców i tak wybierasz mieszkanie u mamy, wożenie słoików na studiach, kiepską pracę, żeby tylko była, studia, które i tak cię nie interesują oraz partnera, którego nawet nie kochasz, ale wpadliście, więc niech tak zostanie.
I wiesz co? Sam jesteś sobie winien. Bo siedzisz w durnym pudełku.

Nieważne, ile masz lat i jak za bardzo nowoczesnego się uważasz – istnieje jakieś 90 % szans, że siedzisz w ciasnym pudełku, jak cała reszta. W pudełku, którego ściany zrobione są z ludzkich przekonań i tych całych zdań w stylu: „przecież wszyscy”, „przecież wypada”, „przecież powinno się” i tak dalej.

No tak, bo przecież nasza babcia tak robiła rosół, nasza mama tak robiła rosół, nasza starsza siostra tak robiła rosół, to my też powinniśmy dokładnie w ten sam sposób robić rosół, chociaż wcale nam nie smakuje.
No nie.

PUDEŁKO O CZTERECH ŚCIANACH

Wydawało mi się zawsze, że każdy ma swój sposób na siebie i swój pomysł, który realizuje. Ale wcale tak nie jest. Im dłużej siedzę z ludźmi, tym bardziej widzę, że mimo tego, że mówimy na prawo i lewo czego byśmy to nie zrobili, zachowujemy się jak dzieci z podstawówki: gadamy przy innych, że nie zrobimy tego zadania z matmy, bo jest głupie i tego jeszcze nie było, a potem wracamy do domu i ze zwieszoną głową, posłusznie je wykonujemy, chociaż połowę wykonuje za nas tata. Dlaczego? BO TAK TRZEBA.

BO TAK TRZEBA. BO WSZYSCY TAK ROBIĄ. Ile razy tak myślałeś? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak zwykłe, ludzkie schematy przesiąknęły twoją świadomość i kierują twoim życiem. A szkoda, bo kierując się tym, co robią wszyscy i co powinno się robić, trudno realizować SWOJE marzenia.

Pierwszy raz z pudełkiem spotkałam się, a właściwie spotkaliśmy się na pierwszym roku. Mój chłopak zrezygnował po paru miesiącach ze studiów i zatrudnił się w swoim fachu w jednej z wielu wrocławskich firm. Żaden znajomy nie potrafił zrozumieć tego, że Patryk już nie wróci na studia: wszyscy pytali, na jaki kierunek teraz pójdzie, na co idzie od października i w ogóle, co teraz będzie z jego życiem, bo oczywiście brak studiów to koniec świata. Powinniście widzieć ich miny, kiedy odpowiadał: ale ja już nie idę na studia.
Jak to nie? Przecież to trzeba.

Drugi raz spotkałam się z pudełkiem, a właściwie faktem, że wszyscy w nim siedzą, jakiś rok temu. Od roku prowadziliśmy już Brandburgera – nasz duet, który jest naszą pracą i z którego – ku zdziwieniu dużej ilości osób, chociaż nie wiem, czemu tu się dziwić – się utrzymujemy. Pewnego dnia siedziałam z koleżanką, rozmawiałam o jakichś pierdołach, sprawa zeszła na pracę i BB, w końcu koleżanka powiedziała:
Ale to w sumie super, że sobie to robicie. Będziecie mogli to wpisać do CV.

Na początku myślałam, że żartuje, ale kiedy zobaczyłam jej minę, widziałam, że mówi całkowicie serio. Zresztą, jak większość ludzi: dużo osób uważało Brandburgera za zabawę, coś jak zbieranie truskawek latem, nie zdając sobie sprawy, że my naprawdę po pierwsze, się z tego utrzymujemy, po drugie, robimy projekty dla mniejszych i większych firm, a po trzecie, mamy zamiar to rozwinąć, a nie zwinąć i iść na etat.

Ale przecież tak nie powinno być. Wszystko w naszym życiu było złe!

Przecież po szkole średniej powinniśmy iść na studia. Na studiach powinniśmy pić dużo alkoholu i pracować dorywczo w jakiejś restauracji albo czymś podobnym. Dopiero po studiach mieliśmy mieć jakąś pracę – ale wiecie, nie za dobrą, taką bardzo przeciętną – i powoli ciułać na wkład własny do raty kredytu, bo oczywiście należy wziąć kredyt. Na mieszkanie. Jednocześnie należy także wyprawić wesele, ale takie z pompą, dyskotekowymi hitami i wujkiem z wąsem tańczącym lepiej niż ostatni mistrz w Jakiej to melodii. A potem to wiadomo: dziecko (jak nie ma, to zaczynają się ploty), narzekanie na szefa, spłacanie kredytu i życie jak każdy inny obywatel. Schematycznie. Podręcznikowo.

A my? Beznadzieja. Wszystko robiliśmy nie tak.

INNA ŚCIEŻKA? TO NIENORMALNE

Kolejne pudełko czekało niebawem. Opowiadałam swoim przyjaciołom o moich najbliższych planach: o rozwoju Codziennie Fit, własnym programie treningowym…
Super! Każda siłownia cię przyjmie z takim CV – usłyszałam w odpowiedzi.

I znów to samo. Do ludzi czasami nie dociera, że kogoś celem wcale nie musi być etat, tylko że chce ten etat sam samemu stworzyć. I robić swoje rzeczy. Nie mieści się im w głowach, że jest coś, co może – oczywiście nie musi – być lepsze niż ścieżka, którą idą wszyscy. To jest nienormalne. Tymczasowe. To nie może się udać na dłuższą metę.

Na dłuższą metę, to przecież czeka nas jakaś przeciętna praca, której nie powinniśmy lubić. Na dłuższą metę to trzeba wybrać studia, nawet, jeśli żadne nas nie interesują. Na dłuższą metę, to nawet jak nam wpadnie do głowy jakiś pomysł na siebie, to i tak pewnie jest głupi i szalony, to nawet nie warto próbować.

Nie brzmi to smutno? Cholernie.

NIE JESTEŚ NIEWOLNIKIEM

Wszyscy siedzimy w durnych pudłach i będziemy w nich siedzieć, dopóki nie dojdzie do nas, że wcale nie ma takiej potrzeby. Że… nie trzeba. Że można z pudła wyjść – bo w końcu jest tam niewygodnie – i robić co się żywnie podoba, nie patrząc na to, co robią inni.

Tak się dochodzi do własnego szczęścia.

Nie ma nic złego w podążaniu utartym schematem, jeśli CHCEMY to robić. Nie ma kompletnie nic złego w etacie, w studiach, w kolejnych kursach – jeśli to jest NASZA decyzja. Podjęta dlatego, że chcemy to robić, a nie podszyta strachem, bo co powie babcia albo sąsiadka z trzeciego piętra. Wcale nie mówię, że etat jest zły, że studia są złe, że jakaś zwykła praca jest zła – jeśli sprawia ci to przyjemność, to mogę ci tylko powiedzieć, że to ŚWIETNIE!

Ale…

Nie każdy potrzebuje studiów i uwierzcie mi, znam masę ludzi, którzy bez papierka dostaną lepszą pracę niż absolwent najbardziej wypasionej uczelni. Dlaczego? Bo inwestują w umiejętności. Nie trzeba naprawdę ograniczać się do zwykłego stanowiska, jeśli marzy nam się kierownicze. Nie trzeba ciągle myśleć „ale fajnie by było” i „może kiedyś”. Kiedyś z reguły nigdy nie nadchodzi, a my i tak zostajemy tam gdzie już jesteśmy, bo przecież w sumie jest w porządku, bez szału, ale stabilnie, więc po co ryzykować i coś zmieniać.

Do cholery, wyjdź z tego pudła, bo zachowujesz się jak osiemdziesięcioletnia babcia. I zrozum, że jest milion sposobów na życie.

I każdy, nawet najgłupszy i najbardziej irracjonalny, jest dobry, jeśli jest TWÓJ.