– Co dzisiaj robiłaś? – zadał mi pytanie, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że właśnie tego chciałam uniknąć. Przeklęłam w myślach i szybko chwyciłam po kubek herbaty, żeby dostać kilka sekund gratis na wymyślenie czegoś wiarygodnego. Czułam gorąc na policzkach i już wiedziałam, że właśnie oblałam się rumieńcem. Wyglądałam jak piwonia z blond włosami.
– Nic takiego – pisnęłam wysokim głosem. – A ty? – odbiłam piłeczkę. Szach-mat!
– Ja? Ja też… nic takiego – odpowiedział szybko, patrząc w podłogę.
Obydwoje wiedzieliśmy, że kłamiemy.

Wszyscy mamy zawstydzające sekrety.
No, albo prawie wszyscy. W każdym razie – większość was, jak tu stoi, ma coś, co lubi robić, ale niekoniecznie chętnie o tym mówi. Wiecie – jak tańczenie do hitów Hannah Montany (czy ktoś ją jeszcze pamięta?), oglądanie Miłości na bogato z zapartym tchem czy przeglądanie zdjęć Jensena Acklesa bez koszulki.

Ja całe wieki myślałam, że jednym moim sekretem jest oglądanie Disney Channel, ale okazało się, że jestem w błędzie. Dość sporym.
Prawdę mówiąc, zorientowałam się, że mam inny sekret, z którego nie zdawałam sobie sprawy do momentu, w którym sięgnęłam po tamtą książkę.

~*~
Zacznijmy od tego, że przez półtorej dnia mnie nie było. Nie chciało mi się pracować w BrandBurgerze i gadać z klientami, słowa Patryka przelatywały mi koło ucha, a miauczenie kota, który domagał się zabawy, było bezlitośnie olewane. Świat nie istniał. Czytałam. Z rumieńcami na twarzy.

Przewracałam kartki jedna za drugą, bo bardzo chciałam przeczytać to jak najszybciej, żeby wreszcie się dowiedzieć, JAK się to wszystko potoczy. Jedna kartka. Druga. Trzecia. Pięćdziesiąta. dwusetna strona. Prawie przegapiłam swój przystanek w autobusie i miałam wściekłą ochotę zabrać książkę na zajęcia fitness, ale raczej nie byłabym w stanie jednocześnie nadążać za tempem i czytać skomplikowane dzieje… No właśnie, kogo?
Darcy i Dexa.
Rachel i Marcusa.
Rachel i Dexa.
Historię romansu.

Chociaż całe liceum podniecałam się lekturami na olimpiadę języka polskiego, a na co dzień próbowałam czytać ambitniejsze tytuły, kompletnie przepadłam dla książki dla kobiet.
Co ja gadam: już dawno tak dobrze się nie bawiłam, czytając powieść.

~*~

Z opisu na tylnej okładce wynikało, że to kolejna historyjka dla kobiet z jednym, żałosnym zwrotem akcji i masą banałów, które sprawiają, że po dwóch stronach jesteś w stanie przewidzieć, kto będzie z kim i jak razem skończą. Wiecie, jednym z tych opowiadań napisanym bardzo prostym językiem. Byłam pewna, że to jedna z tych książek, którą się czyta szybko, ale bezmyślnie: ot i już. A potem nic nie zostaje.
Cóż, trochę się pomyliłam. Z pozoru banalna opowieść – Darcy i Rachel są przyjaciółkami, Darcy jest zaręczona, a Rachel idzie do łóżka (po pijaku) z jej ukochanym – zamieniła się w historię, która wciągnęła mnie do tego stopnia, że miałam ochotę zabić każdego, kto śmiał mi przerwać czytanie. 
Trzeba przyznać, że Emily Giffin pisze dobrze i przyjemnie się to czyta: po prostu. Tak skonstruowała główną bohaterkę, Rachel, że przez całą książkę się z nią utożsamiałam, chociaż na Boga, przysięgam, że nigdy nie poszłabym do łóżka z narzeczonym mojej najlepszej przyjaciółki. 
Chociaż gdy czytałam opisy wyglądu Dextera, to przysięgam, że przez chwilę chciałabym nią być.
Ale wiecie, co było najlepsze? Nie to, jak się czułam w trakcie czytania. Naprawdę, pomińmy ten stan kompletnego odcięcia od świata: to był pryszcz, w porównaniu z tym, co poczułam, gdy przewróciłam ostatnią stronę.
Poczułam, że chcę przeczytać ją jeszcze raz.
Rzadko mi się to zdarza, naprawdę. Są nieliczne książki, które zasługują na miano Przeczytaj-Mnie-Jeszcze-Raz. To nie jest order, który zdobywa się u mnie razem z pstryknięciem palców i wsadzeniem zwykłej historyjki do fabuły. To medal, który dostają książki, które PIEKIELNIE mi się podobają.
A Coś pożyczonego do nich należało.
~*~
Gdy skończyłam Coś pożyczonego, od razu rzuciłam się na drugą część – Coś niebieskiego. Teraz czytam inną książkę autorstwa Emily – Siedem lat później. I muszę powiedzieć, że z tej Giffin jest fajna babka. Dobrze się to czyta. Jest… przyjemna. I uświadomiła mi mój zawstydzający sekret: kocham czytać o miłości. Kocham proste opowieści z romansami i zdradami. Lubię, jak wszystko kończy się happy-endem. Nie przeszkadza mi, że czytam książki, które może nie są super ambitne. Ludzie, ja mam rumieńce, gdy zaczyna się scena pod tytułem O-Mój-Boże-Oni-Są-Sam-Na-Sam-I-Zaraz-Będą-Uprawiać-Seks.
Emocjonuję się romansami. Teoretycznie trochę wstyd.
A w praktyce? Mam to gdzieś, dopóki MI to sprawia przyjemność. Obudźcie mnie, jak zacznę żyć harlekinami, a przestanę postrzegać świat normalnie. Pozwalam Wam szturchnąć się łokciem, gdy zacznę bredzić o księciu na białym koniu i życiu w Nowym Jorku. 
A teraz chwila prawdy: jakie są wasze sekrety? Tylko serio: jak już ja się przyznałam do romansów, to Wy też możecie.
————————————————————————————————————
Chociaż wpis powstał dzięki Wydawnictwu Otwarte, które przysłało mi wielką pakę z książkami (tutaj) i w pewnym sensie można traktować tą notkę za wpis sponsorowany, to chcę, żebyście wiedzieli jedno – moja opinia nie jest sponsorowana. Gdyby Giffin była gniotem, obiecałam sobie, że napisałabym o tym. Albo w ogóle bym nie napisała tego wpisu, bo nie polecam czegoś, co mi się nie podoba.

Ale tak nie było. Nie mogę zapomnieć o tej książce! Patryk zna już fabułę na pamięć, bo opowiadałam mu pięć razy. Dwa razy wspomniałam o tym sąsiadce, gdy siedziałyśmy na piwku. Moje koleżanki muszą dziękować Bogu, że wyjechały z Wrocławia, bo chętnie też bym im opowiedziała, jak fajnie mi się to czytało. Polecam wszystkim – w sam raz na wakacje, a teraz jeszcze wychodzi nowa książka Giffin – Ten jedyny.
Co powiecie na jutrzejszy wtorek z Martą? Wieczorem: ja, wy, Skype lub telefon, obojętnie. Dam znać co do godziny na moim facebooku. Ktoś chętny?

Znajdziesz mnie:
FACEBOOK || NEWSLETTER || ASK.FM || YOUTUBE || BLOGLOVIN’

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Jednogłośnie stwierdzam: musisz przeczytać „dziecioodporną”!;)

    • Czeka na mnie w kolejce! 🙂

    • Anonymous

      Zdecydowanie tak. W ogóle Emily Giffin jest mistrzynią, jeśli chodzi o kobiece – na pierwszy rzut oka nic nie wnoszące – opowiastki. Lekkie, może nieco miałkie książki, ale mega wciągające.

    • Anonymous

      Oj, nie dali Ci jednej z najlepszych jej książek imo – ‚Sto dni po ślubie’ 🙂

  • Alicja

    Straasznie się ucieszyłam, jak zobaczyłam, że piszesz o „Something borrowed”. Nie miałam pojęcia o istnieniu książki o takim tytule, jestem za to ogromną fanką filmu, który zobaczyłam kiedyś zupełnie przypadkiem w tv. Po prostu OSZALAŁAM na jego punkcie i oglądałam go z zapartym tchem aż do ostatniej minuty. I muszę ci się przyznać-wciąż do niego wracam 🙂
    Więc pocieszę cię- twój przypadek nie jest odosobniony! 😀

    • JEST FILM? O mój Boże, muszę to obejrzeć! 😀

    • Anonymous

      film jest, ale już nie taki wciągający jak książka. Przynajmniej dla mnie. Najpierw przeczytałam jej książki, które uwielbiam, a na filmie się zawiodłam – z świetnie opisanej historii zrobili typową amerykańską komedię romantyczną…

    • Anonymous

      Ja właśnie książki nie czytałam, lecz oglądałam film i mimo podobieństwa do setki innych filmów to mam do niego sentyment i go uwielbiam! ♥
      Jak we wpisie zobaczyłam imiona bohaterów, to już miałam banana na twarzy 😀

  • Wiesz, podoba mi się ten twój sekret bo też taki mam- uwielbiam wyluzować się czasami przy fajnym romansidle.
    P.S. oglądanie zdjęć Jensena Acklesa bez koszulki też mi się podoba. 😀

    • Jensen to jednak Jensen <3 Zazwyczaj nie świruję na punkcie sławnych mężczyzn, ale jego uroda akurat do mnie przemawia.

  • A mnie jakoś nie ciągnie do książek Giffin. Pewnie dlatego, że teraz wszyscy czytają jej książki, a mnie po prostu odrzuca to, co w danej chwili mają wszyscy i czym wszyscy się zachwycają (dlatego tez długo nie lubiłam spodni rurek czy butów balerinek). Za jakiś czas, kiedy już trochę o tej autorce ucichnie, pewnie sięgnę po te tytuły. 🙂

    • A widzisz, ja czytałam te książki w oryginale dawno dawno temu zanim jeszcze w Polsce się w ogóle pojawiły, dlatego teraz mogę śmiać się w kącie. Ale doskonale Cię rozumiem – też nie lubię zabierać się za rzeczy modne w momencie, kiedy są modne 😛

    • Joanna – dlatego ja też byłam średnio przekonana, jak zaczynałam je czytać, ale okazało się, że jednak ci wszyscy mają rację. 🙂 To jak już się skończy moda to sięgnij po nią – naprawdę polecam 🙂

  • Anonymous

    Mój sekret – jarałam się 1 częścią „Pięćdziesiąt twarzy Greya” ale drugą już przestałam 😀 jestem chętna na wtorek z Martą!!!

    • Ja nie czytałam, tylko słyszałam skrajnie różne opinie 😀

    • Przeczytałam całą serię „Pięćdziesiąt Odcieni” i wiem że te książki bardzo wciągają. Kiedy zaczniesz czytać nie możesz się oderwać 😉

  • Też czasem potrzebuję dobrej powieści dla kobiet 😉 Czytałaś może już coś Renaty L. Górskiej? Ja przepadłam w jej książkach

    • Nie, nie czytałam – zapiszę sobie. Teraz mam sporo książek w kolejce, ale jak mi się skończą, to poszukam.

    • Polecam zdecydowanie książkę Renaty L. Górskiej ‚Za plecami anioła, GENIALNA !! A ksiązki Emily Giffin ‚Cos pożyczonego’ i ‚Coś niebieskiego’ czytałam 4 lata temu i byłam zachwycona, tak jak ty teraz. Niedawno przeczytałam ‚Dziecioodporna’ i ‚Sto dni po ślubie’. I też nie zawiodłam się, a obecnie zabieram się za czytanie ‚Tego jedynego’.
      Obecnie czytam także ‚Cylinder van Troffa” Janusza A. Zajdla, nie jest to powieść typowo kobieca, należy do nurtu fantastyki socjologicznej, mimo to zawiera wątek romansu. Zdecydowanie POLECAM !! 🙂 pozdrawiam 😉

  • Ja również kojarzę film, a książki nie czytałam. I chyba podczas filmu czułam się jak Ty podczas czytania 😉

    • Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, że jest film!

  • Czytałam kieeedyś – lekka, przyjemna książka. A wiesz, że jest jeszcze film? 😉

    • Właśnie dziewczyny wyżej mnie uświadomiły 😀 Obejrzę!

  • Czytałam kilka lat temu chyba wszystkie książki z tej serii i bardzo mi się podobały 🙂 Ja za to, choć też czasem wstyd, totalnie zatracam się w fan fickach. Ale uwielbiam to, więc co tam ^^

    PS. Choć przeglądaniem zdjęć Jensena Acklesa bez koszulki też nie pogardzę! 😀

    • Też czytałam kiedyś fanficki 🙂 Niektóre były bardzo dobre, pisałam też własny 😀

  • Anonymous

    czytalam! nastepnie obejrzaam film 🙂 godne polecenia,lecz tylko w tej kolejnosci:-P

  • a czytałaś kiedyś jakieś „romansidło” Nory Roberts? 🙂 bo ja jestem w jej książkach bezgranicznie zakochana. Kiedyś się tego wstydziłam jak cholera, szczególnie zabierać na uczelnie (bo zazwyczaj czytam na wykładach – ach te listy obecności :(). Wstydziłam się do momentu kiedy koleżanka miała na wykładzie KUBUSIA PUCHATKA! a kolejnego dnia KSIĘGĘ DŻUNGLI! 🙂

    • oooo, nie czytałam 🙂 Dobra ta Nora, tak? Poszukam czegoś, jak mi się mój stosik skończy 🙂

  • Anonymous

    Czytalam to 🙂 mega, mega! Czytalam z tak samo zapartym tchem

  • Anonymous

    Chociaż generalnie uważam się za osobę, u której byle jaki film nie wywołuje łez, to jednak płakałam na zakończeniu… „Hannah Montana: The Movie”. I naprawdę bardzo lubiłam oglądać też ten serial. Fakt, miałam 15-16 lat, ale mimo wszystko to już wtedy było uważane za obciach.

    Teraz moje wstydliwe sekrety to rzeczywiście raczej zdjęcia półnagiego Jensena (i Mishyyyyyyyyyy) 😀

    • Spoko, ja płakałam na ostatnim odcinku HM 😀

  • Rany, ja tak przepadłam wiele lat temu w książki Nory Roberts. Ciekawy paradkos ponieważ jedna z nich tak mocno podziałała mi na wyobraźnie, że chciałam swoje życie związać z zawodem tam opisywanym. Pamiętam, że była to książka Zrodzona z Ognia i główna bohaterka robila sztukę ze szkła, drugie było Niebo Montany, które sprawiło, że bardzo chcę rzeczoną Monatę zobaczyć 😉
    Tak moim sekretem jest to, że wciągam się w książkowe historie tak bardzo, że przekuwam je do swojego jestejstwa. Miłość do latania i nurkowania mam z jeszcze innych książek 😉
    No i generalnie to śluby i wesela lubię bo się zawsze wzruszam i cieszę z ludzmi 😉

  • Jeśli chodzi o czytanie czegokolwiek to naprawdę jest powód do DUMY, a nie wstydu, kochana :))

  • Anonymous

    Uwielbiam Emily Giffin i kocham czytać książki o miłości zakończone happy endem i nie wstydzę się tego!!!! 🙂 Po prostu przepadam, nie ma mnie dopóki nie doczytam ostatniej kartki, a potem za kilka miesięcy gdy szczegóły fabuły zaczynają się zacierać często wracam do nich. Tak było na przykład z ” Coś pożyczonego” 😀

    • Ja się naprawdę zakochałam w tej książce 🙂

  • Anonymous

    Ile kosztował ten zestaw książek?

    • Zestaw książek Giffin czy jak? Jedna książka Giffin kosztuje ok. 37 zł. Można kupić też e-booka – jest tańszy.

  • U mnie sprawa z książkami jest na tyle dziwna, że przeczytane pozycje dzielę na 3 kategorie. Fajne, niefajne i będę-czytać-w-kółko-aż-do-śmierci. Mam kilka takich książek, które nie powalają fabułą na kolaną, a naprawdę mogę czytać je do znudzenia. Seria Ani z Zielonego Wzgórza, Wiedźmin, Trylogia Sienkiewicza, Władca Pierścieni, powieści Marii Rodziewiczówny… do znudzenia.

  • Anonymous

    Ja podobnie jak dziewczyny wyżej KOCHAM Norę Roberts i też się tego wstydziłam ;D
    Bardzo polecam Ci jej książki 🙂
    „Ukryte skarby” sprawiły że zachciałam mieć własny sklepik z pamiątkami 🙂
    „Niebo Montany” uświadomiło mi jak baardzo kocham wieś ;D
    a trylogia „Znak siedmiu” to mieszanka magi, miłości, walki dobra ze złem-ohh to co kocham najbardziej ;D dolicz do tego przystojnych bohaterów ;D
    a wczoraj odkryłam jeszcze jeden „wstydliwy sekret” mianowicie z zapartym tchem zaczęłam oglądać…telenowele „Gorzka zemsta” i emocjonuje się jak moja babcia, ale muszę to napisać ;D kibicuje Sarze i Franco

  • Anonymous

    Ja oglądam Goslinga bez koszulki! <3

  • Emily Giffin świetnie pisze 😀 czytałam dużo jej książek! 🙂
    hmmmm…mój sekret? uwielbiam BEVERLY HILLS 90210 😀 oglądam na okrągło 🙂

  • Odłóż tę książkę do szuflady z napisem „Pożyczyć Patce” 😛 Świetnie zaczęłaś ten wpis xD Już myślałam, że popełniłaś jakieś morderstwo, albo, że notorycznie okradasz sąsiadów xD

  • o tak, guilty pleasures to jest coś 😀 ja mam takie, że czasem lubię słuchać naprawdę dziwnych piosenek 😀
    a poza tym, według mnie romansidła to żadne tam guilty pleasures, się zdarzają. 😀

  • O to mi się podoba *.* Też tak mam, że jak dorwę mega wartościową książkę lub całą serię od razu :P, to zamknęłabym się przed całym światem w moich czterech ścianach i utożsamiała się z główną bohaterką <3 Tylko, tylko to i nic więcej :). Dla paradoksu, właśnie wtedy czuję, że żyję ;-). Nie moim życiem, ale Gwendolyn z Trylogii Czasu, czy Belli z Sagi Księżycowej. I kiedy uświadamiam sobie, że czytając mogę być kim chce, czuję, że będę życ wiecznie, w historiach na kartkach papieru….
    I mam jeszcze taki jeden sekret, który teraz mi przychodzi do głowy- lubię piosenki 1D ;). Może to nie takie straszne dla niektórych, ale wolę się z tym nie obnosić ;-)).
    Pozdrawiam :*

  • Też lubię czytać tego typu historie, czasami nie daję rady czegoś cięższego. Wśród tego rodzaju powieści Emily Giffin naprawdę pozytywnie się wyróżnia. Przeczytawszy ostatnią stronę zawsze mi smutno:D Taka np. Candace Busshnell (Seks w wielkim mieście) dla mnie jest dość ciężka do strawienia.
    PS. Kupiłam i przeczytałam „Dziewczyny z Powstania” – niesamowite wrażenie na mnie zrobiły te historie.
    Ps2. A jaki sekret ma Patryk?:D

  • Co za zbieg okoliczności, akurat czytam „Coś pożyczonego”. Mam także w domu „Coś niebieskiego” i od razu zaczynam ją czytać, gdy skończę pierwszą część. Jestem dopiero w połowie, ale bardzo mi się podoba. 🙂

  • Anonymous

    Koniecznie przeczytaj „Pewnego dnia” E.Giffin – mnie bardzo się podobała:)*

  • Moja babcia miała całe półki Harlequin’ów, a ja je zawsze czytałam, gdy przyjeżdżałam do niej na wakacje. Miałam nawet swoje ulubione, do których rok w rok wracałam. To przyjemna, lekka lektura, w sam raz, żeby się zrelaksować, nie trzeba się na niej specjalnie skupiać, a na prawdę daje odpocząć umysłowi od codzienności. Nie wiem czy Harlequin’y się jeszcze produkuje, ale te, które czytywałam były na prawdę przyjemnymi, choć płytkimi książeczkami.

  • czytałam i wciąż do niej wracam – uwielbiam tę książkę!
    Poza tym namiętnie czytam romanse historyczne 😉 Mało kto jest w stanie zrozumieć, że potrafię siedzieć godzinami i czytać 500 stron o XIX wiecznej angielskiej prowincji i jej bohaterach 😉

  • Ja czytałam „Coś niebieskiego” i bardzo mi się podobało 🙂 I też lubię książki o miłości. Happy end musi być 🙂

  • No to wiem już, co sobie sprawię (jak zdążę) na moją podróż! 🙂 Dzięki, zachęciłaś mnie, też czytam romanse, oglądam romanse, wzruszam się i pochłaniam wszystko, co dobrze napisane czy pokazane o miłości 🙂

  • Znalazłam tę książkę za darmo w pdf w internecie, więc jak tylko skończę tą co teraz czytam biorę się za „Coś pożyczonego” ^^

  • Świetna książka! Dzisiaj zaczęłam ją czytać na internecie (żeby sprawdzić czy się nadaje) i już wiem, że ją kupię ! Dzięki Marta! ;** ♥

  • Uwielbiam czytać romansidła, a nawet typowe harlequiny. To mnie odpręża. No i lubię piosenki wykonawców, których ‚nie powinnam’ – jakiś kawałek Iglesiasa,Britney, albo Piaska.
    Dziwne to, że im starsi tym bardziej się wstydzimy…
    Dziewczyny podały już super książki Nory Roberts, więc nie będę się powtarzać – zresztą książek ma ogrom, więc każdy może wybrać coś dla siebie. Ja polecam Ci Linda Howard – Mr Perfect – jest kot, jest namiętna miłość i jest wątek kryminalny, a do tego napisana z humorem 🙂

  • Anonymous

    Marta odpisz mi proszę na wiadomość e-mail, gdy znajdziesz czas oczywiście 🙂

  • Marta przeczytaj „Pewnego dnia” tez E.Giffin. Wciaga jeszcze bardziej niz „Cos pozyczonego”. Wlasnie sie o tym przekonalam 😉

    • Anonymous

      Masz absolutną rację:)!

  • Mój sekret książkowy… Co jakiś czas w tajemnicy przed całym światem czytam Dynastię Miziołków, bo to moja ukochana książka z tego młodszego dzieciństwa. Raz na jakiś czas sobie ją wypożyczam starając się nie patrzeć pani w bibliotece w oczy, a później chowam pod poduszką i czytam jak nikogo nie ma w pokoju. Wyrastanie z czegoś to najstraszniejsza rzecz na świecie :(. Pozdr.

  • „przeglądanie zdjęć Jensena Acklesa bez koszulki” – cios w samo serce. Co do książki – mam to w domu i odkąd pamiętam uważałam to za szajs (mamci własność, a co). Chyba byłam w błędzie.

  • http://tamgdzienieczekanikt.blogspot.com/search/label/Emily%20Giffin ja lubie i czytałam mimo iz polecany wiek to moje naście na karu:D

  • Anonymous

    Czy któraś z Was- czytających „Coś pożyczonego” oglądała może ekranizację? Jestem ciekawa czy bardzo się różnią. Niestety, obejrzałam już „Pożyczonego..” i teraz trudno mi zabrać się za książkę 🙂

  • Ja również czytam romansidła, ale historyczne 😉 Takie harlequinowe, o przewidywalnej fabule, najlepiej z mojego ukochanego XIX wieku. Wprost je uwielbiam i pochłaniam tonami 😉

  • Anonymous

    Zachęciłaś mnie tym postem do przeczytania tej książki. Tak mnie podjrałaś, że nie wybrałam się do księgarni tylko zakupiłam e-booka. To nie to samo, wiem, musiałam zapisywać na tablecie na której stronie skończyłam. Koniec całkowicie mnie zaskoczył- byłam pewna, że Rachel wyprowadzi się do Londynu, Dex weźmie ślub i nigdy już się nie spotkają. Żałuję, tylko że na koniec nie było nic o tym jak zakończyła się ciąża Darcy. Zaraz zaczynam „Coś niebieskiego”. Dziękuję!

    A Tobie, Marta, polecam książkę Glorii Goldreich „Kolacja z Anną Kareniną” – również o przyjaźni 🙂

  • Nie potrafię jeździć na rowerze i też lubię czytac romanse ;-;