Teoretycznie to wszystko jest bardzo proste.
Bam, bęc, gwiazdy przed oczami i motyle w brzuchu i już wiesz, że to Ten Jedyny. Potem trochę romantycznych uniesień, parę miesięcy namiętności, a następnie ustatkowanie i kojąca stabilność, która sprawia, że człowiek staje się tak szczęśliwy, jak po zjedzeniu naprawdę dobrej pizzy z podwójnym serem i gęstym sosem. Udało się Bradowi z coraz chudszą Angeliną, księżna Kate i William też mają się nieźle, a portale plotkarskie huczą od doniesień na temat coraz szybszego ślubu eks-Hannah Montany z przystojnym i wysokim jak wieża Australijczykiem. Skoro im się udało, to na pewno uda się też tobie – wiadomo.No, powiedzmy.
A teraz stań ładnie przed lustrem, popatrz sobie w oczy, przejrzyj na fejsie wasze wspólne zdjęcia i spróbuj odpowiedzieć nieco bardziej szczerze, niż gwiazdy filmowe pytane o wagę:
czy twój związek na pewno jest idealny?



Wiadomo – idealny nie istnieje. Ale zawsze może być prawie idealny i niemal doskonały – rodem jak z jakiegoś serialu dla piętnastolatek albo znudzonych życiem, wiecznie zmęczonych trzydziestek, których największą rozrywką jest wypicie połowy smakowego piwa do kolacji. Związek, w którym zawsze jest cudownie i nawet, kiedy się kłócicie, to i tak przesyłacie sobie całusy i jesteście tak zlepieni w uścisku, że przypominacie nieco upośledzone ośmiornice, które zaplątały się na dobre.

No, mniej więcej chyba tak to wygląda.
W każdym razie, większość z nas chciałaby żyć w takim związku – no wiecie, perfekcyjnym do cna, w którym nawet znajomi nie mówią już na was po imieniu, tylko wymyślili wam własną ksywkę, coś w stylu takiej polskiej, zwykłej Brandeliny. I większość z nas nawet myśli i twierdzi, że właśnie w takim doskonałym tworze żyje. Bez skazy, zmazy i chwil, kiedy którejś stronie śmierdzą stopy po ciężkim treningu.
Na pewno?

JAKI TO JEST ZWIĄZEK IDEALNY?

Zastanówmy się nad tym, jakie cechy powinien mieć związek idealny. Czy on powinien codziennie obsypywać ją różami, które będą przywożone przez wielkiego tira? Czy ona musi dzień w dzień masować mu barki i mówić, jaki jest wspaniały? I wreszcie: czy oni zawsze muszą spędzać czas razem, niczym dwie pijawki, które się do siebie przyssały i teraz nie mogą się odczepić?
Nie sądzę.
Oczywiście, że każdy ma swoją wizję idealnego związku: dla jednego będzie to relacja, w której w każdy sobotni wieczór piją piwo i grają w przygodówki; dla drugiego wystarczy dobre życie intymne; trzeci natomiast będzie wymagał na każdym kroku romantycznych uniesień rodem z jakiegoś harlekina, które będą świadczyć o wielkiej miłości.
Wydaje mi się jednak, że da się pewne cechy wyróżnić. Rzeczy, które są wspólne i sprawiają, że związek rzeczywiście można z pełną dumą, wypiętą piersią i wspólnym zdjęciem na fejsie ogłosić idealnym.

#1 SWOBODA, ALE.. BEZ PRZESADY

Dobra. Nie chodzi o to, że jedno drugiemu mówi, że – cytuję! – „idzie na kibel”,  albo obcina przy nim paznokcie do stóp. Nie polega to też na tym, że czuje się na tyle swobodnie, aby wybekać mu cały alfabet pod balkonem w ramach okazywania miłości albo opowiadać jakieś straszne szczegóły dotyczące higieny intymnej. Nie, nie tędy droga.
Chodzi o inną swobodę: taką, która pozwala ci się wypłakać, nawet, jeśli jesteś facetem i powinieneś zawsze trzymać pion i minę a’la Rambo; taką, która sprawia, że nawet jeśli jesteś chora jak cholera, masz doły pod oczami koloru dojrzałych śliwek, pocisz się jak świnia, a twoje włosy od tygodnia  nie widziały szamponu, bo cholerna grypa ci na to nie przeszkadza, to pozwalasz mu cię zobaczyć i się tobą zaopiekować. Wiecie, o co mi chodzi: o swobodę niewymuszoną, nienarzuconą, naturalną i niezbyt wulgarną. Taką, że na pewne rzeczy pozwalacie i czujecie się przy tej drugiej osobie bezpiecznie i komfortowo, ale nie taką, aby kompletnie przestać dbać o siebie, na nogach wyhodować muchomory i uznawać, że skoro jesteście razem pół roku, to częste mycie zębów nie jest już koniecznie.

#2 WSPÓLNE ZNACZY DOBRE

To nie muszą być – wbrew pozorom i hasłom rzucanym przez portale dla kobiet – wspólne zainteresowania. To, że on gra na gitarze, wcale nie znaczy, że ty też musisz brzdąkać jak szalona i wywijać niczym rockandrollowiec; chodzi o to, abyście mieli o czym gadać. I nie mówię tylko o tym, żeby opowiadać sobie jak wam minął dzień albo co was dziś wkurzyło; chodzi o dyskutowanie, rozmawianie, ba, nawet kłócenie się  – przecież i tak prędzej czy później się pogodzicie. Ale wspólne nie powinny być tylko rozmowy: to muszą być także czynności. Może to być nawet oklepane przez większość par oglądanie filmów czy spacerowanie po mieście bez celu szlifując ulice. Cokolwiek, co robicie razem.
I nie, czynności w sypialni się nie liczą. Obściskiwanie i wymienianie hektolitrów śliny też nie.

#3 UMIEĆ PRZEPROSIĆ

Bo możecie się kłócić, wkurzać, rozchodzić, schodzić, godzić i wyzywać, ale każde powinno umieć przeprosić. I przyznać się do błędu. O dziwo, to jest chyba najtrudniejsze – no bo przepraszam bardzo, kto by chciał mówić, że nie miał racji  – ale chyba najważniejsze. Nic dodać, nic ująć. Po prostu.
Chociaż czasami w gardle ściska i prędzej byś mu jeszcze przyłożyła patelnią, niż przyznała rację.
To tak subiektywnie ode mnie – składowe, które moim zdaniem powinny znaleźć się w idealnym związku. A co wy uważacie za najważniejsze? Jakie cechy powinien mieć związek prawie-doskonały?
No i najważniejsze: czy wasz taki jest?

Przeczytaj także:

  • Chyba z tym przepraszaniem jest najtrudniej, bo każdy ma własną dumę (zwłaszcza faceci) i nikt przed nikim się nie ugnie. Nawet, jeśli się kochają, a właściwie – przede wszystkim wtedy. Ludzie to są jednak skomplikowani.

    • niby mówi się o męskiej dumie, a tak naprawdę to oni najczęściej przepraszają, mimo że mają rację 🙂 – kobiety są bardziej dumne.

    • to chyba zależy od sytuacji, nie moim celem było generalizowanie 😉

    • W miłości niema nic skomplikowanego. Jeżeli w związku jest szacunek, to rzeczy takie jak przepraszanie się nawzajem nie sprawiają trudności. Nie ma miłości bez szacunku, a unoszenie się honorem świadczy o niedojrzałości partnerów. Takie są moje wnioski, do których doszłam po wieloletnich doświadczeniach na własnej skórze. Jest miłość, jest szacunek. Nie może być inaczej. Nie można unosić się dumą naprawdę kogoś kochając. Oczywiście ewentualna przemoc w rodzinie jest już inną parą kaloszy, której tu nie uwzględniam.
      Miłość bez szacunku, to czysta chemia.

  • Ja w pełni się z Tobą zgadzam i choć te cechy dotyczą mojego związku, to jednak nigdy nie nazwałabym go idealnym 😉 no bo jak sama zauważyłaś – idealne raczej nie istnieją, no może poza związkami niektórych dość znanych blogerek (przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak one te związki przedstawiają ;)).

  • Wychodzi na to, że jest 🙂 W ogóle uważam, że o jakiejś tam prawdziwości i szczerości świadczy to jak się wygląda dla siebie nawzajem na co dzień. Bo można być 24h na dobę wytapetowaną i idealną, ale w tym nie ma za grosz prawdziwości. To tak jakby się czegoś przed drugą osobą wstydzić. A, przepraszam bardzo, ale jeśli nie wstydzisz się pokazać gołego tyłka i cycków, to nie wstydź się też, że jednego dnia zdarzyło Ci się nie ogolić nóg, nie umyć włosów, albo że Ci pryszcz na czole wyskoczył. I nie ma chyba lepszego wyznania miłości, niż to usłyszeć w łóżku o świcie, kiedy ma się wory pod oczami i szopę na głowie „pięknie wyglądasz” 😉

  • I.

    W idealnym momencie napisałaś tę notkę. 🙂
    Dzięki!

  • Ciągle marzę o takim związku idealnym… Myślę, że dobrze jest jeżeli para ma jakiś wspólny cel, do którego będzie dążyć (a nie wzajemnie się zwalczać). Poza tym porozumienie i wsparcie w każdym momencie – to jest ważne. 🙂

  • To ja chyba mam ideał faceta, bo nie dość, że o mnie dba, to jeszcze przeprosić potrafi, czuję się przy nim swobodnie i on przy mnie też, możemy się razem śmiać i mogę sobie przy nim popłakać. Ale sam związek idealny nie jest, bo spotykamy się dość rzadko.

  • Nie jestem w związku, więc trudno mi się odnieść 🙂 Ale teoretyzując, wydaje mi się, że masz rację 🙂

  • Jak dla mnie jeszcze konieczna jest szczerość i zaufanie. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej 🙂 Poza tym, ze wszystkim się zgadzam:)

  • Z tym przepraszam to rzeczywiście mogą być czasem problemy – duma i te sprawy. Myślę, że najważniejsze jest p prostu czuć się przy tym kimś swobodnie – właśnie w taki sposób, w jaki ty to opisałaś 🙂

  • Czemu cały czas masz rację i w 100 % się z Tobą zgadzam? 🙂

  • Anonymous

    o bożyczku, mój związek chyba jest idealny <3 😀

    pozdro600, M.

  • Idealnie chyba nigdy być nie może 😀 ale ważne, żeby ze sobą dużo rozmawiać, kochać się i dbać o siebie nawzajem. Te punkty, co wymieniłaś, są bardzo ważne również. Trzeba po prostu nieustannie pracować nad związkiem i pielęgnować uczucie 🙂

  • I co ma powiedzieć osoba wiecznie wolna? 😉 Wolę być sama, związki, nawet idealne, są dla mnie męczące.

  • Mój związek nie jest idealny, ale nie zamieniłabym go na żaden inny… 😉

    Ściskam i pozdrawiam z Dąbrowy 😉

  • Jaki związek? Nawet koty ode mnie uciekają …

  • Według twoich słów mój związek jest idealny ;D

  • jeu

    dodałabym jeszcze wzajemny szacunek ponad wszystko 😉

  • zgadzam się z tobą. bo chodzi o to, żeby po pierwsze mieć przyjaciela, a po drugie chłopaka/narzeczonego/męża/konkubina.

    P.S. co robisz, że masz taką figurę ? ;o

  • Marta, nawiązując do Twojego komentarza na moim (nowym) blogu, wcześniej podpisywałam się jako Ninówa, więc to oczywiste, że dodałam Cię do linków 🙂

  • Serio, Charlotta?:D To Carrie rządzi! 😀

  • Mój jest chyba idealny 😀 Z tym, że jesteśmy tym typem aspołecznym, który ludzi raczej nie lubi. Mamy jedną, fajną parę znajomych, czasem się widujemy. A poza tym to dom, gdy komputerowe na multiplayer, gotowanie, czytanie, spacery i póki co dwa lata mamy jak z bajki 🙂 Umiemy rozmawiać, umiemy się przepraszać jak coś pochrzanimy i myślę, że to jest klucz 🙂

    • Związki aspołeczne prędzej, czy później się rozpadają. Nie można żyć drugą osobą 24/7. Potrzebni są inni ludzie. I prędzej, czy później któreś z Was do tych ludzi zapragnie. Wtedy pojawi się kryzys, będący dla Was wyzwaniem – czy to drugie będzie potrafiło zrozumieć potrzebę bycia z innymi?

    • Hej, ale tu wcale nie jest napisane, że żyjemy ze sobą 24/7 😉 Napisałam tylko o typie aspołecznym. Jeśli męczy mnie częste przebywanie w większym gronie osób, to wcale nie musi oznaczać, że siedzimy zamknięci w czterech ścianach i jedyne co robimy, to patrzymy sobie w oczy. Zdarza się nam wyjść, spotkać się z kimś, wyrwać do klubu, ale preferujemy inny rodzaj spędzania wolnego czasu 😉

  • Poczucie, że oto funkcjonujemy w ramach związku idealnego to pułpka. Myśl, że wszystko jest pięknie, pasujemy do siebie i będziemy wiecznie szczęśliwi sprawia, że przestajemy dbać o związek. Tak jak w życiu – jeśli coś przychodzi łatwo, nie doceniamy tego należycie. Dlatego wbrew pozorom w związku potrzebne są konflikty, poważne różnice zdań i rozbieżności wydawałoby się nie do przeskoczenia. To uczy pokory, dbania o relację i doceniania tego, co razem się wypracowało.

  • Zgadzam się z tym co napisałaś. Przepraszanie jest trudne, ale widzę że mnie wychodzi to lepiej niż mojemu księciu z bajki. Męska duma? Nie wiem, może, ale czasem to boli. Wszystko co idealne jest nudne. Też wcześniej używałam tego stwierdzenia do określenia swojego związku, używali też je moi znajomi patrząc na mnie i mojego chłopaka. Jesteśmy ze sobą długo i wiele przeżyliśmy i właśnie to się liczy, że idziemy przez życie razem. Ale jesteśmy MY oraz Ja i Ty. Myślę, że wiele osób o tym zapomina, skupia się tylko i wyłącznie na wspólnych planach, a przecież każdy z nas z osobna też wiele ma do zaoferowania.

  • 3 najważniejsze rzeczy, nic dodać, nic ująć 🙂

  • Jak dla mnie związek idealny to taki, w którym druga osoba zawsze cię wspiera, choćby nie wiem co. Kiedy ociera ci łzy i mówi, że będzie lepiej i kiedy się z tobą śmieje. Kiedy ta druga osoba sprawia, że twoje życie staje się stabilne. Lecz przede wszystkim wtedy gdy w związku czujesz się wolną osobą. Możesz rozwijać swoje skrzydła, realizować się, pracować nad czymś bez wytchnienia, lub zwyczajnie leżeć w łóżku cały boży dzień. I oczywiście najważniejszą rzeczą jest aby ta druga osoba była przy tobie równie szczęśliwa.
    W prawdziwej miłości niema „ja”. Jesteśmy „MY” albo to nie jest miłość.