Nie jesteś ambitny, jesteś po prostu chciwy.

My po prostu zawsze chcemy mieć więcej. Mamy pracę, ale inna byłaby lepsza. Nasza szafa pęka w szwach, ale kolejna szmatka zawsze się przyda. W związku jest dobrze, ale przecież mogłoby być lepiej. Niby nasz portfel nie cierpi na anoreksję, ale nikt by nie narzekał, gdyby trochę przybrał na wadze. Dom spoko, ale koleżanka ma fajniejszy. No i życie. Niby okej, jakoś leci, nie ma co narzekać, ale…. gdyby coś się zmieniło, to dopiero byłoby wspaniale.To chyba ludzka natura: założę się, że nawet Bill Gates chciałby mieć więcej kasy na koncie.Niektórzy nazywają to […]

My po prostu zawsze chcemy mieć więcej.

Mamy pracę, ale inna byłaby lepsza. Nasza szafa pęka w szwach, ale kolejna szmatka zawsze się przyda. W związku jest dobrze, ale przecież mogłoby być lepiej. Niby nasz portfel nie cierpi na anoreksję, ale nikt by nie narzekał, gdyby trochę przybrał na wadze. Dom spoko, ale koleżanka ma fajniejszy. No i życie. Niby okej, jakoś leci, nie ma co narzekać, ale…. gdyby coś się zmieniło, to dopiero byłoby wspaniale.

To chyba ludzka natura: założę się, że nawet Bill Gates chciałby mieć więcej kasy na koncie.

Niektórzy nazywają to ambicją: no wiecie, podwyższanie sobie poprzeczki i wieczne dążenie do czegoś lepszego.
Mylą się. To głupota.

I zwykłe niedocenianie tego, co się ma.



RÓŻNICA MIĘDZY AMBICJĄ, A WIECZNYM NIEZADOWOLENIEM

Wszyscy chcą być ambitni, bo przecież tak być powinno: tak każą rodzice, nauczyciele, wykładowcy, pracodawcy i pani sąsiadka z drugiego piętra, która wiecznie marudzi na młodych i leniwych. Powinniśmy się wiecznie starać, wypruwać sobie żyły, mieszać we flakach i sprawiać, by życie nam brzydło, ale nigdy nie przestawać biec dalej – ryjem do przodu. Niektórzy jednak pojmują to trochę inaczej i zamiast robić więcej – chcą więcej.
I wiecznie chodzą niezadowoleni.

Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście, że należy od siebie wymagać, próbować robić jak najwięcej, starać się rozwijać, uczyć, zdobywać kolejne schodki na drabinie kariery i w ogóle robić wszystko, by żyło się jak najlepiej. Pewnie, że spoczywanie na laurach najczęściej kończy się kredytem, nadwagą i depresją: ale na Boga, no bez przesady.
Jeżeli komuś wiecznie nie pasuje jego praca, związek, przyjaciele, dom, życia, ba, nie pasuje mu nawet on sam – no to przepraszam bardzo, ale to nie jest ambicja i chęć bycia, a zwyczajna głupota i łapczywość równa tej, którą przejawia mój kot za każdym razem, kiedy ktoś ma w ręce saszetkę z karmą.

DOCEŃ TO!


Te marudy,ciągle narzekające na swoje życie i wszystko wokoło, popełniają jeden podstawowy błąd – nie doceniają tego, co mają. Nie widzą, że może to nie jest praca ich marzeń – bo muszą coś robić, zamiast opierdzielać się całe dnie i zgarniać za to pieniądze – ale przynajmniej jakaś jest; nie dostrzegają, że może ich partner nie lubi sportu i nie ma klaty jak Beckham, ale kocha najmocniej na świecie; ba, wreszcie nie widzą, tego, że mimo, iż nie wyglądają jak Megan Fox albo Brad Pitt, to na urodę naprawdę nie mają co narzekać, bo mogło być gorzej.

Nie chodzi o to, aby na wszystko się godzić i przyjmować na klatę z wielkim uśmiechem; warto jednak rozejrzeć się trzeźwo dookoła i zauważyć, że może nie wszystko jest tak durne i niefajne, jak na pierwszy rzut oka nam się wydawało.
A potem… próbować to ulepszyć i cieszyć się życiem.

NIE WIDZISZ? ZNIKNIE…

Życie to chamski twór, który lubuje się w robieniu na złość. I tak: jeśli jesteś właśnie taką marudą, której wiecznie nie pasuje i wszystko jest nie takie, to stawiam w zakład mój studencki budżet i kota, że prędzej czy później to stracisz. Wiem co mówię: jak czegoś nie doceniasz, to po pewnym czasie to znika. Nieważne, czy chodzi o sylwetkę, urodę, pracę, miłość czy po prostu fakt, że codziennie możesz wstać z łóżka o własnych siłach. Niedoceniane ucieka.

A wtedy z żalem patrzymy w przeszłość i plujemy sobie w brodę. Bo można było docenić…
i mieć to na zawsze.

I zwyczajnie być szczęśliwym.

A Wy? Doceniacie to co macie, czy raczej zawsze Wam czegoś brakuje? Jak to jest?