Spadaj, nie – czyli o tym, że świat się nie zawali, jeśli odmówisz

My, kobiety, mamy coś takiego, że czujemy misję. Do zbawiania świata. Wydaje nam się, że bez nas, to wszystko pieprznie z hukiem, dlatego zawsze zgadzamy się, by pomóc ten świat ratować. I dlatego robimy dodatkową pracę dla znajomego za darmo, skaczemy wokół naszych chłopaków nawet wtedy, kiedy wcale tego nie wymagają, a dla własnego kota jesteśmy milsze, niż dla siebie.
A potem nagle patrzymy w lustro i jesteśmy zdziwione, dlaczego ciągle chodzimy takie wkurzone, zgorzkniałe i nienawidzące świata.

A odpowiedź jest prosta: bo zamiast się skupić na sobie chociaż przez chwilę, robimy wszystko, żeby zadowolić cały świat.

DOBRZE, NIE MA PROBLEMU

Miałam (i czasami jeszcze mam) problem z asertywnością. Jak większość kobiet. Głupio mi powiedzieć, że mi nie pasuje, albo nie chcę, więc czasami zgadzam się na coś, chociaż wcale nie jest mi to po drodze. Często w odruchu bycia miłą zagarniam też dodatkowe obowiązki, a potem sobie pluję w brodę. Nie mówiąc już o tym okropnym uczuciu, które każe mi myśleć, że jestem odpowiedzialna za cały świat. Wiecie, kiedy ktoś powie „jestem głodny”, a ja już biegnę sprintem do kuchni.

Zadowalanie ludzi level master.

Czasami zgadzałam się na dodatkową poprawkę w pracy, bo było mi głupio powiedzieć, że za to trzeba już dopłacić. Rozumiecie? Głupio mi było przyznać, że za moją pracę należy mi się wynagrodzenie! Tak samo, jak głupio mi było odmówić znajomym zrobienia jakiejś rzeczy. Zawsze było: dobrze, nie ma problemu.

Tyle, że problem przecież był.

CIĄGLE NAM SIĘ WYDAJE, ŻE ŚWIAT SIĘ ZAWALI

Ciągle zgadzamy się na coś, bo boimy się reakcji. Tego, co ludzie powiedzą. Że znajoma się obrazi. Że klient sobie pójdzie. Że chłopak pomyśli, że kiepska z nas dziewczyna.
Albo, nie daj Boże, że ktoś powie, że niezła z nas egoistka. Dlatego mimo tego, że mamy taką samą dobę jak inni, ciągle staramy się ją rozciągnąć, by zadowolić wszystkich na około.
Zapominając o sobie.

I potem się kończy: płaczem, bo nie dajemy sobie rady, gadaniem pod nosem i zamienianiem się w Największą Zrzędę Stulecia.

W jakim celu?
Jeżeli znajomy obrazi się, bo nie macie ochoty gdzieś wyjść – to nie jest dobry znajomy. Jeżeli wasz partner mówi, że jest głodny, to wcale nie znaczy, że macie lecieć na łeb na szyję do kuchni i smażyć schabowe, bo jeszcze sobie pójdzie do jakieś cycatej blondyny. Nie pójdzie, zrobi sobie sam. A jak nie potrafi, to zamówi pizzę. Nawet, jeśli w waszym związku to ty odpowiadasz za jedzenie, nic się nie stanie, jak jednego dnia tego głupiego obiadu nie będzie.
Rany boskie, przecież to tylko obiad, nie?

Jeżeli ktoś oczekuje od ciebie wykonania pracy, to nie bój się powiedzieć, że ta praca kosztuje i ile to wynosi. Jeżeli to znajomy znajomego, to ma dokładnie taki sam obowiązek zapłacić, jak osoba obca. Dlaczego? Bo tobie nie robi różnicy, czy robisz coś dla kolegi wujka, czy dla nieznajomego klienta, wkładasz w to tyle samo pracy i dlatego nie powinieneś się wstydzić głośno o tym powiedzieć. Jeżeli znajomy oczekuje co chwila, że zrobisz coś dla niego za darmo, bo przecież „tobie to zajmie chwilę”, „ty się na tym znasz” – to… sorry. Ty nie jesteś ani pomocą charytatywną, ani matką Teresą.

CZEGO SIĘ BOISZ?

Że nie wypada? Że to niegrzecznie? Że ktoś sobie coś pomyśli? To niech tak będzie. Nie znam nikogo, kto umarł od tego, że ktoś inny sobie coś o nim pomyślał. Znam za to mnóstwo osób, które ciągle mają za dużo rzeczy na głowie, bo nie potrafią raz się przełamać i powiedzieć „nie”.

Ty nie jesteś od tego, żeby zadowalać innych. Ja też nie. A odmawianie nie jest ani niemiłe, ani niegrzecznie. Jest NORMALNE. Nie musisz mieć na coś ochoty, nie musisz mieć czasu na wszystko, a już na pewno nie musisz spełniać czyichś oczekiwań tylko dlatego, że tak wypada.

Wypada to zadbać o siebie i pomyśleć wreszcie chociaż raz tylko i wyłącznie o tym, czego TY chcesz. A nie cały glob.

Bo świat się nie zawali, jak odmówisz. Wzruszy ramionami i pójdzie dalej.
A tobie będzie lżej.