Mam bujną wyobraźnię.W podstawówce z palcem w nosie potrafiłam wymyślić na poczekaniu taką historię do wypracowania, że nauczycielka myślała, że przepisuję to z jakiejś książki. Od samego początku miałam też wyrobione wyobrażenie o życiu – i trudno było było mnie przekonać, że jest inaczej. Zawsze wiedziałam swoje. Do momentu, w którym samo życie walnęło mnie w twarz i kazało się natychmiast ogarnąć.Kiedy macie ambitną duszę, wydaje si
Mam bujną wyobraźnię.
W podstawówce z palcem w nosie potrafiłam wymyślić na poczekaniu taką historię do wypracowania, że nauczycielka myślała, że przepisuję to z jakiejś książki. Od samego początku miałam też wyrobione wyobrażenie o życiu – i trudno było było mnie przekonać, że jest inaczej. Zawsze wiedziałam swoje. Do momentu, w którym samo życie walnęło mnie w twarz i kazało się natychmiast ogarnąć.Kiedy macie ambitną duszę, wydaje się wam, że możecie zostać nawet i samolotem. Że spokojnie pogodzicie pięćdziesiąt zajęć, jednocześnie mając czas na wszystko i na nic. Ba: macie wrażenie, że jeśli tylko postaracie się trochę bardziej, dacie radę zrobić niezrobione i osiągnąć nieosiągnięte.
A potem? No cóż. Potem nagle okazuje się, że czasami ambicja jest jak wybujała wyobraźnia: próbuje stworzyć coś, co nie istnieje.
Ja przyznaję – urodziłam się w czepku i często potrafiłam prześlizgnąć się z jednej sytuacji do drugiej, kiedy był jakiś problem. Aż wreszcie życie stwierdziło, że dwadzieścia lat taryfy ulgowej czas właśnie zakończyć.I wtedy zaczęłam rozumieć kilka zasad, które powinnam pojąć dawno temu.
1. NIE WSZYSTKIM BĘDZIESZ PASOWAĆ
… nawet, jeśli jesteś Bradem Pittem i teoretycznie cały świat cię uwielbia.
Zawsze, zawsze znajdzie się ktoś, komu po prostu nie pasujesz. Ten ktoś może nawet cię nie zna – to nieważne. Ważne, że jak tylko na ciebie patrzy, to wyobraża sobie twoją śmierć, Powolną i w męczarniach.
Wiecie, nigdy tego nie kumałam – całe życie wydawało mi się, że jeśli jestem w porządku dla wszystkich, to wszyscy będą w porządku dla mnie. Potem jednak okazało się, że nie jest tak kolorowo i chociaż chcesz, zawsze będzie ktoś, kto po prostu, najzwyczajniej w świecie, będzie cię nie lubił. Ot tak, dla zasady.
2. NIE ZOSTANIESZ SAMOLOTEM
Najpierw krótkie wytłumaczenie: dlaczego samolotem? Ano dlatego, że za każdym razem, jak przedstawiam Patrykowi moje plany podbicia świata (będę robić to, to i to, skończę tamto, pójdę na kurs tego, zrobię to) śmieje się ze mnie i mówi: ” i jeszcze do tego zostań samolotem”.
No więc właśnie, ludzie. Oświadczam wam, że samolotem zostać się nie da.
To znaczy: da się zrobić sporo w życiu. Ba, da się zrobić większość rzeczy – ale nie na raz. Uwierzcie, próbowałam. Nawet przy posiadaniu gadżetu do cofania się w czasie – takiego, jak miała Hermiona Granger – naprawdę cholernie trudno jest być dziesięcioma osobami jednocześnie.
Głównie dlatego, że próbując robić wszystko, nic nie robisz tak dobrze, jakbyś chciał. To jest jedna z najsmutniejszych prawd w moim życiu – bo marzy mi się robienie TYLU rzeczy! A zwykle kończy się na tym, że sytuacja zaczyna mnie przerastać… i szlag mnie trafia.
3. CZASAMI MUSISZ PO PROSTU WSZYSTKO… OLAĆ.
Znasz ten moment, w którym masz mnóstwo pracy i zapierdzielasz tak szybko, jak Bolt na bieżni? Ja znam. Znam też chwilę, kiedy już mam dosyć, bo wszyscy czegoś chcą – poczynając od moich klientów, poprzez znajomych, a kończąc na koleżance, którą widzę raz do roku i która konkretnie w tym momencie potrzebuje “małej przysługi”.Wiele razy próbowałam ogarnąć wszystko na czas i spinałam tyłek, żeby każdego zadowolić, aż doszło do mnie, że to niemożliwe. Nie ma szans.
I czasami najlepiej jest po prostu na chwilę wszystko olać. Wrzucić na luz. Puścić muzykę, ugotować coś dobrego, położyć się pod kocem i sięgnąć po książkę. Wiecie, jak ciężko jest zdecydować się na wyluzowanie komuś, kto ma przerost ambicji? Ja się dalej tego uczę. Uczę się nie mieć wyrzutów sumienia, że mam wolny dzień. Uczę się rozumieć, że mam prawo do nie odpowiadania na maile w niedzielę, bo tak. I już. Może to i dziwne – ja lubię mieć dużo zajęć, nic sobie nie narzucam, ale za to czasami biorę na plecy za dużo.
Niby to proste i oczywiste, a jednak mi zrozumienie tego zajęło mnóstwo czasu.
4. NIE ZADOWOLISZ WSZYSTKICH
Nawet, jeśli będziesz się dwoił i troił, nigdy nie zadowolisz wszystkich na raz. Ja próbowałam, często swoim kosztem: zgadzałam się na spotkanie nawet, jak mi nie pasowało, odpisywałam klientom w soboty o północy i dawałam się robić w konia, oferując pomoc 24/7. Byłam potulna jak baranek, kiedy ktoś miał do mnie pretensje i robiłam wszystko, żeby każdy był szczęśliwy. Mój błąd.
Dobrze być miłym, dobrym człowiekiem, ale nie należy być waflem. I tak znajdzie się ktoś, kto się do ciebie dowali, bo może.
I tyle.
5. LUDZIE ŻĄDAJĄ, NIE PROSZĄ
A to jest coś, co mnie bardzo wkurza – wystarczy, że dasz palec, a ludzie nie wezmą ręki, tylko całe ramię razem z klatką i brzuchem. Większość osób jest dziwnie roszczeniowa – bo im się należy i już. Mają gdzieś, czy możesz coś zrobić, czy nie, nie obchodzi ich, czy poświęciłeś cały dzień , by im pomóc i wydaje im się, że wszystko, co dostają, mają, bo im się należy. Kompletnie nie są wdzięczni i wiecznie mają pretensje, bo nic nie zaspokaja ich zachłanności. Tragedia. Nie potrafią też doceniać – bo przecież to oni robią łaskę, że coś czytają/przyjmują/zamawiają. Królowie i królewny. A ty jesteś tylko paziem.
Dobra. A teraz czekam na Wasze propozycje – macie jakieś prawdy, których nauczyło Was życie? Wolałabym się poduczyć na Waszych opowieściach, zamiast na własnej skórze, bo trochę już ostatnio po tyłku dostałam.
PS Zapisujcie się do newslettera, bo odpicowałam go bardzo i wygląda teraz super! 🙂 Zobaczcie sami: klik.
A mi zawsze na plastyce pani mówiła, że mama maluje mi obrazki dopóki nie wylądowałam na kółku plastycznym, które prowadziła. 😀
Świetnie i mądrze napisane. I baaardzo mnie dotyczy,jakbyś pisała o mnie. Dobrze jest mieć ambicje, być aktywnym,mieć poczucie,że wyciskamy życie jal cytrynę, jak sama kiedyś napisałaś, a z drugiej strony to uzależnia i męczy psychicznie. Ale… To chyba taki nasz zwariowany sposób na życie 😉
Z wszystkim się absolutnie zgadzam! Zwłaszcza z tym, że nigdy wszystkich naraz nie zadowolisz ani nie będziesz lubiana przez wszystkich na świecie. Po prostu niewykonalne. Zresztą, to tak jak z urodą – jednemu podobają się szatynki, drugiemu wysokie blondynki, a a czwartemu rude, zezowate maleństwa. Tak to już jest. Poza tym, mnie również bardzo wkurza właśnie ta postawa ‘żądam/muszę’ zamiast ‘proszę…’. Próbowałam zadowolić chłopaka/kumpelę/byłego współpracownika/tatę naraz. No k**a, nie da się. Zwłaszcza gdy każde z nich ma inne, nierzadko rozbieżne wręcz, oczekiwania. Dlatego ostatnimi czasy żyję według zasady: najważniejsze moje zdrowie, potrzeby i święty spokój (to ostatnie tyczy się taty, tu postanowiłam czasem pójść na ustępstwa, bo inaczej żyć się nie da). Naprawdę, nie cierpię się kłócić, tym bardziej że już wystarczającą tragedię w życiu przeżyłam i nie szukam specjalnie drastycznych przeżyć, ale jak ktoś mnie już na maksa wnerwia, to zaczynam mieć wyłożone. I wtedy robię, co chcę 🙂 uff.
PS Robienie ‘TYLU’ rzeczy 🙂
Aż chce mi się zanudzić początek piosenki: mam tak samo jak Ty…
Mimo że bardzo chce być samolotem czyli mieć dwa kierunki i do tego koło naukowe i stypendium i jeszcze hobby i jeszcze książki i żebym jeszcze nie była debilem filmowym (facet na mnie narzeka) i zaczęłam się od nowa uczyć francuskiego (tak, to przez Ciebie – możesz czuć się winna, że mnie do tego zmotywowałaś ^^) i staram się biegać co drugi dzień (również przez Ciebie :P) i chcę wystartować na wiosnę w maratonie, a jak nie to przynajmniej w półmaratonie (bo tak. żeby sobie udowodnić, że mogę i ch…) i jeszcze fajnie byłoby się na staż załapać i… no właśnie. Być samolotem.
Uczę się też “odpoczywać” (w Twojej nomenklaturze “olewać”), ale potrzebuję raz/dwa razy do roku nie mieć czasu się w tyłek podrapać. Nie wiem dla czego. Sama (najczęściej na jesień właśnie) to prowokuję. Biorę na siebie pińćset projektów. Ale dobrze mi z tym. Bo później pojadę na żagle na Grecję/Kanarki/Ibizę w przerwie międzysemestralnej i stwierdzę “Zasłużyłaś żeby Twój tyłek fotosyntetyzował hiszpańskie słońce pod tymi palmami.”
Kilka rzeczy w życiu mi nie wyszło, ale nigdy nie “dostałam po dupie”. Czekam właśnie kiedy życie stwierdzi, że zacznie reglamentować mi pakiet “w czepku urodzona” 😛
Pozdrawiam cieplutko (:
P.S. Liczba “i” w pierwszej części zamierzona – czytaj to tak jak dzieci w podstawówce na akademii recytują wiersze (mówią zarówno na wydechu jak i na wdechu, zawsze mnie rozwalało :D).
wiesz, nie czytam Cię regularnie (bo żadnego bloga nie czytam regularnie) ale zawsze z Twoich teksów wyjawiał mi się obraz dziewczyny, która właśnie za wiele o życiu nie wie – tzn. nigdy nie dostała po dupie od losu. To nic złego, wręcz fajnego i do pozazdroszczenia 😉 No, ale życie różowe nie jest, można pracować i urabiać się a potem i tak nic z tego nie mamy. Bo tak.
Fakt, że nie można wszystkich zadowolić doszedł do mnie jeszcze w podstawówce – gdy np. nauczycielka z plastyki wyjątkowo się mnie czepiała a rodzice delikatnie mówiąc olewali przez to że starsze rodzeństwo je bardzo pochłaniało. Kopniak bolał mocno, tak jak i bolał już prawdziwy kopniak gdy dzieciaki ze starszej klasy napadły mnie pod sklepem a w wszystko co po tym w domu usłyszałam przeze mnie było odebrane jako “to twoja wina”.
Patrząc na swoje porażki i sukcesy po “kopniakach” widzę że chyba najistotniejsze to nie poddawać się. Tak, należy pamiętać o sobie, umieć powiedzieć nie itd. Ale nie wolno uwierzyć w to że do czegoś się nie nadajemy. Nie wolno czegoś rzucić tylko dlatego że kilka osób powiedziało że się nie nadajemy.
Jesteśmy tylko ludźmi i mamy ograniczenia fizyczne. Nie rozdwoimy się i każdego kto ma do nas o to pretensje powinniśmy prosić o pocałowanie w cztery litery 😉 Ok, są geniusze, którzy żonglują osiągnięciami ale również wiele tych geniuszy zapomina (albo my tego nie widzimy) że na swój sukces zapracowali z pomocą wielu dodatkowych rąk.
Tyłek z czasem twardnieje, na wiele spraw obojętniejemy (np. na pretensje o cholera wie co :P). Wg mnie najważniejsze to pamiętać o sobie, o tym ze się nie jest robotem i ma się swoje marzenia. I o tym by dać sobie czas 🙂
To nie do końca tak, że nie dostałam po dupie od losu – po prostu o porażkach raczej nie piszę na blogu, bo nie czuję potrzeby. 🙂 Tutaj dzielę się tylko kawałkiem mojego życia, wybranym i w miarę przemyślanym (wbrew pozorom cenię sobie swoją prywatność)
Też się z tym zgodzę – nie poddawać się. Bardzo ważne i bardzo trudne. 🙂 No i jak się nie uda – wstać, otrzepać się, i pójść dalej.
Nie da się mieć rybki i akwariu… w tym samym czasie. Wszystko można mieć, tylko zazwyczaj jest właśnie tak, że trzeba to “kupować” po kolei. I chyba dobrze 🙂
”nie należy być waflem” – Marta!! wygrywasz internety;p zapisuję ;]
ahaha nie znałaś tego? 😀 U moich znajomych to bardzo popularny zwrot 😀
Najważniejsza prawda jakiej nauczyłam się w końcu w tym roku? Nie oglądaj się na innych. Chcesz pójść do kina na nowy film z twoim ulubionym aktorem? Twój ulubiony zespół w końcu gra w Polsce? Chcesz pojechać na wycieczkę do Pragi, bo od dawna chodzi ci to po głowie? Masz pieniądze, czas… problem w tym, że twój chłopak/przyjaciółka/znajomi/siostra nie chcą pójść/pojechać z tobą. Nieważne. Nie oglądaj się na innych, tylko rób to, na co masz ochotę 😉 Na koncert czy do kina można pójść samemu i dobrze się bawić, samotne podróże też potrafią wielu rzeczy nauczyć i sprawić masę radości. W takich sprawach warto nie oglądać się na innych i pobyć swoim własnym przyjacielem i towarzyszem przygód 😉
Bardzo fajne słowa, zgadzam się! Często mam tak że nie mogę się zgrać ze znajomymi, coś tam im nie pasuje.. czy to ma oznaczać że mam rezygnować z wyjścia do kina albo na lody? nie ma mowy! idę sama:)
Nie zaniedbuj siebie na rzecz innych i przede wszystkim myśl o sobie. Oczywiscie w zdrowym sęnsie obydwóch wyrażeń. To czego mnie nauczyło życie.
Mnie życie nauczyło tego, że jeśli dasz się wykorzystać raz, będą cię wykorzystywać cały czas.
Kilka lat byłam w harcerstwie. To były świetne lata, aż zostałam kadrą. Nagle dużo rzeczy trzeba było robić samemu i np. Sprzedawanie zniczy na wszystkich świętych. Kto ogarnie? Ja! Kto pomoże? Wszyscy! I tak np od 6 rano do 18 stałam na cmentarzu i marzłam, bo ktoś zapomniał przyjść mnie zmienić, nie odbierał telefonów a ja nie mogłam zostawić dzieci samych.
Nauczyłam się też, że nie zawsze należy wszystkim pomagać. Próbowałam uczyć znajomego dzieciaka matmy. On ni w ząb nie ogarniał nawet ile to 5+2 (czternastolatek!). Robiłam to za darmo, bo wtedy nie byłam jeszcze korepetytorem. I co. I nagle okazuje się, że to, że ten wspaniały dzieciak nie umie, bo to moja wina, że nie umiem uczyć. Że pewnie za kasę bym się bardziej starała.
Życie nigdy nie jest takie super, jakie wyobrażaliśmy sobie w dzieciństwie. A szkoda!
Z dwoma ostatnimi punktami niestety muszę się zgodzić w 110%. Ludzie zawsze maja postawę roszczeniową i nigdy nie zadowolisz wszystkich.
Mnie jeszcze życie nauczyło, by nikomu nie ufać, nie wierzyć na słowo, jak chcę, aby coś było zrobione dobrze to muszę to zrobić sama (zgodnie z zasadą: umiesz liczyć, licz na siebie), nie powierzać nikomu ważnych dla nas spraw i zawsze pilnować, czy zostały one odpowiednio załatwione. We wszystkim stosować zasadę ograniczonego zaufania. I przede wszystkim, nie być dla ludzi zbyt dobrym, bo jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardy tyłek.
Ooo tak, z tymi punktami też się zgadzam!
Zgadzam się w 100%. Też dochodziłam do tego długo, może nawet dalej dochodzę. Czasem trzeba dostać prawdziwego kopa, że coś zrozumieć. A tak poza tematem. Marta, pisałaś jakiś czas temu, że dobrze znasz angielski, chętnie bym poznała Twoją drogę do tego “umiem”. Jak zacząć, jak doskonalić?
Pozdrawiam, Joasia.
oj tak! punkt 4 to wypisz wymaluj to czego się ostatnio nauczyłam 🙂 po prostu tak się nie da – szkoda, że doszłam do tego tak późno i dopiero po tym jak inni nie docenili mojego wysiłku
W tym wypadku – jak zwykle zresztą – to ja będę uczyć się od Ciebie, a nie Ty ode mnie 😉 Bardzo wiele mądrych słów tu padło, a ja powinnam to sobie wydrukować i w widocznym miejscu serio powiesić 😉
świetny post… zgadzam się ! 🙂
Prawda stara jak świat – nie kręcić i nie kłamać. A jeśli już to robić, to przygotować się na każdą ewentualność.. ale tak się raczej nie da. Potem człowiek biega od pożaru do pożaru i próbuje je gasić, a tak łatwo było im zapobiec – wystarczyło powiedzieć prawdę. Z każdym kolejnym kłamstwem coraz więcej gruntu usuwa się spod stóp.. a samolotem zostać się nie da, więc przez własną głupotę można zaliczyć twarde lądowanie.
P.S. Świetne wpisy, z każdym kolejnym postem zaglądam tu coraz częściej ; )
Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba tutaj 🙂 Zapraszam do zaglądania, zapraszam 😀
najbardziej identyfikuję się z punktem 4. Jestem za dobra dla ludzi, poświęcam się dla nich, a oni często mają to w dupie i potrafią wykorzystać moja naiwność. Ale Marto! Nie mów, że jesteś zbyt ambitna! Bądź nadal ambitna! 🙂
Marta mam takie niedyskretne pytanie – czy blog to twoje hobby, czy już praca i sposób zarobkowania? Jeśli nie, to pomyśl aby blogowanie stało się Twoim zawodem, bo widać, że lubisz pisać i masz dużo pomysłów 🙂
Dziękuję za komplement 🙂 Blog to głównie hobby, to znaczy traktuję go jak pracę, ale nie mam z niego stałych dochodów – ani takich, które np. pozwoliłby się utrzymać. 🙂
Nie ma niczego złego w byciu ambitną osobą, jedynie trzeba zwracać uwagę tez na swoja osobę, bo można się nieszczęśliwie wypalić. W gimnazjum brałam udział w olimpiadach z polskiego, historii, fizyki, w konkursie mitologicznym, matematycznym, ortograficznym itd. Ze wszystkiego chciałam być najlepsza, a wszelkie oceny poniżej trzech z trójką włącznie były dla mnie porażką. I tak przyszło potem liceum, kilka porażek i kompletne wypalenie.
Dopiero niedawno znowu nabieram tempa, jednak już inaczej na to patrzę. Skupiam się na tym co lubię, co może mi się przydać w przyszłości.
Inna rzecz, że od zawsze na zawsze byłam waflem / frajerem / naiwniakiem. Chciałam i chcę wierzyć, że ludzie mają kręgosłup moralny, że są dobrzy. Czasem nie wychodzę na tym najlepiej. A czasem zaciskam zęby i wbrew sobie stawiam się takowym istotom.
Jest to prawdą, że trzeba mieć twardy tyłek, bo niestety wiele osób uwielbia rzucać kłody pod nogi tylko dlatego, że im się nie udało. A skoro tak, to tobie też nie może i kropka. Lepiej wyrównać do poziomu. Nie, nie można się poddawać, zawsze trzeba się podnieść i iść dalej. Rozwijać się, uśmiechać, nawet jeśli inni na siłę marudzą Ci za uszami na ten wstrętny świat.
I rzeczywiście, nigdy w zasadzie mi się nie odwdzięczono za ten tony notatek, które dawałam do kserowania, odpisania. I nie jestem fanką pracy zespołowej. Może się to zmieni, mam taką cichą nadzieję 😉
To zdanie:”Uczę się nie mieć wyrzutów sumienia, że mam wolny dzień” plus cały punkt piąty, to moja definicja ostatniego miesiąca. Do tego dorzuciłabym jeszcze: zdanie jednej osoby nie jest opinią całego świata.
Po prostu fajnie być zawsze sobą, być prawdziwym w każdy calu i robić to, co w duszy gra!
Kiedyś tak próbowałam, ale – jak w Twoim przypadku – skończyło się fiaskiem. I zgadzam się z komentarzem powyżej – trzeba być sobą!
Skąd ja to znam 🙂 Pozdrawiam i dziękuję za imponującego i wciągającego bloga! Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu 😀 zostaje na dłużej!
Twoja imienniczka co też pisze :p
“natknęłam się” dzisiaj na Twój blog, podoba mi się Twój sposób pisania- bardzo bezpośredni;) świetny post, zabieram się za czytanie pozostałych 😉
nie da się zostać samolotem? no i mój świat legł w gruzach 😉
Regina Brett mogłaby napisać książkę pt: “Nie da się zostać samolotem” xd
Kiedyś usłyszałem świetny cytat: Rzeczy niemożliwe robię od ręki, ale na cud trzeba chwilę poczekać. Można to rozumieć na kilka sposobów, ale ja staram się robić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, ale masz racje trzeba czasem odsapnąć i duży cel robić małymi kroczkami.. nie od razu Rzym zbudowano i nie od razu stano się samolotem 🙂
Że ludzi naprawdę pociągają plotki i zmyślone historie o Tobie, które mogą zrujnować Ci życie. A wiadomo, jeśli coś się może stać – to się stanie.
Zgadzam się ze wszystkim! Ja dodałabym jeszcze, że nauczyłam się realizować coś dla siebie. Nic nikomu nie muszę udowadniać 😉
Też jestem bardzo ambitną kobietą, ale od jakiegoś czasu uczę się podejścia – że nie wszystko jestem w stanie sama ogarnąć i uczę się proszenia o pomoc innych. Prosty przykład: jakiś czas temu zostałam wybrana do zorganizowania na przyszły rok tygodnia (!) zajęć dla kilku tysięcy ludzi (w tym ponad 100 obcokrajowców). Moja pierwsza myśl – Super akcja! Zdobędę doświadczenie, podszkolę język…
Jest jedno ALE – mieszkam prawie 200km od miejsca, w którym cała akcja ma się odbywać. Jak więc fizycznie to ogarnąć? Czasami po prostu się nie da…dlatego stwierdziłam, że nie warto zajeżdżać siebie i później biadolić, że mam dość i poprosiłam o pomoc kilka osób. O dziwo nikt nie odmówił! Nawet się ucieszyli, że będą mogli pomóc przy tak ważnej i fajnej sprawie 🙂
Ciężko przestawić się z myślenia: Ja zrobię wszystko najlepiej – na – inni też przecież potrafią – ale wydaje mi się, że warto to dostrzec, bo obie strony mogą na tym wiele skorzystać 😉