Sorry, nie jestem stara

Umywalka była cała czerwona. Podobnie wyglądała podłoga, zazwyczaj niebieska, a teraz upstrzona artystycznie plamami koloru krwi. Moje ręce przypominały dłonie mordercy, który uciekł szybko z miejsca zbrodni, nie przejmując się tym, że jest cały zakrwawiony. Wychyliłam głowę z łazienki i wrzasnęłam:- Paaaaatryk? Kiedy człowiek robi się tak stary, że mu nie wypada?- Nie ma takiej granicy! – Odkrzyknął. W tle słyszałam strzały. Znów grał na konsoli. – To zależy tylko i wyłącznie od tej osoby!- To dobrze – mruknęłam pod nosem. Na kafelki spadła kolejna cze […]

Umywalka była cała czerwona. 
Podobnie wyglądała podłoga, zazwyczaj niebieska, a teraz upstrzona artystycznie plamami koloru krwi. Moje ręce przypominały dłonie mordercy, który uciekł szybko z miejsca zbrodni, nie przejmując się tym, że jest cały zakrwawiony. Wychyliłam głowę z łazienki i wrzasnęłam:
– Paaaaatryk? Kiedy człowiek robi się tak stary, że mu nie wypada?
– Nie ma takiej granicy! – Odkrzyknął. W tle słyszałam strzały. Znów grał na konsoli. – To zależy tylko i wyłącznie od tej osoby!
– To dobrze – mruknęłam pod nosem. Na kafelki spadła kolejna czerwona kropla. Odłożyłam bibułę i spojrzałam na dziewczynę w lustrze. Jej włosy miały rażąco różowe końcówki.
– Nie jestem stara. – Powiedziało do mnie odbicie.

Tak, wiem, nie patrzcie tak na mnie. Zdaję sobie sprawę, że myślenie o starości, kiedy nawet nie skończyło się dwudziestu jeden lat prosi się aż o nalepkę na czole z napisem „dziwaczka”.
Ale to naprawdę nie jest moja wina.

Czasami po prostu czuję się jak stara maleńka. Nie dlatego, że mam taki charakter albo tak mało energii: raczej chodzi o etykietę, którą próbują mi przylepić znajomi. Uuuuu, stały związek, mówią, spoglądając na siebie i wspominając swoje nocne podboje z klubu. Bum. Pierwsza etykieta, prosto na czoło. Uuuu, zakładasz firmę… Łups. Kolejna, tym razem nalepiona na oku. No czemu nie wypijesz kolejnego piwa?
 – Bo nie mam ochoty. BĘC. Dostaję kolejną. Marta, stara maleńka. Może ma już pierwszy siwy włos?
– Ciekawe, kiedy będziecie mieli bobasa! – mówi do mnie koleżanka.
I w tym momencie przegięła pałę.

TAK, JAK SIĘ CZUJESZ…

Bo wiecie, człowiek po osiemnastce staje rozkrokiem i zostaje tak już do końca swojego życia. Z jednej strony ludzie nas poklepują i mówią: tak, tak, poszalej sobie, jesteś jeszcze młody! z drugiej zaczyna się gadanie: przecież jesteś już dorosły, powinieneś wiedzieć, powinieneś to zrobić, powinieneś zdawać sobie sprawę…  Stoisz więc, jak ten kołek, z nogami po obu stronach granicy i zastanawiasz się, w którą stronę pójść. Czy inwestować w siebie? A może zdobywać wspomnienia i imprezować do białego rana? Wybrać się na wakacje autostopem czy złożyć podanie na staż?

A dlaczego nie możesz zrobić wszystkiego?
Dojrzałość to nie to samo, co starość. Możesz być dojrzały i podejmować dorosłe, poważne decyzje: wziąć kredyt, spłodzić dziecko, zakładać firmę, pójść do pracy, brać ślub albo chodzić ze swoim chłopakiem albo dziewczyną raz w tygodniu na wielkie zakupy, zupełnie tak, jak stare małżeństwo.I możesz jednocześnie być młody: tańczyć do upadłego, wypić o dziesięć kieliszków za dużo, spędzać dziesięć godzin dziennie grając w Simsy i czatować na swoje zauroczenie za rogiem, nie mając odwagi podejść. To się nie gryzie.

DWIE STRONY MEDALU

To, że jestem w stałym związku nie oznacza, że kompletnie nie rozumiem szalonych miłości moich koleżanek. To, że zakładam firmę nie zmienia faktu, że śmieję się równie głośno z anegdotek opowiadanych przez kolegę. Nie jestem poważną dorosłą. Jestem młodą Martą. I uwaga: będę młoda, dopóki będę się taka czuć.

Mogę farbować końcówki na różowo do usranej śmierci. Mogę tańczyć tak entuzjastycznie do Dance Central, że nawet nie zauważę, gdy do pokoju wejdzie ktoś inny i przyłapie mnie na śpiewaniu Call me maybe.  Mogę stukać się butelkami, pijąc studenckiego browara na działce i jednocześnie myśleć o tym, co jutro ubiorę na spotkanie z klientem. Mogę wszystko, bo to ja decyduję, kiedy jestem stara. Nawet nie moje ciało: ja sama. Ja w mojej głowie. I żadne cholerne etykiety ludzi mi w tym nie przeszkodzą.

Ludzie nie potrafią zaakceptować obrazu czegoś, co do siebie nie pasuje. Czasami dostaję komentarze mówiące o tym, że jedyne co robię, to planuję całe swoje życie i działam według list. Bzdura: połowa moich decyzji została podjęta w bardzo spontaniczny sposób (TAK, ROBIMY TO!), a większość czasu poza pracą spędzam w tak dziecinny, śmieszny sposób, że totalnie gryzie się to z moim wizerunkiem pseudo-rozsądnej dziewczyny. I co?
Jajeczko. Puzzle nie pasują.

Problem w tym, że my, ludzie, nie jesteśmy jak puzzle: nie musimy się dopasowywać, żeby ktoś mógł na nas przylepić wielką, jaskrawą etykietę. Jesteś taki, jaki chcesz być.
I nie pozwól sobie nikomu wmówić, że jest inaczej.

Znajdziesz mnie:
FACEBOOK || NEWSLETTER || ASK.FM || YOUTUBE || BLOGLOVIN’