Szczerze mówiąc, nie mam nic do palaczy. To znaczy, dopóki nie ma ich w pobliżu.

Tak samo, jak nie mam nic do każdych innych uzależnionych od czegoś ludzi. Dopóki to uzależnienie nie wpływa na innych, nie mam zamiaru kogoś osądzać. Chcesz – truj się, nie moja sprawa, nie jestem ani księdzem, ani prowadzącą programu śniadaniowego, by mówić, jak żyć.

Tyle tylko, że najczęściej z palaczami bywa tak, że wydaje im się, że skoro im dym nie przeszkadza (i z taką pasją go wdychają), to inni też nie będą mieli z tym problemu.
No nie. Bo widzisz, jak palisz, to śmierdzisz. I już.

PALENIE – SPOKO. ZWRÓCENIE UWAGI – JUŻ NIE

Jeżeli gdzieś jest pijany, śmierdzący żul, ludzie nie wahają się ani sekundy, żeby zwrócić mu uwagę (idź pan stąd), zadzwonić na straż miejską (weźcie go w cholerę, bo śmierdzi), albo przynajmniej głośno i bez krępowania się powiedzieć, co się o nim myśli (rany, jak ten koleś wali!). Co innego, jeśli chodzi o palaczy: nie dość, że ludzie wstydzą się zwrócić uwagę, że im to przeszkadza, to na dodatek, jak się już odważą, zostają najczęściej zjechani i nazwani gburami lub, ewentualnie, poinstruowani bezczelnie: jak ci przeszkadza, to sobie idź gdzieś indziej.

NO NIE. To ty trujesz ludzi swoim smrodem, więc jeśli komuś to przeszkadza, to ty powinieneś to uszanować i iść gdzieś indziej. Dlaczego? Bo to ty swoim nałogiem możesz spowodować u kogoś problemy zdrowotne i, co tu ukrywać, po prostu psuć mu humor, bo dym śmierdzi jak cholera i dla osoby niepalącej jest bardzo drażniący. To ty śmierdzisz, czasami wcale nie gorzej, niż żul, więc pyskowanie w takiej sytuacji albo udawanie, że nie słyszy się uwag, jest po prostu nie na miejscu. Nie rozumiem, jak można być tak zadufanym w sobie, żeby nie zorientować się, że komuś twój – i tylko twój! – nałóg może przeszkadzać i może sobie nie życzyć wątpliwej przyjemności wdychania smrodów z papierosa.

Za informacjami na stronie Ministerstwa Zdrowia:

Wdychanie dymu tytoniowego z papierosa palonego przez inną osobę w tym samym pomieszczeniu, jest szczególnie niebezpieczne dla zdrowia, gdyż boczny strumień dymu tytoniowego zawiera od 5 do 15 razy więcej tlenku węgla i od 2 do 20 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez palaczy. Wdychanie dymu wydychanego przez palaczy, zwiększa u osób niepalących ryzyko wystąpienia raka płuc i chorób serca (np. choroby niedokrwiennej serca).

Dym ten zawiera także wiele substancji alergizujących, powodujących łzawienie oczu, podrażnienie błony śluzowej nosa, kaszel, nawracające zakażenia układu oddechowego, a także uczulenia i w konsekwencji astmę. Dodatkowo kontakt osób niepalących z dymem tytoniowym osłabia ich zdolność do pracy, zmniejsza wydajność, demobilizuje i pogarsza samopoczucie.

Szacunki z 2002 roku pokazały, że z powodu wdychania dymu tytoniowego zmarło w tym czasie co najmniej 1826 niepalących Polaków, z czego 933 na niedokrwienną chorobę serca, 692 na udar mózgu, 128 na raka płuc, a 73 na przewlekłą nienowotworową chorobę układu oddechowego.

Ale mimo tego, w większości przypadków, zwrócenie uwagi osobie palącej jest uważane za niegrzeczne. Pewnie, lepiej jest milczeć i wdychać sobie raka. Mmmm. Smakowite.

KULTURA PALENIA

Żeby nie było: nie chodzi o to, że nienawidzę palących czy coś w ten deseń. Mam sporo osób-  przyjaciół, znajomych – którzy palą papierosy i którzy POTRAFIĄ to robić z klasą – wystarczy przecież zrobić kilka rzeczy:

  • przed zapaleniem papierosa spytać, czy komuś to przeszkadza i jeśli tak, to znaleźć sobie ustronne miejsce;
  • jeśli ktoś zwróci uwagę, to nie reagować agresywnie, tylko przeprosić i zgasić – zapalisz sobie w domu;
  • NIE PALIĆ w obecności dzieci i kobiet w ciąży – nie potrafię zrozumieć jak ktoś może być tak nieodpowiedzialny, by narażać zdrowie małych dzieci ze względu na swój nałóg. No sorry.
  • jeśli znajomi palą u mnie, wychodzą na balkon i zamykają za sobą drzwi. Robią to sami z siebie, wiedząc, że u nas jest dom niepalący 🙂 I tyle. Nikomu nie przeszkadzają, a mogą sobie palić ile wlezie, nawet co pięć minut.

Takie proste, a jednocześnie dla niektórych takie trudne dla zrozumienia. Halo, trujecie innych! To tak, jakby narkoman podchodził do ludzi, i wstrzykując lub biorąc coś sobie, dawał to też od razu innym bez ich zgody (tak, porównuję palenie do narkotyzowania się, bo to i to jest szkodliwym i śmiertelnym nałogiem, mimo tego, że ten pierwszy jest społecznie akceptowalny).

PO CO SIĘ MYĆ?

Osoby palące i uzależnione często nie zdają sobie sprawy z tego, jak zapach papierosów przesiąka wszystko, co posiadają i jaki potrafi być nieprzyjemny dla osób, które nie mają styczności z fajkami. Tu nie chodzi tylko o dym: brzydko pachną ich ubrania, dłonie, nie mówiąc już o oddechu. Rozmawianie z osobą, która pali często i nie dba chociażby o gumę do żucia, potrafi być męczące (mówię z perspektywy osoby niepalącej) – bo po prostu brzydko pachnie jej z buzi. Tyle.

Najbardziej niepokojące jest to, że palacze mają wrażenie, że niepalący ich ciągle atakują: jaka była drama, kiedy zabroniono palić na przystankach! Widzę, jak czasami się oburzają, kiedy nie można palić w restauracji… mam wrażenie, że czują się tak, jakby ktoś im zabierał jakieś prawa: a przecież każdy z nas wie, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się drugiego – nic dziwnego, że powstają zakazy, skoro palenie jest szkodliwe dla osób postronnych. Tu już nawet nie chodzi o zapach, ale o to, że bierne palenie jest po prostu cholernie niezdrowe.

Ostatnio wracałam ze sklepu z koleżanką, przed nami szły dwie śliczne dziewczyny, które wyciągnęły fajki i idąc dwa metry przed nami, zaczęły palić. Cały dym leciał w naszą stronę, a nie mieliśmy możliwości ich wyminąć, więc moja znajoma nie wytrzymała i powiedziała na głos:

– Boże, jak to ŚMIERDZI!

Dziewczyny się obróciły, spojrzały, po czym paliły dalej.

Nie wiem – może ja jestem jakaś inna, ale mi by się zrobiło głupio, gdyby ktoś mi zwrócił tak uwagę, zwłaszcza, że rzeczywiście mój nałóg może wpływać na innych i być dla nich nieprzyjemny.

Palisz? To, do cholery, przestań być samolubem, bo nie jesteś pępkiem świata.