Nie sądziłam, że jest coś, co zirytuje mnie bardziej, niż piosenki disco polo puszczane o trzeciej w nocy przez mojego sąsiada, ale byłam w błędzie. Ludzie, którzy zawsze widzą wady innych i nigdy nie dostrzegają swoich irytują mnie jeszcze bardziej, niż „Moja mała blondyneczko” ryczące z głośników w środku nocy.

Wiecie co, zastanawiam się, skąd u ludzi takie braki w wyrozumiałości i empatii… i nie mam najmniejszego pojęcia. Serio.  Czasami mam wrażenie, że wszyscy zamieniamy się w jakieś roszczeniowe potwory, które jedyne, co potrafią zrobić, to stanąć prosto, założyć ręce i krzyczeć: bo mi się to należy!

WYMAGANIA I WYMAGANIA

Kiedy pracujesz dla wybrańca, musisz pamiętać, że istnieje tutaj odpowiednia hierarchia: on daje ci zlecenie, a ty powinieneś mu je przynieść jak najszybciej, i to najlepiej w zębach. Nawet nie myśl o tym, że mogłoby dojść do przekroczenia terminu lub jakiegoś błędu – wybraniec nigdy nie wybacza i najpierw będzie ci robił wyrzuty, a później będzie ci to wypominał do końca waszej współpracy. Nie dla ciebie przypadki losowe, choroby i złośliwość rzeczy martwych, albo padnięty internet – wybrańca nigdy to nie interesuje, bo nie posiada czegoś, co mają inni: empatii. Choćby ci noga odpadła, nic go to nie obchodzi. No do roboty! Za coś ci chyba płacę, nie?

Ale wybrańcy to nie tylko ludzie, z którymi pracujesz: to także twoi znajomi, rodzina, sąsiedzi i koledzy kolegów. To wszystkie te osoby, które zawsze uczepią się czegoś u innych („a mógłbyś tak nie robić?, „a mógłbyś być trochę bardziej taki a taki?„) i potrafią gadać ciągle o tym, co im się w ludziach nie podoba, tylko po to, by robić to samo.

Bycie hipokrytą? A gdzie tam, ich hipokryzja przecież brzydzi. Po prostu… u nich to jest inaczej. Oni mogą.

JA? JA MOGĘ, JESTEM INNY

Zabawne jest to, że za każdym razem, kiedy mam do czynienia z wybrańcem, kończy się tak samo. On widzi u mnie tuzin moich wad, błędów i pomyłek i zawsze wypomina mi je przy każdej wolnej okazji. Że spóźniłam się pięć minut. Że mogłabym szybciej odpowiadać. Że źle coś robię. Że tamto jest nieodpowiednie. Nigdy nie ma problemu z tym, żeby zauważyć u mnie jakąś nieprawidłowość, którą koniecznie musi mi wytknąć, jednocześnie kompletnie nie zdając sobie sprawy, że robi dokładnie to samo.

A kiedy już się go na tym przyłapie, to nie widzi w tym nic dziwnego. Moje ulubione tłumaczenia wybrańców:

  • „Bo widzisz, ja NAPRAWDĘ nie mogłem” – aha, czyli wszystkie moje powody to pierdoły, ale twoje spóźnienie wynikające z tego, że ci się nie chciało, to naprawdę poważna wymówka. Dobrze wiedzieć. Moje życie teraz będzie spełnione.
  • „Bo w mojej sytuacji to coś innego” – oczywiście, bo istnieje podział i po pierwsze, klient to nasz pan*, a w przypadku znajomych, ja jestem plebsem, a ty zasługujesz na specjalne traktowanie. Super. Dzięki, że traktujesz mnie jak jakiegoś podczłowieka. Nie ma to jak szacunek.

    * Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że klientom należy się szacunek, ale jestem też zdania, że praca powinna polegać na współpracy – ty mi płacisz, ja robię coś dla ciebie, jesteśmy równi i jesteśmy drużyną, bo razem chcemy osiągnąć jakiś cel.

  •  „To wcale nie to samo” – to dokładnie taka sama sytuacja, jak ta ze mną, ale po prostu nie możesz przyznać, że tobie też się to zdarza. Duma to ciężka rzecz do przełknięcia, nie mylę się?
  • 4. „U mnie to jest trochę, a u innych…” – czyli w sumie robisz to samo, co ludzie, których krytykujesz, ale oni oczywiście robią to gorzej i bardziej, bo przecież nie są tobą. Bardzo logiczne.

I wiecie, co najbardziej mnie w tym boli? Że zawsze w starciu z wybrańcami kończę jako frajer, bo za każdym razem staram się zrozumieć ich tłumaczenia i być cierpliwą, a potem sytuacja się obraca i okazuje się, że wcale nie jest tak, że skoro ja byłam wyrozumiała, to oni też będą.  Ja mogę czekać trzy tygodnie na przelew i nawet nie jęknę, ale kiedy mi się zdarzy coś spieprzyć, to mam wrażenie, że zaraz na moją głowę spadnie jedna, potężna błyskawica gniewu ze strony wybrańca. Bo jak tak mogłam?! PRZECIEŻ IM SIĘ NALEŻY.

NIE JESTEŚ KIMŚ SPECJALNYM

Albo inaczej: każdy z nas jest specjalny na jakiś sposób, więc nie masz prawa na prawo i lewo wymachiwać swoją roszczeniową postawą i swoim wiecznym JA JESTEM NAJWAŻNIEJSZY. Bo nie jesteś. Jesteś tak samo ważny jak inni, i tak samo jak inni, masz prawo do błędu, pomyłki i posiadania wad. Tyle, że skoro masz je sam, to przestań wytykać je u innych. Ludzie, trochę empatii i zrozumienia, a cały świat będzie dużo lepszym miejscem.

Wystarczy przestać skupiać się wyłącznie na swojej dupie.  

  • MR

    Bo są ludzie, a wśród nich zdarza się duże grono taboretów. Niestety.
    Pozdrawiam,
    M.

    • Ja slyszałam „są ludzie i taborety, ale żeby się klamką urodzić – to dopiero sztuka!” . Nawet mnie to śmieszyło 😀

      • MR

        Dobre! Pożyczam <3

  • Też nie lubię takich ludzi, ale niestety czasem jest trochę jak oni. Zwłaszcza wobec nich. Bo często gdy niestety muszę już takim ludziom się tłumaczyć z czegoś, a oni jakby w ogóle nie dostrzegali powagi sytuacji, to używam niektórych z wymienionych przez Ciebie zwrotów. Podświadomie. Nie wiem czemu.
    Mam nadzieję, że mimo to nadal jestem w miarę dobrym człowiekiem.

  • Martyda

    Mam dokładnie tak samo. Mam taką koleżankę, która mówi że spotkamy się w sobotę na dyskotece, po czym w sobotę dostaję sms że się spóźni bo jest w pracy, a potem kolejny sms że jednak jej nie będzie. A jak ja kiedyś odmówiłam spotkania to była oburzona tym że nie przyjdę, i mówi jak bardzo ją zdenerwowałam.

  • Martyda

    Nie lubię takich sytuacji gdy w grupie jest osoba która ma na sobie trampki, z czego ktoś się głośno wyśmiewa ( bo to np dziecinne nosić trampki czy wieśniackie) dobrze wiedząc o tym że taka osoba stoi obok. A zachowuje się jakby nigdy nic. Gdy ja jestem na miejscu osoby noszącej trampki czuję się źle że się nie odezwałam, i nie zawalczyłam o swoje.

  • Martyda

    Albo taka sytuacja;

    M. Ja wolę ziemniaki.
    D. A ja właśnie nie! Kasze wole! Mi ziemniaki wgl nie smakują i nie wiem jak można je jeść.
    B. Ja też wole kasze, oczywiście że jest lepsza, nie rozumiem kogoś kto je ziemniaki, co za debil i wieśniak.
    M. ……………………..

  • Doooooooookładnie. Ostatnie zdanie wygrało wszystko <3

  • Dagmara (Sztuka Codzienności)

    Hehe świetny tekst! Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Agata

    Lepiej bym tego nie ujęła! Zawsze lepiej jest widzieć tylko czyjeś wady, niedociągnięcia, ale jak się zwróci komuś uwagę, że tobie się przecież też coś takiego zdarzyło, to już jest obraza majestatu i odwracanie kota ogonem :p i wychodzi, że jak zawsze to ja jestem ta najgorsza, no bo jak to? Przecież oni mogą, ale ja już nie, bo moja sytuacja to jest zupełnie inna niż ich… Jak ja to dobrze znam :p Pozdrawiam Marta! :))

  • Od takich ludzi staram się trzymać z daleka, gorzej kiedy nie idzie całkowcie odciąć się od nich.

  • jej „Moja mała blondyneczko” to akurat moja ulubiona 😉

  • Codziennie rano powtarzaj sobie, że ludzie, z którymi pracujesz i napotykasz na swej drodze są ważni. Sprawdź różnicę 🙂

  • bo niektórzy z „wybrańców” uznają za dzień stracony jeżeli po prostu kogoś nie zgnoją. im więcej osób na ich drodze zostanie zdeptanych tym oni będą czuli się jeszcze lepsi i bardziej „wybrani”.

  • No niestety empatia to w ostatnich czasach mało znana cecha. Wielu widzi tylko czubek własnego nosa :/ Przykro! 🙁 Ale jak trafiam na kogoś takiego- uciekam jak pieprz rośnie. Bo ważne żeby otaczać się ludźmi, którzy są tego warci 🙂

  • Ale sytuacja już opanowana, prawda? 🙂

  • Lina

    Nie wiem czy Cię to pocieszy ale ja też zawsze kończę jak ten frajer ;D
    Swoją drogą: tacy ludzie również mnie irytują. Udają doskonałych ale nie bardzo im to wychodzi. Aż nie wiadomo czy ich nienawidzić czy może im współczuć…

  • Paulina

    Nie wiem dlaczego, ale przez ten tytuł przypomniał mi się tekst Harry’ego Pottera „Ale… przecież ja właśnie jestem wybrańcem” :’)

  • Z drugiej strony – niezbyt dobrą postawą jest, gdy patrzymy na wszystkich, tylko nie na siebie. Pomagamy innym, skupiamy się na nich, a własna przyszłość leży i domaga się pieszczot i innych takich… Trzeba znaleźć w tym jakiś złoty środek.
    PS nienawidzę disco polo, więc pewnie bym do sąsiada poszła i z kapcia mu walnęła.

  • Ja nazywam takich ludzi trochę inaczej – dupki 😉