– A ty Martuniu, kim będziesz w przyszłości? – spytała mnie kiedyś babcia, stawiając przede mną cukierniczkę i parującą herbatę. Spojrzałam na nią, jej siwe, pokręcone włosy i twarz, która gdyby nie zmarszczki, byłaby identyczna z twarzą mojej mamy.
– Będę dziennikarzem – odpowiedziałam, biorąc szklankę do ręki. Babcia rzuciła mi wtedy tylko jedno spojrzenie. Takie, które krzyczało: Boże, co ty dziecko robisz ze swoim życiem? Każdy, dosłownie każdy rzucał mi to spojrzenie, kiedy mówiłam o swoich planach. Przyzwyczaiłam się. Mówili także: zobaczysz, jeszcze ci się odwidzi.
I odwidziało. Tyle tylko, że nie z tego powodu, o którym wszyscy myśleli.

Tekst, który słyszałam praktycznie non stop, kiedy tylko wspominałam o byciu dziennikarzem, był zawsze ten sam: jeszcze się rozczarujesz, zobaczysz, do tego trzeba mieć znajomości, kontakty i szczęście. Razem z nim pojawiało się też często mówione ze sztucznym uśmiechem pytanie: dalej ci nie przeszło? i ale wiesz, że będziesz bezrobotna? Strasznie mnie to denerwowało, ale zaciskałam zęby i grzecznie odpowiadałam, że nie będę, bo za bardzo chcę nim być, żeby się poddać.

11313362_1639697206254241_1336705761_n

przy robieniu materiału do Gazety Lubuskiej, 2013

I miałam rację. Pracowałam w redakcjach, czułam się jak ryba w wodzie pisząc artykuły, robiąc zdjęcia, biegnąc na sondy i rozmawiając z ludźmi. To nie rozczarowanie dziennikarstwem sprawiło, że nagle mi się to wszystko odwidziało. To nie było tak, że przepełniła mnie jakaś gorycz, marzenia się rozpadły, a ja nagle poczułam się najbardziej rozczarowaną osobą na całym świecie. Nie: praca w redakcji była dla mnie czymś wspaniałym. To praca wymagająca, ale dająca niezłą satysfakcję, zwłaszcza, kiedy czytelnicy ufają ci na tyle, że dzwonią do ciebie i proszą o pomoc albo podrzucają temat.

DSC04403-700x525

Wielu moich znajomych (i w sumie moja rodzina też) myśli, że nie kontynuuję studiów na dziennikarstwie i nie gadam już o pracy w gazetach dlatego, że się tym wszystkim rozczarowałam. Wcale nie.

Mogłabym być dalej dziennikarzem i czuć się dobrze, ale problem pojawił się gdzieś indziej. Ja po prostu znalazłam coś, co lubię robić BARDZIEJ. Tylko tyle.

UPS, KOCHAM COŚ INNEGO

Znacie te sytuacje w życiu, kiedy ktoś kogoś kocha, tylko sam o tym nie wie? Często tak jest na przykład między przyjaciółmi. Ona go kocha i nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki nie pojawi się długowłosa brunetka, która nagle sprzątnie go sprzed nosa. I nagle wielkie zaskoczenie, bo ona zaczyna za nim tęsknić i uświadamia sobie, że już od dawna nie traktowała go tylko jako kumpla z dzieciństwa, ale kogoś więcej.

Tak miałam z lekką atletyką. Jak trenowałam, to potrafiłam narzekać – że nigdy nie mam wolnych weekendów, że zawsze zawody są wtedy, kiedy w mieście dzieje się coś fajnego, że trening trwa długo, że znów są tempa i już mi się nie chce, że nie mogę iść ze znajomymi wieczorem, bo mam sezon i muszę unikać alkoholu i kłaść się szybko spać.
A potem, kiedy postanowiłam, że kończę moją sportową karierę, nagle do mnie dotarło, że ja nie potrafię bez tego żyć – chociaż wydawało mi się, że odejście i życie normalnym życiem, a nie życiem sportowca jest właśnie czymś, czego ja tak bardzo pragnę!

77

Ludzie są dziwni w swojej logice.

Długo dochodziłam do tego, że mój przyjaciel – sport – był naprawdę miłością mojego życia. Zawsze gdzieś tam obok mnie był, od kiedy pamiętam, i chyba dlatego nie widziałam w tym nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Ot, trenuję, wielkie mi halo – robię to przez tyle lat, że traktuję to nie jako dodatek, a jako normalną część mojego życia. Kiedy zrezygnowałam z treningów, najpierw strasznie się cieszyłam wolnością: zaczęłam uprawiać inne sporty, czasami nie ćwiczyłam przez całe cztery dni (dla mnie to był szał i wielka rozrywka), mogłam wreszcie spędzać wakacyjne weekendy w mieście i nie przejmować się wyjazdami, formą ani tym, czy na pewno ważę 50 kilogramów i ani grama więcej. Luz blues. Wolność.

Tyle, że ta wolność to mi się tak nie do końca zaczęła podobać.  Czułam się coraz gorzej, zaczęłam się dołować i pewnego wieczoru usiadłam na tyłku i założyłam Codziennie Fit, z myślą o tym, że to mnie zmotywuje do zdrowego trybu życia. Minęło 1,5 roku, w tym czasie zapisałam się na siłownię i zobaczyłam, jak wygląda praca trenera personalnego i instruktora. No i wpadłam jak śliwka w kompot. Już nie chciałam być dziennikarzem.

NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE MUSISZ MIEĆ JEDEN PLAN

Ludzie się boją zmian. Jak już coś wymyślą, to trzymają się tego do końca i próbują nie zbaczać z drogi, bo przecież już tak ustalili i tak ma być. Bo co, jak im się z tym drugim nie uda? A co, jak tamto też się znudzi albo zbrzydnie? Moja decyzja o rozpoczęciu magisterki na AWFie była wielkim szokiem dla większości znajomych („a czy po tym jest praca?”, „a to nie lepiej mieć dyplom z jednego?”, „a czy na pewno tak można?„), niektórzy do tej pory zbierają szczęki z podłogi i są przekonani, że Marta z płaczem uciekła z dziennikarstwa 🙂

1

A ja się cieszę. Dzisiaj właśnie zaniosłam papiery, jestem na pierwszej stronie listy rekrutacyjnej, mam sporo punktów, we wtorek wyniki. Kiedy teraz ktoś mnie pyta, co chcę robić w życiu, to mówię, że na razie chcę blogować, prowadzić Brandburgera i trenować ludzi. W głowie mam kilka pomysłów na działalności, które chcę rozwinąć. A jak mi się znudzi albo znajdę coś innego? To zacznę robić coś innego.

Zmiany planów są w porządku, bo na tym właśnie polega życie pełną gębą. Nie będę szła piaszczystą drogą pełną kałuż, skoro obok mam czysty chodnik.

Życie nie jest od tego, żeby, jak to moja mama mówi, usrać się na jedno i trzymać się tego kurczowo. Na cholerę? Bo wszyscy tak robią? Bo tak wypada? Dajcie spokój.
Wypada to być szczęśliwym. A szczęśliwym jest się wtedy, kiedy robi się coś, co chce się robić.

Przeczytaj także:

  • Marta Grodkowska

    Wielki podziw i wielka zazdrość, w pozytywnym sensie, oczywiście. Szacun!

  • Gratuluję, brawo, pięknie oraz TAK ;-). Fajny powiew dobrej energii dotarł do Germanii gdzie sobie akurat mieszkam i żyję jako mi się chce ;-). Dzięki i pozdrawiam mocno

  • Magdx

    „Moja decyzja o rozpoczęciu magisterki na AWFie była wielkim szokiem dla większości znajomych („a czy po tym jest praca?”, „a to nie lepiej mieć dyplom z jednego?”, „a czy na pewno tak można?” Ja się spytam: a to tak można? 😀 Kończysz licencjat z dziennikarstwa i rozpoczynasz magisterkę na AWFie na zupełnie innym kierunku. Ja to myslalam ze magisterka to kontynuacja z kierunku którego masz licencjat i myslalam ze ten AWF to rozpoczynasz od nowa, od I roku licencjackiego 🙂
    A co do twojej decyzji, to popieram ją 🙂 Ja się cieszę, że ty się cieszysz ze swojej decyzji 😀

    • Magisterka jest niestety w większości powtórzeniem tego, co się poznało na licencjacie. Np ja będąc po socjologii, poszłam na mgr na psychologię w zarządzaniu i… przepisałam oceny z całej części psychologicznej, bo miałam ją na licencjacie. Z kolei ci, którzy byli po zarządzaniu i je kontynuowali, mieli powtórkę materiału z części zarządzania (dosłownie wręcz brali to samo), ale nie mogli przedmiotów przepisać, bo np na licencjacie mieli makroekonomia I, a na mgr makroekonomia II i już przepisanie było niemożliwe.

    • Oczywiście, że można, na tym polega system boloński 🙂 http://www.wprost.pl/ar/167070/Czym-jest-system-bolonski/

  • Klamerka

    Jesteś strasznie inspirującym człowiekiem! Ja nidy nie wiedziałam co chciałabym robić w życiu. Byłam dobra z przedmiotów ścisłych, zwłaszcza z matematyki więc wszyscy to widzieli w mojej przyszłości. Rok temu napisałam maturę i nie było takiego kierunku studiów który by mi się spodobał. Mój chłopak przekonał mnie jednak do informatyki. Może nie lubię tego jakoś bardzo, ale całkiem nieźle mi idzie. Uświadomiłam sobie jednak, że są rzeczy które kocham bardziej i to je chcę robić w przyszłości. Całkowicie odmienne od ścisłej matematyki czy programowania(chociaż programowanie niekiedy pokrywa się z moimi marzeniami). Mimo to traktuję studia informatyczne jako część planu, coś co da mi zarobek, który przeznaczę na realizację moich prawdziwych marzeń. Nawet jeśli wszyscy będą zdziwieni. Nie dbam o to.
    Dziękuję Ci za ten blog moja droga imienniczko. Uświadamiasz wszystkim jak łatwo jest zdobyć szczęście w życiu. Pokazujesz, że może ono stać tuż obok. Wystarczy wyciągnąć rękę. Nie bać się tego.
    Chciałabym tak jak Ty prowadzić bloga, to jedno z marzeń(tu akurat programowanie trochę pomaga), mam nadzieję że w końcu tego dokonam.
    Pozdrawiam.
    Marta

  • Przecudne podsumowanie. Jak zawsze zresztą! 🙂

  • <3 Znów chciałabym napisać coś mądrego w komentarzu, ale wszystko ujęłaś w tym wpisie. A to zdanie "Wypada to być szczęśliwym. A szczęśliwym jest się wtedy, kiedy robi się coś, co chce się robić." to 100% odzwierciedlenie mojej filozofii. I tak jak o tym myślę, to u mnie totalna zmiana tego czym się chcę zajmować w życiu już po studiach, też spotkała się z totalnym niezrozumieniem wśród znajomych i rodziny. Ale najważniejsze to robić to, co się kocha. A żeby dowiedzieć się co to jest, trzeba spróbować wielu rzeczy.

  • I znów mi dałaś kopa…;D
    Jednego tylko Ci zazdroszczę, że wiesz co chcesz robić;) Ja mam teraz podobne dylematy, dlatego daje sobie rok czasu przed magisterką;D
    No i powodzenia na nowej drodze, niejako. ;D

  • Jest dokładnie tak jak piszesz, człowiek całe życie doświadcza, poznaje siebie i wszystko to co go otacza. Nie ma nic złego w zmianie kursu, najważniejsze to mieć swój cel, wartości, priorytety i rozwijać się w tym co sprawia nam największą przyjemność. Warto pamiętać tylko, aby nie zapominać o swoich potrzebach samorealizacji o czym pisałam u siebie: http://www.annedavis.pl/nigdy-nie-jest-za-pozno/ 😉 Powodzenia Marta na AWFie!

  • Trafiłaś w punkt 🙂 Właśnie na dniach do mnie dotarło, że przecież mogę się bez lęku przekwalifikować i pracować w zawodzie innym, niż dały mi studia. Bo co prawda po socjologii i zarządzaniu praca jest, nie mogę powiedzieć, że nie ma, tylko że… okazało się, że mnie nie bawi, kontakt z klientami nie sprawia mi przyjemności, tylko męczy, a na samą myśl, że musiałabym tak pracować przez wiele lat mnie odstrasza.
    Spojrzałam więc do tyłu, na to co robiłam w wolnym czasie i złapałam się za głowę, jaka jestem głupia. Bo owszem, zawsze padała odpowiedź, że najlepiej lubię pisać, ale.. dawno temu w gimnazjum byłam zajawiona kodowaniem, pisałam własne szablony na blogi, uczyłam się tego z wielką przyjemnością. Później w liceum czasu brakło, ja po biol-chemie byłam przekonana, że jestem urodzoną humanistką i tylko praca z ludźmi będzie mnie cieszyć. Tymczasem okazało się, że dużo bardziej wolę pracować z zespołem, siedzieć nad jakimś projektem, ale z daleka od klientów, którzy mnie totalnie męczą. Dużo już zapomniałam z kodowania, znam podstawy podstaw (tym bardziej, że wszystko ciągle się rozwija i ewoluuje) i czeka mnie masa nauki, ale jest to coś, co mnie bawi i cieszy. I mam gdzieś, jak ludzie będą reagować, że dziewczyna z humanistycznym wykształceniem pakuje się w tworzenie stron internetowych itd. Niech mówią co chcą, ja podążam za tym, co czuję, że powinnam zrobić.

  • Jestem na podobnym etapie – skończony licencjat, plany z początków studiów przewrócone do góry nogami. Sama stwierdziłam, że planowanie długofalowe sprawdza się u mnie tylko wtedy, gdy na końcu jawi się cel „być spełnioną i szczęśliwą”. Trzy lata temu nie pomyślałabym,że będę pracować w firmie zajmującej się komercjalizacją badań naukowych i jednocześnie w marketingu firmy produkującej paznokciowe akcesoria (jeśli ktokolwiek wie, jak wygląda mój manicure, jest tym bardziej zdziwiony ;)). W między czasie stwierdziłam, że zmieniam zawód (biotechnologia -> dietetyka), rozwinęłam bloga (który też stał się pobocznym źródłem dochodu). Dużo podróżuję, lubię to, co robię i lubię swoje wyobrażenie przyszłości – zarówno tej bliższej, jak i tej dalszej. Jednak ostatnio odchodzę od skrupulatnego planowania na 10 lat do przodu. Teraz przyświeca mi jedna myśl „bacznie obserwować siebie i środowisko, łapać najlepsze okazje i zawsze maksimum energii inwestować w to, co daje najwięcej szczęścia i satysfakcji – nie to, co brzmi najrozsądniej”.

    Zobacz, kiedy te X lat temu byłysmy pytane przez nasze babcie kim chcemy być w przyszłości, nie mogłyśmy odpowiedziec z pełnym przekonaniem – bo wiele zawodów najzwyczajniej w świecie nie istniało! Obserwować rynek, rozwijać się w kierunkach, które sa zbieżne z aktualnym zapotrzebowaniem i własnymi zainteresowaniami i cieszyć się życiem – to mój plan na najbliższe lata.

    Hmmm, dziewczyno – chyba zainspirowałaś mnie do napisania tekstu 😉

  • Czemu rodzice nie przekazują dzieciom tej jakże mądrej myśli – że można mieć na swoje życie wiele scenariuszy. Dobrze, że jest Marta i jej blog. 😉

  • Patrycja

    „Nie będę szła piaszczystą drogą pełną kałuż, skoro obok mam czysty chodnik” – nie wiem skąd Ty bierzesz te złote mysli, ale są świetne! Bardzo Ciebie podziiam i uważam, że podjęłaś świetną decyzję. Ale nie rezygnuj z blogowania, bo kogo będę czytać? Pozdrawiam ciepło! 😉

    • Blogowanie będzie zawsze, don’t worry! 🙂

  • Anna Bejrowska

    dokładnie! ten totalny stereotyp, że trzeba się nakierunkować na jedną dziedzinę: albo to albo to albo to. Co za bzdura, można wszystko kwestia umiejętności organizacji i chęci 🙂

    trzymam kciuki!

  • Inspirujący wpis! Myślę, że wiek też jest w Twoim przypadku plusem, zmiana głównego planu na tym etapie życia nie zburzy tak mocno dotychczas wypracowanej harmonii. Trzymam kciuki i jako, że sama jakoś mocno stara nie jestem 😉 będę pamiętała o słowach twojej mamy, może warto zboczyć ze ścieżki pełnej kałuż?

    • Jeśli tylko czujesz, że powinnaś zboczyć ze ścieżki, to jak najbardziej – po co się męczyć ?:)

  • Hermia183

    I bardzo dobrze zrobiłaś – jeśli coś Cię cieszy, trzeba za tym podążać. Nawet na rok albo dwa, bo to w końcu będzie czas, który spędzi się szczęśliwie, we własnym żywiole. Tylko proszę o jedno – nie porzucaj bloga, bo dla mnie jest to jeden z najlepszych tworów całej polskiej blogosfery, inspirujący i wywołujący uśmiech i refleksję.
    Pozdrawiam ciepło z niedaleka i życzę powodzenia w rekrutacji;-)

  • Gabriela Żuk

    Marta bardzo dobrze, że uświadamiasz ludziom, że zmiana planów do nie koniec świata wręcz przeciwnie.

    Odkąd pamiętam żyłam w przekonaniu, że należy iść wcześniej wyznaczoną ścieżką, bo jak nie to kaput. Ale życie zweryfikowało moje poglądy i w ciągu kilku miesięcy rzuciłam studia (na których męczyłam się niemiłosiernie) i przeprowadziłam się do innego miasta, gdzie znalazłam pracę.
    Mimo tego, że jeszcze nie wiem co mi będzie dawało satysfakcję i co chcę robić w życiu, czuję się świetnie z tym, że coś zmieniłam.

    A tak między nami, do rzucenia studiów w pewnym stopniu przekonał mnie Twój blog. Dzięki! 🙂

    • Miło mi to słysszeć, dziękuję! Fajnie, że poszłaś swoją ścieżką 🙂

  • Ja miałam podobnie przez ostatnie kilka lat – całą swoją edukację kontynuowałam z przekonaniem, że pójdę na psychologię. O niczym innym w ogóle nie chciałam myśleć, mimo, że w liceum moją wielką miłością stał się język polski. To nic, nadal brnęłam w psychologię. Napisałam matury, dostałam wyniki, zapisałam się na kierunki, po czym nagle, zupełnie niespodziewanie, stwierdziłam, że nie chcę iść na psychologię. Że to jednak nie to, co podoba mi się najbardziej. I tak oto złożyłam papiery na filologię polską. Dostałam się i jestem szczęśliwa jak nigdy. 🙂 Czy będę miała po tym pracę? Jak będę chciała to prace znajdę, nikt nie powiedział, że po filologii muszę być tylko nauczycielką. Ważne, żeby chcieć i mieć parcie. 🙂

    • Dokładnie! To jest właśnie to, co sama mam w głowie 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki!

  • Marcela

    Marta jesteś dowodem na to, że warto spełniać swoje marzenia i walczyć o nie każdego dnia.:-) Najgorsze co człowiek może zrobić w życiu, to żyć tak, jak inni tego wymagają, a nie tak jak on by chciał.

    • Też tak uważam, przecież to nasze życie! Czasami ciężko jest coś zmienić, bo mamy taką sytuację życiową, że po prostu jest trudno, ale i tak warto próbować.

  • Dzisiaj świat zmienia się tak szybko, że trzymanie się jednego planu to prawie duchowe i emocjonalne samobójstwo.

  • Skojarzyła mi się jakaś stara reklama napoju „bo zmiany są dobre!” 😉

  • Teraz to ja zbieram szczękę z podłogi.
    Wiesz, to niesamowite że Ty choć tak młodziutka widzisz rzeczy, których nie widzą często starsi od Ciebie…
    Bo stwierdzenie, że warto rzucić w diabły to, co nie pasuje i zmienić plany jeśli jest taka potrzeba- to naprawdę dużo, bo wiem, jak wielu ludzi kurczowo trzyma się „starego” bo boi się innej możliwości.
    A tymczasem jak wiesz sama- to większego sensu nie ma.
    Przyznaję, zainspirowałaś mnie do zastanowienia się nad moją teraźniejszością 🙂

    • Margerytka, dziękuję! I dziękuję jeszcze za jedną rzecz – wiem, że Ty jesteś na moim blogu prawie od początku, i bardzo to doceniam. Dziękuję!

      • Miło Cię czytać, po prostu 🙂
        Niezależnie od tego w którą stronę podążasz 🙂

  • Kasia

    Jesteś wzorem do naśladowania, muszę się w końcu ogarnąć i ruszyć z miejsca 🙂

  • trzeźwa

    Pokaż wszystkim na co Cię Marta stać ! Wierzymy wCiebie :*

  • Ciężko się nie zgodzić, nie wszyscy są jednokierunkowi. W sumie to chyba jesteśmy zainteresowani wieloma dziedzinami a i tak dajemy się wtłoczyć w jedną ramę „bo trzeba, bo tak ma być, bo tak wygodnie”, a gdy ktoś idzie swoimi ścieżkami i szuka tej konkretnej, to źle, bo trzyma dwieście srok za ogon i jak to tak, przecież trzeba realizować plan i siedzieć na dupce za biurkiem 🙂 Powodzenia!

  • Sylwia

    Super post 🙂 Też odkąd pamiętam sport mi towarzyszył i było to dla mnie normalne. A jeśli przez dłuższy czas miałam przerwę od tego, to strasznie mi go brakowało. Wiem, że to miłość do sportu i że muszę-chcę się tego trzymać. Jednak mnie nigdy nie ciągnęło do trenowania, uczenia innych. O wiele więcej frajdy sprawia mi moje własne trenowanie i chciałabym móc jak najdłużej to robić. 🙂 Trzymaj się Marta tego, co uwielbiasz robić, to jest w życiu najważniejsze!

  • p.

    o matko! Marta! nosz ja pitole! Ten tekst jest taki motywacyjny, że aż wstałam z łożka! 😀
    „usrać się na jedno i trzymać się tego kurczowo”->rewelka! Sama przechodzę teraz przez etap „czy po pedagogice znajdę pracę? Może zacząć drugie studia, żeby później nie zostać na lodzie?”
    I co? I dostałam na urodziny zestaw do hybryd i…przepadłam 😉 Uwielbiam to i sprawia mi mega przyjemność! Teraz tylko zbieram kasę na pierdółki i lakiery, bo drogie to pieroństwo, a chciałabym móc na tym zarabiać na studiach 😉 Bo chcę „żyć pełną gębą”! Iść pod prąd, nie wkomponować się w tłum.
    Fajna jesteś 😉 I dobrze, że są takie blogerki jak Ty 😉

  • Dlatego nie rozumiem świata specjalizacji w wąskiej niszy. Nigdy nie wiesz, czy coś nie jara Cię bardziej, nie będzie lepiej. Rzeczywiście ma się najlepsze wyniki w jednym, ale reszta kuleje. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele rzeczy składa się na szczęście w życiu i bagatelizujemy je do momentu utraty. Powodzenia życzę!