Wydawało mi się, że dzielenie się na lepszych i gorszych, obgadywanie na ucho i podśmiewanie się pod nosem to domena dzieciaków mających co najwyżej jedenaście lat i lubiących jeszcze po kryjomu bawić się zabawkami. Serio. Żyłam sobie w całkowicie naiwnym przekonaniu, że tak najpóźniej około dwudziestki dorosłym zaczyna rosnąć mózg, a w środku kształci się proces nazywany rozsądnym myśleniem. Ale wiecie co?
Nie miałam racji.

Zawsze, ale to zawsze, kiedy trafiam na jakieś chamstwo i się potem strasznie dziwię, że ktoś bez powodu potrafi być wredną glizdą, wszyscy znajomi klepią mnie po plecach i mówią coś w stylu „Marta, ale tacy są już ludzie. Nic nie zrobisz. Zawsze tak było”.

Tyle, że to żadne usprawiedliwienie.

„TACY SĄ LUDZIE” 

Kiedy słyszę ten tekst, natychmiastowo podnosi mi się ciśnienie – to jedno z najgłupszych, najdurniejszych wymówek, jakie tylko znam. Bo wiecie, może teraz odkryję Amerykę na nowo, ale nie stajesz się wredny, zawistny albo dwulicowy razem z pierwszym łykiem mleka od mamy. Stajesz się taki, kiedy sam sobie na to pozwalasz. I wcale cię nie tłumaczy to, że inni też tak robią, albo że po prostu już taka nasza natura. Z tego co wiem, człowiek wcale nie ma w genach bycia fałszywym.

Po prostu jesteś chamską, wredną glizdą. Pogódź się z tym.

KURCZAK, NIE CZŁOWIEK

Są różne rodzaje chamstwa.
Wiecie, można być chamskim po prostu, od tak, bo masz uszczypliwą naturę. To potrafię zrozumieć – nie potrafisz ugryźć się w język, żeby czegoś nie skomentować w swój sposób, który nie zawsze jest grzeczny. Potrafisz powiedzieć to, co myślisz, bo nie lubisz tłamsić rzeczy w sobie. Okej. Zdarza się.

Tyle, że te twoje chamskie uwagi mają jedną – nawet szlachetną – cechę: zawsze trafiają z twoich ust prosto do adresata. Nie lubisz kogoś to dajesz mu o tym znać. Coś ci się nie podoba – mówisz to na głos. To bardzo ułatwia stosunki międzyludzkie: ci, których nie darzysz sympatią po prostu cię unikają, a ci, którzy mimo wszystko cię lubią, po prostu wypuszczają drugim uchem uszczypliwe uwagi. Da się przeżyć.

Ale jest jeszcze inny rodzaj chamstwa.
Taki, w którym jesteś wredny, ale masz odwagę koguta, którego ktoś sprał ostro w przeszłości i teraz ten boi się wychylić dziób z kurnika. To ten typ chamstwa, kiedy człowiek śmieje się z kogoś do rozpuku za jego plecami albo gra superbohatera wymyślając teksty na osobę, która nawet tego nie usłyszy – bo przecież ten nie ma odwagi, żeby jej to powiedzieć.

To ten rodzaj ludzi, którzy z największą przyjemnością oraz pasją obrabiają ci tyłek za plecami tak, że zaczynasz nosić wszystkie koszulki na lewą stronę, a potem, jak gdyby nigdy nic, uśmiechają się do ciebie klasycznym uśmiechem numer pięć, robiąc słodką minę i klepiąc cię po plecach ze schowanym nożem w drugiej ręce.

Tchórze.

DLACZEGO TAKI JESTEŚ?

Wiecie co, ostatni raz z takim czymś spotkałam się w gimnazjum, kiedy to ludzie łączyli się w grupki i czasami uważali się za lepszych, śmiejąc się z kogoś lub obrabiając komuś tyłek. Tyle, że takim ludziom po czasie się wybacza – mieli po trzynaście lat, pierwsze pryszcze na twarzy i burzę hormonów. No i czytali Bravo. Nie ma się czemu dziwić.

Ale za każdym razem, kiedy spotykam się z tchórzami, którzy są w moim wieku albo są starsi – czasami całkiem sporo – nie mieści mi się w głowie, skąd to się bierze – z jakiego powodu w tych ludziach jest tyle jadu? Co im się musiało stać, że najlepsze, na co ich stać, to głupie uśmieszki połączone z kiepskimi żartami?

Mówi się, że jak ktoś nie trawi cię bez powodu, to po prostu ci zazdrości, ale nie wydaje mi się, żeby to było takie proste. Bo ja też zazdroszczę ludziom innych rzeczy. Zazdroszczę niektórym blogerom pióra. Albo Ani Lewandowskiej jej super-fit-ekstra-szczupłych nóg. Zazdroszczę też kasy milionerom (ile za to kotów można sobie sprawić!) i głosu wszystkim, którzy w przeciwieństwie do mnie, jak śpiewają to nie ryczą jak łoś w trakcie okresu godowego.

A mimo to nie potrafiłabym śmiać się z kogoś za plecami, a potem udawać, że mamy wspaniałe relacje i że uśmiech, który pojawia się na jego widok, jest szczery . Nie w wieku dwudziestu lat.
Brzydzę się takim fałszem.

JESTEŚ TYLKO SMUTNY

Jakim smutnym, zgryźliwym człowiekiem trzeba być, żeby nie mieć nic innego do roboty, niż obrabianie tyłka innym ludziom?

Wyobrażam sobie, że to naprawdę przygnębiające, budzić się rano i mieć same negatywne myśli. Współczuję. Staram się wczuć w sytuację i jestem pewna, że poprawianie sobie samooceny przez śmianie się z innych ludzi musi być już ostatnią deską ratunku.

Przykre to wszystko.

Przeczytaj także: