Karolina siedzi. 
Gdzieś w tle słyszy dźwięk przychodzącej wiadomości na facebooku. Powoli sięga po butelkę i bierze duży łyk wina. Krzywi się. Nie lubi tego smaku, ale ma tak parszywy humor, ze żaden inny sposób po poprawienia sobie samopoczucia nie przychodzi jej do głowy. Przechyla się i zero na monitor, chociaż doskonale wie, jaka wiadomość dostala. ‚Sorry. Dzisiaj nie mogę. Może za dwa tygodnie?’ 
Karolina siedzi. I czuje się samotna. 

Nie brzmi znajomo?
Ostatnimi czasy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie wokół mnie się transformują w bardzo niepokojący sposób – ze stworzeń stadnych zamieniają się w samotne wilki. Takie, które tak są zajęte swoimi sprawami, że stronią od jakiegokolwiek kontaktu i stają się – najzwyczajniej w świecie – dzikie.

SPOTYKANIE JEST PASSE 

Bądźmy szczerzy: w czasach, w których możemy mieć wideorelację live z porodu siostry (dzięki szwagrowi, który nagrywa wszystko telefonem) i w których większość rzeczy załatwia się mailowo i smsowo, nikomu nie chce się już spotykać. Ludzie nie mają ochoty wychodzić ze swojej jamy – tudzież domu – i podejmować jakiekolwiek relacje z innymi. Ot, w bitwie pomiędzy wieczorem ze starymi kumplami a nocą przy kompie, wybierają komputer.

Bo widzicie, spotykanie wiąże się z wysiłkiem. Przecież trzeba się ubrać, wyszykować, założyć buty i – teraz to najgorsze – poświęcić swój czas. Ach, no i trzeba chcieć.
A to jest chyba największy problem.

Sprawa wygląda prosto: większości się nie chce. Bo daleko, bo późno, bo w tym tygodniu są zmęczeni, bo boli ich palec albo kot siedzi im na kolanach. Trzeba przyznać, ze bycie samotnym wilkiem buduje kreatywność: takich ciekawych wymówek nie usłyszysz nawet w szkole, kiedy nauczyciel pyta o zadanie domowe. Ludzie wspinają się na wyżyny swoich możliwości, tylko po to, by ich tekst brzmiał wiarygodnie. By można było, po raz tysięczny, odmówić. Nie dlatego, że kogoś nie lubią – dlatego, że nie chce im się ruszyć czterech liter i zrobić coś więcej, niż napisanie co tam? na klawiaturze.

Tak bardzo ambitne. Tak bardzo denerwujące.

WKURZAJĄ MNIE LUDZIE 

I wiecie co? Mam DOŚĆ. Mam dość tego bez jajowego społeczeństwa. Mam po dziurki w nosie tych wiecznie zajętych ludzi, którzy nie potrafią nawet poświęcić pięciu minut na dłuższą rozmowę, bo ciągle mają coś na głowie, bo wiecznie nie mogą. Nie potrafię już patrzeć na to, jak wszyscy przepełnieni są jakimś cholernym, obezwładniającym lenistwem, które sprawia, że każda akcja związana z ruszeniem tyłka jest dla nich niesamowitym wysiłkiem. Mam po prostu dość tego, że mimo tego, że otacza mnie setka ludzi, na spotkanie przyjdą dwie osoby.

Nie mogę znieść tego, że dwudziestoletni ludzie są mniej społeczni niż stare, schorowane babcie. Te przynajmniej spotykają się regularnie na obgadanie od góry do dołu całego osiedla. W przypadku dwudziestolatków spotkania co jakiś czas to taki rarytas, jak zakupy bez kolejki w PRL-u.

A najbardziej żałuję tego, że przez takich leniwców zaczynam powoli tracić wiarę w ludzi. W to, że te wszystkie paczki przyjaciół czy najlepsze przyjaciółki to relacje, które rzeczywiście można mieć w swoim życiu. To problem – bo kiedy ktoś się z tobą umawia, nie zakładasz, że on przyjdzie – myślisz, że tak jak wszyscy, w ostatniej chwili napisze, że nie ma czasu.

SAM ZE SOBĄ

Jeśli wejdziecie na dowolny portal ogłoszeniowy, zobaczycie, że problem nie jest mały. Ogłoszeń jest mnóstwo: od zwykłych i matrymonialnych, poprzez ludzi szukających kogoś do pogrania w piłkę, a kończąc… kończąc na chłopaku, który szuka dziewczyny, która da mu mały podarunek na Dzień Chłopaka. Nie mówiąc już o panu, który dodaje ogłoszenia z każdej dziedziny sportu, uporczywie szukając towarzystw: szukam partnera do biegania, szukam partnerki do tenisa, szukam partnera do koszykówki… a po drugiej stronie wi-fi jest tylko cisza.

I koniec końców, kiedy nadchodzi wieczór, zamieniasz się w Karolinę, na zmianę sączącą dystyngowanie wino, a następnie wlewającą je do gardła jednym chlustem. Jesteś Karoliną, którą odwiedziła chuda, szara baba ze smutnym wyrazem twarzy.
Samotność.

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Bardzo mnie boli samotność, poza drugą połówką z którą mieszkam, czuje, że nie mam znajomych. Zastanawiałam się czy coś ze mną nie tak, skoro umawiam się po kilka razy i zwykle godzinę przed słyszę „sorry ale dziś nie mogę”, „zmęczona jestem”. Czuje się jak frajerka, która do każdego wyciąga rękę i tak stoi i czeka naiwnie aż ktoś łaskawie zgodzi się ze mną spotkać. A jak już od święta napiszę coś na swojej tablicy na facebooku to pojawiają się dziesiątki lajków. Gdzie są Ci wszyscy ludzie?

    PS. Uwielbiam Twoje posty. Jesteś świetnym obserwatorem i mistrzem ubierania emocji w słowa. 🙂

    Pozdrawiam,
    Kirei

  • Przez moment pomyślałam, że obserwujesz mnie gdzieś z jakiegoś okna po sąsiedzku. Ale to niemożliwe czysty przypadek.
    Pozdrawiam

    Karolina

  • Nie zgodzę się, to tak nie działa.
    Owszem, są tacy co im się nie chce i są tacy co wiadomo, że można na nich liczyć… Mieszkam w W-wie, mieście gdzie na każdym kroku mam wrażenie, że wszyscy żyją szybko i wiecznie się dokądś spieszą, a jednak znajdują czas na spotkania, choćby jutro idę na lody z grupką znajomych bo jedna z nas ma urodziny, a później idziemy wcinać kolorowe ciasto niespodziankę, które właśnie upiekłam i polukrowałam.
    Jednego dnia mój znajomy się wkurzał że chciał zorganizować grilla i ostatecznie nie zebrał ludzi, następnego dnia mieliśmy iść na rowery a ostatecznie pływaliśmy kajakiem na Wiśle i wspominam to jako jeden z radośniejszych dni tego lata.
    Owszem, zawsze będą tacy którym się nie będzie chciało, ale będą też tacy co znajdą czas.

    I hmmm…. czy Ty czasem czytasz wiadomości na fb?
    Jeśli nie to może szkoda, mi się osobiście zrobiło przykro, a … no właśnie, rzuć okiem proszę.

    • Oczywiście, nikt nie mówi, że każdy jest taki 🙂 Grupki znajomych, które mijam na mieście są kompletnym zaprzeczeniem mojego wpisu, więc to po prostu zależy. Jak wszystko w życiu.

      Wiadomości prawie nie czytam – ostatnio sypiam jakieś 4 – 5 godzin i po prostu nie wyrabiam, ale zaraz zerknę, czy coś mam od Ciebie. 🙂

  • Anonymous

    Mam dwie osoby, które nigdy nie odmówiły mi spotkania. Z jedną z nich dzieli mnie trasa Szczecin-Gliwice, druga zawsze umiała znaleźć chociaż chwilę na spacer czy szybką herbatę.
    Obydwie są jednym z największych skarbów w moim życiu (chyba nawet nie wiedzą jakim) i są fenomenalnymi wyjątkami w tym parszywym świecie ludzi nie mających wiecznie czasu dla drugiego człowieka.

  • Anonymous

    Hej 🙂 dziękuje Ci, że piszesz, bo dzięki Tobie i Twoim postom znalazłam w jakimś stopniu odpowiedzi na pytania, które mnie zawsze nurtowały. Jeszcze rok temu miałam wspaniałe przyjaciółki teraz z początkiem studiów czuję, że to się kończy, bo dziewczyny nie mają nawet tyle czasu, by napisać co tam ? albo chociaż odpisać na sms, gdy nagle pojawiają się na fb i odpisują, że były zajęte. Nie będę się rozpisywać więc dziękuje Ci, bo gdy czytam Twoje posty czuję, że nie jestem sama.

  • Przykre. Ale prawdziwe. Muszę przyznać cholernie prawdziwe. Łatwiej jest zasiąść w starych kapciach przed monitorem, z potarganymi włosami. Łatwiej niż wyjść do ludzi wyglądając dobrze i czując się dobrze. A przecież komunikacja wzrokowa jest tak zasadniczą częścią PRAWDZIWEJ szczerej rozmowy. Wyraz twarzy, gesty, słowa, to niezastąpione składniki. Ale podkreślam szczerej rozmowy. Tej która nas interesuje. Po drugiej stronie monitora można się wymownie krzywić odczytując czyjeś słowa, czyli można robić coś czego raczej nie stosuje się na żywo. I niektórym to odpowiada. Tylko po co komu tacy znajomi? Ja na szczęście mam swoje sprawdzone grono i choć komunikujemy się online to tych rzeczywistych spotkań nam nie brakuje, a opcja online jest tylko uzupełnieniem i nie oszukujmy się sporym ułatwieniem tych kontaktów 😉 Życzę tylko pozytywnych spotkań i dobrych emocji 😉 POZDRAWIAM! [Magdalena]

  • A ja się zgodzę… brzmi aż nazbyt znajomo 🙁
    Nie pasuję do tych czasów chyba…

  • To już taka cecha naszych czasów, niestety. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że się starasz, raz, drugi, trzeci, milionpięćsetny, żeby coś zorganizować, zapraszasz, jest hura optymizm, a jak przychodzi dzień akcji, czy spotkania, to jest wielki wykręt. Powiem Ci, że mi się pomału zaczyna nudzić wychodzenie z inicjatywą do innych, którzy koniec, końców będą mieli na to wywalone. Z mężem mamy może 4 znajome pary, z którymi zawsze da się zgadać i zawsze możemy na siebie liczyć. Reszta niby gdzieś tam jest, ale tak jakby ich nie było.

  • Coś w tym jest. Sama często siedzę w czterech ścinach bo każdy zajęty swoimi sprawami. Mam takie osoby w swoim otoczeniu, które nawet raz na parę miesięcy, jak chcę się spotkać (częściej nie mam możliwości czasami) to potrafią na ostatnią chwilę napisać, że jednak nie spotkamy się bo do kogoś innego idą… Przykre prawda? ;/

  • Swietnie napisane 🙂

  • Anonymous

    Należy tylko pamiętać, że nie wszyscy na tym świecie są ekstrawertyczni. Ja na przykład jestem mocno introwertyczna i to że kogoś lubię, nie znaczy od razu że zawsze będę chciała się z nim spotkać. Oczywiście wystawiania do wiatru w ostatniej chwili nie toleruję i szlag by mnie trafił, gdyby ktoś wyciął mi taki numer, ale wykręty i wymówki ogólnie rozumiem – bo jak komuś powiesz „sorry, nie mam ochoty”, to niejeden się obrazi i tyle z tego będzie.

  • to wszystko prawda, aczkolwiek jak komuś zależy to znajdzie siłę i czas. inna sprawa, że większości ludzi którymi się otaczamy, nawet jeżeli nas lubią, to zwyczajnie na nas nie zależy. albo zależy bardziej na kimś innym/czymś innym. ja np. wczoraj nie poszłam na spotkanie ze znajomymi. bo wolałam iść na trening. i spędzić ten czas inaczej z innymi znajomymi. kiedyś też odmówiłam, bo wolałam zamiast pić rozcieńczone piwo, zjeść pizzę w domu ze swoim facetem. jeżeli komuś zależy to ma czas, siłę i ochotę się spotykać. a jak nie zależy to trudno i trzeba szukać przyjaźni gdzieś indziej.

  • Przyznam, że nie spotkałam się z takim problemem. Owszem, rzadko ktoś ma czas wyjść „na teraz”, gdy zadzwonię „czy za pięć minut widzimy się na kawie” i pada odpowiedź „tak”. Ale już bardzo dawno przestałam się też tak umawiać. Zawsze kilka dni do przodu i nikt nie widzi problemu, żeby się zobaczyć, ba, nawet imprezy da się zorganizować. Ale wszystko z wyprzedzeniem. Myślę, że czas się pogodzić z tym, że spontaniczne spotkania powoli przestają być możliwe, czy tego chcemy, czy nie. Trudno się dziwić, że ktoś nie ma siły wyjść na spotkanie po całym dniu pracy, gdy ma przed sobą wizję nauki na najbliższe ćwiczenia z makro.
    Z drugiej strony… źle dobrani przyjaciele, choćby mieli masę czasu nie będę chcieli się zobaczyć. To nie kwestia lenistwa, a tego, czy mamy ochotę spędzić czas z daną osobą. Zamiast załamywać się, że dobra znajoma nie ma czasu, może warto spróbować kogoś poznać, wyjść ze swojej jamy i znaleźć ludzi, którzy są na tym samym etapie życia? A poznać można ich wszędzie od siłowni, po teatr amatorski.
    Nie ma co siedzieć i czekać na łaskę „przyjaciół”, warto poszukać innych. Na każdym etapie życia, otaczamy się innymi ludźmi i naturalną koleją rzeczy jest, że większość znajomości się rozpada.

  • Anonymous

    Bardzo prawdziwe i bardzo wkurzające. Pali do żywego mięsa. Niestety tak się dzieje coraz częściej…Mam znajomą, która zawsze jest najbardziej na świecie zajęta i wiecznie nie może. Nie tylko problem się z nią spotkać…nawet przy rozmowie telefonicznej słyszę: muszę kończyć, bo… i tu wstaw cokolwiek….albo zadzwonię/napiszę później, po czym to nigdy nie następuje. Po kilku tygodniach/miesiącach łaskawie sobie przypomina o moim istnieniu bo np. spieprzył się jej komputer….i głupie tłumaczenie, że zapomniała się odezwać, bo ma tyle na głowie…dodam, że nie pracuje zawodowo, zajmuje się domem i dzieckiem. Inna moja koleżanka ma 2-kę dzieci i pracuje, a ostatnio poszłyśmy na basen i obiad i było fajnie. Można? Można! Zawsze wydawało mi się, ze spotkanie z kimś kogo się lubi to przyjemność, ale może już niekoniecznie? W każdym bądź razie, dziękuje Marto za tego posta!

  • To smutne ale prawdziwe, że naprawdę nam się ciężko umówić na zwykłą kawę.

  • Niestety już tacy jesteśmy, a to wszystko przez wszechobecny kryzys, przez który zdecydowanie trzeba wyciskać siódme poty, aby móc dobrze zarobić – jednocześnie zawalając swoje życie prywatne na rzecz zawodowego.

  • A już myślałam, że to tylko ja tak mam. Powoli przestaje mi się chcieć cokolwiek proponować, skoro zawsze usłyszę „nie tym razem”. Na początku jest wielki entuzjazm, a potem „jednak dziś nie dam rady”. A potem na pytanie co robiłeś w weekend, słychać „a w zasadzie to nic”.
    Każdy woli zostać w domu, a potem narzekać, że nic się nie dzieje. Ludzie zrobili się bardzo leniwi, kontakt z żywym człowiekiem wolą zastąpić rozmową na fb, ale to zupełnie co innego.

  • a wiesz,że miałam pisać posta na ten temat? nawet dziś rozmawiałam o tym z koleżanką z pracy

  • Anonymous

    A ja nie mam znajomych i lubię samotność. Przecież są różni ludzie. Nie muszę być jak wszyscy. Wolę rozwijać w samotności hobby albo czytać książkę. Ludzie mi do tego nie są potrzebni. K.

    • Anonymous

      Mam tak samo. Nie, nie jestem leniwa. Wiadomo że są zwyczajnie leniwi ludzie, którzy wolą popisać itp. . Ale szczerze jak myślę sobie, że mogłabym porobić coś produktywnego zamiast siedzieć i pić jakieś piwo i gadać o głupotach, to serio wybiorę to pierwsze. Ludzie mają różne charaktery. Jeden wogóle nie wychodzi, drugi wychodzi za wszystkich. Zawsze tak było, to nie tylko komputery i technologia.

  • Po pierwsze, „tudzież” oznacza „lub”, a nie „oraz” 😉
    Po drugie, nie zgadzam się z tekstem. Nie spotyka mnie ten „problem” zbyt często, ba, często w terminarz wpadają spontaniczne spotkania z nowopoznanymi ludźmi. Czy to nie kwestia podejścia? A co do jałowego społeczeństwa, to przypominam, że przecież my sami wybieramy, kim się otaczamy. Jest sporo kreatywnych, ciekawych osób otwartych na innych. Wystarczy się tylko uśmiechnąć i czasem przejąć inicjatywę – naprawdę nie wierzę w to, żeby odmowy były powszechne.

    • Anonymous

      zgadzam się 🙂 tak samo jak z którąś z poprzedniczek, która pisała o introwertyzmie. nic nie jest czarno-białe.

    • Oczywiście, że nie jest – nikt nie mówi, że jest 🙂
      Co nie zmienia faktu, że to, że np. Ani nie dotyczy ten problem, nie znaczy, że nie istnieje. To, że kogoś to dotyka, także nie znaczy, że ta osoba się nie uśmiecha i nie próbuje, albo nie podejmuje własnej inicjatywy. Wiadomo, że każda sytuacja jest inna.

      I oczywiście, że nie jest tak, że każdy po kolei odmawia – co nie zmienia faktu, że wśród wielu osób problem jest. Widać po komentarzach, widać po ogłoszeniach, widać po wiadomościach, jakie dostałam (liczone w setkach) dotyczących poprzedniej notki o podobnej tematyce.

  • Ja, kiedy już odwołuję spotkanie w ostatniej chwili, zawsze mam ważny powód – nagła choroba królika, spotkanie z niewidzianą od miesięcy babcią lub niewidzianym od tygodnia chłopakiem. I zawsze miałam pewność, że osoby odwołujące spotkanie ze mną też mają podobne powody. Dopiero Twój tekst pozwolił mi skojarzyć fakty i uświadomić sobie, że nie musi tak być. W każdym razie – myślę, że każdy w swoim zakresie musi jakoś ratować swoje relacje społeczne. Jeżeli ta sama osoba ciągle wszystko odwołuje z błahych powodów, według mnie nie jest warta uwagi 🙁

  • Anonymous

    Właśnie zdałam sobie sprawę, że dokładnie tak postępuję. Kiedy ktoś chce się ze mną umówić to oczywiście się zgadzam, ale gdzieś w głowie już wiem że w odpowiedniej chwili odmówię wynajdując sobie milion bardzo kreatywnych wymówek. A prawda jest taka, że całe dnie spędzam w domu i nie jestem zajęta. Ubranie się i wyjście z domu jest dla mnie tak trudne jak przebiegnięcie maratonu. Na samą myśl czuję się zmęczona.Chyba przyszła pora żeby poważnie się nad tym zastanowić,bo zbyt mocno identyfikuję się z tekstem który napisałaś 🙂 / Karo

    • Kto by się spodziewał takiej szczerej wypowiedzi z drugiej strony barykady 😉 Z drugiej strony tym bardziej tracę wiarę w ludzi, skoro niektórzy już na wstępie są pewni, że nie przyjdą, ale rzucają na odczep się ”Jasne, że tak”. Karo, a nie pomyślałaś, że marnujesz czas drugiej strony? Że ktoś właśnie mógł się wyszykować, może odmówić komu innemu spotkania… Żeby się spotkać z Tobą. Jak dla mnie sto razy gorsze jest zgadzanie się i później odmawianie, niż odmówienie na starcie.

      Ogólnie co… Zgadzam się z tekstem. ”Do dupy z takimi ludźmi” 😉 Prędzej czy później większość znajomości się rozwala, jak skończą się okoliczności je podtrzymujące.

      Kiedyś ludziom chciało się tworzyć trwalsze relacje i znajdowali dla siebie czas – na klasowe spotkanie mojej mamy po 25 latach zebrało się kilkanaście osób, co uważam za niesamowity wynik, zważywszy, że teraz umówić się z jedną osobą jest czasem ciężko.

  • Agata pisała gdzieś wyżej o spontanicznych spotkaniach, które już przestają być możliwe. To smutne. Bo takie spontaniczne spotkania często są najlepsze.
    Z drugiej strony, kiedy pomyślę o tym ile razy sama odmówiłam zobaczenia się z kimś…wstyd mi. Po prostu.

  • Słowa Roberta Więckiewicza „Zauważam,że im jestem starszy, tym mniej lubię mówić. Zwłaszcza że ludzie dużo mówią, ale nie rozmawiają, nie wymieniają myśli, tylko paplają. To męczące. I nie spotykają się ze sobą, tylko powtarzają: ,,Dobra, to jesteśmy w kontakcie’. Każdy jest gdzieś w sobie. Wymieniają komunikaty.

    R. Więckiewicz

  • Sylwia

    Marta, nie masz pojęcia, jak bardzo jest Ci wdzięczna za dzisiejszy wpis. Jutro mam spotkanie z przyjaciółkami z liceum, rzadko się widujemy, bo nie mieszkamy w tych samych miastach, tylko przy okazji ich wizyt u rodziców w rodzinnym mieście. Dziś pomyślałam, że generalnie to … mi się nie chce. Bo muszę dojechać. Bo one trzy mężatki i z dziećmi, więc pewnie długo nie posiedzą. Bo ja mam najdalej, więc droga w tę i z powrotem zajmie mi tyle, co nasze spotkanie. Mało brakowało, a wymigałabym się. Byłoby czym. Jak się człowiek zastanowi, to zawsze jest czym. Ale dzięki Twojemu wpisowi zrozumiałam, że to jest ten wysiłek, który podjąć muszę, bo przecież to są moje najlepsze przyjaciółki i jeśli każdej z nas zależy na tej przyjaźni, a przecież zależy, bo nikt nie chce być samotny, to wysiłek trzeba podjąć. Nawet jeśli wymaga to wstania od komputera. Jeszcze raz wielkie dzięki.

  • Anonymous

    Ja zwykle jestem taką Karoliną. Nic mi się nie chce, bo obowiązki, treningi, a potem mi się już żywcem nie chce. Znajomi mnie dziś namawiali, bym zapisała się z nimi na taniec towarzyski – nie chce mi się tyle zostawać w mieście. I tak zostaję na noc 2 x w tygodniu (treningi kończymy po 22, więc już busem do domu się nie da wrócić – nocuję w „wielkim mieście” ;)). Kocham taniec towarzyski. Tańczyłam przez 3 lata. Ale teraz odpycha mnie wizja wracania nie wiadomo o której do domu. Odmawiam.
    Na szczęście, dzisiaj też godzinkę przed przeczytaniem tego wpisu umówiłam się z przyjaciółką na kawę. W planach mam jeszcze spotkanie z dwoma innymi. I ulżyło mi po przeczytaniu wpisu, że jednak zmieniam swoją pozycję Karoliny. Mam dużo obowiązków, ale zapominam o tej mnie, która 2 lata temu była wszędzie. Nie było akcji, gdzie bym się nie pojawiła. Weekend, nie weekend. Byłam. Przez poprzedni rok odpuściłam dosłownie wszystko. Teraz się zbieram do kupy. Odstrasza mnie trochę wizja tego, że zbliża się zima, problem z dojazdami, nie będzie się chciało wychodzić z domu. Ale jak się nie zmuszę, potem nie będę szczęśliwa. Bo robienie czegoś na prawdę potrafi uszczęśliwić.

  • Anonymous

    Bardzo dobry tekst!

  • Anonymous

    Marta jeśli miałabyś kiedyś możliwość dotarcia do Bydgoszczy to ja się chętnie z Tobą spotkam! 🙂 🙂 herbata, spacer i długa rozmowa murowane 😀 pozdrawiam 🙂
    Daria

  • Ala

    Ja mam kilka przyjaciółek, które bardzo chętnie się spotykają, niestety wszystkie rozjechałyśmy się na studia do innych miast i w ciągu roku akademickiego nie jest tak kolorowo. Mimo, że jestem już na 3 roku to jak tylko mogę wracam do rodzinnego miasta, bo w Krakowie, mimo że mam znajomych to rzadko uda się spotkać poza uczelnią, bo każdy już ma inne plany, albo udaje że je ma. A u mnie jeszcze drugiej połówki brak 🙁

    Marta, super blog, czytam wszystkie wpisy z góry na dół 🙂
    Pozdrawiam

  • Bardzo smutne jest zjawisko, o którym napisałaś. Mam jeszcze dwójkę z przodu, ale 20 lat miałam 8 lat temu i nie dostrzegam tego problemu. Często spotykam się ze znajomymi, często razem wychodzimy, zapraszamy się na imprezy. Czasem mam wrażenie, że właśnie nie mam, kiedy posiedzieć w tych kapciach przed komputerem. 😉 Nie twierdzę, że nie spotkałam takich osób, które szukają wymówek czy odwołują spotkania. Jednak nie chcę się nimi otaczać i po 2-3 takich sytuacjach po prostu nie podtrzymuję znajomości. Staram się też być taką osobą, żeby moi znajomi mieli świadomość, że mogą mi szczerze powiedzieć, że zwyczajnie nie mają ochoty wychodzić, że mieli zły dzień i wolą sobie z nim poradzić w samotności. Ja sama też bardzo rzadko uciekam się do jakichś wymyślonych tłumaczeń.
    Patrzę na moją 3 lata młodszą siostrę i widzę, że ona też bardzo często wychodzi ze znajomymi. Rzadko od razu po pracy wraca do domu, zazwyczaj właśnie kawa/piwo ze znajomymi ją zatrzymuje.
    Nawet kuzynka, która jest ode mnie młodsza o 7 lat ma paczkę znajomych jeszcze z liceum i mimo że każdy jest teraz na innej uczelni, to spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Więc podejrzewam, że to po prostu kwestia dobierania znajomych.

    A już zostawiając prywatę, to to jest bardzo ciekawe socjologicznie zjawisko, że tak wiele osób woli zostać w domu i na facebooku sztucznie kreować swój obraz, dostając tylko namiastkę więzi, zamiast przeżywać to naprawdę i w pełni.

  • Tak bardzo jestem Karoliną, dzięki za uświadomienie! Trzeba spróbować- może uda mi się coś z tym zrobić!

  • Anonymous

    blisko mi Karoliny, ale jeszcze się nie „stoczyłam”. Mam pomysł na wyzwanie! Nie będzie to wyzwanie sportowe, lecz …. „zagadaj do osoby na ulicy, raz w tygodniu przez miesiąc. Niezależnie od tego czy to dziewczyna czy chłopak, to nie ma być flirt tylko zwykła rozmowa, która obu stronom poprawi nastrój, a może wyjdzie z tego jakaś wspaniała znajomość? Wiem, że to trudne, ale spróbujmy. Sama jestem dość nieśmiała, ale chcę spróbować. Nie zamykajmy się na ludzi, na świat! Jesień nie musi być melancholiczna, nie musimy być samotnym siedzeniem w domu. Kto mnie popiera? 🙂

  • A może naprawdę pora przemyśleć swoje znajomości -zerwać kontakty,z których nic nie wynika, podtrzymywać te normalne? Może pora również przemyśleć swoje zachowania -byc może jest się męczącym podczas spotkań,nie zna się umiaru/ktoś za dlugo przesiaduje czy męczy i stąd niechęć? Oj są osoby,które są dobre do pogadania w szkolnej/uczelnianej ławce czy na fb,ale gdy zaprasza się taką osobę / gdzieś wychodzi …juz lepiej pić przed fb niźli się bliżej z takimi bratać.

    Nie wspominając o tym,że często naprawde nie ma się czasu,jest się zmęczonym po całym tygodniu czy nagle się zachoruje wtedy na spontaniczność nie ma się ochoty. Popatrz z drugiej strony:gdy człowiek pracuje,uczy się,rozwija pasje,ma drugą połówkę itd – czasami naprawdę woli kanapę w salonie,sen i święty spokój. A jesli to czasami jest czeste- lepiej zmienić znajomych bo to oznacza,ze Cie nie potrzebują…