Usiądź naprzeciw, twarzą do mnie. Skieruję lampę prosto w twoje oczy. Zrobię groźną minę. Jak na przesłuchaniu – albo na spowiedzi, jak kto woli. 
– Ile masz rzeczy do zrobienia?
Na pewno mnóstwo. Miliony małych spraw: oddać prezentację, zapłacić rachunek, kupić szminkę na promocji w Rossmanie, nakarmić kota. Śpiewasz mi swoją litanię rzeczy niezałatwionych, a ja cierpliwie słucham. Pochylam się nad stołem, który nas dzieli i konspiracyjnie szepcę:
– Pomogę ci to wszystko załatwić w pięć sekund. Musisz tylko współpracować.

ławka widok piękne



Wszyscy mamy masę obowiązków. Poczynając od pierdół, o których moglibyśmy – ale nie musimy, pamiętać, poprzez rzeczy, które powinniśmy zrobić i to najlepiej natychmiast, a kończąc na sprawach, które zawsze, ale to zawsze, są opóźnione. Na które nigdy nie mamy czasu i  które przydałoby się załatwić, ale nie ma kiedy.

Nie ma, bo robisz to źle.

ZAPOMNIJ O ORGANIZACJIiphone biały notatnik długopis organizer kalendarz organizacja dnia pracy

Co ja wam będę pisać o organizacji czasu i innych pierdołach – wszyscy to wiemy. Wiemy, jak zaplanować dzień, co zrobić, by stać się perfekcyjną panią domu i jak połączyć kręcenie hula-hopem z jedzeniem obiadu i odkurzaniem. Znamy to. Wałkuje się to wszędzie.

Wydaje mi się jednak, że w całym tym planowaniu, kupowaniu przecudnych organizerów i zamalowywaniu kalendarza datami i terminami, zapomnieliśmy o jednym, chyba najważniejszym: niektóre rzeczy da się zrobić od razu.

Serio, nie żartuję.

Naprawdę nie musisz planować czegoś, co zajmie ci dwadzieścia minut. Przysięgam, że nic się nie stanie, jeśli raz zaburzysz swój idealny porządek dnia i zrobisz coś w tej chwili. Ludzie mają brzydką tendencję do odkładania wszystkiego, począwszy od napisania do kogoś maila (pięć minut), a kończąc na nastawieniu wody na herbatę (jeśli masz oldschoolowy czajnik, to maksymalnie dziesięć minut). Wszystko jest na „okej, to zrobię to wieczorem”, „dobra, to porozmawiam o tym jutro”.

A potem kończysz z długą jak nogi Naomi Campbell listą rzeczy, które musisz zrobić.

BEZ AMNEZJIiphone biały słuchawki

Odkładanie wszystkiego na potem („zrobię to po tym serialu, obiecuję”) sprawia, że po pierwsze, w ostatecznym rozrachunku zapominasz tego zrobić, a po drugie, irytujesz wszystkich ludzi wokoło, którzy czekają na twoją decyzję. Bo ileż można słyszeć o tym, że ktoś wyśle ci daną rzecz już we wtorek? Gdyby zrobił to teraz, miałby czystą głowę i – paradoksalnie – więcej czasu.

Poza tym, nie wiem, czy tylko ja jestem taka dziwna, ale często się stresuję, kiedy wisi nade mną widmo załatwienia jakiejś sprawy. A tak jest bezproblemowo: robię to od razu i mogę spokojnie pograć sobie w Simsy, tworząc kolejną identyczną rodzinkę z kolejnymi, identycznymi imionami w identycznie zrobionym domu. A potem do moich Simów przychodzą w odwiedziny same Marty, które wyglądają identycznie i mają koty o imieniu Nitka albo Maciek. *

Poza tym, samo myślenie o jakiejś rzeczy, którą musicie zrobić, jest wyczerpujące. Zamartwianie się, płakanie po nocach, wizja tego, że coś ciągle nad tobą wisi. Że tego maila do Strasznego Pana trzeba wysłać albo zadzwonić do Babki, Która Ma Przerażający Głos.
Jak zastrzyk – rób od razu i po bólu. Zbieranie się nigdy nic nie daje – wiem po sobie.

*ach, te rozrywki dwudziestolatek

ZADANIE NA DZIŚorganizer organizacja kalendarz notatnik laptop

Ponieważ ubzdurałam sobie, że będę ulepszać świat i zapobiegać ciągłemu odkładaniu – nie łudźcie się, robię to tylko z pobudek egoistycznych – zamienię się dziś w profesjonalnego trenera personalnego (metr sześćdziesiąt jeden wzrostu, tylko teraz, promocja – 0,00 zł za usługę) i oficjalnie kopnę was wszystkich w wasze – mniemam, że całkiem zgrabne – tyłki. Zróbcie coś teraz. Skończcie czytać, zostawcie komentarz (przecież muszę coś z tego trenowania mieć!) i zróbcie coś, co mieliście zrobić. Teraz. W tej chwili.

Nie ma kolejnego odkładania na za tydzień, za dwa dni, za miesiąc jakiejś rzeczy, która zajmie wam dziesięć minut. No powiedzcie mi szczerze: na cholerę? Co wam to da? Czy rzeczywiście sprawi, że zyskacie więcej czasu albo chęci? Nie. Spowoduje, że całkiem nie będzie ci się chciało czegoś robić, będziesz odkładać to w nieskończoność, aż wreszcie coś złego się stanie (albo ktoś sobie o tobie przypomni) i ci się nieźle oberwie. Uwierzcie, życie potrafi być wredną zołzą. Niektórzy mówią, że rudą, ale tego nie jestem w stanie stwierdzić.

Przetestujcie to przez tydzień: robienie od razu rzeczy, które trwają maksymalnie pół godziny – obiecuję, że nagle będzie lepiej.
A lista zadań do zrobienia przestanie być taka upierdliwa.

Powtarzam to, co mówię zawsze: po prostu trzeba ruszyć tyłek. I jakoś leci.

Przeczytaj także:

  • dzięki za kopa! 🙂

    • Nie ma za co! Kompletnie wypasiony masz avatar, przesłodki!

  • Dobra, idę zebrać w końcu pranie i nastawić następne haha

  • Anonymous

    przekonalaś mnie, zaczynam uczyć się prezentacji maturalnej, bo zostało mi 1,5 dnia 😀

    • Dawaj, zrób to teraz i będziesz miała z głowy 😀 trzymam kciuki i daj znać w poniedziałek jak poszło 🙂

    • Powodzenia! Ja już na szczęście po, tylko rozszerzenie z haszu zostało ;D

  • Justyna

    A ja zrobiłam sobie przerwę w tłumaczeniu tekstu, przeczytałam tekst i szybko wracam do tłumaczenia – przecież nie zajmie mi to już więcej niż pół godziny 😉

  • Pisała o czymś podobnym happyholic jako o „zasadzie dwóch minut”, w kategorii, o ironio… organizacja 😉 Ale mniejsza o to. Jakkolwiek to nazwiemy, ile minut temu nie przypiszemy, to działa. Jak nie wiem co. Mnie to pomaga kopnąć się i zapisać do lekarza albo systematycznie otrzymywać porządek w pokoju. Zawsze zwlekam miesiącami z telefonem, by się zapisać, aż w końcu dzwonię i po minucie sprawa załatwiona 😉 Także, trenerko droga: zasadę jak najbardziej popieram i polecam.

    • O, to, to z lekarzem, to racja! Ja też nie jestem święta, bo zasadę wprowadziłam nie tak dawno, ale dzięki temu NAPRAWDĘ się dużo w moim życiu zmieniło.Wszystko na czas, więcej wolnego, mniej stresów 🙂

  • Anonymous

    Hej, idę uczyć się na kolosa z geografii, który był zapowiedziany miesiąc temu, a potem na kolosa z angielskiego, który miał być przed Wielkanocą. A wieczorem na koncert, juwenalia 🙂

  • To ja się lepiej zabiorę za pisanie tej mojej nieszczęsnej pracy. ;P

    • Pisz, pisz 🙂 A jaką pracę?

    • Magisterską ;D

    • O czym piszesz? 😀

    • Piszę o zagospodarowaniu odpadów z tworzyw sztucznych, ale jak na razie idzie mi to strasznie opornie, a jeszcze nawet badań nie mam przeprowadzonych. ;P

  • Ja też dziękuję za kopa, wczoraj takiego też przenośnego dostałam od wykładowcy 😉
    Kończę zmywać szpony i zabieram się za opracowywanie zagadnień do egzaminu, a jak się uda to i coś do licencjatu dopiszę 😉 !

  • A ja zrobiłam już wszystko co musiałam i mogę bezkarnie czytać blogi <3

  • No dobra, idę się pakować 🙂

  • Hehehe, przeczytałam i aż się zasmiałam bo (!) tuz przed postem wlaśnie tak poprawiłam zadanie na uczelnię. Po prostu wzięłam to w garść i poprawiłam :D:D

    • Mi jeszcze zostało trochę pracy (okres zaliczeń), ale staram się brać do wszystkiego od razu i na razie działa 😀

  • Nie ma sensu odkładać spraw na później, masz rację w 100% – to jedna z lepszych rad gwarantujących organizacyjny sukces 🙂

  • Anonymous

    Dzięki za ten post, idę liczyć wydatki z paragonów i zapisać, ile wydałam pieniążków, mam to zrobić od tygodnia. 🙂

  • Chyba mam wyjątkowy talent, bo zwykle udaje mi się zrobić od razu pewną czynność, nie odkładam jej na później. Dzieje się tak tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy naprawdę czas i plan dnia mnie do tego zmusza. 🙂 Mądre jest powiedzenie, że jeśli mamy sobie coś postanawiać, powinniśmy zacząć teraz. Bo zwykle wymówki „od jutra”, „od poniedziałku” na nic się nie zdają. 🙂

  • Anonymous

    Dokładnie tego było mi potrzeba od miesiąca. Trzymaj kciuki 🙂 przez tydzień spróbuję robić takie pierdoly od razu

  • Sama ostatnio strasznie sie wkurzam że robię coś na ostatnią chwilę a później nagle coś mi wyskakuje, trzeba nagle zrobić coś innego a w rezultacie nagle mam straszne tyły i jestem chodzącą frustracją ale zaczynam nad tym pracować i mam nadzieję, że niedługo osiągnę niezłe rezultaty.

    • Miałam to samo, wściekałam się strasznie, aż wreszcie postanowiłam, że będę robić takie rzeczy od razu 😀

  • Patrycja

    dzięki! 😀

  • Zostawiam komentarz i lecę pouczyć się wreszcie na tą geografię. Dzięki, trenerko Marto! 🙂

  • Drogi Trenerze! Tyłki – oczywiście, że zgrabne. Kopaj, byle mocno…
    Ruszanie wewnętrznego słonia to jest to. Małymi kroczkami. Jeśli od dłuższego czasu zalegasz z czymś, coś odkładasz, to podziel „to coś” na małe części i po kolei je realizuj. Ruszanie wewnętrznego słonia. Hasło-wyrocznia, którego nauczyła mnie moja przyjaciółka 🙂

  • spróbuję 😉

  • No to ruszam zgrabny tyłeczek i siadam do Włoskiego 😉
    Kop tak częściej! 🙂

  • Jak coś trwa krótko i mogę zrobić to w tej chwili (a niestety nie zawsze tak jest) to to robie ;D

  • Motywujesz 🙂 Ogarnęłam notatki na korepetycje 🙂

  • Świetny post! Dał mi wreszcie kopa i pomysł na REALNY plan. Bo ja zawsze robię milion rzeczy: czytam, rozwijam się, uczę ścisłych pierdół, języków, sprzątam i tak wychodzi, że nie mam czasu na pewne rzeczy, które powinnam zrobić od razu, już, teraz, bo terminy się zbliżają. Także siadam z wielką kartką, dzielę ją na 7, rozpisuję co i jak w każdy dzień a co codziennie i zabieram się do wszystkiego od razu. Żadnego marnowania czasu na czytanie książek. Dzięki Marta!

  • Tak! Ja tak miałam wczoraj z bieganiem. Wciskałam sobie kit, że już późno, zaraz będzie ciemno, słońce się coś chowa, bla bla bla… Aż w końcu wyłączyłam myślenie, wstałam z łóżka, przebrałam się i pobiegłam w siną dal. Wiecie co jest najlepsze? Poczucie dumy, które ogarnia człowieka natychmiast po tym, jak podjął się realizacji zadania. 🙂

    • Z bieganiem już tak jest, nawet ja to znam – nie chce ci się, ale jak już zaczniesz biec, to jest świetnie. I prysznic po – mniemam, że najlepszy, jaki może być 🙂

  • Anonymous

    Do teraz każdy mój dzień ratuje motto, którego się od Ciebie nauczyłam. Zawsze kiedy dopada mnie leń, a mam tonę rzeczy do zrobienia mówię sobie „Anka, rusz dupe!” i od razu mi się chce. 😀

  • A akurat odłożyłam sb napisanie maila na wieczór, haha dobra jesteś, zabieraniem się za pisanie go teraz, a i jeszcze książka do skończenia, Księga Hioba i prezentacja maturalna 🙁 Damy radę 😀

  • Zuza

    OK, siadam do biologii z łaciną. Koło wtorkowe czeka. Dzięki! 🙂

  • Kurcze, to jest tak bardzo prawdziwe! Trzeba zacząć robić pewne rzeczy od razu, jak tylko wpadną do głowy. W sumie nie trzeba tylko zaczynam! Najwyższa pora. Bo faktycznie, zaplanować to ja się potrafię i to pieknie! Ale żeby jeszcze to wszystko robić 😀 Ha ha ha…

  • Pat

    Ruszam tyłek za 3..2..1 :))

  • Martuś, powiem Ci, że od dawna to uskuteczniam, ale ciężko było wyrobić sobie taki nawyk. 🙂 Zwłaszcza, gdy zazwyczaj padał wybór między załatwieniem czegoś od razu a poleżeniem, to jakoś łóżko miało większą grawitację. 😉

    Zapraszam i do mnie, jestem blogerką od 1 maja dopiero, ale może znajdziesz coś dla siebie:
    http://cytrynowalemoniada.blogspot.com/

  • A ja już teraz piszę posta, którego odkładam już od miesiąca 😀

  • Od niedawna staram się to robić i zaczyna wychodzić coraz lepiej 🙂

  • Nie mam już dzisiaj NIC ważnego do zrobienia! Mogę bezkarnie oglądać z ukochanym „Indianę Jonesa” pod kołdrą! CUDOWNE UCZUCIE! 😀

  • Anonymous

    A co zrobić, gdy nagle na coś się szalenie nakręcimy, np. zaczynamy biegać, bo właśnie uświadomiliśmy sobie, że jednak w końcu się trzeba ruszyć, ALE jest godzina, przypuśćmy, 03.30 i leżymy w łóżku pod ciepłą kołdrą? Szczere chęci są, jak najbardziej, lecz cóż począć? 🙂 Pozdrowienia od stałej czytelniczki 😉

    • Trzeba kłaść się wcześniej i rano zrobić to coś 😀 A tak serio – to może wstać z łóżka i spisać jakiś plan, a potem rano działać 🙂 ?

  • Anonymous

    Ja nie dam rady. Depresja mnie pokonała.

  • Anonymous

    Trafiony do mojej sytuacji. I tak jestem bliżej tego aby nie zdać do następnej klasy więc być może nie ma sensu nawet teraz się ruszać bo i tak zasnę nad książkami. A tak na marginesie, rozwijasz się Marta , mam nadzieje ,że uda Ci się osiągnąć to czego chcesz , bo nie każdy ma na tyle upartości i wytrwania żeby spełniać swoje marzenia. Pozdrawiam ,
    Julka

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Anonymous

    Oby więcej takich motywujących postów! Ludzie często nie przywiązują wagi do takich najprostszych, codziennych zadań, które tak naprawdę można wykonać jak piszesz, w pare minut. Koniec z narzekaniem i odkładaniem na później! Pozdrowienia z południowej PL 🙂

  • ups poczułam tego kopniaka 😉 chyba pomogło 😉

  • Świetny post! Nie będę się rozpisywać, bo… idę sprzątać! TERAZ! pozdrawiam 🙂

  • No to spuszczam smętnie głowę i idę pisać referat ma biologię…

  • Anonymous

    No to idę zmywać gary…

  • Iza

    Dodałam ten wpis do „ulubionych” i będę od niego zaczynać każdy dzień!

  • Czy powiedzenie sobie „teraz idę i wreszcie posadzę na kanapie to, w co chcesz kopać – jest OK? Siedzenie do drugiej, trzeciej w nocy przy komputerach już wylewa mi się uszami. Radością jest tylko to, że kasa będzie za to. Ale w końcu mam sobotę, niedzielę, więc idę odsapnę.
    Czy raczej powinienem powiedzieć sobie… weź się w garść – zrób to ekspresowo i nie marudź? 🙂

  • Jeeju! Pierwszy raz czytam Twojego bloga i muszę przyznać, że dałaś mi porządnego kopa w tyłek! 🙂 Cieszę się, że tu trafiłam! 😀 Jesteś naprawdę niesamowita bo nikt nie potrafił dać mi żadnej motywacji ani zmusić do zrobienia czegokolwiek. Z natury jestem człowiekiem leniwym… :p Dziękuje i pozdrawiam! Idę robić to o czym sobie właśnie przypomniałam a jest chole…bardzo ważne 😉

  • To tylko nikt.

    Dobra, idę. Teraz. Co mi szkodzi… Wstaję z łóżka, ubieram się w coś kolorowego (a nuż pomoże…), maskuję wory pod oczami po przepłakanych godzinach, sprzątam mieszkanie, wgrywam piosenki do telefonu (zbieram się już z miesiąc) i jadę na rower. Nie wiem po co, nie wiem gdzie. Kij z tym, że pada, może się rozchoruję to nie będę musiała iść do pracy. To i tak tylko jeden dzień wolny od roboty. Trzy dni w miesiącu. A jutro znowu zapierdzielanie 12 godzin dziennie. Trzy godziny spędzone z facetem w których gotuję i sprzątam. Tyle mojego szczęścia. I 8 godzin snu, po których wstaję jeszcze bardziej zmęczona i obolała niż byłam dzień wcześniej. Ja pierdole, muszę coś zmienić, bo się psychicznie wykańczam.

    edit. Nawet sobie zrobię makijaż. Miesiącami się nie malowałam, bo nie mam ani czasu, ani siły, ani ochoty.
    …i znowu mam łzy w oczach…