Mamy problem. Ogromny.
Większy niż fakt, że coraz więcej ludzi chodzi po świecie chorobliwie otyłych. Dużo gorszy, niż to, że sporo młodych osób umiera z powodu raka. Ba, ten problem jest nawet bardziej uderzający, niż to, że jakimś małym kotkom gdzieś na świecie dzieje się krzywda. Przebił już plagę głodu, zatrucie środowiska i tandetne seriale w polskiej telewizji.
Ten problem polega na tym, że zanika nam serce.
okno krzesło urządzanie wnętrz weranda taras patio

Zabawne, że tego procesu nie widać na pierwszy rzut oka. Nie zaczynasz krwawić wewnętrznie, nie tracisz przytomności w miejscu publicznym, ba: jesteś w formie lepszej, niż kiedykolwiek byłeś. Realizujesz się, spełniasz, ganiasz za czymś, uczysz się, czytasz mądre książki i ćwiczysz z trenerem personalnym. Jesz kiełki i sałatę, popijasz wodą, a twoje wyniki krwi są wzorowe i podręcznikowe. Idealne.

A gdzieś tam, pod warstwą ciuchów i skóry, twoje serce robi się coraz mniejsze. Najpierw nieco usycha, potem czernieje, a na końcu rozpada się na kawałki i znika.
I nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

COŚ JEST NIE TAKkwiaty bukiet wazon przeroczysty

Pierwszy raz coś mnie tknęło, kiedy zaczęłam tracić kontakt z ludźmi, którym podobno na mnie zależało. Wielkie przyjaźnie rozpadały się w mgnieniu oka i ograniczyły się do przelotnych wiadomości na facebooku, a próby umówienia się zawsze kończyły się fiaskiem, bo przecież nikt nigdy nie ma czasu.
Tak zawsze mówią: nie mam teraz czasu. Jestem zajęty. Przepraszam Marta, tyle się teraz u mnie dzieje.
Czasami też próbują odwracać kota ogonem albo zrobić tak, żeby im się upiekło: obiecują, że przyjdą, a następnie pięć minut przed spotkaniem wysyłają smsa z wymówką. Marta, przepraszam, dziś nie mogę – ufo napadło na mój dom i porwało mi matkę. Marta, sorka, przełóżmy te spotkanie, bo zadzwonił do mnie prezydent. Marta, słuchaj, jest taka sprawa… mój pluszowy miś jest w ciąży i zaraz będzie rodził. Może porozmawiamy na fejsie?
Marta, spotkajmy się kiedy indziej, bo teraz nie mam na ciebie czasu. Przestań truć mi dupę.
Zadzwonię do ciebie, jak będę miała problem i będę cię wtedy potrzebowała.
A potem widzę wysyp pierdolonych zielonych kropek na czacie, które siedzą tam nieustannie. Ja się nie dziwię, że brakuje im czasu. Spędzając całe życie online i odświeżając co chwila tablicę by podejrzeć jak mają się inni, ciężko być produktywną osobą.

POMOC? MOGĘ ONLINE?

Drugi raz mnie tknęło, kiedy potrzebowałam pomocy. Nie jestem osobą, która lubi prosić o przysługę – jestem Zosią-Samosią, Martą-Zrobię-To-Sama-I-Tyle. Ale duma i „zrobię-to-sama” kończy się w momencie, w którym musisz się przeprowadzić i masz dwa pokoje zawalone torbami, pełnymi workami i plecakami.
Zgadnijcie co.
Nikt nie mógł. Nie mieli czasu.
Wiecie, nawet bym się cieszyła, gdyby ktoś się zgodził chociażby przez zwykłe wyrachowanie: ja pomogę im, oni pomogą mi. Albo: ja pomogę im i zarobię trochę grosza.
Ale ludzie już nawet tak nie myślą. Nie ma kwestii „opłaca mi się – nie opłaca mi się.”
Jest: nie chce mi się. Nie mam czasu.
Przecież mogę ci pomóc klikając na czacie. Nie musimy się spotykać na herbacie, bo przecież czytałam u ciebie na blogu, co się u ciebie dzieje, Marta. Wiem wszystko.

WSZYSTKO SIĘ PORĄBAŁO

Mam wrażenie, że coś się zaburzyło w kontaktach międzyludzkich. Że ludzie przestali się tak przywiązywać, przestało im zależeć. Przestali używać serca. Spotykają się, bo jest miło. Bo życie towarzyskie brzmi dobrze. Nie ma „pomyślę o tobie”. Jest „przypomnę sobie o tobie, kiedy będzie mi się nudzić na zajęciach i zagadam na czacie”. „Polubię twoje zdjęcie”.
Serca się nie używa. A mięsień nieużywany zanika, wiedzieliście o tym?
Znieczulica nie polega tylko na tym, że nie dajesz złotówki na biednego pieska albo nie rusza cię widok kobiety żebrzącej o jedzenie. To, że obojętny ci jest problem głodu w Afryce nie jest jedynym wyznacznikiem tego, że masz lód w klatce piersiowej. Afryka jest daleko. Trochę abstrakcyjna. Nie myśli się o biednych dzieciach gdzieś hen za horyzontem, bo nas to nie dotyczy.
Po co zawiązywać pomału nić porozumienia i sympatii: zobowiązania są passe. Nie mów o przyjaźni, bo przecież to takie duże słowo. Za duże. Najlepiej się nie przywiązywać, bo wszyscy odchodzą. Są, a potem ich nie ma. Możemy się spotkać na piwie i pogadać tylko po to, żeby następny raz zobaczyć się za dwa miesiące i ani przez sekundę o sobie nie pomyśleć.
Czy ludzie w ogóle pamiętają, jak wygląda zwierzanie się? Ja już zapominam. Jaki sens jest mówić o problemie, skoro następnym razem zobaczymy się, kiedy on już zniknie?

NIE POZWÓL MU ZWIĘDNĄĆ

I może to wcale nie jest tak, że to „dzisiejsze czasy”. Może tak już było. Może to ja otaczam się ludźmi, których serce już nie bije tak, jak powinno. Może to ze mną jest coś nie tak i oczekuję bliskości, która nie istnieje. A może tak wygląda dorosłość. Może. To nie jest ważne.
Ważne jest to, że przez ten brak serca wokoło, moje powoli też więdnie. Bo dlaczego ja mam biegać i się starać, skoro i tak usłyszę, że ktoś nie ma czasu?
Serca też nie ma.

Tik. Tak. Tik. Tak.
Kwestia czasu, aż większość klatek piersiowych będzie przerażająco pusta.

Przeczytaj także:

  • To, o czym piszesz, to niestety przykra rzeczywistość. Niby wszystkich dookoła pełno, a jak przychodzi co do czego, to nie ma nikogo. Niektórzy wręcz nie potrafią rozmawiac inaczej niż tylko za pomoca komunikatorów, używając skrótów, etc.

    • Albo piszą tam po to, żeby pisać.

      – Hej, co u cb?
      – (Litania na sto lat świetlnych, opisy ludzi, miejsc, przeżyć wewnętrznych, wszelkie newsy i rozterki, rozważania, smutki radości, obserwacje, dziad baba i pies z kulawą nogą)
      – Aha. Spoko. To hej.

      I się rozłącza.

      ?!

  • Gorzki tekst.
    Hm. Zgadzam się… Niestety. I dlatego, że wiem, że tak jest, uprawiam codzienną profilaktykę. Bo nad czekoladę kocham ludzi 🙂

  • Tak bardzo się z tym zgadzam! A szkoda bo chciałabym móc powiedzieć, że jest inaczej…

  • „Marta, spotkajmy się kiedy indziej, bo teraz nie mam na ciebie czasu. Przestań truć mi dupę. Zadzwonię do ciebie, jak będę miała problem i będę cię wtedy potrzebowała.”

    prosto w samo sedno.

    • mogę się pod tym każdą kończyną podpisać!

  • Niestety treść to czysta prawda. Z koleżankami z liceum, jeszcze rok temu byłyśmy nierozłączne. Teraz, mimo że minął rok żadna nie ma czasu. A jeżeli któraś już ma to trzecia, czwarta i piąta nie mają. Niby mieszkamy w tym samym mieście, ba nawet gdy byłyśmy na tej samej uczelni nie udawało nam się spotkać. Ze spotkania, które chciałam zorganizować z okazji moich urodzin też nic nie wypaliło. Ale oczywiście siedzieć na fejsie jest czas 😉

  • Przykre jest to, że niektórzy nawet nie powiedzą zwykłego ‚cześć’ na korytarzu czy na mieście i nie ważne czy kiedyś byliście blisko i tak cię oleją. Najgorsze jednak jest, że sama czuje czasami, że serce przestaje funkcjonować tak jak powinno.

  • A ja ostatnio przekonuję się, że jednak nie jest źle. Na szczęście.

  • Anonymous

    Mam ostatnio bardzo podobne wrażenie. Że większość kontaktów przenosi się na fb i stopniowo zanika. Niestety…

  • każdy z nas chyba wie o czym piszesz. o zgrozo! ja mam tyle szczęścia, że po mimo kilku rozpadniętych przyjaźni mam parę osób które są blisko. z resztą sama oziębiam stosunki z niektórymi, bo żal mi marnować siebie dla ludzi niepotrafiących być blisko. trochę odizolowana, jedną nogą jestem w swojej rzeczywistością, a drugą w tej ogólnej bez serca. ale wiesz, jakoś to działa:) dzięki za przyjemnie prowadzonego bloga. nie jestem typem regularnego czytacza blogów. a na Twój jakoś wracam;)

  • Anonymous

    Marto,trafione w sedno mam dokładnie takie samo wrażenie ludzie potrafią ze sobą rozmawiać online a w rzeczywistości nie potrafimą spojrzeć w oczy i powiedzieć swojemu „przyjacielowi” o tym co nas gryzie…a jak już sie zdobędą na odwagę to druga osoba powie: „mhhmm nie martw się będzie okej” i na tym się kończy.Niby rozwój techniki coraz lepiej nam się żyje,ale wszystko w okół jest do bani zwłaszcza kontakty międzyludzkie,smutne.

  • Anonymous

    Nie tylko Ty Marto otaczasz się takimi ludźmi. Niestety.

  • Wiesz, mam podobne odczucia jak Ty.
    I może dlatego doceniam każdy moment, kiedy wiem, że są wokół mnie ludzie, dla których jestem kimś więcej niż zieloną kropką na czacie fb.
    Bo że tacy są, wierzę.
    I moim zdaniem to ani nie kwestia czasów, ani dorosłości. Jedyna różnica jest może taka że zasypani jesteśmy możliwościami, aktywnościami za jakie możemy się zabrać i niekiedy ciężko to pogodzić z całą resztą. Ale wierzę że się da,… jeśli się tego chce. W moim odczuciu to kwestia tego, że są wokół nas tacy a nie inni ludzie, ale też, choć czasem ciężko tak o sobie powiedzieć: że w jakimś stopniu się do tego przyczyniliśmy.
    i… kiedy ktoś mi mówi: ale nie trzeba się przywiązywać, ludzie odchodzą, nie angażuj się… mam ochotę powiedzieć, że bez tego moje życie byłoby płaskie i nawet jeśli za jakiś czas będę płakać i cierpieć, albo po prostu boleśnie dostanę po tyłku- i tak chcę wierzyć w ludzi, w bliskość w przyjaźń.
    Bo jak bez tej wiary żyć?
    Życzę Ci by byli wokół Ciebie ludzie którzy mają podobne zapatrywania jak Ty 🙂

    Uściski

  • Tekst jeden z najlepszych na Twoim blogu, pewnie dlatego, że taki prawdziwy… Ludzie chcą wychody, dbają tylko o swój ‚tyłek’ i brak im czasu dla innych. Lepiej przecież posiedzieć 3 godziny na fejsie niż pójść z kimś pogadać. Co też ciekawego zauważyłam- ludzie zapominają jak się rozmawia. Coraz więcej czasu spędzamy na komputerze, coraz częściej wysyła się smsy niż dzwoni a później w realnym życiu trudno powiedzieć ‚cześć, jak się masz’.
    Mam nadzieję, że w pewnym momencie świat się zatrzyma i zobaczy się dzieje, ale to już chyba nierealne.
    Powodzenia Martuś, moja droga imienniczko 😉

  • Anonymous

    Obawiam się, że zanik potrzeb kontaktów wcale nie jest już tylko wkroczeniem w dorosłość, gdzie ma się pierdylion spraw. Ostatnia klasa gimnazjum. 16 lat. Nie ma z kim iść do kina, bo trzeba się poduczyć na ten sprawdzian co za 3 tygodnie jest. Dlaczego nie przyjdę do ciebie na imprezę urodzinową? Bo wiesz, w sumie to jest jeszcze ta fizyka, a sama wiesz jaka fizyka jest ciężka. Nie ważne, że wcześniej były dwa wolne tygodnie ferii w których mogłam się uczyć gdybym serio dbała, ale to taka dobra wymówka. Cholera, nawet nie ma z kim się przejść do tego głupiego rossmana na zakupy.
    A jednak… Chyba warto czekać na kogoś, dla kogo fb jest czymś dodatkowym, kiedy wszystkie możliwe opcje spotkania się skończyły. Ostatnio nie ma mnie w sieci, bo jem gofry z przyjaciółką. Pozdrawiam i życzę poznania kogość z sercem na dłoni a nie na facebooku.
    ~~
    P.S Obserwuję cię na bloglovin. Czy jest jakaś możliwość podpisywania się pod komentarzem z tejże witryny? Czy pozostaje mi anonim? 🙂

  • Cześć Marta,
    lubię Twoje wpisy, bo mi gdzieś tam zachodzą pod skórę. Tym razem cieszę się… że się nie zgadzam ;).
    Odnośnie zielonych kropek, to też różnie bywa, bo np. słyszałam od znajomych, że moja się świeci np. o 4 rano i ludzie do mnie piszą, a okazuje się, że spałam, tak że myślę, że ich świetlistość i częstotliwość to też efekt uboczny aplikacji fb w naszych komórkach, non stop podłączonych do netu. Ale nie o tym.
    W sumie cieszę się, że się z Tobą nie zgadzam, bo ja właśnie obserwuję coś innego, widzę, że ludzie mają serca, dzielą się swoim czasem, starają się dla innych i to właśnie mnie mobilizuje do bycia równie otwartą i po prostu lepszą dla innych.
    Co prawda, wokół jest masa bodźców, które nas rozpraszają, gonią, wypełniają czas, ale ludzie i serca są, nie rozpadły się i, mam nadzieję, daleko im do tego.
    Pozdrowienia 🙂
    Michasia

  • Przykro mi. Osobiście mogę się tylko cieszyć, że póki co żyję w świecie dość przyjaznym. Na chwilę obecną zamieszkuję cudowną krainę dziecięcej beztroski, gdzie na drzewach rosną lizaki, żelki oraz pianki marszmeloł. Gdzie krowy mają kolorowe łaty, wrony zamiast krakać – wyćwierkują cztery pory roku Vivaldiego, a prywatny jednorożec rzyga tęczą dwadzieścia cztery na dobę. Gdzie ludzie są wspaniali, przyjaźń jest przyjaźnią, a emocje coś znaczą. Gdzie wiara w ludzi rośnie dwa razy szybciej niż spada. Nie wypowiem się na ten temat, bo moje życie jest zdecydowanie zbyt piękne. I kiedy czytam Twoje posty, to coraz mniej ciągnie mnie do dorosłości, choć jak na gimbusiarę przystało – i tak nie mogę się doczekać. Jedyne co mogę Ci powiedzieć to to, że współczuję i często słyszę podobne rzeczy od swojej mamy, choć ona nie lubi narzekać. Mam nadzieję, że spotkasz jeszcze jakiegoś fajnego człowieka w swoim życiu. A jak już będę dorosła, to sama Cię odwiedzę :). Zjedz czekoladę. Czekolada odpowiedzią na problemy :). Pozdrawiam!

  • Anonymous

    Bardzo trafny wpis, ale pokazujący niestety smutną rzeczywistość.
    Marta, jak to możliwe, że Ty tak fajna i sympatyczna dziewczyna doświadcza takich sytuacji?
    Szkoda, że nie mieszkasz w Krakowie – chętnie umówiłabym się z Tobą na kawę. Ale i tak zapraszam. 🙂 Miłego popołudnia.
    P.S. Świetnie piszesz, chyba najlepszy post na blogu. Tak trzymaj – mocno Ci kibicuję. :))

  • Anonymous

    Niestety masz rację ;/ Z przyjaciółkami z liceum mam obecnie śladowy kontakt, nigdy nikt nie ma czasu. Z jedną mieszkamy w tym samym mieście, Wrocław, a widziałyśmy się ostatni raz w listopadzie! No cóż, wszystko się kiedyś kończy.

  • Podpisuję się pod tym obiema rękami. Przyjaźnie z podstawówki, ze szkoły średniej, studiów tak zażyłe nagle nie wiadomo kiedy zanikły. Zanikały stopniowo, coraz rzadsze spotkania, coraz mniej rozmów, coraz mniej telefonów, coraz mniej sms’ów. I nagle cisza… Do zeszłego roku pozostały już tylko smsy z życzeniami na urodziny i święta.
    Ostatnio zrobiłam mały eksperyment. Usiadłam przed Bożym Narodzeniem i postanowiłam wziąć się za ręcznie robione kartki, bo miałam już dość zdawkowych życzeń wysyłanych sms’em i co gorsza – durnych wierszyków. Wysłałam do wszystkich tych zaniedbywanych latami przyjaciół i rodziny moje ręcznie robione cały tydzień (każdego wieczoru do późnych godzin) kartki.
    Efekt – na minione niedawno święta Wielkanocne nie dostałam nawet jednego sms’a od dawnych „przyjaciół”. Było mi po ludzku, najzwyczajniej, przykro.
    Rodzina i owszem, dzwoniła i pisała, była zachwycona kartkami itd.
    Kurde, jakie to smutne.

  • Niestety, ja już się przyzwyczaiłam do tego, że pewne znajomości wynikają tylko z określonych okoliczności – kończą się okoliczności (szkoła, praca) to i znajomości … Chyba jak się nie zadbało o przyjaźń w dziecinstwie, to potem już nie ma szans – a jak widać z komentarzy, i takie się wypalają

    Beznadziejne jest to, że ludzie mają tysiąc wymówek żeby się nie spotkać. W końcu odechciewa się starać, bo ile może jedna strona…

    Ja też nie wiem, czy to dorosłość, czy znak czasów, ale ogólnie dupa 😉

    • No i zapomniałam – ogólnie świetny tekst. Aż się ewidentnie robi przykro.

  • Vill

    Eh.. jeszcze rok temu miałam 3 przyjaciółki i sądziłam,że tak zostanie na dłużej. Jednak jedna się wykruszyła. Bo to brak czasu i zmęczenie (wakacje, ona w ‚pracy’ od rana do 16.. rozumiem,ale no kurde po południu jest czas, a po tygodniu, dwóch, można przywyknąć do takiego trybu i sobie zaplanować czas), zajęta nawet w weekend, mamy maj, a od jakiegoś roku widziałyśmy się ze 3 razy, oczywiście jak ja zaplanowałam spotkanie. Już przestało mi zależeć, bo widać ma ważniejsze rzeczy do roboty.. np.rysowanie, którym się dzieli na fb, a ja to obserwuję.Bo po co wykorzystać chwilę wolnego, skoro można pobazgrać w zeszycie. Wysyłamy sobie tylko czasem jakieś linki do kwejka czy yt, ot taka „przyjaźń”, bo ‚no niestety, mam egzamin’. Tylko druga przyjaciółka też ma egzaminy, a mamy czas się zobaczyć, nawet głupie raz na miesiąc czy dwa, ale przynajmniej wiem co u niej słychać, bo rozmowy na fb czy smsowe to coś więcej niż link z krótkim komentarzem. U tej pierwszej nie mam pojęcia co się dzieje, prócz że wciąż studiuje.

  • Dodam jeszcze fakt przeraźliwej rywalizacji między ludźmi i fałszywej dwulicowości. Lubią oceniać człowieka na wstępie nawet go nie znając. Mam grono „koleżanek na studiach” ale każda z nich ma ochotę „wbić mi nóż” w plecy, gdy tylko dostaję „5”. Dla każdej ważniejsze są jej tablety, facebook, wyjście do Rossmanna i obgadanie za plecami drugiego człowieka. Zewsząd kipi jad i frustracja. Z ludźmi obecnie dzieje się coś tak bardzo złego,że ja już wątpię w fajną przyszłość. Zniszczy nas wyścig szczurów i brak szacunku dla drugiego człowieka.Kontakty są tak ulotne, przyjaźń powoli zanika. Liczą się fałszywe autorytety i własny tyłek….

    • P.S. Twój tekst trafia w samo sedno…
      Samotności społeczeństwa informacyjnego. Pustki w mieście pełnym ludzi. A najgorsze jest to,że kolorowe uśmiechy na twarzach ludzi, sztuczne uśmiechy to nie objaw radości z życia oraz chęci rozmowy z drugim człowiekiem , tylko często wymuszona i wyuczona „maska”…

  • Niestety jest to wielki problem i myślę, że ma to ogromny związek z obecnym rozwojem technologicznym, kiedy nie musisz kogoś widzieć, żeby z nim rozmawiać. Internet ma mnóstwo plusów, ale jednym z jego największych wad jest właśnie powolne zatracanie kontaktu z innymi. Idąc ulicą jesteśmy zapatrzeni w swoje smartfony, a później będąc w domu nie mamy ochoty wychodzić, bo wszystko mamy na miejscu.
    Życie się toczy, a nam przestaje zależeć na innych ludziach, bo zaczynamy myśleć o nich jak o zielonych kropkach na fejsbuku, które zawsze będą – nie widzimy już oczu, uśmiechu. Widzimy tę przeklętą kropkę albo nowe powiadomienie czy maila.

  • To jeden nielicznych tekstów, które wywołał we mnie pewny niesmak. Przede wszystkim- przykro mi. Z tego co napisałaś wnioskuję, że masz niewiele szczęścia do przyjaciół. Mimo to naprawdę nie lubię, gdy się generalizuje i uogólnia, tylko dlatego, że nam coś w życiu nie wyszło. Nie zanika nam serce. Po prostu się zmieniamy. Nasi przyjaciela także. Dojrzewamy. Rozchodzimy się. Czasem wciąż dla siebie jesteśmy, lecz czasem nie ma nas dla samych siebie. To jednak nie absolutnie żadnym argumentem do formułowania tak mocnego zdania jak ‚zanika nam serce/wrażliwość etc. Wina najczęściej tkwi w nas samych. Odpuśćmy. Poczekajmy na tych przyjaciół, którzy zrobią dla nas wszystko. Ja takich mam. Poznałam ich kilka miesięcy temu. Niektórzy z nich zrobili dla mnie więcej, niż osoby, które towarzyszyły mi przez całe życie. Pomogli mi. Zatroszczyli się. Ofiarowali nawet zakwaterowanie. Co noc, gdy mój przyjaciel kończy nocną zmianę, puka do moich drzwi, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Tyle, że ja nie oczekuję tego, by nieśli mi pomoc. To jeden z elementów przyjaźni.

    My najczęściej wymagamy, jednocześnie dają niewiele od siebie. Ile razy w ciągu dnia nasz przyjaciel usłyszał, że jest dla nas ważny? Że cieszymy się z tego, że jest? Że jest dobrym człowiekiem? Ile razy po prostu odwiedziliśmy naszych znajomych przynosząc świeże słodkie bułki? Inicjujmy sami. Nie oczekujmy jedynie gestów od innych osób.

    Co do wirtualnej strony przyjaźni. W Hiszpanii ludzie komunikują się przez whatsapp. Uwierzcie mi, że większość z nas nie wyobraża sobie, jak ten komunikator potrafi zdominować życie. Lubię go. Pozwala mi być tuż obok nich, nawet wtedy, gdy jestem ponad 20 godzin w pracy. Nie obwiniajmy technologii za rozpad naszych więzi. Wina często leży także po naszej stronie. Tylko, że o wiele ciężej jest nam się do tego przyznać.

    • Pewnie, wina leży po mojej stronie, zwłaszcza, że żyły sobie zawsze dla ludzi, na których mi zależy, wypruwam. Że pamiętam o wszystkich rocznicach, urodzinach, dzwonię, ZAPRASZAM, robię wszystko, by kontakt utrzymać. Nie z jedną osobą. Nie z dwiema. Z mnóstwem osób.

      Nie napisałam, że cąły świat jest zły, o czym świadczy ostatni akapit.
      Poza tym: nie generalizujmy? A o czym świadczy te dwadzieścia ileś komentarzy powyżej, które się ze mną zgadzają? Nie jestem sama. To nie jest nieszczęście do znajdywania przyjaciół, pech, że trafiam na takich ludzi. To proces, który nie tylko ja zauważam, co znajduje potwierdzenie w komentarzach wyżej.

      Inicjuję cały czas. CAŁY CZAS. Bez skutku, jak widać po notce. Przepraszam, ale strasznie wkurzył mnie Twój komentarz, bo poczułam się tak, jakbyś mi dała w policzek. Zazwyczaj wiem, kiedy mam sobie coś do zarzucenia. Tym razem uwierz mi, nie mam, bo stawałam na rzęsach, żeby żadna z przyjaźni się nie rozpadła. Bo zabiegałam o nowych znajomych, którzy byli.

      Bo przynajmniej dwa razy w miesiącu staramy się z Patrykiem zapraszać ludzi na domówki, imprezy czy nawet głupią herbatę. Ostatnia rzecz, jaką możesz o mnie powiedzieć to to, że nie inicjuję. Mnóstwo razy znajomi ode mnie słyszeli, że ich lubię – tak bez okazji. Że są wspaniali. Ba, prezenty bez okazji albo słodkie gesty też się zdarzały.

      Wkurzyło mnie, że ktoś mnie uważa za kogoś, kto ma pretensje, a sam nic z siebie nie daje, bo ja dałam serce na tacy i nie oczekiwałam niczego w zamian, ale w pewnym momencie człowiek zaczyna chcieć – wiesz czego? Odwzajemnienia.
      Nie wierzę, że wszystkie moje czytelniczki które się ze mną zgodziły to ludzie, którzy wymagają, a sami nie dają. Patrzę na siebie krytycznie i jak robię coś źle, to głośno potrafię się przyznać.

    • Anonymous

      Widzisz Dagmara, masz to szczęście, że poznałaś tych przyjaciół kilka miesięcy temu. Niektórzy mają takie osoby, które z nimi są przez całe życie. Począwszy od uczenia się mówić i chodzić, a kończąc na wybieraniu sukni ślubnej. I to te osoby potrzebują od nas najbardziej zrozumienia, które my dajemy bez jakiegokolwiek zastanowienia, bo to dla nas oczywiste. I osobiście muszę przyznać, że nieraz poświęcałam kontakty z innymi ludźmi, dla przyjaciół, których uważałam za najbliższych mojemu sercu i widzisz, tak się dzieje, że z czasem nasze drogi się rozeszły. I oczywiste jest to, że żyję wspomnieniami, bo przeżylam z nimi najwspanialsze momenty, to oni wyprowadzali mnie z największych opresji i wzajemnie. Ale teraz? Teraz relacja polega na tym, że odzywają się, kiedy mnie potrzebują. Tym sposobem wiem wszystko o tym co się u nich dzieje, ale nikt nie pyta co ze mną, bo jeśli nie proszę nikogo o pomoc, to na pewno oznacza, że jest wspaniale. Podpisuję się pod tym co napisała Marta, bo rzeczywiście jestem Zosią Samosią i wolę sama sobie ” cierpieć „, niż obarczać tym kogoś, wiedząc, że będzie mnie słuchał „na siłę”. I to wszystko nie dlatego, że mamy pecha do przyjaciół, to wina tego, że w ludziach brak empatii, nieraz są samolubni, a uczucia mają coraz mniejszą wartość. Może, gdybyśmy żyli kilka dekad wcześniej, byłoby lepiej. Technika idzie naprzód i fajnie jest z niej korzystać, ale warto się zastanowić, jak nasi rodzice przeżywali swoją młodość bez telefonów, umawiając się na spotkania i żyjąc w dosłownym tego słowa znaczeniu. Marto, pamiętaj, że słowo przyjaźń rzeczywiście jest zbyt duże. Przyjacielem mogę nazwać mojego faceta, albo mamę. Bo koleżanki, które są tylko wtedy, kiedy im pasuje, nigdy nie będą awansować na osobę, która przyjedzie w środku nocy, żeby podawać Ci chusteczki kiedy beczysz. Czasem warto radzić sobie samemu, niż przyjmować „pomoc” od osób, które na to nie zasługują. Całuję, S.

  • Czytam Twoje posty regularnie, jednak ten przemówił do mnie tak dosadnie, że nie mogłam obejść się bez komentarza. Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie wiem czy widziałaś może filmik „Look up”, który wędruje teraz w sieci? To straszne. Nie wyobrażam sobie ludźi za 5-10 lat. Wtedy relacje ludzkie będą wyglądały jak w filmie HER, czyli będą żadne…Ludzie będą się wiązać z komputerami i innymi maszynkami, które będą zastępować drugiego człowieka ;(

  • Anonymous

    Rodzi się we mnie taka sympatia do Ciebie, że chciałabym się z Tobą spotkać, bo mieszkam blisko Wrocławia.

  • Anonymous

    życie potrafi czegoś nauczyć…. a ludzie nie zawsze zmieniają się na lepsze Choć osoby z miękkim sercem mają gorzej bo martwią się wszystkimi i wszystkim to po którymś razie się nauczą tej okrutnej prawdy…. Jednak to tak nie działa… tyle razy się już przejechałam a serce dalej miękkie.

    To co Piszesz jest prawdą przykrą prawdą:/

  • Poryczałam się czytając ten tekst, bo tak bardzo jest prawdziwy w moim odczuciu. Utraciłam kontakt z osobami,na których myślałam że mogę polegać, nie umiem nawiązać takich nowych relacji. Czuję się jakbym w wieku 20 lat już się skończyła…

  • Anonymous

    U mnie przyjaźń rozpadła się po 12 latach znajomości,znaliśmy się od małego i szczerze okropnie się z tym czuje,bo wydawało mi się,że to taka przyjaźń na zawsze,ale od pewnego czasu miałam wrażenie,że spotykaliśmy się tylko z przyzwyczajenia…Marto Twój tekst jest dobitny,ale niestety bardzo prawdziwy od dawna czytam Twojego bloga i dzięki za to co piszesz! 😉

  • Anonymous

    Kurcze to co piszesz jest takie prawdziwe…Ostatni siedzę sobie w knajpie i obok mnie siedziała dwójka młodych osób i zamiast rozmawiać z sobą to oni siedzieli wgapieni w swoje telefony i każdy coś tam sobie klikał…Kurcze dobija mnie to,że ludzie coraz rzadziej potrafią z sobą gadać w realu,a o spotkaniu to już chyba można zapomnieć…Sama mogę podać przykład z mojego życia studenckiego wszyscy chodzimy na ćwiczenia,wykłady a potem każdy idzie w swoją stronę czasem nawet nie mówiąc sobie cześć.Od początku mojego roku akademickiego grupowo mieliśmy tu uwaga,aż 2 spotkania…znajomi tak potrafią się umówić a potem napisać sorry nie mam czasu nauka,porządki bla bla bla,zachowują się tak jakby przez tę godzinę czy dwie spotkania mogli odkryć nowy pierwiastek,albo wysprzątać wszystkie śmieci z lasu,zero chęci do spotkania itp.-już bym chyba wolała żeby powiedzieli otwarcie nie mam ochoty i po sprawie a nie takie wymyślanie.Jejku przepraszam,że tak się rozpisałam,ale jakoś tak mnie ten temat dotknął,że musiałam
    P.s. Marta świetna robota trzymam kciuki i powodzenia w dalszej pracy twórczej i życiu prywatnym.Twój blog jest naprawdę świetny 😉

  • Martuś, dziękuję Ci za ten tekst. Z jednej strony fajnie jest wiedzieć, że ktoś tam za ekranem monitora wyciąga podobne wnioski z otaczającej go rzeczywistości a z drugiej to cholernie smutne, że to, co piszesz, to prawda absolutna. Ja już po kolejnych propozycjach spotkania się i odmowach w stylu: „Magda, przepraszam, nie mam czasu, muszę się uczyć” tracę wiarę w przyjaźń. Bo co jest ważniejsze: studia czy relacje międzyludzkie? Tak trudno jest znaleźć godzinkę w ciągu tygodnia, żeby pogadać? Dlaczego musimy być takimi egoistami? No kurwa. Teraz nawet nie mam się u kogo wypłakać, kiedy świat mi się wali. Ale też i w drugą stronę. Chociaż mam dużo empatii w sobie i lubię pomagać innym, to ludzie jakoś przestali się „zwierzać”, jak to ujęłaś.

  • Anonymous

    Jestem człowiekiem, który pali się do pomocy zawsze i wszędzie niezależnie od tego, czy znam kogoś kilka lat, czy kilka minut. Niestety ludzie wykorzystują to bez skrupułów. Bardzo długo pozwalałam sobie wchodzić na głowę, ale w pewnym momencie powiedziałam STOP. Gdy ktoś miał problem zawsze starałam się pomóc tej osobie, choć wiele z nich na to nie zasługiwało. Natomiast gdy ja miałam problem to musiałam wręcz się prosić o pomoc.

  • Notka analogiczna do tej o zielonych kropkach. Przenieśliśmy nasze życie do sieci. Coraz rzadziej wychodzimy na zewnątrz, do ludzi, do świata, a coraz częściej wolimy zamknąć się w swoim pokoju, z laptopem i dać się pochłonąć Internetom… Karma się zwraca. Ja Ci nie pomogłam, gdy tego potrzebowałaś – to i Ty mi w przyszłości nie pomożesz. Zostajemy sami na tym świecie… Ale z drugiej strony, to niesamowite, że będąc tak daleko od siebie można popisać na facebook’u, pomóc i doradzić. Są plusy i minusy.

  • No na szczęście mnie coś takiego nie dotknęło, widocznie nie mam aż tak uzależnionych od internetu znajomych. No ale niestety wszystko idzie ku gorszemu, coraz bardziej staje się rzeczą niezbędną do życia. No ale niestety w takim kierunku zmierza postęp cywilizacji. Ciężko coś na to poradzić. Wracając do pomocy to mnie nawet specjalnie nie trzeba namawiać, jak mogę i mam czas to pomogę no ale to pewnie kwestia wychowania jakie wyniosłam z domu 🙂

  • Pati

    W mojej opinii podchodzisz do tego trochę zbyt cynicznie i generalizujesz. Prawdopodobnie też nie miałabym najlepszego zdania o ludziach, gdyby po obdzwonieniu wszystkich znajomych nikt nie miałby czasu pomóc mi w przeprowadzce. Na szczęście w takiej sytuacji nie jestem. W nowym mieście, na studiach również nie poznałam nikogo na kogo tak na prawdę mogłabym liczyć (a to już trzy lata). Dla mnie jednak najbardziej wartościowe znajomości to te zawarte jeszcze w wieku szkolnym, które utrzymały się do teraz. Nie ze wszystkimi oczywiście jestem już tak blisko jak kiedyś i nie mamy stałego kontaktu. Czasem nie rozmawiamy ze sobą przez parę tygodni, jednak czasem wystarczy jeden telefon i pomoc nadchodzi. Być może masz w swoim otoczeniu takie osoby z przeszłości, z którymi byłaś kiedyś blisko, ale z jakichś powodów kontakt się urwał. Może da się ten kontakt odzyskiwać. I nawet jeżeli teraz jest kiepsko, nie powinnaś odtrącać ludzi, którzy zgłoszą się po pomoc, powinnaś wręcz sama ją oferować. Ludzie będą wdzięczni i odwdzięczą się tym samym. Nie wszyscy są egoistycznymi świniami 😉

  • ”najlepsze” jest chyba to, że ludzie, którzy tak pięknie maja cię gdzieś, pierwsi sie oburzają, gdy ty nie dasz rady, albo masz zły humor. Ty nie masz prawa, wszyscy inni tak….

  • Anonymous

    Bardzo mądry tekst…
    Ja na szczęście mam w okół siebie też ludzi z sercem.
    Ostatnio spotkała mnie najgorsza rzecz w moim życiu… Inni ludzie, ci bez serca, zranili mnie na wskroś. Wydawali się bliscy, a skrzywdzili jak najgorsi wrogowie. Wtedy jednak okazało się, że masa ludzi – przyjaciele, rodzina – wszyscy są ze mną. I dlatego powiem Wam z nadzieją, ten świat nie jest jeszcze do końca chory. Dbajcie o swoje relacje z ludźmi, na których Wam zależy!
    I trzymajcie kciuki za moje wyjście z tej chorej sytuacji…
    Pozdrawiam wszystkich.

  • Zgadzam się.
    Akurat przyjaciele mnie nie zawiedli (bo wystarczy mi palców jednej ręki, żeby ich policzyć), ale znajomi, nawet ci bliżsi, zniknęli bardzo szybko po tym, jak zaczęłam studia. Na początku jeszcze się starałam utrzymać kontakt, ale kiedy przestałam się starać, wszystko zaraz umarło. Zastanawiam się czasem, czy kiedykolwiek te osoby interesowały się mną poza faktem, że mogę im się do czegoś kiedyś przydać. Zielonych kropek na fb widzę dużo, ale co mi po tym?

  • No, zainteresowałaś mnie tym usychającym sercem. Przez chwilę pomyślałam, że to jakaś choroba, później pomyślałam, że może u Ciebie i Patryka cos nie tak, a tu mi wyskakujesz ze znajomymi, którzy wolą kwitnąć przed monitorem niz ruszyć dupsko na miasto. Ja ostatnio najczęściej „nie mam czasu” słyszę od ludzi, którym wręczam gazetę „NaszeMiasto”, a oni nijak brac nie chcą. Na szczęście to może 10% wszystkich ludziów, którzy zawsze się uśmiechają na mój widok. Tylko, że co ma czas do wzięcia tej gazety i pójścia dalej? Nie każę im czytać jej od dechy do dechy na miejscu!
    Również jestem typem pt. „zrobię sama, poradze sobie”, ponieważ właśnie takie sytuacje mnie denerwują. Kiedy jest mi już naprawde potrzebna pomoc, to nagle wszyscy rozkładają ręcę. Przykre, naprawdę. Jedynie na najbliższych przyjaciół można liczyć.

  • Zawsze byłam dość zdystansowana do ludzi i wiedziałam, że tylko jedna osoba nigdy nie zawodzi. Jest nią przyjaciółka, która pracuje obecnie za granicą w godzinach 6-14 i 17-22 i jakoś potrafi wygospodarować sporo czasu na rozmowę na Skype. Jeśli jest w Polsce to ma znacznie więcej do roboty niż ja, ma znacznie większe grono znajomych, ale zawsze też znajduje kupę czasu dla mnie.
    Ale to co opisujesz, u mnie teraz jakby się odwracało, zupełnie bezinteresownie zaczęłyśmy się spotykać z dawnymi koleżankami, czasem rozmawiam z niektórymi osobami więcej niż w szkole. Nie wiem właśnie z czego to wynika, ale mam świadomość, że jeśli poprosiłabym o pomoc to znalazłyby się chętne osoby. Cały czas, mam jednak jakieś przekonanie, że te znajomości i tak przeminą, dlatego też najbardziej pielęgnuje swoją przyjaźń i dbam byśmy zawsze miały kontakt.

  • Świetny tekst. Szkoda, że to niestety prawda. Jak poszłam na studia do innego miasta to wszystko się zweryfikowało. Przyjaciółka mnie miała gdzieś a dobra koleżanka okazała się osobą na której mogę zawsze polegać. Teraz mieszkając w Holandii nie mam możliwości za często spotykać się z przyjaciółmi w Polsce. Staram się jak mogę poprzez komunikatory utrzymywać jak najczęstszy kontakt ale z ich strony też jest walka o naszą przyjaźń. Bardzo mnie to cieszy ale jest to skutek selejkcji ludzi mi bliskich. Usunęłam peło znajomych z Fb.. niektórzy nawet nie zauważyli..a kiedyś byliścmy przyciaciółmi. Smutne ale do tanga trzeba dwojga. Mam nadzieję, że Tobie uda się znaleźć takie osoby. Jeśli kiedyś będziesz w Holandii to zapraszam na kawę 🙂 Pozdrawiam

  • Świetny tekst.