Kiedy miałam czternaście lat, kupowałam gazety dla dziewczyn i zaczytywałam się w artykułach, które w pewnym stopniu prały mi mózg. Z zapartym tchem oglądałam wielkie zdjęcia ślicznych nastolatek, które pokazywały propozycje makijażu na każdą okazję. Ja też chciałam być tak urocza jak dziewczyna z okładki. Kiedy więc w kiosku zobaczyłam gazetę z tuszem do rzęs, to kupiłam ja od razu. A potem bardzo boleśnie wsadziłam sobie ten tusz w oko.

 Takich prób kończących się wsadzeniem sobie całej szczoteczki do oka i zabarwieniem białek na czarno było tysiące. Kiedy doszła kredka, problem tylko się powiększył – no bo jak namalować sobie linię w środku oka i nie stracić wzroku? Zawsze byłam artystyczną sierotą: nie potrafię malować, nigdy nie wycinam rzeczy prosto i piszę jak kura pazurem. Nic dziwnego, że do tej pory – a robię sobie makijaż od paru dobrych lat – moje kreski na powiekach nigdy nie wyglądają tak, jak te na zdjęciach. Są krzywe i nierówne, na prawym oku czasami jest grubsza, a ta na lewym bywa chudsza. Ale wiecie co? Jakoś mi to nie przeszkadza.

Nie przeszkadza mi też fakt, że maluję się prawie codziennie. To mój mały rytuał, który poprawia mi humor. Nie mam kompleksów na punkcie swojej buzi i nie chowam twarzy, kiedy ktoś zobaczy ją bez nałożonych kosmetyków – ot, normalna rzecz. Ale nie mogę zrozumieć całego tego szumu wokół tego, że naturalne jest najpiękniejsze, najlepsze i najbardziej słuszne.
Bo nie zawsze jest, no do cholery jasnej.

WYOBRAŻENIA VS. RZECZYWISTOŚĆ

Ludzie mówią, że kobieta najładniej wygląda rano po przebudzeniu, kiedy siada na skraju łóżka i uroczo przeciąga się w swojej pięknej, satynowej koszuli kupionej na promocji w jakimś supermarkecie. Krążą plotki, że właśnie wtedy emanuje ona pięknem, które zwala z nóg. Bo jest naturalna, dziewicza i z pewnością świeża po całej nocy pełnej relaksującego snu.

Powiedzmy.

Widziałam mnóstwo dziewczyn od razu po przebudzeniu. Niektóre rzeczywiście wyglądają rześko i przepięknie, ale sporo z nich wcale nie przypominała Angeliny Jolie w swoim najlepszym okresie.
Miały podkrążone oczy, bladą twarz i skwaszoną, ponurą minę, bo ktoś kazał im zwlec się z łóżka. Ale potem stawały przed lustrem, robiły dwa machnięcia i już były uroczo śliczne*.
Nie przez makijaż. Przez to, że same zaczęły myśleć, że wyglądają ładnie, bo się pomalowały.

I co jest w tym złego?
Jeśli masz cycki obwisłe do podłogi, to zakładasz dobry stanik i już wyglądasz jak Pamela w swoim najlepszym okresie życia. Jeżeli uda masz pokryte tłuszczem, to ćwiczysz i od czasu do czasu wciskasz się w rajstopy modelujące. Jeżeli masz zniekształcone stopy, to zazwyczaj starasz się unikać sandałów i wybierasz balerinki. Jeśli twoje włosy są zniszczone, to upinasz je w koka albo kucyk.

Jeżeli masz ochotę się pomalować, bo wyglądasz wtedy lepiej, to się malujesz.

*Broń Boże nie mówię, że kobiety bez makijażu wyglądają źle. Albo że z rana wyglądają źle. Nic z tych rzeczy. 

OSZUSTWO!

Niektórzy podnoszą wielki krzyk, widząc zdjęcia modelek i aktorek w magazynach. „Podoba wam się, bo ma taki makijaż!” – krzyczą dziewczyny do swoich chłopaków obrażonym głosem. „Gdyby mi zrobili taką samą tapetę, też wyglądałabym jak seksbomba!” – dodają pod nosem. To czemu sobie takiej nie zrobisz? No kto ci broni, do cholery?

Ludzie trąbią o tym, że wszyscy powinniśmy być naturalni. Że gwiazdy na okładkach powinny występować bez retuszu, bez makijażu i bez ubrań, które poprawiają wygląd sylwetki. Że media nas kłamią, kreując wzorce, których nie da się spełnić. Ale czy naprawdę jesteśmy tacy głupi, że tego nie widzimy? Ja zdaję sobie sprawę, że nie będę wyglądać tak jak na okładce Shape’a – głównie dlatego, że nie znam filtrów z Photoshopa, które istniałyby w realnym życiu. Ale niektórzy chcieliby, żeby wszystko było prawdziwe i naturalne, czasami brudne, pokręcone i – powiedzmy sobie szczerze – niekiedy brzydkie, jak życie.
Ale czy naprawdę tak chętnie byśmy to wtedy oglądali?

Najbardziej lubię siebie w makijażu.
I wcale się tego nie wstydzę.

Przypominam, że znajdziecie mnie też na drugim blogu: CODZIENNIE FIT.

Przeczytaj także:

  • kiedyś strasznie się czułam na samą myśl, że ktoś miałby mnie zobaczyć bez makijażu, teraz nie jest to dla mnie problemem, żeby wyskoczyć tak do sklepu, ale zdecydowanie wolę siebie w makijażu. to automatycznie podnosi moją pewność siebie

  • Ale super tekst 🙂 Właśnie o tym samym ostatnio myślałam. Trochę zazdroszczę znajomym, które całe życie chodzą bez makijażu i wyglądają nieźle, ale… ja się już tak przyzwyczaiłam do swojej wersji z kreską na powiece i pokreślonymi rzęsami, że nie zamierzam podejmować trudnych prób zmiany mojego codziennego wizerunku. Dzięki Tobie już nie widzę w tym nic złego 🙂

    Z jednej strony jest ta nagonka na „tapeciary”, ale z drugiej, jak już ktoś podejmie akcję „nie depiluję się wcale” (patrz: http://codziennikfeministyczny.pl/nie-gole-sie/), to znowu jest wielki hałas, że za dużo tej naturalności. Wcale jej nie chcemy.

  • Co do tego że kobieta jest najpiękniejsza po przebudzeniu to niestety muszę sie zgodzić z pewnym dowcipem(tu nie bijcie bo zawsze palę dowcipy): w pewnym małżeństwie kobieta zawsze wstawała przed mężem tak, że zdążyła zawsze zrobić się na bóstwo. Raz zaspała no i się rozwiedli.

  • Yep, sama prawda.

  • Ja staram się malować jak najrzadziej. I tak wychodzi mi to wtedy, kiedy nie ruszam się z domu i jak moja cera ma lepszy dzień. Albo jak po prostu ja mam gdzieś wszystko i wszystkich. Jednak chyba nawet najlepszy makijaż na moje kompleksy nic nie poradzi. Nie podoba mi się mój nos, usta, kształt twarzy. Najchętniej schowałabym się na całe życie. Ot, makijaż nawet „psychicznie” mi nie pomaga i jestem zdolna załamać się przed lustrem. Ale ja zgadzam się z tym, że naturalność jest najlepsza. Nie tylko z powodu samego wyglądu, ale też dla kondycji skóry i… ogólnie

  • Jestem z tych „wiecznie spóźnionych”, więc nie wyobrażam sobie siebie wstającej godzinę czy pó godziny wcześniej, żeby zrobić sobie w miarę pożądny, pełny makijaż, z fluidami i różami na czele. Jednak lubię podkreślić rzęsy maskarą, a czasem nawet sprawić sobie na powiekach kreski eyelinerem, bo dodaje mi to pewności siebie 😉
    Ostatnio oglądałam taki filmik, w którym ksiądz opowiadał taką anegdotkę o pewnej dziewczynie zaangażowanej w jakieś grupy duszpasterskie. No i ta dziewczyna mówi coś w stylu, że jak tak można wydawać pieniądze na kosmetyki, ciuchy, kiedy tyle biednych ludzi wkoło. A ten ksiądz nie wytrzymał i odpowiedział jej: Ty już jesteś na tyle biedna, że możesz sobie kupić jakieś ładne ciuszki czy kosmetyki.
    Bo jednak, nie ukrywajmy, to wszystko jest dla ludzi. Wiadomo, że przesada szkodzi, we wszystkim, ale o wygląd zewnętrzny też czasami zadbać trzeba chociażby dla własnego, lepszego samopoczucia 😉

    • Nev

      Nie cierpię, kiedy ktoś mówi, że porządny mejkap z podkładem, pudrem, różem etc. zajmuje mnóstwo czasu i twierdzi, że „woli się wyspać”. Ja też lubię się wyspać, i wiesz co? Umalowanie się zajmuje mi góra 10 minut. 10 minut snu nikogo nie zbawi.

  • Ja także najbardziej lubie siebie w makijażu. Twoje wpisy bardzo fajnie się czyta . A co do tego postu to ukazałaś stu procentową prawde 😉

  • Ja się nie maluje ale też nie krytykuje tych co się malują. Bo niby czemu? Niech każdy czuje się dobrze w swojej skórze, a w jaki sposób to zrobi to ich sprawa. Trzeba się zająć sobą, niż zastanawiać się jak tu zadowolić innych…

  • Ty tu taki artykuł, a ja wczoraj spędziłam cały dzień bez makijażu. I trzeba zaznaczyć, że w programie było też wyjście na miasto. Wspaniały eksperyment 😀

  • Wielu mówi, że poprawianie urody to oszustwo. Ale czy w takim razie np. zrobienie sobie kucyka zamiast wyjścia z rozczochranymi włosami nie jest oszustwem? Przecież bez niego też wyglądamy gorzej. Oszukujemy siebie i świat! A ubrania? Dlaczego zakładamy ładne rurki? Przecież nasze nogi w rzeczywistości wcale nie wyglądają tak ładnie jak w obcisłych spodniach. Oszustwo! A mycie zębów? Umyjemy zęby i udajemy, że mamy takie piękne, a przecież w naturze przez chwilą były całe czarne od jagód. OSZUSTWO!
    Dlatego moim zdaniem makijaż nie jest oszustwem. Jest takim samym „poprawianiem swojego wyglądu” jak ładny ubiór, higiena, okulary czy fryzura, które uważamy za normę. 🙂

  • Ja siebie tez najbardziej lubię w makijażu. U mnie podstawą maku-up’u jest podkład, jest to spowodowane trądzikiem z którym zmagam się od lat, nie wstydzę się tego przyznać, że moje cera nie prezentuję się dobrze, a ja mając podkład czuje się pewniej. Maluje się głównie dlatego, że lubię i sprawie mi to niesamowitą przyjemność, nawet jeśli moje makijaże nie są precyzyjne to i tak będę je robić 🙂

  • So true. Czuję tak samo. Jasne, że pójdę do sklepu niepomalowana w nieuczesanych włosach, ale gdy idę na spotkanie to chcę wyglądać jak najlepiej, a pomoże mi w tym makijaż! Czuję się wtedy lepiej, atrakcyjniej.
    Jeżeli masz problem z używaniem eyelinera, polecam L`Oreal Super Liner Perfect Slim – świetny eyeliner w pisaku, smukły, łatwo się robi kreski. Ja osobiście jestem zachwycona, używam od kilku miesięcy i nie zamierzam zmienić <3

  • Rewelacyjny wpis!
    Dzisiaj przewinął mi się gdzieś tekst, że piękno kobiety jest w oczach… bla, bla, bla… Nie widzę nic złego w podrasowywaniu urody. Qrcze, lubię swoją twarz bez makijażu, ale w tymże makijażu wyglądam jeszcze lepiej. Więc dlaczego nie?

  • Anonymous

    Oj… to pierwszy post, z którym się do końca nie zgadzam (a po przeczytaniu paru komentarzy, dziewczyny przepraszam, ale mam dreszcze). Podmalować się, zgodnie z okazją i czasem (w sensie: nie od święta, tylko jednak inaczej na uczelnie, a inaczej na imprezę), by PODKREŚLIĆ swoje walory – super. Ale pojawia się problem, który widzę wśród osób w moim wieku (a mieszkam w akademiku, duża grupa badawcza)… mianowicie maska-makijaż, dzięki której nie przypomina się siebie samej.

    Anegdota nr 1: pojechaliśmy klasowo na małą wycieczkę z ogniskiem… rano wstajemy i widzimy obcą dziewczynę… Czyżbyśmy coś ominęli? A może to siostra/dziewczyna/ktoś? Ej, przecież miało być bez osób towarzyszących… Jezu, to ty Alu?! [nie tylko chłopcy jej nie poznali, dziewczyny również].

    Poza tym, kochana Marto, ile Ci taki makijaż codzienny zajmuje?

    Anegdota nr 2: „O, jutro masz na 9 na zajęcia? Chociaż się wyśpisz…. Co? Jak to wstajesz o 5? Że co przepraszam? Samo malowanie i układanie włosów… zajmuje Ci 3 godziny?! Aha… to krótko według Ciebie… Na imprezę… malujesz się 7h… Aha…”

    Ja na co dzień widzę ogromny problem.

    Anegdota 3: „Mogłabyś mi skoczyć do sklepu po pieczywo…? Trochę boli mnie głowa… Nie, nic takiego, ale na tyle, że nie jestem w stanie zrobić sobie makijażu a przecież nie wyjdę z pokoju bez”.

    Żeby mnie źle nie zrozumiało: nie jestem przeciwko, choć sama maluje się raz, może dwa do roku. Z lenistwa. Ponieważ, mimo wszystko, doszłam do wniosku, że pomalować to ja się mogę dla siebie, a nie dlatego, by ludzi nie straszyć. Jak tacy wrażliwi, to niech trzymają się ode mnie z daleka… Ale to moja własna opinia i nikogo do niej nie namawiam. Lubicie, sprawia Wam to przyjemność? CUDOWNIE! Ale zachowajcie w makijażu trochę siebie.

    • Anonymous

      Przepraszam… rozpisałam się o przykładach, a w sumie nie wynika z tego, o co mi chodzi… Mianowicie, uważam, że wpisy o naturalności mogą pomóc wyjść niektórym z pewnego problemu. Nie oszukuje się, nie twierdzę, że te dziewczyny nagle wyrzucą wszystkie swoje kosmetyki i przestaną się malować i tak naprawdę nie o to chodzi. Ale może zobaczą, że da się, że tak można i nikt od nich z krzykiem nie ucieknie jeśli… I znajdą swój złoty środek?

    • Nev

      Mylisz makijaż z tapetą. Mi ogarnięcie się rano – podkład, korektor, puder, tusz do rzęs, coś na usta zajmuje max 10 minut – a 10 minut snu więcej nie robi absolutnie żadnej zauważalnej różnicy. Wiem, bo sprawdzałam. Naprawdę, nie wiem czemu niektórzy jak widzą słowo „makijaż”, to widzą tapetę jak na galę oscarów i godzinę siedzenia przed lustrem. A tu chodzi o zwykły, lekki, codzienny makijaż, który zajmie najwyżej kwadrans i nie zmieni nas tak, że nie da się nas poznać. I ktoś, kto nie robi sobie tapety, a makijaż, raczej nie będzie miał problemu z wyjściem po bułki bez niczego.
      Poza tym zauważ, że mnóstwo facetów (pomińmy teraz kwestię dla kogo tak naprawdę kobieta się maluje) krzyczy „naturalność górą”, choć dziewczyny, które uważają za naturalne, mają make-up, tylko że niewidoczny. A jak zobaczą taką kompletnie bez niczego, to zaraz że chora, że blada, że zrobiłaby coś ze sobą, że ojej, bo cera nie jest jak u porcelanowej lalki…

    • Anonymous

      Chyba nie do końca o to mi chodziło.. tak jak pisałam, nie mam nic przeciwko makijażowi (właśnie takiemu jak opisany przez Ciebie), ale wydaje mi się, że właśnie mało kto rozróżnia różnice… w sensie, wydaje mi się że ten „trend naturalności” jest skierowany do osób, które mają z nim problem, a nie do osób, które na co dzień podkreślają swoją urodę. Ale masz racje, że zaplątałam się trochę w swoich przemyśleniach i można po nich dojść do Twoich wniosków. Podsumowując: wydaje mi się, że postulaty te są skierowane tylko do typowych tapeciar, jak to określiłaś (jakoś nie podoba mi się to słowo, ale sama nie znam innego), nie do osób takich jak ty. Ale naprawdę dużo dziewczyn ma z tym problem.

      Co do mężczyzn, szczerze mówiąc nie do końca się zgadzam. Ale tu przemawia przeze mnie mój wybranek, który… wie jak wyglądam bez makijażu i nigdy nie powiedział mi bym zrobiła coś ze sobą… nie spotkałam się osobiście też z takim podejściem u innych panów, ale… tak jak mówię, jest to widocznie wynikiem tego, w jakim kręgu panów się obracam. I cieszę się, że właśnie w takim.

  • też lubię siebie w makijażu 🙂 ale ostatnio nie mam na niego siły i chodzę bez. też jest ok:)

  • Ana

    A ja mimo wszystko uważam, że ludzie powinni być jak najbardziej naturalni i najładniejszy makijaż to ten najmniej widoczny. Sama jestem zbyt leniwa, by codziennie wyglądać jak niektóre koleżanki w pracy: podkłady, pudry, róże, brązery, kredki, cienie, tusze… Dlatego wystarcza mi minimum kosmetyków, ale to prawda: lepiej czuję się z tymi paroma maźnięciami podkładem i tuszem na rzęsach niż bez. Choć zdarza mi się zapomnieć o tuszu 😉

    • Ana

      PS: Hmmm… a może to bronzery? Kurczę, nie używam, nie wiem, jak się pisze 😛

  • Lubię siebie w makijażu, ale nie maluję się codziennie, nie tylko dlatego, że jestem leniwa. Mam taki problem, że jestem alergiczką i kosmetyki bardzo mnie uczulają (a próbowałam różnych). Najgorzej jest z oczami,po mniej więcej godzinie zaczynają szczypać :/. Ostatecznie mój codzienny makijaż to: krem i szminka, a od wielkiego dzwonu malują się tak „prawdziwie”.
    I jestem z siebie dumna: należę do tej nielicznej grupy ludzi, którzy po przebudzeniu wyglądają ładnie. 🙂 Widziałam po całonocnej nocy w autokarze, nawet moja przyjaciółka, która uważam za prześliczną wyglądała kiepsko, a ja wyglądałam tak jak zawsze, poważnie! 🙂 Więc nie narzekam. 😉

    Dziewczyny, znacie jakieś nieuczulające kosmetyki? Dla takiego ultra-alergika? 😉

    • Anonymous

      Nie chce robić jakiejś reklamy, ale sama korzystam z produktów Organique… ostatnio zaczęła używać ich moja znajoma z bardzo dużymi problemami z cerą (dotychczas używała tylko produktów aptecznych) i jest przeszczęśliwa. Ale tam nie mają z tego co wiem produktów do kolorowego makijażu, tylko do kąpieli i różne kremy… więc trochę nie w temacie… mimo to, może Ci się przyda ta informacja 🙂 (przepraszam, ale nie znalazłam nigdzie informacji, że nie można polecać konkretnych firm, w razie gdyby proszę o usunięcie mojego wpisu)

  • kiedyś sama malowałam się codziennie, teraz się to zmieniło, bo do makijażu podchodzę bardzo rytualnie. wszystko ma być na cacy, bo nie chcę mieć nałożonej maski. z drugiej strony lubię siebie naturalną, nawet zaraz po spaniu. trzeba pamiętać, że nie tylko makijaż robi z nas seksbomby, przecież trzeba pamiętać o pielęgnacji. bo co, gdy kobieta pomaluje się rewelacyjnie i będzie wyglądać tak przez jakieś trzy godziny, gdy po zmyciu wygląda jak wyjdź stąd i nie wracaj, bo zapomina o oczyszczaniu, nakładaniu kremów. to też się liczy 😉

  • Mój makijaż to jedynie tusz do rzęs, źle się czuję z podkładem na twarzy, nie mam strasznych problemów z cerą i nie widzę powodów do maskowania, więc jeśli idzie o piękną cerę to stawiam na pielęgnację. Jedyne co chciałabym zamaskować to straszne cienie pod oczami, ale mimo korektora nadal są widoczne, więc daje sobie z nimi spokój. Bardzo podobam się sobie, ale chciałabym żeby ktoś mi kiedyś zrobił mega profesjonalny makijaż jak na czerwony dywan, chciałabym zobaczyć się tak perfekcyjnie zrobioną 🙂

    • Planujesz jakoś na dniach ten wpis o kompleksach, do którego można było wysyłać zdjęcia? Nie mogę się doczekać 😀

    • Wpis o kompleksach będzie chyba w przyszłym tygodniu. Mamy teraz sporo pracy i nie wyrabiamy ze wszystkim 🙂

  • ja bez makijażu wygladam jakbym uciekła z oddziału onkologicznego – lubię się w makijażu i lubię się malować.
    ale bez takiej skrajności, że bez make-upu nie wyjdę śmieci wyrzucić. wręcz przeciwnie, często chadzam bez makijażu i jakoś nie umarłam z tego powodu. 😀

  • W sumie niektórzy mają łatwiej, bo tak jak ja są uczuleni na wszelkie makijażowe rzeczy. Więc nie mam wyboru i muszę być naturalna |D I najbardziej lubię siebie bez makijażu!

  • masz rację, co ja tu będę dodawać. 🙂 powiem tyle, że naturalność jest WYGODNIEJSZA. bo nie muszę się martwić, że kreska się rozmaże, tusz rozsypie, podkład się nie sprawdzi. ale lubię się malować, no bo czuję się lepiej patrząc na poprawioną lekko buzie 🙂

  • Ja najbardziej lubię te dni, kiedy moja cera jest w tak zarąbistej kondycji, że nie czuję potrzeby robienia makijażu, lub wybieram ten mega delikatny. Niestety, rzadko mi się takie dni przytrafiają 😀

    Ps. Jakoś przeoczyłam istnienie Twojego drugiego bloga, kolejna pozycja do nadrobienia 😉

  • Makijaż to dla kobiety ważna rzecz,
    Naturalne piękno w modzie, lecz
    Najważniejsze to umiar znaleźć
    I robić tak by w tym wszystkim siebie odnaleźć

    Świetny blog 🙂 Pozdrawiam
    i zapraszam: mojeslowapisane.blogspot.com

  • Ja maluję się codziennie i nie uważam, żeby to było coś haniebnego. Więcej: mam cerę naczynkową, która objawia się czerwonymi polikami, tak więc codziennie nakładam na buzie grubą warstwę mocno kryjącego podkładu. Niejedna osoba pewnie złapałaby się za głowę „jak można tyle tego walić”, ale ja potrafię się malować, mam dobrze dobrany podkład więc nie wyglądam jak tapeciara, a dzięki temu czuję się komfortowo, bo nie przypominam buraka. Myślę, że lepiej jest tuszować swoje niedoskonałości za pomocą kosmetyków,niż później chować się za zasłoną włosów niczym Samara, albo żyć w przeświadczeniu, że wygląda się jak pomidor, kiedy tak niewiele trzeba, żeby poprawić jednocześnie swój wygląd i samopoczucie. Zazdroszczę dziewczynom, które z powodzeniem mogłoby się w ogóle nie malować i wyglądać super, ale mam świadomość, że takich jest na prawdę garstka. Skoda tylko, że jest dużo panów, którzy nie mają tej świadomości i wszelkie poprawki traktują jak oszustwo, pod zdjęciami dziewczyn z pięknie wykonturowaną twarzą wypisują „jak to można tak oszukiwać, udawać, liczy się naturalność” ale jednocześnie oczekują, żeby dziewczyna wyglądała nienagannie. No gdyby się tak dało…
    Supr tekst 😉

  • Ja też siebie najbardziej lubię, a nawet się sobie podobam w makijażu. Poszłam niedawno do kosmetyczki, szłam na bal i byłam niesamowicie zaskoczona, kiedy poprosiła mnie bym spojrzała w lustro. Nigdy nie wierzyłam, że mogę wyglądać dobrze, a tak wyglądałam w lustrze, tyle usłyszałam pochlebstw, zapewnień, że jestem ładna, a chyba tego (z niską samooceną) kobiety potrzebują. Pozdrawiam.

  • Podpisuję się pod tym obiema rękami! Też uważam, że makijaż to świetna sprawa. Najgorsze są osoby, które narzekają, że są brzydkie i nie dbają o siebie, w tym mam na myśli m.in. robienie makijażu, bo serio to nawet dodaje pewności siebie i zwiększa poczucie piękna. 🙂 Kiedyś też pisałam o tym na swoim blogu. 🙂
    Pozdrawiam. 🙂

  • Zaskoczyłaś mnie tą notką 😛 Byłam pewna, że jednak poprzesz w niej naturalność, a tu proszę! Fakt, makijaż ma swoje plusy i niektórzy wyglądają z nim znacznie lepiej. Ja się nie maluję, bo nie potrafię, mam wyłącznie tusz do rzęs, którym zawsze się upaćkam i którego używam raz na ruski rok 😛 Ale ja stoję po stronie „naturalizmu” i bardzo chciałabym, żeby ktoś powiedział mi zaraz po przebudzeniu (kiedy jestem blada, mam wory pod oczami i niezapudrowane pryszcze), że pięknie wyglądam 🙂

  • Ja też najbardziej lubię się w makijażu. Nawet nie chodzi o całościowy, ale o zakrycie małego mankamentu mojej urody, który źle wygląda i często przez niego słyszę pytania czy jestem chora. Jak zasłonię go napigmentowanym korektorem, to nikt nie ma wątpliwości. Rano często się nie wysypiam i jak patrzę w lustro (nawet nocując u chłopaka), to mówię, że osoby, które wyglądają jak ja teraz, nie powinny wychodzić na ulicę. Kropla korektora i wszystko jest super. Skoro mamy możliwość wyglądać lepiej, to dlaczego z tego nie skorzystać. Jeśli ktoś ma ładną cerę i nie ma mankamentów urody, to zazdroszczę, chciałabym tak mieć.

  • Ja np bez makijażu nie wyglądam źle… mało skormnie ale tak jest a szczególnie latem. ALE wiem, ze makijaz tak jakby dodaje mi odwagi no i nei wypada czasem isc nie ogarnietym do pracy, szkoly, na impreze… nie mowie ze trzeba malowac sie mocno itp ale muśniecie rzes tuszem, ust blyszczyukiem i od razu lepiej 🙂
    Wiadomo, ze nigdy nie bedziemy wygladaly jak z okladki ale mam nadzieje, ze licza na to tylko nastolati – a kobiety juz swiadome wielu rzeczy wiedza, ze photoshop w ralu nei istnieje tylko praca nad soba 🙂 a i tak efet nie bedzie ta idealny ale grunt to dobrze czuc sie w swojej skorze 😉

  • Ja maluję się rzadko. Jakiś tusz, korektor, puder czasami róż i tyle. Mam wiele koleżanek, które nakładają na siebię dosłownie tonę tapety bo chcą się upiększyć a moim zdaniem w delikatnym makijażu byłoby im lepiej. Kiedyś jak miszkałam z chłopakiem razem z moim bratem i jego dziewczyną to któregoś dnia wstałam wcześniej i ona była w kuchni i dosłownie się jej przestraszyłam bez makijażu. Ona od tylu lat nakłada tak mocny makijaż, że aż trudno się na nią patrzy bez niego. Makijaż delikatny jestem na tak a naturalność dla osób, które przesadzają z makijażem 🙂 Pozdrawiam

  • W zasadzie kiedyś miałam ambitny plan, ale zamiast malować się można przeczytać kawałek książki, sprawdzić parę storn w internecie, albo zrobić jakieś zadanie na wczoraj… W sumie to tylko od wielkiego dzwonu, bo inaczej to szkoda mi czasu.

  • Kiedy jakiś vlog ?:D

    • Powielam pytanie tysiąc razy. Z taką ilością komentarzy dopominających się o vloga musisz coś nakręcić. Inaczej zgłosimy do Polskiego Sądu Blogowego, że już nas nie kochasz. Nie chcesz chyba tego, prawda ?

    • Po sesji, czyli jeszcze z tydzień 😀

  • Kiedy będę miała dziewiętnaście lub dwadzieścia lat, będę Martą Henning. Serio – mam co najmniej fragment twojego mózgu, bo zawsze po przeczytaniu posta mam wrażenie, że myślimy w ten sam sposób. Zgadzam się ze wszystkim – co złego jest w tym, że ktoś próbuje trochę się „poprawić”? Czy ktoś komuś broni ładnie się ubierać i, dajmy na to – majstrować kolorami tak, żeby nie wyglądać jak trup? Nie. Czy ktoś się tego czepia? Też nie? A przecież makijaż jest rzeczą bardzo podobną. Do tego tekstu dodałabym coś o osobach, które są dumne z tego, że się nie malują. Uważają, że są lepsze od innych, bo są naturalne i nie wiedzą do czego służy tusz do rzęs. Takie, które gardzą dziewczynami z kreskami na powiekach, ponieważ nie są takie jak wszystkie (swoją drogą cóż za zamiłowanie do stereotypów) i potrafią się bez tego obejść. To paskudne, bo co jest złego w tym, że ktoś lubi coś w sobie poprawić? I pytanie – czy Marcie czasami kończą się pomysły? Zawsze masz dobry temat i wenę na posta, jak ty to robisz?

    • Hennig, nie Henning! Rok regularnego czytania tego bloga, a ja dopiero orientuję sie, jak Ty naprawdę masz na nazwisko! Świat schodzi na psy 😉

  • Tekst bardzo prawdziwy. Ja też się najbardziej lubię w makijażu, myślę, że to też już po trochu z przyzwyczajenia 🙂 Zawsze lubiłam podkreślać oczy (kreska i wytuszowane rzęsy to standard), ale to wcale nie znaczy, że wymykam się jako pierwsza z rana po imprezie tylko dlatego, żeby nikt (nie daj Boże!) mnie bez makijażu nie zobaczył 😀 Kiedyś miałam opory przed pokazywaniem się z tej strony, ale teraz jestem starsza (23 lata) i mądrzejsza (podobno ^^), więc nie przykładam do tego tak wielkiej wagi 🙂
    Mówią, że wszystko jest dla ludzi, a skoro stworzono kosmetyki, to dlaczego z nich nie korzystać?

  • Wiem coś o tym, jako że au naturel nie mam brwi, a i cerę taką sobie 😉 A z drugiej strony to gniję z facetów, którzy przeżywają, że naturalne piękno, że malowanie się jest fuj i w ogóle tapeta, a jako przykład naturalności podają Jessicę Albę.

  • W zupełności się z Tobą zgadzam:) świetny wpis:)

  • Aga

    a ja się nie zgadzam! 🙂 widziałam dużo osób, które po przebudzeniu wyglądają przepięknie, podkrążone oczy, blada cera, rozczochrane włosy.. mają swój urok! oczywiście nie dla wszystkich 🙂 ale dla mnie jak najbardziej na tak! naturalnie jeżeli wstajemy rano do pracy, po 5 godzinach snu, smutni i oburzeni na cały świat, nigdy pięknie wyglądać nie będziemy – wtedy z pomocą przychodzi makijaż 🙂 ale w niedzielny poranek po długiej nocy, wyspani i zrelaksowani wyglądamy najpiękniej, większość z nas, bo ludzi brzydkich jest naprawdę mało! i ja choć makijażem nie pogardzę, wolę siebie bez niego 🙂

  • Ja od zawsze się lubiłam malować. Ale nie dlatego, że nie lubię swojej twarzy, ale lubię podkreślać co posiadam. Tak jak dziewczyny z dużym biustem chodzą wydekoldowane tak ja lubię sobie powiększyć oko eye linerem. Osobiście nie mam żadnych przeciwwskazań, żeby wyjść z domu niepomalowana. Czy przyjmować gości w dresach, rozczochranych włosach i niezakrytymi niedoskonałościami na twarzy. Ale jednak na uczelnię czy załatwiać coś na mieście wolę w makijażu. Wydaje mi się, że dobrze pomalowana kobieta wygląda bardziej umiejętnie

  • Karolina Kułakowska

    O, nie wierzę, że jeszcze nie czytałam tego wpisu. Tym bardziej, że pół roku temu popełniłam podobny – jeśli mogę: http://korolowa.blogspot.com/2015/06/nie-bede-chodzic-bez-makijazu.html . Bo to nie jest tak, że muszę wyjść w makijażu na ulicę, bo inaczej ludzie umrą na mój widok. Ale taki właśnie delikatny makijaż do pracy/do urzędu/na imprezę, dodaje mi pewności siebie.

  • z tymi zdjęciami modelek to jest trochę bardziej skomplikowane. i o ile makijaż, dobre światło, lekki retusz są ok, to całkowite malowanie osoby w fotoszopie moim zdaniem jest złą praktyką i ma złe skutki. a coraz więcej powstaje takich zdjęć, które są jedną wielką obróbką. i o to ten szum. bo co innego wygładzenie modelce cellulitu, a co innego odjęcie jej 10 kg i zwężenie bioder. to już jest moim zdaniem troszeczkę chore.

    a makijaż. no cóż. część dziewczyn tak bardzo nie umie w makijaż, że serio lepiej wyglądają bez 😉

    ja maluję się 5 dni w tygodniu. do pracy. w weekend robię sobie wolne. to czas na treningi, odpoczynek, rozrywkę. no i żeby nie zapomnieć, jak wyglądam bez makijażu.

    a jeszcze w temacie budzenia się i makijażu, to ja się sobie najbardziej podobam, kiedy budzę się z niezmytym makijażem 😉 wiem, że to złe i nie zdarza mi się zbyt często.