Przez pewien czas, bardzo głupio i złudnie wydawało mi się, że jestem mistrzynią planowania i organizowania swojego czasu. Przecież tyle robiłam. Tyle mi się udawało. Tak dużo projektów. Jeszcze więcej zleceń. To przecież właśnie o to chodziło, prawda? Żeby robić jak najwięcej?

Kiedy ludzie pytali mnie o to, jak ja to robię, że znajduję czas na wszystko, prawie pękałam z dumy. Byłam tak cholernie dumna! Że przecież udaje mi się łączyć wszystko, a jeszcze chciałam dołożyć sobie kolejne obowiązki. Bo przecież CIĄGLE MAM CZAS.

Człowiek z wiekiem mądrzeje. Po prostu.  I zauważa, że może nie wszystko, co uważał za dobre i wspaniałe, takie było. Tak naprawdę w okresie, kiedy uważałam, że jestem taką super organizatorką, popełniałam masę błędów, które sprawiały, że pod koniec dnia czułam się jak wypompowana dętka – kompletnie bez siły.

Kilkanaście dobrych miesięcy zajęło mi zrozumienie, co robię nie tak.  Kiedy ostatnio napisałam wpis o tym, że wmówiono nam, że trzeba zapierdalać, kilka osób wytknęło mnie palcem i powiedziało, że ja też kazałam. Tu na blogu. Nie mogę się z tym zgodzić:  za każdym razem kiedy pisałam o wykorzystywaniu czasu i jego organizacji, wspominałam, że ważny jest złoty środek. Nigdy nikogo nie namawiałam do pracoholizmu albo pracowania 24/7. Promowałam to, żeby sobie odpocząć, pograć w Simsy, mieć wszystko gdzieś.
Szkoda tylko, że szewc w dziurawych butach chodzi, i nie potrafiłam tego złotego środka zastosować do siebie.

A może po prostu musiałam trochę dojrzeć i musiały mi się poprzestawiać priorytety, żebym mogła zrozumieć, że trochę źle pojmuję całą ideę organizacji czasu. Oto 5 największych błędów, jakie popełniałam, myśląc, że tak cudownie planuję swoją dobę:

#1 JEŚLI DALEJ MOŻNA COŚ WCISNĄĆ, TO ZNACZY, ŻE MAM NA TO CZAS

Głupia zasada, którą się kierowałam i która brzmi całkowicie bez sensu, kiedy teraz ją czytam, spisaną na ekranie komputera. Za każdym razem, kiedy dochodziła jakaś nowa czynność, którą chciałam robić, jeżeli tylko znajdywał się czas w kalendarzu, stwierdzałam, że jestem w stanie się nią zająć. Czyli nieważne, że robiłam ją w czasie wolnym – skoro mogłam ją wcisnąć w piątek o 21:10, to tak robiłam.

14231403_533980920136992_514185393212541222_o

Dochodziło więc do tego, że zwalałam na siebie tyle obowiązków, że wypstrykałam się całkowicie z chwil kompletnie dla siebie, bo przecież w tym czasie, zamiast odpocząć, można było zrobić coś innego, prawda?
Nieprawda. Szkoda, że wiem o tym dopiero teraz.

#2 JEŚLI TY NIE SZANUJESZ SWOJEGO CZASU, TO DLACZEGO INNI MAJĄ TO ROBIĆ?

Jako freelancer bardzo często pozwalałam wchodzić klientom na głowę. Jestem osobą, która z reguły – tak mi się przynajmniej wydaje – jest miła. Nie chcę, żeby ktoś się denerwował, gniewał i tak dalej. Dlatego odpisywałam na maile po północy, odbierałam telefony w sobotę o 21:00, robiłam coś pilnego w niedzielę, bo klient tak sobie zażyczył i tyle. Teraz widzę, że to był błąd – bo jeśli ty nie szanujesz swojego czasu i nie potrafisz postawić granic innym ludziom, to oni tych granic nie będą przestrzegać. Po prostu.Owszem, jeśli jest jakaś pilna sytuacja, to warto pomóc, ale jeżeli jest to po prostu coś, co ma zadowolić klienta albo zaspokoić jego widzimisię – dajcie spokój. Nie dlatego, że ich nie szanuję; dlatego, że szanuję teraz siebie i swój czas.  I wiecie co? Świat się nie zawalił, że odpisuję maksymalnie do 18:00 (co i tak uważam, za późną godzinę), że czasami olewam maila przez weekend, że czegoś nie robię od razu i nie lecę na łeb na szyję, żeby spełnić każdą zachciankę. To nie sprawia, że jestem złym wykonawcą: dalej robię swoją pracę tak, jak mam ją robić, a klienci są zadowoleni. Po prostu ja przestałam dawać wchodzić sobie na głowę, bo niezależnie od tego, jak miła i kochana jest druga osoba, jeśli pozwolisz jej na tą głowę wejść, to ona wejdzie. Bo może. Przecież pozwalasz, nie?

Dla mnie nauczka: nigdy nie pozwalać na brak szacunku do siebie.

#3 ORGANIZACJA TAK DOBRA, ŻE PRACOWAŁAM CAŁY DZIEŃ

No właśnie.
Organizacja czasu jest, według mnie, potrzebna do dwóch rzeczy: do tego, żeby realizować swoje cele i żeby mieć więcej czasu. Jeżeli pracujesz cały dzień, to twoja organizacja czasu jest do dupy.
Bo nie o to w tym wszystkim chodzi.Wydawało mi się, że skoro potrafię wcisnąć bardzo dużo rzeczy w jeden dzień, to jestem niesamowicie zorganizowana. Niestety, wcale tak nie było. Mądra organizacja to taka, w której ustalasz priorytety i robisz to, co ważne, jednocześnie zostawiając czas dla siebie. Teraz to wiem.

Mądra organizacja jest wtedy, kiedy w ciągu dnia robisz najważniejsze zadania, a potem możesz usiąść z kubkiem herbaty i sobie odpocząć. A nie wtedy, kiedy robisz od rana do wieczora i robisz 50 punktów z listy rzeczy do zrobienia, a potem idziesz spać.

#4 MARNOWANIE CZASU NA BZDURY

Jest wiele rzeczy, które wydają się wam czasochłonne, a które można wykonać w połowę mniej czasu z takim samym wynikiem. Ja często marnowałam czas w ten sposób, że odpalałam edytor do pisania wpisów na blogu, jednocześnie mając w zakładce obok włączonego facebooka oraz maila. Nie wiem jak wy, ale ja prawie non stop piszę na czacie ze znajomymi, efekt był więc taki, że czasami pisałam artykuł cały dzień. Dostaję też dziennie bardzo dużo maili, więc za każdym razem, kiedy coś przychodziło na skrzynkę, odrywałam się od artykułu i odpisywałam na maila.

Od jakiegoś czasu to się zmieniło: kiedy piszę wpis, wyłączam wszystkie zakładki, włączam sobie na Spotify playlistę do pracy i odpalam stoper Pomodoro. Nic mi nie przeszkadza i mnie nie dekoncentruje, dzięki czemu jestem w stanie napisać dobry artykuł, o takiej samej jakości w… mniej niż godzinę. Wystarczy się skupić.

Zawsze bagatelizowałam kwestię fejsa w tle czy otwartego maila, bo wydawało mi się, że skoro wykonuję pracę i tak, to to nie ma znaczenia. Ma i to cholerne! Zobaczcie sobie, jak szybko odrobicie lekcje czy przeczytacie artykuł na uczelnię bądź do pracy przy zamkniętych social mediach i wyciszonym telefonie. Masakra. Różnica jest tak wielka, że dziwię się, jakim głupkiem byłam, że to ignorowałam.

#5 WOLAŁAM PRACOWAĆ DLA KOGOŚ, A NIE DLA SIEBIE

Teraz kwestia priorytetów.
Zawsze najważniejsze dla mnie były projekty innych ludzi – klientów. Przecież za to płacą. Teraz jednak wiem, że trzeba ułożyć priorytety tak, żeby wykonywać swoją pracę względem klientów jak najlepiej i jak najbardziej sprawiedliwie, ale jednocześnie skupiać się także na swoich celach i swoich potrzebach, oznaczając je jako równie ważne.

Różnica jest diametralna. Od kiedy zaczęłam myśleć też o tym, jakie są moje cele i czego ja chcę, wreszcie zaczęłam coś robić w tym kierunku. Nie można wiecznie myśleć tylko o innych ludziach, odkładając siebie na później albo na wtedy, kiedy będzie chwila wolnego czasu, bo często takiej chwili po prostu nie ma. Ty musisz znaleźć czas na siebie, żeby coś w swoim życiu zmienić/zrealizować.

NIE MA TEGO ZŁEGO…

Mimo tego, że wiele z tych błędów było naprawdę dużych i bardzo rozwalało mój harmonogram, nie cofnęłabym czasu. Gdyby nie te błędy, nie doszłabym do takich wniosków. Gdyby nie te wnioski, nie zmieniłabym swojej organizacji i nie skupiła się na swoich celach.

Może więc po prostu nie były to błędy, a nauka? Dobrze jest patrzeć w tych kategoriach na swoje „porażki”, „błędy” i „rzeczy, które nie wyszły”. Nie wyszły, bo miały nie wyjść. Nauczyłeś się, czego nie robić i co zmienić. Czy może być coś lepszego? 🙂

A czy Wy złapaliście się na jakichś błędach w swojej organizacji czasu? Jeśli tak, jakie to były błędy? Jestem ciekawa, czy mamy podobne wpadki, czy zupełnie inne 🙂

Total
76
Shares
  • kolendziolka.pl

    Mam podobnie z rozpraszaczami, doszłam do wniosku, że będąc offline dla znajomych zrobię coś dobrego dla siebie i skończę to co zaczęłam 😉

    • Ja zastanawiam się nad wtyczką na facebooka, która usuwa feed 🙂

  • Karina

    Ja mam taki jeden, głupi nawyk. Gdy dobrze zorganizuję sobie dzień, to pod jego koniec uważam, że teraz należy mi się odpoczynek. I przez to na kolejny dzień o organizacji zapominam zupełnie i się lenię. Na szczęście teraz będę miała więcej motywacji do wstania na nowo 🙂

    • aaa 😀 ja czasami też tak miałam, ale może właśnie to wynika właśnie z tego, że za dużo robimy w jeden dzień?

  • Gravissa ***

    Co za zbieg okoliczności – właśnie zaczęłam czytać „Czterogodzinny tydzień pracy” Ferrisa, nie wiem czy kojarzysz ale jest tam napisane DOKŁADNIE to co w Twoim wpisie, prawie słowo w słowo 🙂

    • Nie kojarzę, ale w takim razie chętnie przeczytam! Czy Ty to polecasz?

      • Gravissa ***

        Trochę za bardzo „amerykańska” ta książka, ale ogólnie warta uwagi – zmienia trochę spojrzenie właśnie na organizację czasu 🙂

        • Zapiszę sobie na moim koncie lubimyczytać 😀 Mam tam folder z książkami do przeczytania :d

  • Bardzo dobrze znam punkt pierwszy. U mnie doszło do tego, że miałam zadania do wykonania ustawione na godzinę 1 w nocy. Potem cztery godziny snu, wstajemy i lecimy dalej. Zdecydowanie nie tędy droga.

    • No właśnie! Też to znam. W ogóle mija się z celem organizacji czasu 😀

  • Do przemyślenia! Bo chyba również mam za skórą parę organizacyjnych wpadek 🙂

  • Jakub Mokrosiński

    1. Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu był mój czas dla mnie. Życie ma być przyjemnością. owszem, nigdy nikt nam nie obiecał, że w życiu będzie lekko, ale nie można sobie z życia robić piekła. A może jestem po prostu leniwy… 🙂 Kiedyś też zasuwałem jak mały robocik. Potem poznałem kogoś kto zasuwał dużo więcej ode mnie. Fakt, przekładało mu się to na zyski, ale ten osobnik nigdy nie miał czasu czegoś z tymi zyskami zrobić. Olałem więc sprawę. Zgodnie z zasadą być a nie mieć, zacząłem cenić sobie swój czas wolny. Idę do pracy na godzinę 8 wychodzę o godz 15. Takie mam godziny pracy i za takie mi płacą. Owszem, mogę złapac jeszcze kilka prac, czy zostawać do 20:00 na nadgodzinach. Tylko… po co?

    2. Szanuje swój czas. Robię co mam robić i ide do domku. A tam nie odbieram telefonów służbowych. A jeśli nie mam ochoty to nie odbieram telefonów w ogóle. Nie lubię jak podczas rozmowy ze mną ktoś nagle przerywa, bo telefon zadzwonił, czy sms przyszedł. Ja akurat nie mam czasu na rozmowę przez telefon i telefon po prostu wyciszam. Do godziny 15:00 jestem pod telefonem, potem zapadam się pod ziemię.

    3. Racja – organizacja czasu to nie znalezienie czasu na wszystko. To takie rozplanowanie zadań aby na spokojnie, bez stresu i pośpiechu je zrobić. nie biorę udziału w wyścigu szczurów. Niech inni sobie zasuwają. Ja mam spokojny czas. Też zrobię wszystko co muszę, ale bez stresu i odgrywaniu sie na własnym zdrowiu.

    4. Jesli jest czas na bzdury, znaczy że człowiek jest szczęśliwy. I tego się nie zmieni. Ale zawsze jak robię jedno nie robię drugiego. Wolę w danym czasie jedną rzecz zrobić porządnie, niż 10 spieprzyć. Jak pisze do Ciebie nie piszę gdzie indziej. To bez sensu…

    5. No to ja jestem pieprzonym egoistą. 3 razy ważniejsze są dla mnie moje sprawy niż kogokolwiek innego. A jak się to komuś nie podoba, to nie mój problem. Choć jak już zaplanuje zrobić coś dla kogoś, to moje plany muszą poczekać. Ale jak już zaplanuje coś dla siebie, to inni muszą czekać. Są rzeczy ważne i ważniejsze…

    Swoją drogą nigdy nie bawiłem się w organizację sobie czasu. Można powiedzieć, że nie jestem zorganizowany, ale zawsze zrobię to co mam zrobić. I zawsze bęz pośpiechu i bez stresu. Zdążę, mam czas. Po co mi to organizować. Jak mam jechać do urzędu po pracy wsiadam na rower i jadę do urzędu. To nie wymaga organizacji.

    • Bardzo fajny komentarz!
      Ja akurat lubię się organizować – sprawia mi to przyjemność. Jestem też osobą, która czesto odlatuje (wiesz, coś mnie rozproszy i już o tym myślę, potrafię marzyć na jawie, rozproszyć się i tak dalej), dlatego organizacja mi się bardzo przydaje, bo trochę jest jak zimny prysznic 😀

  • Ja pamiętam swoją dawną organizację czasu – zapychałam każdą wolną minutę. Można powiedzieć, że „pracowałam” cały dzień i byłam z tego dumna. Bo przecież realizowałam wszystko, co miałam zapisane w kalendarzu. Chore. Kilka tygodni tak popracowałam i znudziło mi się. Teraz wiem, że nie trzeba mieć całego dnia zawalonego zadaniami, aby być produktywnym. 😉

  • Pati

    Ja mam bardzo duży problem (uwaga!) z drzemkami. Często po południu czuję się tak wycieńczona, że drzemka jest dla mnie zbawieniem. Problem w tym, że jak zasnę to zazwyczaj na 3 godziny, mimo budzika.

    • szotka

      Może w nocy śpisz za mało? A może jesz za mało cukrów? (oczywiście tych zdrowych)

    • Znam dużo takich osób! Ja na szczęście nie lubię spać w dzień, nie mam z tym problemu. Może to rzeczywiście problem z brakiem snu?

  • szotka

    Ja do tej pory marnowałam mnóstwo czasu (i pieniędzy) na robieniu codziennie zakupów spożywczych! Właśnie chcę to zmienić i szukam planera, który pozwoli mi zaplanować zakupy na cały tydzień. Ale że nie znalazłam to chyba pozostaje mi kartka i długopis ;P

    • Ja Ci pomogę! Załóż konto na pinterest.com i wyszukaj tam po angielsku, są świetne matriały za free do wydrukowania 🙂

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    „A nie wtedy, kiedy robisz od rana do wieczora i robisz 50 punktów z listy rzeczy do zrobienia, a potem idziesz spać.” – jakbym czytała o sobie. 🙂 Na szczęście jakiś czas temu zaczęło mi się przestawiać pod czupryną w tym samym kierunku, co Twój obecny i już tak nie zasuwam jak konik pociągowy. 🙂

    • No to razem poszłyśmy po rozum do głowy 😀

  • Czytałam Twój wpis i uśmiechałam się lekko, wszystkie punkty są takie… z życia wzięte 🙂 Zresztą większość błędów idealnie pasuje do osób, które z natury są miłe, pomocne i miewają problem z odmawianiem. Najczęściej więc kończy to się tak, że zamiast poświęcić czas swoim projektom/ pomysłom, najpierw pomagasz i wciągasz się w zadania wszystkich wokół, a potem padasz na twarz i okazuje się, że swoich spraw znów praktycznie nie ruszyłaś 🙂

    • No, dokładnie… nie chcę już tak. To znaczy, nie chcę przestać być miłą, ale chciałabym wreszcie skupić się na sobie. Zaczęłam to ostatnio robić i już mi się to zwraca (nie tylko finansowo, mówię tu o samopoczuciu chociażby) 😀

  • Dodum Duum

    Też niedawno doszłam do wniosku, że moja organizacja nie jest tak genialna, jak mi się wydawało… Przede wszystkim nawalałam sobie za dużo do zrobienia. Punkt 1 na Twojej liście – „hej, mam 10 minut wolnego czasu we wtorek, trzeba tam coś wcisnąć!”. Kończyło się tak, że nie miałam kompletnie czasu dla siebie. Ciągle pracuję nad tym, żeby to zmienić, ale coraz lepiej mi idzie 😉

  • Aśka Kiernicka

    Tak, z życia wzięte. Jednak ja mogę dołożyć od siebie jeszcze jedną cegiełkę do tego wszystkiego. A właściwie to dać radę : „jak skopać budowaną przez siebie organizację jednym niedopatrzeniem”. Często mam tak, że wszystko na tip top dopięte, organizacja chciałoby się powiedzieć hard level i nagle gdzieś w środku tego biegu pojawi się wątpliwość i chęć odpoczynku. Nic w tym złego. Ale to jakie potem przychodzą wyrzuty sumienia, że się poddało, odpuściło, nie wykonało się tego co się zaplanowało – jest niewyobrażalne. Rzadko co czuję się pod wieczór wypompowana, bo rzadko kiedy udaje mi się spełnić ten napięty harmonogram. I weź tu człowieku ogarnij taką psychikę i to myślenie….Żyje własnym życiem…

  • Od jakiegoś czasu bardzo ograniczyłam czas spędzany na FB. Niestety mam podobnie, że jak już jestem online to często z kimś piszę 😛 Fakt, że mam włączony messenger w telefonie, jednak często wyciszam dźwięki i odkładam telefon do ładowania. Jest wtedy dość daleko ode mnie, więc mnie nie rozprasza podczas pisania postów. Tak jak ty, dotąd starałam się być dla ludzi super miła ale w końcu zrozumiałam, że przecież nikt się nie obrazi jeśli odpiszę po 2 godzinach, w końcu każdy ma swoje życie i prawo do spędzania czasu inaczej niż ślęcząc nad fb 😉 Nie oznacza to jednak żebym ich całkiem olewała, bo to już inna sprawa. Udało mi się jednak oddzielić czas z social mediami od tego, w którym jestem nieosiągalna. Mam teraz więcej czasu dla siebie, jednak nadal czuję, że brakuje mi dodatkowej godzinki. Myślę jednak, że za jakiś miesiąc, będę w końcu miała luz 🙂
    Twój post jest bardzo mądry i skłania do refleksji. Z pewnością pomyślę, co jeszcze mogę zrobić aby lepiej zorganizować swój czas 🙂

  • Zgadzam się ze wszystkimi punktami! Mam tak samo…