Szum rozmów w pokoju. Gdzieś w tle, bardzo cicho i nieśmiało, śpiewa Beyonce.
– A ty? – słyszy nagle pytanie. – Ty tam, co studiujesz?
Powoli szczerzy zęby.
 – Ja? Nic. Rzuciłem studia zanim dobrze je zacząłem.
W sali nagle ucichło, jakby ktoś przycisnął przełącznik. Gdzieś w tle zawyła Beyonce z 

laptopowych głośników. Ludzie oderwali usta od swoich butelek z piwem i zaczęli na niego zerkać. Dziewczyna, która zadała mu pytanie, uśmiechnęła się ironicznie.
– I co teraz robisz? – usłyszał kpiący głos – kładziesz kafelki?

Słysząc tą rozmowę zadziwiły mnie dwie rzeczy: szybkość, z jaką dziewczyna oceniła sobie chłopaka bez studiów, uważając go za głupka, i jej ograniczony światopogląd, który:
a) sprowadzał się do prostego równania studia = piękne, wspaniałe życie na poziomie i
b) zawierał przekonanie, że ktoś układający kafelki jest gorszy od kogoś, kto studiuje.
Zadziwiające, jak bardzo w obu przypadkach się myliła.

PANI WYKSZTAŁCONA

Niesamowite, że podobno wykształcona dziewczyna na podobno prestiżowych studiach twierdzi, że pan od kafelek jest gorszy niż zwykły student. Co w takim razie z paniami na kasie w Biedrze albo ludźmi robiącymi hamburgery w Macu? Też są gorsi, bo nie mają pracy magisterskiej na swojej półce w domu?
Możesz mieć pięć tytułów magistra, dwa doktoraty, siedem licencjatów i pięćdziesiąt skończonych kursów i być na gorszej pozycji niż ci wszyscy ludzie, którymi tak gardzisz.
Nie dlatego, że będziesz zarabiał mniej – bo to akurat nie jest wyznacznik – ale dlatego, że jesteś na tyle zadufany w sobie, że wydaje ci się, że studia, które teraz przecież może mieć każdy, stawiają cię wyżej od innych. Nie stawiają. I prawdę mówiąc, pracy też nie gwarantują.
Tak samo jak żadna cecha nie sprawia, że stoisz wyżej niż inni. A wydawało mi się, że to takie logiczne!

NA PIERWSZY RZUT OKA

Łatwo się ocenia – nie zaprzeczysz. Wystarczy rzut oka, spojrzenie, jedno pytanie i gotowe: opis osoby już w twojej głowie. To bardzo ludzkie i naturalne: bo jak oceniać, skoro nie po pozorach, które ktoś nam podstawia pod nos? Jak inaczej wyrobić sobie o kimś zdanie?
Szlachetne jest twierdzić, że po pozorach się nie ocenia, trudniej to wprowadzić w życie. Bo co pomyślisz, kiedy widzisz zakupy dziewczyny przed tobą, składające się z zupek chińskich, piwa i chipsów ? Boże, co ona w siebie wpycha. 
A na przykład tą dziewczyną jestem ja i kupuję właśnie prowiant dla mojego chłopaka i jego kolegów.
 
Niesamowite, że ludziom wystarczy jedna, jedyna informacja żeby wyrobić sobie zdanie o kimś, kogo kompletnie się nie zna. Dziewczyna myliła się we wszystkich trzech kwestiach: uważając chłopaka za głupka, który nie potrafi sobie poradzić na studiach, myśląc, że kładzenie kafelek to straszna ujma na honorze i będąc przekonaną, że jej uczelnia i trud włożony w wkuwanie to jedyna gwarancja fantastycznej kariery.
Pewnie by się zdziwiła, gdyby się dowiedziała, że chłopak bez studiów to tak naprawdę młody start-upowiec z dobrze prosperującą firemką, a „zwykły” pan od kafelków ma szansę na większą wypłatę i lepszą pracę niż ona sama.

POWIERZCHOWNOŚĆ

Zdaję sobie sprawę, że wymaganie od ludzi, żeby nie oceniali na pierwszy rzut oka jest czymś tak z kosmosu, jak naiwne myślenie, że mój kot Maciek wreszcie schudnie, ale… co jest z nami nie tak?

Pomyślcie sobie, jak zadufani musimy być w sobie, by przeglądając wiadomości o jakimś bogaczu stwierdzać: pewnie nakradł i dlatego ma tyle kasy? Jak płytcy musimy być, gdy widząc dziewczynę, która wychodzi z siłowni i kieruje się w stronę fast-fooda, mówimy sobie w myślach: ha! Pewnie pobiegała, a teraz idzie coś wrąbać! Jak piekielnie proste jest dla nas ocenianie kogoś, kogo znamy tylko z jego twórczości? Z jego pisania książek. Z grania w filmach. Z prowadzenia blogów.
Wydaje nam się, że wiemy wszystko. Że jesteśmy wszechmogący. Wszechwiedzący. Z oczami, które w ciągu kilku sekund potrafią sobie wyrobić pełną opinię o nieznajomym człowieku.
Płascy w swoim rozumowaniu jak deska do prasowania.

I kiedy o tym wszystkim myślę, do głowy przychodzi mi jedno pytanie: a jak byś ocenił siebie?

PS Ten wpis jest inny. Wiem. Męczył mnie ten temat jak nieżyt żołądka albo uparty ból głowy i wiedziałam, że mimo tego, że jest oczywisty, muszę go napisać. No i mam.
PS 2 Na kanale nowy film.

Zapraszam na mojego FACEBOOKA i na kanał na YOUTUBE.