Marek bierze od rodziców gotówkę tak, jak kiedyś brał cukierki. Czasami zagląda też do babci, licząc na odpalenie ekstra kasy. Oczekuje prezentów na urodziny, bo przecież to jego święto. Nie rozumie, dlaczego ze swoim idealnym CV (dwa ukończone kierunki!) ma zarabiać mniej niż jakiś, jak to sam określa, robol, który kładzie kafelki. Każdej nocy oczekuje że jego dziewczyna będzie dostępna i chętna, bo przecież, do diaska, jest jego dziewczyną, więc swoje powinna dawać.
Marek uważa, że wszystko mu się po prostu należy. Dokładnie tak, jak połowa tego świata.

Roszczeniowa postawa u ludzi nigdy nie przestanie mnie chyba zadziwiać. Z dziwnego powodu nieustannie wydaje im się, że wszystko im się należy i że jeśli czegoś nie dostaną, to jest koniec świata, tragedia i zombie apokalipsa w jednym.

RODZICE MI PŁACĄ, BO POWINNI

Najbardziej wychodzą mi gały, kiedy widzę roszczeniowych studentów. Królewny i królewicze, wielkomiastowe paniska, które co miesiąc biorą kasę od rodziców i uważają, że jeszcze „starzy” powinni ich po rękach całować. Nie zrozumcie mnie źle: nie widzę nic złego w tym, że rodzice dają pieniądze na życie i studia: to normalne. Ale jak widzę bezczelne pijawy, które garściami czerpią z garnuszka rodziców, bo uważają, że im się to należy – bo przecież ciężko studiują – to zastanawiam się, czy im alkohol ze studenckich imprez już mózg wyżarł, czy to dopiero początkowa faza.

Bo uwaga: rodzice nie maja żadnego obowiązku finansowania cię po osiemnastce. Teoretycznie jesteś zdolny do zarabiania po ukończeniu średniej szkoły. Mogą – ale nie muszą. Robią to całkowicie z własnej woli i dobrze byłoby to doceniać. Traktowanie takiego czegoś jak rzeczy naturalnej – bo przecież oni pracują i mają kasę – to trochę bycie zwykłym palantem. Przepraszam, ale tak jest. Zrozum, że ci się to nie należy. Ciesz się, że to masz.
I podziękuj kiedyś tej mamie, wciskającej ci banknot do ręki. Chociaż raz.

ZNAMY SIĘ, WIĘC DAJ

Roszczeniowi nie muszą być tylko biedni studenci: rodzinka też potrafi. Szukając materiału do tego wpisu, znalazłam jeden post na babskim forum – właśnie o ludziach, którzy myślą, że im się należy. Babka chciała sprzedać samochód i kupić sobie nowy, ale usłyszała od rodziny, że powinna oddać stary kuzynce, bo przecież go nie potrzebuje. Kiedy zaczęła tłumaczyć, że za zarobienie na sprzedaży poprzedniego auta może spłacić część nowego, zadzwoniła do niej ciotka, mówiąc, że kuzynka da jej maksymalnie 20 % kwoty, bo nie ma więcej kasy i że ma jej ten samochód oddać, bo przecież tamta ma dziecko.
Potem ta sama kobieta kupiła sobie lodówkę. Szwagierka czy kuzynka chciała starą, ale zażądała jej transportu do własnego domu, bo ona nie zapłaci – przecież nie ma pieniędzy. Kiedy nasza bohaterka odmówiła, tłumacząc się, że sama nie ma środków na transport, biorąca lodówkę wielce się obraziła – bo przecież jak to, daje i jeszcze każe samemu po to przyjść? Skandal.

INTERNAUTOM TEŻ SIĘ NALEŻY

To samo w sieci – nigdy nie ma „proszę” tylko „zrób”. Bo gdy jesteś widzem czyjegoś kanału, to przecież oczywiste, że ktoś ma wrzucić film wtedy, kiedy ty tego żądasz, a jak tego nie zrobi, to jest zadufanym w sobie dupkiem. To przecież takie proste, że jeśli jesteś blogerem i robisz jakieś instrukcje – czy to makijażowe, czy sprzątające, czy coś w stylu „zrób to sam”, to powinieneś zrobić właśnie TERAZ to, co ci powie czytelnik, dokładnie w tym momencie. Bo jak nie – to się sprzedałeś. Jesteś chamski i nie szanujesz ludzi. Obiecujesz coś, a tego nie robisz. Bo widzicie, blogi to nie jest przyjemność, przecież ludziom czytającym NALEŻY się wpis. Nawet, jak nie możesz, bo zmarł ci ktoś w rodzinie. Co to kogo obchodzi? Ma być moja instrukcja malowania szafki farbą i już.
A jak nie, to odlajkuję.

DZIĘKOWAĆ? ZA CO?

Patrzę na to wszystko i zastanawiam się – skąd ten brak wdzięczności? Skąd to przekonanie, że cały świat ma ci się kłaść do stóp i przynosić gotowe, a ty będziesz tylko leżeć i pachnieć? Skąd taki brak szacunku do czyjeś pracy, siedzenia po godzinach, poświęcania własnego czasu?
I najważniejsze: skąd ten brak wdzięczności?
Mówią, że ludzkość schodzi na psy, bo wszyscy siedzą z nosem w swoich smartfonach i interesują się tylko swoim profilem na fejsie. To nie o to chodzi. Chodzi o to, że w czasach, kiedy wszystko jest do ściągnięcia, zaczęliśmy wierzyć, że w realnym świecie też tak można. Wszystko ściągnąć, bez odpowiedzialności.
Bo skoro można pobrać, to przecież nam się należy.

Dobra wiadomość: wracam. Przeprowadziłam się, wypakowałam, teraz jeszcze ogarniam życie, bo trochę się spraw nazbierało. Dostałam ostatnio od Was sporo maili i obiecuję, że na nie odpowiem – ale dopiero teraz mam znów internet, więc sami rozumiecie, muszę się z tego odkopać. 🙂

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Jak zwykle bardzo trafna krytyka.
    PS. Śliczne nowe zdjęcie profilowe, mam nadzieję, że zostanie na dłużej 🙂

    • Zostanie, dziękuję!

    • Anonymous

      No własnie, krytyka.Ciągła krytyka i pouczanie. To już zaczyna się robić męczące. Marta, wyluzuj trochę bo zaczynam mieć wrażenie że pozjadałaś wszystkie rozumy.

    • Nie rozumiem, dlaczego! Nie krytykuję cały czas – na blogu piszę zarówno o tym, co mi się podoba, a co nie. Ostatnio nie podobało mi się jechanie po Ani Lewandowskiej i było to ok. 20 dni temu, aż sprawdziłam w archiwum. Potem pojawiło się 7 nowych wpisów. Może po prosu bardziej rzucają Ci się w oczy te, w których się wkurzam 🙂 Spokojnie, głowa jest na karku, nie uważam też, że mam we wszystkim rację – po prostu na blogu pokazuję swoje zdanie, bo to mój blog.

  • Bejbe

    Jedno, jedyne, małe sprostowanie: wg prawa rodzice mają obowiązek utrzymać dziecko będące na studiach DZIENNYCH do czasu ukończenia przez nie 25. roku życia 🙂

    • Masz rację! Tyle, że i tak bardziej chodziło mi o to, że cholera, ludzie to traktują jak coś danego. Ta, prawnie im się niby należy, ale docenić byłoby warto.
      Znalazłam jeszcze coś takiego:
      godnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z listopada 1998 r. (III CKN 217/97) rodzice nie mogą odmówić pomocy dorosłemu już dziecku tak długo, jak długo ono się uczy i nie ma czasu na pracę zarobkową. Warunek: dziecko nie może traktować studiów jak ucieczki przed pracą, nie powinno „skakać” z kierunku na kierunek, zawalać egzaminów, powtarzać kolejnych klas czy lat studiów. Jeśli tak się zachowuje, rodzice mają prawo odmówić finansowania jego dalszej edukacji.

  • Anonymous

    Nie mogłam się doczekać notki. Widzę, że i dla Ciebie doba okazała się zbyt krótka (nieregularne wpisy). Szkoda, że nie masz juz z fanami swoimi takiego kontaktu, brak odpowiedzi na maila, nie ma juz filmików:( a żyło się od soboty do soboty, od notki do notki.

    • Spokojnie, głowa do góry 🙂 Przeprowadzka, brak internetu, dużo prywatnych problemów – wychodzę na prostą, będą filmy, będą regularne wpisy o 16, będą odpowiedzi na komentarze i maile. Tak jak napisałam na końcu – odkopuję się wreszcie 🙂
      Pozdrowienia i uśmiech!

  • Anonymous

    Marta, a jak się np. obiecuje czytelnikom notkę i od tygodnia się nie odzywa, to co wtedy? No wiesz, nawet bloger nie ma w sobie tyle szczerości, by powiedzieć – okej, dałem dupy raz jeszcze, przepraszam, ale mi coś wypadło.. Nie chodzi o to, że czytelnicy uważają,że im się należy. Bardziej chodzi o to, że nikt nie lubi, gdy się go oszukuje. Przecież szczerość jest podstawą, czyż nie? Bloger powinien mieć szacunek do czytelnika – i choćby za tego „lajka” – być wobec niego szczerym. Zauważyłam, że blogerzy, którzy zdobędą już jakąś tam poczytność – zaczynają mieć gdzieś czytelników, którzy są z nimi od początku.. A że są od początku to widzą, że coś nie halo się stało z blogerem. Rozumiem – każdy się zmienia. Ale jak bloger może mieć w sobie tyle bezczelności, by pisać o przyznawaniu się do błędów, byciu nieszczerym, dawaniu „tyłka” – co więcej – krytykować te dwa ostatnie – a samemu się tak zachowywać…

    • Wydaje mi się, że akurat z tą notką to średni przykład. Ja ostatnio miałam taką sytuację na CF – byłam pewna, że napiszę wpis w piątek, a się okazało, że w nowym mieszkaniu nie ma internetu. Starczyło mi pakietu w telefonie na napisanie wpisu na martę, a na cf- juz nie. Nie wrzuciłam. Właśnie teraz piszę post i na pewno tam powiem, dlaczego tak się stało, ale nie chciałabym, żeby ktoś mi to wypominał, bo nie zrobiłam tego dlatego, że mam ludzi w dupie. Nie miałam nawet jak napisać, że nie będzie wpisu, bo mi pakiet całkiem się wyłączył.

      Ale jeśli chodzi o resztę – to racja – zaobserwowałam, że niektórzy traktują czytelników masowo, tzn. jako liczby. Wiesz, liczby lajków, liczby wyświetleń, nie jako osoby – to jest bardzo chamskie. Niefajne. Sama widzę, że muszę częściej odpisywać na komentarze, a chociaż wszystkie czytam, to ostatnio mi to nie wychodziło. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej. 🙂

  • Pijany niestety są wszędzie. Jak poszłam na studia to doszłam do wniosku, że jedzenie i dach nad głową to ostatnia rzecz jaką dostanę od rodziców przed wyprowadzeniem się na swoje. Zaczęłam pracować na swoje zachcianki, wakacje, kosmetyki. Moja najbliższa znajoma ciągnie bez skrupułów od rodziców, bo przecież muszą dać. No nieważne. W każdym razie ludzie pijawki kiedyś wpadną na swoim postępowaniu i dostaną po tyłku. Może wtedy się ogarną (chociaż to i tak nie jest pewne).
    PS. Fajnie, że wróciłaś 😉

  • Anonymous

    Ojej, przecież nie zniknęłaś na miesiąc czy nie wiadomo ile! A taka przerwa jak najbardziej Ci się należała 🙂 W ogóle świetna notka, z niecierpliwością czekam (czekamy) na więcej 🙂

  • Ooo, to powinnam pokazać wielu takim super roszczeniowym osobom, do których nie dociera, że taka sytuacja nie jest normalna 😀

  • Nie chcę tutaj przemycać swojej politycznej ideologii, ale mam wrażenie, że to wszystko wykreowało państwo nastawione na socjalizm. Czytałam ostatnio wpis na pewnym blogu – dziewczyna opisywała swoją pracę w opiece społecznej. Pisała między innymi o tym, że ludzie, którzy przychodzili po zasiłki mieli bardzo roszczeniową postawę, że przecież IM SIĘ NALEŻY. Nie wspominając już o ludziach, którzy perfidnie ukrywali swoje dochody i zgarniali zasiłki, bo jak to – inny dostanie, a ja nie?
    Dzisiaj przeczytałam też żądania pewnego ugrupowania – darmowa komunikacja miejsca dla studentów (bo im się należy, są studentami!). Nigdy, po prostu NIGDY, nie zrozumiem tego typu zachowania. Ja nigdy nie uważałam, że cokolwiek mi się w życiu należy. Wręcz przeciwnie – wiedziałam, że na wszystko muszę sobie sama zapracować.

    Pozdrawiam,
    Aneta z bloga http://www.zyjwolniej.blogspot.com

    • miejska komunikacja oczywiście!

  • Jaka ja byłam głupia, że po skończeniu szkoły średniej uznałam, że chcę być samowystarczalna i utrzymywać się za swoje (wtedy jakieś 900 zł miesięcznie). Przecież gdybym poszła na studia dzienne, rodzice musieliby mnie utrzymywać przez kolejne pięć lat! 😉

    Ostatnio zapisałam się na (do?) studium i rozmawiając z kolegą na temat czemu akurat ten kierunek itd. dowiedziałam się, że gdyby nie poszedł do tej szkoły musiałby dokładać się rodzicom do jedzenia i rachunków, ale skoro się uczy, to oni go utrzymują. Chłop – 27 lat.

    • są też sytuacje odwrotne. rodzice celowo zniechęcają dziecko do dalszej edukacji albo odmawiają jej finansowania, żeby mogło zacząć wcześniej pracować i zarabiać na nich. taki egoizm względem własnego dziecka moim zdaniem jest najgorszą z najgorszych rzeczy.

  • a mnie się wydaje, że rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do 25 czy 26 roku życia, jeżeli się uczy. w trybie dziennym.

    generalnie nienawidzę ludzi, którzy uważają, że im się należy, ale są pewne wyjątki. np. uważam, że należy nam się przyzwoita państwowa służba zdrowia. że to jest cholerny obowiązek państwa zapewnić nam leczenie, drogi i szkoły, bo na to właśnie płacimy podatki. i praca za godziwe pieniądze też należy się każdemu uczciwemu człowiekowi. nie mówię tutaj o wstrętnych leniach, ale o tych mniej zaradnych czy gorzej wykształconych. nie każdy mógł skończyć studia. nie każdy jest sprytny i obrotny. nie każdy ma głowę do bycia blogerem. nie każdy może otworzyć własną firmę. ale uważam, że każdemu człowiekowi należy się praca i pensja pozwalająca na normalne życie. uważam też, że dziecku się należy od rodziców naprawdę dużo. powołanie na świat dziecka to jest decyzja, która wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i zobowiązaniami minimum do zakończenia edukacji tego dziecka. to jest sytuacja specyficzna. rodzicom też się należy, jeżeli oczywiście byli rodzicami, bo są tacy których rodzicami nazwać nie można i takim nie należy się absolutnie nic.

    • Dokładnie, z tą służbą zdrowia i w ogóle wszystkim tutaj, zgadzam się w 100%.

  • Anonymous

    A co powiecie na odwrotną sytuację? Kiedy rodzice po wyedukowaniu swojego dziecka, które stawia pierwsze kroki w zawodzie i ma nadzieje, się pomału usamodzielniać, roszczą sobie, że teraz im się należy pomoc pieniężna skoro przez 5 lat utrzymywali dziecko na studiach…

    Jestem właśnie w takiej sytuacji. Zarabiam mało (sama bym się za to nie utrzymała), połowę wypłaty oddaje na domowe wydatki, 1/4 to dojazdy. Zostaje mi prawie tyle co nic. Pracuje już ponad rok, nic nie odłożyłam na czarną godzinę. W domu są problemy więc jeśli cokolwiek dorobię na boku, również łatam tym domowe dziury w budżecie. Staram się a mimo wszystko czuje w tym wszystkim podejście matki, że im się to teraz należy. „Odcinanie kuponów” jak to kiedyś stwierdziła – tylko szkoda, że okazało się że mało warte te kupony puki co 😛

    Jestem wdzięczna rodzicom za pomoc na studiach, tak – byłam pijawką (no może nie do końca, w wakacje zawsze pracowałam, na dziennych niestety nie dawałam rady w ciągu roku), ale od ponad roku nic w moim życiu się nie zmieniło. Mimo że spotkałam miłość mego życia i chcielibyśmy jakoś wspólnie zacząć planować życie, to oboje z dość podobną sytuacją w domu stoimy w miejscu… pomału ogarnia mnie frustracja, ale jeśli odetnę się od rodziny – zostanę wyrodną córką…

    • to Twoja decyzja co zrobisz.
      czasami warto odciąć się od ludzi, którzy krzywdzą (nawet nieświadomie) i ciągną w dół. nawet jeżeli się ich kocha.

      ale piszesz, że sama byś się nie utrzymała i tak. czyli mieszkanie z rodzicami też jest Ci w pewien sposób na rękę. i nie jest do końca tak, że oni Cię wykorzystują. fakt płacisz na dom, no ale przecież też tam mieszkasz i zarabiasz, więc nie w porządku byłoby nie dokładać rodzicom grosza do domowego budżetu.

      a skąd te domowe dziury w budżecie? jak to się stało, że przez 5 lat rodzice byli w stanie utrzymywać Cię studiującą, a teraz są problemy finansowe pomimo, że doszła jeszcze Twoja pensja?

    • Anonymous

      Płacę na dom i nie widzę w tym problemu, ale np. brat tego nigdy nie robił, kiedy mieszkał z nami i pracował, a jak się wyprowadził rodzice też mu dużo pomogli, bez wzajemności. Nie utrzymałabym się sama, bo nie oszukujmy się, ale mało kto sam zaraz po studiach dał by radę, jeszcze w dwie osoby da się jakoś opłaty mieszkaniowe ogarnąć, ale samemu jest jednak troszkę ciężej. Da się, ale jest ciężej. A w moim przypadku usamodzielnienie się wiąże się z zostawieniem rodziców samym sobie, a póki co nie dam rady, nie ze względów finansowych ale właśnie molarnych – tylko ile można to ciągnąć? Ani się nie obejrzę a minie kolejny rok…
      A na dziury w budżecie złożyło się wiele rzeczy i sytuacji nie zależnych od nas, oraz kilka niewłaściwych decyzji, tak się jakoś wszystko naraz złożyło, nie jest to jednak aż tak ważne w odniesieniu do postu, nie oczekiwałam od nikogo recepty na problemy i roztrząsania dlaczego jest tak a nie inaczej. Chciałam tylko komentarzem moim pokazać, że student to nie koniecznie największa pijawka na świecie, a tym którzy w ten sposób żyją pokazać, że role się mogą w każdej chwili odwrócić, a co wtedy?…

  • bardzo dobry tekst ! szkoda,że taka jest prawda!

  • Cieszę się z całego serca, że nie znam takiej osoby, która w tak przykry sposób nie szanowałaby swoich rodziców. To żaden obowiązowek utrzymywania nas przez nich po 18 roku życia, kiedy przecież może spokojnie juz pracować na własne utrzymanie. Ja zawsze powtarzam, że moim rodzicom się odwdzięczę za wsparcie finansowe, jakiego mi udzielają!
    Historia z roszczeniową kuzynką rodem z Piekielnych. Ja się naprawdę czasem zastanawiam, czy takie przypadki się zdarzają? Ale ja naiwnie sądzę, że ludzie jednak są dobrzy, sprawiedliwi i „normalni”.
    A co do przeprowadzki, miałam jej namiastkę (zmiana pokoju) i mogłam w prosty sposób zaobserwować ile człowiek nagromadza rzeczy przez rok mieszkania poza domem 😉

  • Niestety bardzo często wina leży również po stronie rodziców. Dzieci wychowywane ze świadomością że wszystko jest dla nich, ze mama tata babcia czy ciocia niczego nie odmowia, ze jak sie cos chce to trzeba krzyczec i w koncu sie to dostanie bo mama ma dosc wrzeszczacego dziecka, pozniej wyrastaja na takich ludzi. To smutne ze ludzie sa coraz glupsi…

    Pozdrawiam z deszczowej Galicji i zapraszam w wolnej chwili 🙂

    (Zkubkiem.blogspot)

  • Amen.
    Rodzice płacą – nienawidzę tego i nie rozumiem kompletnie. Tzn. ok, że dają kasę na studia, ale moim zdaniem sami powinni zadbać o to, żeby dawać np. 70% całego utrzymania. Ale po studiach to już w ogóle niewyobrażalne dla mnie żyć z rodzicielskiej pensji. Rusz tyłek, może zamiast kolejnych studiów warto by było po prostu zacząć pracę.
    Znamy się – oj też. Ja jestem w takiej sytuacji, że poprosić rodzinę taty o cokolwiek to skandal i bezczelność, ale ja mogłabym oddać tę szafę kuzynce, ja i tak nie mam już miejsca (na marginesie dlatego, że zostałam wyrzucona z mieszkania przez własnych dziadków <3). Nie tak, że mogłabym to sprzedać / przerobić na inny mebel…

    Wg. moich obserwacji historyczno – geograficznych bierze się to stąd, że poprzednie pokolenie nigdy nic nie miało (ich młodośc przypadała na komunizm) dlatego swoim dzieciom chcieli zapewnić wszystko. Każdą zabawkę, każdy słodycz, każdego kolegę i nie zauważyli granicy i nagle Córcia/Synuś skończyli 20 i domagają się, żeby mamusia dała autko. + moda na wychowanie bezstresowa = brak jakiejkolwiek odpowiedzialności i wieczna postawa roszczeniowa.

    *uwielbiam to na lekcjach – wchodzi spóźniona koleżanka (5 raz w tym tygodniu) bez słowa, staje w połowie drzwi, odwraca się i umawia się ze znajomymi po szkole. Bo przecież nie ma telefonu i przerwy. A nauczyciel? Poczeka, co łaskę mi robi?
    ______
    Współczuję tego ciągłego przeprowadzania :p Powodzenia w nowym mieszkaniu 😉

  • Anonymous

    Rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do momentu ukończenia nauki, a czasem i dłużej. Obowiązek alimentacyjny nie ma realnych granic wiekowych.

    • „Mają obowiązek” – mają, jeśli dziecko nie jest zdolne do własnego utrzymania się. Czy to znaczy, że dzieci mają traktować to jako coś, co się należy? Dla mnie nie. Trochę wdzięczności i „dziękuję” nigdy nikomu nie zaszkodziło. Nie widzę nic złego w finansowaniu dorosłego dziecka, ale widzę dużo złego, jeśli te dziecko tego nie docenia.

  • Mnie też taka postawa ogromnie dziwi. A najbardziej mnie dziwiło, jak obserwowałam zachowanie kumpla, jeszcze na studiach. Urodziny dziewczyny: złota biżuteria, wyjazd na weekend do Zakopanego, pokój cały w kwiatach. Dziewczyna zadowolona….tylko, że to wszystko za pieniądze wysępione od rodziców. To ja chyba wolę całusa i wyjście do kina….

  • Ta roszczeniowość zostaje im najczęściej na całe życie, do późnej starości. Może dlatego, że nikt im nigdy nie wypalił prosto z mostu, kiedy jeszcze przyjmowali jakieś uwagi, że nic się nie należy, że wszystko jest darem, za który trzeba PODZIĘKOWAĆ i okazać WDZIĘCZNOŚĆ.
    Unikam takich ludzi, bo niewiele do nich trafia.

  • Smutno mi się robi, jak słyszę o ludziach, którzy tak nie szanują rodziców. Przecież im ta kasa z nieba nie spadła, ciężko na nią pracują. Jeżeli nie może pracować, to niech tyra na studiach, żeby stypendium dostać – to też jest jakaś opcja. Albo niech inaczej jakoś da znać rodzicom, że nie ma gdzieś ich pracy. Ale niestety takich roszczeniowych pijawek jest strasznie dużo, nie tylko zresztą wśród młodych.
    Bardzo trafny wpis. Świetnie, że wróciłaś. 🙂

  • Świetne spostrzeżenia. Dokładnie takie zachowania obserwuję każdego dnia. Najgorsze, że to nie zależy od uwarunkowań środowiska, to już wpełzło wszędzie, strach się bać, co będzie dalej

  • Pat

    Wiesz co jest najgorsze? Że są tacy ludzie, którzy Cię widzą tylko wtedy jeśli czegoś potrzebują, zadzwonią bezczelnie, nie pytając co tam słychać i jak się miewasz, tylko od razu wypalają ‚słuchaj mam sprawę, zrobisz to, to i tamto, bo ja nie wiem/nie umiem/nie rozumiem’! A gdzie jakieś mogłabyś, czy miałabyś czas, pomogłabyś mi? Nie ma, MASZ to zrobić i najlepiej TERAZ, bo tak, bo na już. Odłóż wszystko, gotujący się obiad, swoje obowiązki, bo oni chcą teraz. A odmów to ‚jak to, nie pomożesz mi? To co ja mam teraz zrobić?’, tak jak mówisz, myślą, że wszystko im się należy, tu i teraz, ma być i koniec. Nie patrzą na to, że człowiek ma też swoje obowiązki, a poza tym nie mamy obowiązku pomagać, jeśli już to robimy to z naszej własnej dobrej nieprzymuszonej woli. Ja mogę pomóc, jeśli widzę, że jestem potrzebna też w innych sytuacjach a nie tylko kiedy oni coś chcą. Ja pomogę, ani dziękuje, ani pocałuj mnie w tyłek, a potem cisza, do kolejnego razu kiedy ‚potrzebują pomocy’. Ludzie stają się co raz bardzie okropni, patrzą tylko na swoje potrzeby i swój czubek nosa, nie liczy się druga osoba, wiecznie tylko ‚ja, ja i ja’, wstyd. Gdzie się podziało zrozumienie, wdzięczność, chęć okazywania wzajemnej pomocy?

  • Świetny post. Bardzo podoba mi się Twój tok myślenia i absolutnie się z Tobą zgadzam 🙂

  • hejka. mam pytanko. skąd masz te zdjęcia? są super

    • Z darmowych stocków, bodajże unsplash.com 🙂

  • Trudny temat….cały czas zastanawiam się, skąd się to bierze, bo to ostatnio plaga, to jasne…hmmm

  • Postawa roszczeniowa – nie lubię …. Ale sama mam znajomych, którzy 20 lat po ślubie wiszą na kieszeni rodziców. Chyba wielki czas ku temu, żeby odpiąć się od mamusinego portfela