Marek bierze od rodziców gotówkę tak, jak kiedyś brał cukierki. Czasami zagląda też do babci, licząc na odpalenie ekstra kasy. Oczekuje prezentów na urodziny, bo przecież to jego święto. Nie rozumie, dlaczego ze swoim idealnym CV (dwa ukończone kierunki!) ma zarabiać mniej niż jakiś, jak to sam określa, robol, który kładzie kafelki. Każdej nocy oczekuje że jego dziewczyna będzie dostępna i chętna, bo przecież, do diaska, jest jego dziewczyną, więc swoje powinna dawać.
Marek uważa, że wszystko mu się po prostu należy. Dokładnie tak, jak połowa tego świata.

Roszczeniowa postawa u ludzi nigdy nie przestanie mnie chyba zadziwiać. Z dziwnego powodu nieustannie wydaje im się, że wszystko im się należy i że jeśli czegoś nie dostaną, to jest koniec świata, tragedia i zombie apokalipsa w jednym.

RODZICE MI PŁACĄ, BO POWINNI

Najbardziej wychodzą mi gały, kiedy widzę roszczeniowych studentów. Królewny i królewicze, wielkomiastowe paniska, które co miesiąc biorą kasę od rodziców i uważają, że jeszcze „starzy” powinni ich po rękach całować. Nie zrozumcie mnie źle: nie widzę nic złego w tym, że rodzice dają pieniądze na życie i studia: to normalne. Ale jak widzę bezczelne pijawy, które garściami czerpią z garnuszka rodziców, bo uważają, że im się to należy – bo przecież ciężko studiują – to zastanawiam się, czy im alkohol ze studenckich imprez już mózg wyżarł, czy to dopiero początkowa faza.

Bo uwaga: rodzice nie maja żadnego obowiązku finansowania cię po osiemnastce. Teoretycznie jesteś zdolny do zarabiania po ukończeniu średniej szkoły. Mogą – ale nie muszą. Robią to całkowicie z własnej woli i dobrze byłoby to doceniać. Traktowanie takiego czegoś jak rzeczy naturalnej – bo przecież oni pracują i mają kasę – to trochę bycie zwykłym palantem. Przepraszam, ale tak jest. Zrozum, że ci się to nie należy. Ciesz się, że to masz.
I podziękuj kiedyś tej mamie, wciskającej ci banknot do ręki. Chociaż raz.

ZNAMY SIĘ, WIĘC DAJ

Roszczeniowi nie muszą być tylko biedni studenci: rodzinka też potrafi. Szukając materiału do tego wpisu, znalazłam jeden post na babskim forum – właśnie o ludziach, którzy myślą, że im się należy. Babka chciała sprzedać samochód i kupić sobie nowy, ale usłyszała od rodziny, że powinna oddać stary kuzynce, bo przecież go nie potrzebuje. Kiedy zaczęła tłumaczyć, że za zarobienie na sprzedaży poprzedniego auta może spłacić część nowego, zadzwoniła do niej ciotka, mówiąc, że kuzynka da jej maksymalnie 20 % kwoty, bo nie ma więcej kasy i że ma jej ten samochód oddać, bo przecież tamta ma dziecko.
Potem ta sama kobieta kupiła sobie lodówkę. Szwagierka czy kuzynka chciała starą, ale zażądała jej transportu do własnego domu, bo ona nie zapłaci – przecież nie ma pieniędzy. Kiedy nasza bohaterka odmówiła, tłumacząc się, że sama nie ma środków na transport, biorąca lodówkę wielce się obraziła – bo przecież jak to, daje i jeszcze każe samemu po to przyjść? Skandal.

INTERNAUTOM TEŻ SIĘ NALEŻY

To samo w sieci – nigdy nie ma „proszę” tylko „zrób”. Bo gdy jesteś widzem czyjegoś kanału, to przecież oczywiste, że ktoś ma wrzucić film wtedy, kiedy ty tego żądasz, a jak tego nie zrobi, to jest zadufanym w sobie dupkiem. To przecież takie proste, że jeśli jesteś blogerem i robisz jakieś instrukcje – czy to makijażowe, czy sprzątające, czy coś w stylu „zrób to sam”, to powinieneś zrobić właśnie TERAZ to, co ci powie czytelnik, dokładnie w tym momencie. Bo jak nie – to się sprzedałeś. Jesteś chamski i nie szanujesz ludzi. Obiecujesz coś, a tego nie robisz. Bo widzicie, blogi to nie jest przyjemność, przecież ludziom czytającym NALEŻY się wpis. Nawet, jak nie możesz, bo zmarł ci ktoś w rodzinie. Co to kogo obchodzi? Ma być moja instrukcja malowania szafki farbą i już.
A jak nie, to odlajkuję.

DZIĘKOWAĆ? ZA CO?

Patrzę na to wszystko i zastanawiam się – skąd ten brak wdzięczności? Skąd to przekonanie, że cały świat ma ci się kłaść do stóp i przynosić gotowe, a ty będziesz tylko leżeć i pachnieć? Skąd taki brak szacunku do czyjeś pracy, siedzenia po godzinach, poświęcania własnego czasu?
I najważniejsze: skąd ten brak wdzięczności?
Mówią, że ludzkość schodzi na psy, bo wszyscy siedzą z nosem w swoich smartfonach i interesują się tylko swoim profilem na fejsie. To nie o to chodzi. Chodzi o to, że w czasach, kiedy wszystko jest do ściągnięcia, zaczęliśmy wierzyć, że w realnym świecie też tak można. Wszystko ściągnąć, bez odpowiedzialności.
Bo skoro można pobrać, to przecież nam się należy.

Dobra wiadomość: wracam. Przeprowadziłam się, wypakowałam, teraz jeszcze ogarniam życie, bo trochę się spraw nazbierało. Dostałam ostatnio od Was sporo maili i obiecuję, że na nie odpowiem – ale dopiero teraz mam znów internet, więc sami rozumiecie, muszę się z tego odkopać. 🙂

Przeczytaj także: