Gdy byłam szaloną nastolatką, miłość wyobrażałam sobie bardzo prosto: ot, romantyczne pocałunki w deszczu jak z komedii z wiecznie tymi samymi aktorami albo relacje rodem ze Zmierzchu, obfitujące w gapienie się na siebie, zapisywanie swoich imion na ławce w parku i rozmawianie wieczorami na – teraz już historycznym – gadu -gadu.
A potem życie uderzyło mnie patelnią w głowę i wreszcie zrozumiałam, jak jest naprawdę.



Mówiąc wprost – ile ludzi, tyle definicji. Możesz myśleć, że to właśnie twoja jest jedyna i prawdziwa, że tylko ta, którą ty wyznajesz, jest słuszna i mieć jednocześnie rację oraz się mylić.
Moją definicję miłości już znacie – jest ich pełno w moich wpisach z tej kategorii.
Ja dziś oddaję głos czytelniczkom – pierwszy raz na tym blogu – by pokazać Wam fantastyczne odpowiedzi konkursowe. Wybrałam tylko kilka, bo odpowiedzi było sporo – jeśli chcecie je wszystkie przeczytać, zapraszam tutaj.

Tym razem szczęściarą okazała się Domi789 i to ona zgarnie książkę Hopeless.

To jej definicja miłości:

Miłość jest wtedy, kiedy kochasz kogoś nie za to, że jest doskonały, lecz pomimo tego, że taki nie jest. 
Myślę, że prawdziwa miłość polega właśnie na tym. Kiedy motylki odfruną, a pozostanie no cóż, życie:) Które jak wiadomo nie zawsze jest kolorowe i pełne ekscytacji. Jest takie, po prostu zwyczajne. Wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać nad pewnymi kwestiami, a przede wszystkim dostrzegać wady drugiej osoby. Wtedy według mnie jest to próba dla związku. Nie jakieś wielkie kłótnie, ale po prostu rutyna oraz uświadomienie sobie, że Mój książe z bajki nie do końca jest taki jakby się chciało. 
Prawdziwa miłość potrafi zaakceptować wady, niedociągnięcia. I mimo, że czasem wkurzamy się o porozrzucane skarpetki, siedzenie przed kompem oraz totalny brak romantyzmu, to pojawiają się chwile, momenty w których potrafi być magicznie. Zamiast warczeć doceniamy, że zrobił nam kanapki ( to nic, że półmetrowe), pomógł w zakupach czy zmontował szafkę. Miłość jest według mnie w małych gestach, rzeczach na pierwszy rzut oka może nie zauważalnych. Nie oczekuje non stop romantycznych wyznań, bukietu kwiatów i śniadań do łózka ( chociaż oglądając romanse zawsze się tym zachwycam;)). I czuje, że jestem cholernie szczęśliwa:)

 A teraz kilka innych definicji – wszystkie są wspaniałe i bardzo mi się podobają. Dziękuję Wam za udział w zabawie! Żałuję, że miałam do rozdania tylko jedną książkę, ale mogę Wam powiedzieć, że niedługo będzie kolejny konkurs z większą ilością nagród, więc mam nadzieję, że jakoś Wam to wynagrodzę. 🙂

Angelika:

Dla mnie prawdziwa miłość to staruszkowie spacerujący i trzymający się za ręce. A widok taki wprost uwielbiam! 🙂

Korolowa:

Można wymyślać tysiące definicji miłości, podawać przeróżne przykłady… a ja napiszę tylko: miłość to poranne wstawanie obok siebie i ta świadomość, że nawet jeśli przez cały dzień się nie widzimy, to później znów będziemy się kłaść razem, razem zasypiać..to wspólne gotowanie i dbanie o siebie nawzajem w chorobie [tak jak to było w tym roku]… Bo, że zacytuję jedną z moich ulubionych piosenek ‚Miłość[…] to żaden film w żadnym kinie ani róże; ani całusy małe, duże ALE miłość – kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze…’ 

 Marta:

Prawdziwa miłość smyra mnie od czasu do czasu wewnątrz brzusia, by już wkrótce przywitać się ze światem i budzić mnie płaczem w środku nocy 🙂

Aurora:

Prawdziwa miłość jest wtedy, gdy ta druga osoba oddaje mi swoją ostatnia kostkę czekolady. Ulubionej. 


Ania:

W jakieś około harlequinowej książce (nigdy nie wiem dlaczego zdarza mi się takowe czytać) pojawiła się bardzo ciekawa definicja miłości. Miłość to nie władza nad drugą osobą czy myślenie o tym, że należy tej osobie w pełni zaufać, spędzać z nią czas, poświęcać siebie. Bo przecież jak się kocha to wszystko, co istotne przychodzi samo z siebie i nie trzeba się nad tym zastanawiać. I to jest dla mnie też prawdziwa miłość.

A nowy wpis znajdziecie TUTAJ. 

Przeczytaj także:

  • O matko boska, tyle mnie ominęło. Ehh
    Ja i tak nadal nie żyję.

    Może wrócę do życia.

    Miłość jest wtedy, gdy to takie zakochanie przeminie, to silne uczucie, coś czego nie da się zerwać. Coś, co przeżywa szarą codzenność, mało tego, nadaje tej codzienności kolorów. Zwykły prosty jeden sms, jedno zamienione ze sobą słowo nadaje barw najbardziej szarym odcieniom. Miłość jest właśnie tym, że pomimo bólu, krzywd i trosk potrafimy wybaczyć sobie nawet we łzach, bo to jest ważniejsze niż głupia duma czy zazdrość. Miłość to mała pewność, że pomimo stracenia wszystkiego i czarnego jutra, mamy się dla kogoś starać i każde proste czynności mają jakikolwiek sens. Miłość to wena, przychodząca pomimo tego, że do poezji masz tyle, co piernik do wiatraka. To wracające wspomnienia w chwili słabości, to łańcuch, który nie pozwala spaść ci w przepaść.

    Znowu pewnie się rozpisałem i nie napisałem tego, co napisać chciałem. Trudno.

  • Anonymous

    Ania i Marta najlepsze 🙂

    • miło mi, że moja wersja Ci się podoba 🙂

  • Gratuluję zwyciężczyni 😉

  • Ewela

    No niestety miłość to też rutyna, to też małe kłótnie i docenianie się w małych gestach 🙂

  • Hihi, trafiłam do notki, miło mi bardzo 🙂

  • Miłość? Teraz to ja sama nie wiem czym jest. Kiedyś była dla mnie czymś meeega ważnym, a teraz…

  • piękne są te definicje. Chociaż ja osobiście na przykład nie zgadzam się ze zwyciężczynią. haha:p Bo dla mnie prawdziwa miłość wręcz nie zauważa tych wad w drugim człowieku, bo jest tak zafascynowana, zakochana w jego zaletach, że tamte nie mają znaczenia!

    • Anonymous

      Mówisz o zauroczeniu, nie miłości.

  • Bardzo mnie to podniosło na duchu, aż się uśmiechnęłam sama do siebie, bo jakoś tak.. Ostatnio przestałam wierzyć w jakąkolwiek definicję miłości.