3 dziwne rzeczy, które pomagają mi się odstresować i zrelaksować

Jeśli chodzi o bycie osobą zestresowaną – jestem w czołówce światowej. A przynajmniej tak myślę. Tak jak najlepsi kucharze potrafią ugotować coś z niczego, tak jak potrafię zestresować się nieistniejącym problemem. Ale jest jedna różnica: kucharze potem mogą swoje dzieło zjeść, a ja… problemów jeść nie zamierzam, za to staram się ten mój talent zwalczyć.
I dzisiaj właśnie o tym – o 3 dziwnych rzeczach, które pomagają mi przestać się tak stresować i poczuć się chociaż trochę zrelaksowaną.

Ilu ludzi, tyle sposobów na relaks – wiadomo. Ja oprócz tradycyjnych patentów – jak gorąca kąpiel, bieganie, książka i wszystkie te inne rzeczy, o których na pewno kiedyś czytaliście – mam też swoje dziwne sztuczki, które pozwalają mi chociaż na chwilę odetchnąć i poczuć spokój.

To co takiego robię, kiedy chcę się wyluzować?

#1 OGLĄDAM MIESZKANIA NA WYNAJEM I SPRZEDAŻ

I nie, wcale nie szukam mieszkania do wynajęcia. Ani nie chcę go kupić.
Po prostu cholernie lubię oglądać czyjeś mieszkania. I wiecie co, to może nawet nie byłoby dziwne, gdybym była architektem, albo interesowała się wnętrzami. A wcale tego nie robię. Nie interesuje mnie, czy ten kolor pasuje do tamtego pomieszczenia, ani czy tamta szafka to super odnowiony antyk.

Ja po prostu siadam i oglądam mieszkania. Co ważne: w kamienicach.
Mieszkania w kamienicach mają swój klimat – i jest on niepowtarzalny. Wysokie pomieszczenia, duże okna, drewniane parkiety – to wszystko mnie mega jara! A im bardziej zaniedbane mieszkanie, tym bardziej się podniecam, myśląc o tym, jakie mogłoby być piękne, gdyby ktoś o nie zadbał.

A poza tym to po prostu jestem ciekawska i bardzo mnie interesuje, jak inni ludzie mieszkają. Nie mówiąc już o tym, że naoglądam się wtedy kotów – bo nie wiem czy wiecie, ale z jakiegoś powodu na kilka ogłoszeń z mieszkaniami, zawsze na fotach jest przynajmniej jeden kot.

#2 OGLĄDAM FILMY Z KOTAMI

Ale NAPRAWDĘ oglądam filmy z kotami, a nie mówię o tym, że je oglądam, jak 90 % społeczeństwa. Teoretycznie wszyscy się podniecają tym, jak fajne i śmieszne są filmiki z kotami, ale nikt nie napomknie, że ostatni oglądał w 2005 roku w postaci nagranej na płycie kompilacji śmiesznych wideo rodem ze „Śmiechu warte”.

Jak mieliśmy brać Sznurka, to obejrzałam chyba wszystkie dostępne filmy z ragdollami na YouTube (bo chciałam być pewna, że to na pewno kotek dla nas).

Teraz czasami YT mi proponuje filmy, ale najczęściej wchodzę po prostu na kanał, który zawsze mnie bawi – Kittisaurus. Dziewczyna nagrywa tam wyzwania z kotami albo pojedynki – jak np. koty kontra ogórek. Jest to bardzo relaksujące, odmóżdżające i… po prostu pozytywne.

Zresztą zobaczcie sami:

#3 ROBIĘ ZAKUPY SPOŻYWCZE

I znów: pewnie ktoś popuka się w głowę. Jak wyprawa do marketu może być odstresowująca? -zapyta. to raz. I dwa – jak w dobie minimalizmu, oszczędzania, bycia less waste i tak dalej mogę mówić, że zakupy mnie odstresowują?

Ale tak jest. Myślałam długo nad tym, dlaczego i doszłam do przyczyny – jak zrobię dobre, spożywcze zakupy, to mogę sobie zaplanować świeże, zdrowe posiłki. Jak sobie mogę zaplanować takie posiłki, jakie chcę – to czuję, że mam większą kontrolę nawet w momentach, kiedy moje życie to totalny chaos.

Więc już sam fakt robienia zakupów spożywczych mnie relaksuje, bo już wiem, że przynajmniej to dzisiaj ogarnęłam w odpowiedni sposób i po swojemu.

Oczywiście, zwykłe zakupy wcale mnie nie odstresowują – wręcz przeciwnie. Jak mam sobie kupić ubrania, to jestem po prostu chora! Już sobie wtedy wizualizuję tych ludzi w sklepach, i przymierzanie, i łażenie…. nie ma szans. Takie rzeczy załatwiam raczej online, jeśli tylko jest taka możliwość.

NIEWAŻNE, ŻE DZIWNE. WAŻNE, ŻE DZIAŁA

Próbowałam też kolorowanek, medytacji oraz innych bardziej „typowych” sposobów na zrelaksowanie się, ale albo mi brakowało wytrwałości, albo po prostu z jakiegoś powodu uznałam, że na mnie nie działają (chociaż przyznam, że nie jestem bardzo wytrwała w tych praktykach, więc mogłam po prostu poświęcić na to za mało czasu).

Ale z drugiej strony – no i co? Skoro relaksuje mnie oglądanie czyichś mieszkań (na szczęście w internecie, a nie w realu – to by mogłoby być przerażające i jestem prawie pewna, że jest na to jakiś paragraf), śmieszne koty i kupowanie marchewek, to… będę to robić.

Bo chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby poczuć się lepiej. Po prostu.