Prawdziwy powód, dla którego nie czytasz książek. Jak czytać więcej? Kilka trików.

Jako dziecko pochłaniałam NIEMOŻLIWE ilości książek. Jak robot. W każdą sobotę szłam do biblioteki i wypożyczałam kilkanaście tytułów. Za tydzień byłam z powrotem, żeby oddać przeczytane i wypożyczyć nowe. Ludzie podejmują wyzwanie, żeby przeczytać 56 książek w rok – ja to potrafiłam zrobić czasami w miesiąc. Aż w pewnym momencie coś się zepsuło. Czytałam rzadziej.
I rzadziej.
I coraz rzadziej.

Aż w końcu z przerażeniem odkryłam, że od dawna nie przeczytałam ani jednej książki.

„JAK BĘDZIESZ DOROSŁA, TO NIE BĘDZIESZ MIAŁA CZASU NA CZYTANIE” – PRZEPOWIEDNIA?

Kiedy dorośli widzieli mnie jako czytające dziecko czy nastolatkę, zazwyczaj pobłażliwie kiwali głowami i mówili coś w stylu: „zobaczysz, jak dorośniesz, to na pewno nie będziesz czytać. Nie ma na to czasu. ” Zapierałam się, że na pewno tak nie będzie, że nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie nie czytają i że to w ogóle nie jest możliwe.

A potem kiedyś już jako dwudziestoparolatka obudziłam się i okazało się, że sama stałam się takim nieczytającym dorosłym. Przepowiednia?

Wcale nie.
Po prostu kilka błędów.

DLACZEGO TAK NAPRAWDĘ NIE CZYTASZ?

Bo nie chcesz.

Na tym mogłabym skończyć mój wywód, opublikować tekst i poczekać na burzę w komentarzach. Niezależnie od tego, czy czujecie się niesprawiedliwie osądzeni, czy też nie – jest w tym zdaniu naprawdę dużo prawdy – jeśli nie czytasz, to widocznie tego nie chcesz. Dajcie mi się poprawić i sprecyzować: nie chcesz wystarczająco.

Fot. Fotografia dla biznesu

Ale ja chcę, ale nie mam czasu!” – myślisz sobie. Ja też tak myślałam!

Jestem w stanie zrozumieć, że istnieje grono osób, które rzeczywiście nie ma czasu na czytanie – bo nie ma czasu na nic.

Ale widzę też, że istnieje jeszcze większa grupa ludzi, której wydaje się, że nie ma czasu, podczas gdy w rzeczywistości… po prostu nie chce wystarczająco mocno.
Już tłumaczę.

Mogę spokojnie zaobserwować kilka grup „nieczytających”, którzy chcieliby mieć książki w ręce nie tylko podczas przeglądania ich w trakcie kolejki w Biedronce.

  1. Chcieliby, ale nie lubią czytać. Tutaj są dwie opcje.

    Pierwsza: widocznie te osoby nie znalazły jeszcze pozycji dla siebie. Z książkami jest jak z filmami – nie każdy gatunek będzie ci odpowiadał. Oprócz lektur szkolnych i popularnych w social mediach tytułów, jest jeszcze MNÓSTWO innych pozycji, które mogą pomóc odkryć miłość do czytania. Czasami wystarczy po prostu sięgnąć po książki dotyczące naszego hobby, zainteresowań, albo wręcz przeciwnie – po powieści zupełnie odmienne od tego, co znamy na co dzień.

    Druga opcja: to naprawdę nie dla ciebie. Bywa, że z czytaniem jest jak z bieganiem, graniem w gry komputerowe czy wyszywaniem: niektórym to nie sprawia przyjemności i tyle. Wychodzę z założenia, że życie jest za krótkie, żeby się zmuszać – jeśli próbowaliście wiele razy i ciągle wolicie patrzeć, jak schnie farba na ścianie, niż czytać, to może rzeczywiście nie warto się męczyć.
  2. Chcieliby, ale wolą odpalić Netflixa. Auć! To mogło zaboleć, ale jest jak najbardziej prawdziwe. Bardzo często wydaje nam się, że nie mamy czasu na czytanie, bo przecież to jest takie czasochłonne, no i najlepiej to mieć wolny weekend… ale na serial albo dwa zawsze jest czas. Priorytety.
  3. Chcieliby, ale wieczorami siedzą z nosem w telefonie. Nieśmiało mogę podnieść tutaj rękę do góry, bo przed snem zamiast chwycić za książkę, często zdarzało mi się chwycić za swój smartfon. A potem zdziwienie, że kiedyś tyle czytałam, a teraz naprawdę, ale to naprawdę nie mam czasu!
  4. Chcieliby, ale strasznie opornie im to idzie. Może czas zmienić lekturę? Czasami zmuszamy się do czytania czegoś bo modne, wypada, bo już zaczęłam, bo wszyscy… jeśli czytanie idzie ci jak z krew z nosa, ale jednocześnie nie jesteś przypadkiem numer jeden, to prawdopodobnie nie jest to książka dla Ciebie. Po prostu.

MOJE SPOSOBY NA REGULARNE CZYTANIE

Do sedna: to jak czytać więcej? Przede wszystkim uświadomić sobie, że dużo zależy od nas i naszych chęci, a następnie wprowadzić program naprawczy. Mam dla Was kilka sposobów, które pomogły mi czytać więcej, chętniej i regularnie. Może nie jest to 30 książek tygodniowo, ale bywa, że jest zdecydowanie więcej niż jedna. Jak na dorosłe życie – to całkiem dobra statystyka.

  • Skróć czas na Netflix i Instagram – przykro mi, ale doby się rozciągnąć nie da. Jeśli aktualnie nie masz czasu na czytanie – zastanów się, czy jest coś, co może zżera go w nadmiarze. W moim przypadku był to właśnie Netflix i Instagram – wystarczyło delikatnie tam uciąć, żeby nagle znalazł się czas na książkę.
  • Ustaw realny cel i spróbuj się go trzymać – ale tylko, jeśli Cię to motywuje – jeśli lubisz konkretne cele i jest to coś, co pozwala ci trzymać się swoich postanowień: proszę bardzo! Niektórzy wyznaczają limit książek przeczytanych w miesiąc, inni – ilość stron, którą chcą pożreć. Pamiętaj tylko, że taki cel musi być OSIĄGALNY. Jeśli aktualnie liczba książek czytanych na miesiąc wynosi zero, a nagle zachce Ci się czytać dziesięć tytułów w trzydzieści dni, to… powodzenia. To znaczy, to może się udać, ale nie oszukujmy się – w większości przypadków się nie uda. I tyle.
  • Ustal konkretną porę – to było dla mnie bardzo przydatne! Jako dziecko i nastolatka zawsze czytałam przed snem i były momenty, że jeśli tego nie zrobiłam, to nie mogłam zasnąć! Było więc dla mnie naturalne, że moją porą będzie znowu wieczór. Kładę się do łóżka dwadzieścia czy trzydzieści minut wcześniej i przed zaśnięciem czytam. Gorzej, jeśli się wciągnę… bo wtedy nie przestaję czytać i rano jestem nieprzytomna.
  • Miej książkę zawsze przy sobie – … i tutaj dziękuję ludziom, światu i technice za Kindle, czyli czytnik książek. Niestety, mam też skłonności do czytania grubych książek, więc dźwiganie tego nie byłoby zbyt praktyczne – a tak mam mnóstwo książek na czytniku i po prostu biorę go wszędzie ze sobą. Wtedy możesz czytać w komunikacji miejskiej w drodze do szkoły, na uczelnię, do pracy… w naprawdę długiej kolejce w Biedrze… w poczekalni u lekarza i w innych miejscach, gdzie normalnie scrollowalibyśmy telefon. A i takie przypomnienie – jeśli nie masz czytnika to też w sumie nie problem, ja to rozwiązywałam tak, że cieńsze książki brałam do torebek, a grubsze czytałam w domu. Czasami więc czytałam dwie książki (lub więcej) w jednym okresie.
  • Połącz czynności – to, co pisałam wyżej: można czytać w komunikacji miejskiej, czekając w kolejce na lekarza, ale też w innych sytuacjach. Na przykład Ania z bloga aniamaluje często czyta w wannie (nie jestem zboczeńcem, który Anię podgląda – po prostu często wrzuca stories z poleceniem jakiejś książki w wannie :D), a ja czytam przy posiłkach, jeśli jem je sama.
  • Nie czytaj książek, które Ci się nie podobają – szkoda czasu i chęci. Kiedyś byłam taka, że niezależnie od tego, czy mi się książka podobała i tak ją czytałam, bo „przecież już zaczęłam”. Teraz już tego nie robię. Nie podoba mi się – nie męczę się i nie czytam. Szkoda mi czasu, ale też taka nieciekawa pozycja może skutecznie zniechęcić do czytania na kolejne tygodnie.

SAM SIEBIE ZAPYTAJ, CZY NAPRAWDĘ NIE MASZ CZASU NA CZYTANIE

… czy po prostu czytać nie chcesz. Bo tak też może być i to nie jest nic złego. Wiadomo, że czytanie rozwija, wzbogaca i tak dalej, ale z czytaniem jest jak z każdym inną czynnością – czasami jedni to lubią, a inni nie i po prostu należy to zaakceptować.

U mnie zdecydowanie okazało się, że czas na czytanie mam… kiedy wreszcie o ten czas zadbałam, bo niestety jak ze wszystkim w życiu, samo się nie zrobi i magicznie doba mi się nie rozciągnie, żeby pomieścić wszystko, co bym chciała (chociaż byłoby bardzo miło).

Zastanawiam się, jak to jest u Was – czytacie czy nie czytacie? Sporadycznie, regularnie? Dużo, mało? A może sami macie jakieś patenty na czytanie, które mogłyby komuś pomóc?