Od kiedy zorientowaliśmy się, że nie damy rady zorganizować ślubu w kilka miesięcy, bo wszystko już pozajmowane, odłożyliśmy ten temat na później. Życie więc zaczęło się toczyć, kolejne projekty przychodziły nam do głowy, aż w tamtym tygodniu zorientowałam się, że jeśli wszystko ma być tak, jak chcemy – czyli w odpowiednim miesiącu, w odpowiednim miejscu i odpowiednim wszystkim – to musimy zacząć działać, bo znów usłyszę: „no niestety, wszystkie terminy mamy zajęte”.
Zakasałam więc rękawy i rzuciłam się w wir weselnych stronek, fanpejdży dla panien młodych i fryzur z kwiatkiem na Pintereście.

 

ALTERNATYWNY ŚWIAT

Zacznijmy od tego, że o ile zdawałam sobie sprawę, że pewnie prędzej czy później czeka mnie ślub, to jakoś szczególnie nie analizowałam tematu. Nie zastanawiałam się nad tym, co się robi najpierw a co później, co jest ważne, a co można kompletnie zignorować i nawet najbardziej czepialska się ciocia tego nie zauważy. Byłam totalnie zielona. Mam tylko jedną koleżankę, która jest po ślubie, druga ma wesele w październiku. Ani więc nie byłam szczególnie częstym gościem ślubów, ani też kompletnie nie wiedziałam, od czego zacząć.

Zaczęłam więc szukać informacji… i odkryłam alternatywny świat w internecie, o którym nie miałam pojęcia.
Blogi o ślubie. Portale o ślubie. Strony dla panien młodych. Fanpejdże z inspiracjami. Tablice na Pintereście. Grupy wsparcia. Sklepy ślubne. Albumy z sukniami. Moda ślubna 2018/2019. Wyszukiwarki obiektów. Wyszukiwarki zespołów. Wyszukiwarki wyszukiwarek. To tak, jakbym odkryła drugi internet – w życiu nie sądziłam, że tych materiałów o tematyce ślubnej jest tak dużo! Ludzie, przecież to się – teoretycznie – bierze raz w życiu!

W każdym razie: kiedy już po kilku dniach totalnego amoku otrząsnęłam się z nadmiaru inspiracji ślubnych, zaczęłam powoli ogarniać, że przy organizacji ślubu potrzebna jest taktyka i bardzo, bardzo, BARDZO długa lista zadań. I syropek na uspokojenie, coby nie utonąć w dyskusjach na temat tego, jaki kolor kwiatków powinien być w bukiecie.

TAKTYKA – JAK NA WOJNIE

Tak jak mówię – byłam zielona. Szczerze mówiąc, pierwsze organizowanie czegokolwiek zaczęłam od wybierania sukni ślubnej, dopóki któraś życzliwa koleżanka nie powiedziała mi, że co mi nawet po najładniejszej sukni, jak nie będzie sali. Tym sposobem udało mi się przesortować priorytety i ruszyć do dzieła.

Wybieranie miejsca bardzo mnie zmyliło, bo wcale nie było trudne; wynika to z tego, że mieliśmy określonych kilka wymagań, przez co na starcie odpadły już sale a’la disco, pałacyki i inne tego typu pomieszczenia. Z dłuuugiej listy, która mi się wyświetliła w jednej z wyszukiwarek, w ciągu dziesięciu minut ograniczyłam się do 6 pozycji. Po wykonaniu telefonów – do dwóch. Patrzyłam na te dwie sale zapisane w moim notesie i pomyślałam: o co ludziom chodzi z tą organizacją ślubu? Przecież to było banalne!

Żyłam w błędzie przez jeden dzień – potem zaczęłam szukać orkiestry i fotografa.
No i się zaczęło.

Wybór jest ogromny, a niektóre ceny takie, że praktycznie cały mój budżet weselny poszedłby na jedną rzecz. No i te całe legendarne terminy! Już rozumiem, o co chodziło ludziom, którzy organizowali swoje wesele dwa lata wcześniej (a ja – osoba bardzo spontaniczna, pukałam się w głowę). Teraz już się nie pukam i grzecznie trzymam kciuki przy każdej rozmowie telefonicznej, żeby „nasze” terminy były wolne. No i o tylu rzeczach trzeba pamiętać!

Jak porządna panna młoda, zrobiłam odpowiedni research: zarejestrowałam się na platformie ślubnej (szczerze mówiąc, podziwiam wszystkie panny młode za ogarnięcie tematu, bo ja radzę sobie tylko dlatego, że na tej platformie ślubnej jest gotowa lista zadań do odhaczania, i ja jak to cielę, jadę za nią krok po kroku), na Pintereście zrobiłam foldery z sukniami i salami oraz taktycznie polubiłam dwa fanpejdże weselne, żeby w chwili załamania móc rozśmieszyć samą siebie jakimś prawdziwym, ślubnym memem (swoją drogą – uwielbiam memy).

I coś, o czym w życiu bym siebie nie podejrzewała: ja, osoba, która do ślubu podchodziła raczej w stylu „weźmiemy jaki weźmiemy, ważne, że się kochamy”, nagle zamieniłam się w zupełnie inną osobę, mówiącą: „ja chcę tak i kurde będę tyle szukać, aż znajdę odpowiednią osobę do tego!” i do snu oglądającą na youtube teledyski weselne.

PROJEKT ŚLUB: CZAS ZACZĄĆ!

W każdym razie podwijam rękawy i działam, jednocześnie pytając wszystkie zamężne czytelniczki tego bloga: o czym powinnam pamiętać? Bo znając mnie, będę miała super orkiestrę i fotografa, ale zapomnę zaklepać sali albo kupić butów. Także jeśli macie jakieś pomysły  i rady – piszcie! Przyjmę wszystkie!

Total
226
Shares