Czasami w głowie jest po prostu za dużo.
Za dużo myśli, problemów, zobowiązań, stresów, spraw innych ludzi. Myślenia o tym, co będzie, co jest, co było, co trzeba zrobić, co zjeść, kogo spotkać, co powiedzieć, jak się zachować, w co się ubrać, co kupić na promocji makijażowej w Rossmanie, kiedy zadzwonić do mamy, jak odpisze ten Ważny Człowiek i czy dadzą ten kredyt na mieszkanie, czy nie.

Po prostu: myśli jest za dużo. Tłoczą się w głowie i masz wrażenie, że zaraz wybuchnie. Do pewnego momentu ogarniasz i to świetnie, żonglujesz obowiązkami, zbierasz oklaski i słowa podziwu i jest super. Słyszysz: wow, jak ty tak wszystko robisz? Wow, że ci się chce! Pracujesz na najwyższych obrotach, i chcesz odpowiedzieć, że czasami też ci się nie chce, ale życie jest życiem i bywa, że nagle pięć spraw nałoży się na siebie i nie masz wyjścia. Musisz. Wiec robisz.
Aż nagle dochodzi jedna mała rzecz i czara się przelewa.

Czasami z tego natłoku nie chce się wstać. Nie chce się, nie ma się siły, żeby kolejny dzień zmagać się ze wszystkim na raz. Na samą myśl chce ci się płakać, bo chcesz, żeby zostawili cię w spokoju na jeden, cholerny dzień. I akurat tego dnia telefon nie przestaje dzwonić, skrzynka mailowa prawie wybucha, a ty jak na złość musisz ubrać się jak człowiek i wyjść na spotkanie. I oczywiście się do tego zmuszasz, bo kto to widział: brać wolne, bo masz dość?

I najlepsze z tego: wbrew pozorom to nie dlatego, że nie potrafisz powiedzieć „nie”. To nie dlatego, że bierzesz za dużo, jak mówią inni ludzie. Po prostu życia nie da się zaplanować i bywają gorące okresy, gdzie wszystko się na siebie nakłada – norma. A czasami są też dni, kiedy nawet nie ma tyle do zrobienia, ale czujesz się przytłoczony i nie jesteś w stanie zrobić nic, bo wszystko cię przerasta, mimo, że nie ma powodu. I wiesz co?

I TO JEST W PORZĄDKU.
Zdziwiony?

OPRÓCZ NEREK, ŻOŁĄDKA I WĄTROBY, MASZ TEŻ SWOJĄ GŁOWĘ

Wczoraj był Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Zdrowia, o którym praktycznie się u nas nie mówi – może się przebąkuje coś, gdzieś na boku. Po cichu. Że mamy zły dzień, czy coś. Nic więcej. Bo jeszcze ktoś sobie coś pomyśli…

Zdrowie psychiczne to nie tylko depresja/brak depresji. Choroba psychiczna/brak choroby psychicznej. Humor/brak humoru. Zaburzenia odżywiania/ brak zaburzeń. To nie ciąg czarno-białych statusów: zdrowy albo czubek. A wiele osób tak uważa.

O swoje zdrowie psychicznie powinniśmy dbać dokładnie tak samo, jak dbamy o swój płaski brzuch czy swoje ciało, kiedy mamy grypę. A nie zamiatać sprawę pod dywan.

Kiedy miałam takie okresy, o których pisałam wyżej – że czułam się po prostu przytłoczona, czułam wielkie wyrzuty sumienia.  Że dużo rzeczy się dzieje, trzeba działać, spotykają mnie pozytywne wydarzenia, a ja nie mogę wyjść spod kołdry, bo mnie to przerasta, bo jest tego za dużo. Bez sensu, prawda? Może czułabym nadal takie wyrzuty, gdyby nie to, że czytam mnóstwo anglojęzycznych blogów. A tam temat przytłoczenia – czyli czucia się overwhelmed – jest na porządku dziennym.
Dlaczego?

Bo to, do cholery, jest normalne uczucie!
Czasami mamy Dzień Naleśnika, czasami wstaniemy lewą nogą, a czasami w życiu dzieje się za dużo i pewnego dnia budzimy się przytłoczeni i nie jesteśmy w stanie nic ze sobą zrobić. I to jest w porządku. Każdy z nas czasami ma dość i musi naładować baterie. Albo ma dzień, w którym wszystkie sprawy i zmartwienia wydają się być gigantyczne, chociaż wcale nie są.

Czytam wiele blogów innych freelancerów i uczucie przytłoczenia czasami się po prostu pojawia – i już. Tak bywa. Pojawiają się wpisy – jak z tym walczyć, jak tego uniknąć, co zrobić, żeby poprawić sobie humor. A u nas… chyba wstyd się przyznać, że coś jest nie tak. Chyba boimy się, że ktoś nas skrytykuje – bo przecież zaraz pojawią się głosy: to po co tyle na siebie bierzesz, to po co tyle robisz, to weź odpocznij, to to robisz źle, to trzeba było, to jesteś pracoholikiem, to coś tam… Ogólny komunikat jest taki: to twoja wina, że się tak czujesz.

Zamiast po prostu: ok, rozumiem, ja też tak czasami mam.
Tak samo, jak masz czasami katar.

TO ŻADEN WSTYD – CZUĆ SIĘ ŹLE

Przyzwyczajono nas, że powinniśmy być pozytywni, radośni i pełni sukcesu. Zawsze. Jakoś w tych wszystkich motywujących przekazach zapomniano o jednej ważnej rzeczy: czasami zdarza się gorszy dzień. I tyle. Każdemu.

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego jeśli mamy gorączkę, to jesteśmy w stanie wziąć wolne, ale jeśli czujemy się psychicznie tak źle, że nie jesteśmy w stanie wstać z łóżka i zmierzyć się ze światem, to zaciskamy zęby i idziemy, chociaż chce nam się ryczeć z bezsilności?
To nie ma żadnego sensu.

Dlaczego musimy wymyślać chorobę (sorry Ula, dzisiaj nie pójdę z tobą na zakupy, coś mnie brzuch boli) żeby ukryć to, że po prostu jest nam źle (a tak naprawdę mam doła jak stąd do Kanady i nie mam siły na jakiekolwiek relacje międzyludzkie).

Czy to nie jest głupie? Czy nie lepiej po prostu przyznać, że czasami dni są do dupy, rzeczy jest za dużo, od myśli wybucha nam głowa, albo po prostu nie mamy siły?

Z okazji tego Światowego Dzień Zdrowia Psychicznego oświadczam wam: nie ma nic złego w tym, że czasami czujecie się do dupy. I nie ma nic złego w tym, że mówicie to na głos.

To jest właśnie dbanie o swoje zdrowie psychiczne. Przyznanie się do tego, że dzisiaj nie macie siły. To nie jest oznaka słabości. To oznaka rozsądku! Dbania o siebie! Czasami same wyrzucenie z siebie tego, co nas męczy i dręczy, pomaga i wystarczy. Czasami trzeba zrobić sobie dzień wolnego. A czasami trzeba porozmawiać ze specjalistą. I każde z tych rozwiązań jest dobre i nie świadczy o tym, że coś z tobą jest nie tak.

Bo tak jak czasami może boleć brzuch, tak czasami boli wnętrze. I to jest w porządku – wystarczy to po prostu wreszcie zaakceptować.

Total
307
Shares
  • Pewnie jest lepiej, ale niestety ludzie wolą problem zamieść pod dywan. Myślą, że wyjdą na debili, lepiej zwalić na ból tak jak mówisz – bo to jest powszechne i normalne, że coś boli.
    Pewnie też dlatego drugi człowiek odbiera to źle gdy ktoś mówi że ma doła bo ludzie dużo narzekają, i często nie wiadomo czy ktoś naprawdę się źle czuje czy ma wszystko po prostu w d*pie.. I tutaj pasowałoby znaleźć złoty środek, aby widzieć kto naprawdę coś robi i ma gorsze dni czasami a kimś kto mówi że dużo robi i ma dużo gorszych dni a tak naprawdę ma wyrąbane. Wtedy świat byłby prostszy! 😉

  • Paulina

    Jak zwykle trafiasz w sam środek. To aż przerażające się robi, jak ktoś pisze o stanie w jakim akurat się znajdujesz… Chociaż mi czasami w dniu takiego mega doła pomaga praca. Żeby zająć czymś głowę. Ale często się nie da. I tak jak mówisz, wymyśla się różne dolegliwości, żeby ludzie dali nam po prostu spokój. Bo akurat nie chce się z nikim gadać, i chce się leżeć jak naleśnik i oglądać seriale i liczyć, że jutro będzie lepiej. Czekałam na jakiś twój post, na jakąś nową motywacje,a tu proszę. Opisujesz jakbyś siedziała obok mnie. To niesamowite ! Cieszę się, że dalej piszesz coś co nie jest związane z sportem 😛 Pozdrawiam ciepło i prosimy o więcej <3

  • Danuta Nowicka-Piskor

    Marto, staram się być na bieżąco z Twoimi postami..odkąd znalazłam Ciebie na YT z ćwiczeniami zaczęłam również śledzić to, co piszesz. Ostatnio na moim profilu FB zamieściłam taki oto post:
    ” cały dzień pada…
    krople deszczu rozbijają się o szyby a ja trwam jakby w zawieszeniu, w próżni bez czasu i znaczenia. Świat nie zwraca dzisiaj na mnie uwagi, ja nie zwracam jej na świat -to wszystko, co dzieje się za oknem-nie dotyczy mnie, omija niczym ogień wodę.
    Świat nie jest dla wrażliwców. Nie ma w nim serca, chwil zastanowienia, przebłysku ludzkich uczuć-jest strach.. strach przed wyborem, przed wypowiedzeniem na głos słów, które mogłyby zostać usłyszane, strach przed spojrzeniem, które mogłoby zostać zauważone.Świat, w którym liczy się ciało a nie umysł, rzecz lecz nie człowiek, komputer ale nie rozmowa. Sama nie wiem czy napawa mnie to smutkiem czy raczej obrzydzeniem.
    Czyż naprawdę człowiekiem czyni nas to ile mamy? co mamy? jak mamy? jak wyglądamy? czego nie mówimy?co ukrywamy? Ale przecież sami siebie nie możemy oszukać..a może jednak…
    Jest w mojej grupie znajomych na FB wiele osób, które czytają moje słowa -lecz nigdy nic nie napiszą gdyż ukrywają myśli przed innymi, milczą jak zaklęte kamienie, są osoby, które obserwują – lecz udają, że nie widzą- to syndrom naszych czasów-NIE WIEDZIEĆ, NIE WIDZIEĆ, NIE MÓWIĆ. Po co to całe udawanie? Wiecie co…zastanawiam się nad tym, ilu z Was by w ogóle zauważyło, że mnie nie ma? że nie wypowiadam już żadnych słów, dali by lajka? tylko pod czym?
    I tak serce wrażliwca zaczyna twardnieć…”
    I wiesz jaki odzew? 2 osoby..tylko 2 osoby na 212 „znajomych”.
    Może mój komentarz nie za bardzo na miejscu pod Twoim postem lecz zamyka się w tematyce, którą poruszyłaś…czasami boli mnie wnętrze-tak po prostu..najzwyczajniej w świecie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie Marto i dziękuję, że w świecie nieszczerych spojrzeń można przeczytać szczere słowa 🙂

  • Dzięki za to małe rozgrzeszenie. Teraz spróbuję się rozgrzeszyć sama przed sobą 🙂

  • Weronika Wróblewska

    Pani Marto jest pani świetna, dziwnym zbiegiem okoliczności dziś miałam właśnie taki dzień przez ogrom obowiązków zrobiłam się nerwowa i wpadłam w doła . A przez cały czas wmawiałam sb ze muszę być uśmiechnięta i pozytywna .Na szczęście spadła mi pani z nieba . Dziękuje za ten materiał jak i resztę pozdrawiam .

  • a.nessy

    Jeden z najlepszych postów jakie przeczytałam. Poruszyłaś bardzo ważny temat i jestem Ci za to bardzo wdzięczna. To świetne uczucie wiedzieć, że nie tylko ja czasami mam takie problemy. Najgorsze jest to, że jak czuję się źle psychicznie i nie mam siły ani ochoty uśmiechać się czy rozmawiać z ludźmi to od razu wszyscy mnie oceniają – że jestem wiecznym smutasem, że co tam moje problemy, że przecież jestem młoda i powinnam się uśmiechać BO TAK. Dobrze jest czasami sobie powiedzieć „kurczę, mam wszystko w dupie, idę oglądać seriale na netflixie” i po prostu odłączyć się od całego świata.

  • Żyjemy w dobie perfekcjonizmu, stąd nasz wstyd przed nic nie robieniem, dniem lenia, lenistwem i po prostu odpoczęciem. Ostatnio pracuje od rana do wieczora, chodze na zajęcia, piszę bloga i robie tysiąc innych rzeczy, nie pamiętam kiedy tak po prostu leżałam, patrząc się w ścianę, bawiłam sie ze zwierzakami i coraz bardziej brakuje mi takich chwil.

  • December

    2 najważniejsze sprawy, których musiałam się nauczyć w dorosłym życiu to cierpliwość i akceptacja. Akceptacja, że czasem zbyt dużo się dzieje, że nie zrobię wszystkiego, co sobie zaplanowałam, że czasem wali się zbyt dużo na raz, czy że pomimo harówki czasem brak szczęścia zadecyduje, że po prostu nie osiągnę wymarzonego wyniku w danej dziedzinie. I cierpliwość, że droga do osiągnięcia celu jest długa i wyboista czy że problemy są przejściowe i kiedyś się w końcu ułoży. Dlatego jak nadchodzi zły dzień, to po prostu to akceptuje i cierpliwie czekam na kolejny. Jesteśmy tylko ludźmi.

  • Czasami chciałabym, żeby na taki kiepski humor, dół, przytłoczenie można było wziąć zwolnienie lekarskie. Normalnie, tak samo, jak dbamy o katar, tak dbamy o swój dobrostan. Tylko wielu z nas wydaje się, że jak źle się czujemy, to przecież nic takiego, nic tak poważnego, żeby z tego powodu zrobić sobie wolne. Wiesz, co mnie ostatnio zszokowało? To, że np. w Holandi czy w Wielkiej Brytanii nie musisz iść do lekarza po zwolnienie. Sam poświadczasz za siebie, że nie jesteś zdolny do pracy. Liczba takich dni jest nielimitowana. Myślę, że to fajne rozwiązanie i na pewno pomogłoby nam uporać się z Dniami Naleśnika oraz innymi okresami kiepskiego humoru. Czekam, aż pojawi się u nas. 🙂

  • Kiedyś bardzo nie szanowałam swojego zdrowia psychicznego. Od kilku miesięcy staram się to zmienić i jest cholernie ciężko, ale przynajmniej poczyniłam ku temu kroki. Dodatkowa robota? Jasne! Może jeszcze komuś pomóc? Organizacja konferencji? Prowadzenie koła? Nauka? Jasne, przecież dam radę! Ciało się zregeneruje szybko, ale głowa to inny temat. Zamiast dać sobie ten czas na bycie po prostu naleśnikiem, albo po prostu pozwolić sobie na gorszy dzień, to ja tyrałam i tyrałam, a do tego jeszcze martwiłam się wszystkimi wokół. Na dłuższą metę to po prostu by mnie chyba wykończyło, więc obecnie wrzucam na luz, praktykuję jogę i czuję się, jakbym rodziła się na nowo.

  • Anna Emka

    Pewnie, że można być przytłoczonym od czasu do czasu. I trzeba sobie na to pozwolić, bo od czasu do czasu jest OK. Ale co jak ktoś tak ma non stop. Takie „przytłoczenie życiem”? Wtedy potrzeba dużego kopa. I te kopy często dostaję od Ciebie właśnie, Marta. Czytam Cię od kilku lat i artykuły motywacyjne są naprawdę super. Coś się zaczyna dziać w mojej główce. Ostatnio znalazłam też na polakpotrafi.pl świetny projekt. Baaardzo chciałabym przeczytać jedną z tamtejszym zamieszczonych książek, ale aby to zrobić, musiała by ona ( ta książka) ujrzeć światło dzienne( czyt. zostać wydana). Dlatego piszę tu z nadzieją, że kogoś też zainteresuje i wesprzecie projekt Pauliny „W pułapce kolejności” , zostało 20 dni! Pozwolę sobie wstawić link: https://polakpotrafi.pl/projekt/w-pulapce-kobiecosci Pozdrawiam wszystkich:)
    P.S. I nie, nie jestem autorką, ja naprawdę chętnie przeczytałabym taką książkę motywacyjną.