Piątek z Martą #60: pierścionek i zmiany.

Za każdym razem, kiedy mówię, że więcej już się dziać nie może, przychodzi życie i parska: „tak? No to patrz!”, podsuwając mi kolejną nowość.
Na przykład Patryka klęczącego przede mną z pierścionkiem.

Gdzie, jak, kiedy – pozwólcie, że zachowam to dla siebie. Chciałabym jednak jak najszybciej (ekhm, dwa tygodnie po fakcie) oznajmić wam fakt, że w mojej biżuterii składającej się z zerowej liczby elementów, pojawił się jeden nowy nabytek. Wiele osób nie widziało wpisu na instagramie (zdjęcie z nogami, poniżej) i jestem codziennie pytana o tajemniczy pierścionek na palcu. 😀 Tak, tak, to TEN pierścionek.  Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Nie chciałam jednak sprawy rozdmuchiwać, ale widzę, że nic nie ujdzie uwadze czytelników 🙂

CO U MNIE?

W związku z tym, że tej wiadomości nic nie przebije, postanowiłam zacząć dzisiejszy Piątek z Martą z grubej rury i przejść do porządku dziennego.

Cały lipiec spędzony poza domem dał mi w kość. Pisałam wam już, że nie jestem typem podróżnika, więc podróże, nawet najciekawsze, mnie męczą i tęsknię za swoim łóżkiem, swoim kubkiem do herbaty i zwykłą codziennością. Jutro rano wracam z ostatniej już wyprawy i mam zamiar zabunkrować się w domu i zostać piwniczakiem (jak ktoś nie wie, kim jest piwniczak, odsyłam do tego wpisu: klik).

W międzyczasie pracujemy nad nową stroną naszego sklepu i zaczynamy podejmować cholernie dorosłe decyzje, typu: czy kupujemy mieszkanie, czy wychodzimy z inkubatorów przedsiębiorczości i czy na wesele zapraszać wujków z wąsem. Nie wiem, kiedy przekroczyłam tą dziwną granicę pomiędzy problemami, które ograniczały się do tego, co zrobię na obiad do problemów związanych z kredytem na setki tysięcy i przeglądaniem Pinteresta w poszukiwaniu sukni na ślub, ale powiem wam jedno – przekroczenie tej granicy przyszło jakoś tak cholernie niezauważenie i szybko.

Dla mnie problemem jest wybranie dania w restauracji i smaku saszetki dla Nitki, a nagle muszę podejmować decyzje, które zdecydowanie mają na mnie większy wpływ niż to, czy zjem dzisiaj pierogi czy naleśniki. Oczywiście trochę żartuję i się droczę, ale jedno jest prawdą – rzeczywiście nagromadziło mi się w jednym czasie sporo „dorosłych” spraw do rozwiązania.

Obserwuję też u siebie bardzo niepokojącą transformację: z postawy przed zaręczynami, pod tytułem „jak będę miała ślub, to byle jaki, byleby był, bo przecież najważniejsze, że się kochamy’, do postawy: „spędziłam ostatnie 5 godzin scrollując na pintereście inspiracje na urządzenie wesela”. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale jestem przez to strasznie rozdarta, bo z jednej strony myślenie o weselu i jego organizacji sprawia mi przyjemność i naprawdę daje szczęście, a z drugiej, jest to dla mnie bardzo prywatna sprawa.

Dlaczego to powoduje rozdarcie? Bo na blogu piszę o wszystkim, co mnie aktualnie pasjonuje i jak Boga kocham, chętnie obrzuciłabym was postami na ten temat, a z drugiej – chciałabym zachować granice mojej prywatności, które już dawno temu wyznaczyłam (wbrew pozorom, nie piszę o wszystkim – a tylko o tym, co chcę przekazać). Muszę pomyśleć, jak to rozgryźć, żeby mieć ciastko i zjeść ciastko.

Przygotowuję się też na blogu do otwarcia nowego działu – kariera & blogowanie. Odpowiednia zakładka już ma swoje miejsce, a niedługo znajdziecie tam na pewno nowe artykuły. Strasznie mnie cieszy, że mój blog zmienia się razem ze mną i zawsze odzwierciedla moje aktualne zainteresowania. Wiecie, że napisałam to już ponad 750 postów? Kosmos. Miałam z MP lepsze i gorsze chwile, ale zawsze było to dla mnie miejsce, w którym piszę bez spiny i wszystko, na co mam ochotę. To bardzo fajne uczucie.

OSTATNIO NA BLOGU

CIEKAWE LINKI

BLOGI CZYTELNIKÓW

Zbieram blogi do kolejnego sezonu polecania blogów czytelników w Piątku z Martą. Jeśli chcesz, żebym zareklamowała Twój blog:

  • wyślij mi maila na kontakt@martapisze.pl
  • w tytule KONIECZNIE napisz „Piątek z Martą”
  • w mailu uzasadnij, dlaczego powinnam polecić Twój blog i napisz o nim 2-3 zdania, żebym mogła przedstawić go czytelnikom

DO POSŁUCHANIA

Letnie piosenki – kto ich nie lubi? Ja aktualnie bez przerwy słucham jednej i tej samej piosenki i naprawdę podziwiam Patryka, że jeszcze nie wywalił mnie z domu. Podrzucam – jest tak wakacyjna, jak tylko może być i jestem pewna, że niektórym z was też wpadnie w ucho.